Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: herezje przeciw moralności

  1. Czy Joe Biden jest katolikiem?

    Możliwość komentowania Czy Joe Biden jest katolikiem? została wyłączona

    W ostatnim czasie uwadze niektórych komentatorów nie umknęła okoliczność, iż prezydent-elekt USA, czyli Joe Biden, jest drugim po Johnie F. Kennedym amerykańskim politykiem, który został wybrany na to najwyższe w owym państwie stanowisko, deklarującym się jednocześnie w sposób jawny jako wierzący oraz praktykujący katolik. Jest to swego rodzaju ewenement, gdyż w przeszło 200-letniej historii tej demokracji i republiki coś takiego wydarzyło się tylko dwa razy. Z drugiej strony nie sposób jednak przejść do porządku rzeczy nad wątpliwościami, jakie odnośnie deklarowanego przez prezydenta-elekta katolicyzmu podnoszą niektórzy co bardziej konserwatywni publicyści katoliccy. Jest bowiem wiedzą publiczną, iż Joe Biden w swej działalności politycznej od dawna wspiera małżeństwa sodomickie oraz legalność aborcji, a więc rzeczy, które w jasny sposób są potępiane przez nauczanie katolickie. Czy więc nowy prezydent Stanów Zjednoczonych może być rzeczywiście katolikiem popierając takie niegodziwości? A może w rzeczywistości jest on heretykiem, któremu zdaje się, że jest katolikiem, albo który udaje katolika?

    Odpowiedź na powyższe pytania nie jest wcale tak łatwa i prosta, jak mogłaby się z pozoru wydawać. Żadna z „zerojedynkowych” odpowiedzi nie jest tu bowiem łatwa do stwierdzenia. Ani wszak stwierdzenie: „Joe Biden jest katolikiem„, ani „Joe Biden jest heretykiem” nie okazują się być po bliższym przyjrzeniu w pełni zadowalające. Osobiście przychylałbym się do twierdzenia, iż o nowym prezydencie USA nie należy mówić w bardziej pewny sposób „Jest katolikiem” albo „Jest heretykiem„, ale powinno się raczej używać wobec niego jednego z bardziej „przedsoborowych” określeń teologiczno-kanoniczych, a mianowicie, że jest on „podejrzany o herezję„. Poniżej postaram się wyjaśnić, dlaczego postrzegam prezydenta-elekta Joe Bidena właśnie w ten sposób.

    ***

    Po pierwsze: by zarzucić komuś herezję i „niebycie katolikiem” nie wystarczy wskazać na popełnianie przez daną osobę, choćby i w sposób jawny oraz uporczywy zachowań, które są materią ciężkiego grzechu. Co więcej, nawet gdybyśmy byli pewni, iż taka osoba nie tylko czyni coś będącego materią ciężkiego grzechu, ale jeszcze dodatkowo ściąga na swe sumienie ciężką winę to i tak to samo nie uprawniałoby jeszcze nas do twierdzenia, iż taki człowiek dopuszcza się herezji, a co za tym idzie, nie jest katolikiem. Człowiek bowiem, który z jednej strony na poziomie intelektualnym zgadza się, iż dane zachowanie jest moralnie złe, ale i tak decyduje się je praktykować, ciągle jest katolikiem. Dodam, że nawet jeśli za swe złe czyny taka osoba nie żałuje, ale mimo to, na płaszczyźnie rozumowej oraz intelektualnej przyznaje, iż popełniane przez niego zachowania są moralnie złe, taki ktoś jest nadal katolikiem. Oczywiście, ów osobnik jest złym katolikiem, który znajduje się na drodze do piekła, ale jednak tak czy inaczej jest on/ona katolikiem. To co, czyniłoby takiego człowieka heretykiem to uporczywe zaprzeczanie, iż pewne praktykowane przez niego niemoralne rzeczy są moralnie złe, nie zaś same choćby i wieloletnie oraz pozbawione szczerej skruchy ich praktykowanie (o czym szerzej poniżej). Przenosząc zaś powyższe rozróżnienie na grunt działalności politycznej czy urzędowej, to można wyobrazić sobie sytuację, w której ten czy inny polityk albo urzędnik czyni coś moralnie bardzo złego, pomimo swej intelektualnej zgody na nauczanie katolickie w danej sprawie. Na przykład, niektórzy politycy mogą głosować za legalizacją aborcji, nie dlatego, iż uważają ją za moralnie dobrą w pewnych okolicznościach (co byłoby już herezją), ale dlatego, że boją się ostracyzmu ze strony swych partyjnych kolegów. Podobnie, ten czy inny urzędnik może udzielać ślubów parom sodomitów i lesbijek, nie dlatego, iż uważa czyny homoseksualne za dobre lub przynajmniej obojętne moralnie, ale może on to czynić z obawy przed utratą swej pracy. Osobiście podejrzewam, iż Joe Bidena raczej nie dotyczą tego rodzaju okoliczności i przynajmniej za jego publicznym wspieraniem sodomickich „małżeństwo” stoi jego wewnętrzne intelektualne przekonanie, to jednak nawet to podejrzenie nie rozwiązuje do końca problemu, czy w takim razie powinien być on uważany za heretyka.

    ***

    Po drugie: zgodnie chociażby z kanonem 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego herezją jest uporczywe po przyjęciu chrztu negowanie lub (pozytywne) powątpiewanie tym elementom nauczania katolickiego, które należy przyjmować wiarą Boską i katolicką. Jak zaś uczy Sobór Watykański I:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Od razu dodam, iż herezją może być negowanie bądź (pozytywne) powątpiewanie o prawdach i zasadach, o których Magisterium Kościoła w sposób nieomylny uczy w zakresie moralności. Na przykład, jeśli ktoś uważa, iż onanizm albo bezpośrednie zabijanie niewinnych nie są wewnętrznie złe, dopuszcza się w ten sposób co najmniej materialnej herezji. Na poparcie tego mego stwierdzenia mogę podać przykłady konkretnych wypowiedzi Magisterium Kościoła, w których pewne błędne wypowiedzi odnoszące się do postępowania na płaszczyźnie moralnej zostały zakwalifikowane jako właśnie „heretyckie”.

    I tak np. Sobór w Konstancji potępił następujący pogląd:

    „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu” (Patrz: Sesja XVII, V, 2).

    Ojcowie tego soboru uzasadnili napiętnowanie owego poglądu, w taki oto sposób:

    Pragnąc przeciwstawić się temu błędowi i usunąć go z korzeniami, święty synod, po dojrzałym namyśle ogłasza, orzeka i ustala, że doktryna tego rodzaju jest błędna w wierze i z punktu widzenia obyczajów, odrzucają i potępia jako heretycką, gorszącą, wywołującą niepokój i otwierającą drogę dla fałszu, oszustwa, kłamstwa, zdrady i wiarołomstwa. Ponadto ogłasza, orzeka i określa, że ci, którzy z uporem podtrzymują tę najbardziej zgubną doktrynę, są heretykami i jako tacy powinni być karani według prawnych sankcji kanonicznych.” (Patrz: Sesja XVII, V, 3, podkreślenia moje – MS).

    Z kolei Sobór w Vienne tak wypowiedział się na temat tych, którzy broniliby uprawiania lichwy:

    (…) Jeśli ktoś popadłby w taki błąd, że śmiałby z uporem twierdzić, iż uprawianie lichwy nie jest grzechem, postanawiamy, że powinien być ukarany jako heretyk, przy czym zobowiązujemy stanowczo miejscowych ordynariuszy i inkwizytorów niegodziwości herezji, aby występowali przeciw oskarżonym lub podejrzanym o tego rodzaju błąd tak samo, jak nie wahają się występować przeciw oskarżonym lub podejrzanym o herezję.” (podkreślenie moje – MS).

    Kongregacja Nauki Wiary zaś w dokumencie o nazwie „Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły <Wyznania wiary>” z dnia 29 czerwca 1998 roku prawdę nauczania katolickiego głoszącą, iż: „bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym” zaliczała do rzędu tych prawd, które:

    „(…) powinny być przez wszystkich wierzących przyjęte z wiarą teologalną. Dlatego gdyby ktoś uporczywie podawał je w wątpliwość lub odrzucał, podlegałby cenzurze herezji, zgodnie z odnośnymi kanonami Kodeksów kanonicznych”.

    Jeśli więc, Joe Biden na płaszczyźnie intelektualnej i rozumowej przyjmuje błędne tezy o braku wewnętrznego zła sodomii albo aborcji to oczywiście dopuszcza się on w ten sposób materialnej herezji. Materialna herezja nie jest jednak jeszcze w pełni tego słowa herezją. Herezją w sensie bardziej ścisłym jest dopiero „uporczywe” przyjmowanie heretyckich tez. A z taką sytuacją mamy do czynienia między innymi wtedy, gdy ktoś dobrze wie, że przyjmowany przez niego pogląd jest nie do pogodzenia z nieomylną częścią nauczania Kościoła. Sytuacja byłaby więc jasna i jednoznaczna, gdyby Joe Biden powiedział coś w stylu: „Tak wiem, iż aborcja oraz czyny homoseksualne są potępione przez nieomylne wypowiedzi Magisterium Kościoła, ale mimo to nie zgadzam się z tym nauczaniem„. Wtedy oczywiście mielibyśmy do czynienia z herezją formalną, a nie tylko materialną ze strony prezydenta-elekta USA. Jednakże, przynajmniej póki co, nie możemy całkowicie wykluczyć tego, iż prezydent Biden przyjmuje takie heretyckie tezy nie mając owej wiedzy. Oczywiście, naiwnością byłoby przypuszczać, że ów już wszak sędziwy mężczyzna w ogóle nie ma świadomości tego, iż przyjmowane przez niego opinie są w jakiś sposób sprzeczne z nauką Kościoła. Takie przypuszczenie można by może formułować względem 12-letniego chłopca, który uczęszcza do kościoła może raz na 2 miesiące, a nie wobec niemal 80-letniego mężczyzny, który co tydzień uczestniczy w niedzielnej Mszy świętej. Mimo to jednak Joe Biden może – w sposób szczery – uważać, iż kwestionowane przez niego nauczanie katolickie nie należy do tego typu doktryny, która jest nieomylna i którą należy przyjmować wiarą Boską i katolicką. W takim wypadku byłby on odpowiedzialny jedynie za przyjmowanie herezji materialnej, ale nie popadałby on jeszcze w herezję formalną. Inna sprawa, że jeśli tak miałoby być, to tym bardziej pasterze Kościoła powinni starać się wyprowadzić Joe Bidena z błędu, publicznie napominając go w tej kwestii oraz wzywając do porzucenia takich heretyckich opinii. W sytuacji, gdy nie jest to w sposób jasny czynione, a sam Biden otrzymuje Komunię świętą z rąk nawet i papieża Franciszka, polityk ten może być tym bardziej utwierdzany w swym ewentualnie błędnym przekonaniu o braku nieomylnego nauczania Kościoła w kwestiach wewnętrznego zła czynów homoseksualnych oraz aborcji.

    ***

    Joe Biden niekoniecznie jest zatem formalnym heretykiem. Jak już jednak wspomniałem, w przedsoborowej teologii i prawie kanonicznym istniała odrębna, acz zbliżona do heretyków kategoria osób „podejrzanych o herezję”. Ty mianem określano ochrzczonych katolików, którzy np. dawali na wychowanie swe dzieci w religii niekatolickiej, zawierali małżeństwo przed pastorem a nie księdzem czy też pomagali w szerzeniu herezji. Tytułem analogii prezydent-elekt Biden może być traktowany jako „podejrzany o herezję”, gdyż wytrwale przez wiele lat sprzyjał szerzeniu się herezji o braku wewnętrznego zła aktów sodomskich oraz zabijania niewinnych osób ludzkich poprzez chociażby swe głosowania czy fakt, iż będąc jeszcze wiceprezydentem udzielał on ślubu dwóm homoseksualistom. Poza tym, o ile nie można wykluczyć, że nie wie on o tym, iż nauczanie Kościoła w nieomylny sposób potępia aborcję oraz czyny homoseksualne, to podejrzenie to można równie dobrze odwrócić w drugą stronę. A mianowicie, nie można wykluczyć, że Joe Biden dobrze wie o tym, że wspierane przez niego nieprawości są napiętnowane w per se nieomylnej części doktryny katolickiej, jednak mimo to, postanawia je publicznie popierać oraz bronić.

    Na sam koniec dodam, iż mimo swej niepewności co do formalnej herezji, w jaką nowy prezydent USA miałby popaść, uważam za słuszny fakt odmówienia mu swego czasu udzielenia Komunii świętej przez jednego z katolickich duchownych. Nawet bowiem, gdyby przyjąć domniemanie, iż Joe Biden wspiera legalność aborcji i homoseksualizm z innych powodów niż przyjęcie przez siebie heretyckich opinii na ten temat to tak czy inaczej takie wsparcie jest obiektywnie rzecz biorąc materią grzechu ciężkiego. A osoby jawnie żyjące w zachowaniach będących obiektywnie materią ciężkiego zła powinny być wedle Prawa kanonicznego nie dopuszczane do Komunii świętej. Oczywiście, niestety nie mam złudzeń, że tego typu chwalebne zachowanie ze strony wspomnianego wyżej księdza będzie się częściej powtarzać.

    Mirosław Salwowski

  2. Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. II

    Leave a Comment

    W pierwszej części tego artykułu omówiłem błędy i dwuznaczności, których w jednym z programów na kanale „Media Narodowe” dopuścili się ks. Szymon Bańka i redaktor Michał Murgrabia. Chodziło konkretnie o sugestię, jakoby istniał jeden wyjątek od kategorycznego zakazu zabijania nienarodzonych dzieci i że tym wyjątkiem miałyby być sytuacja ratowania życia matki. W tej części przyjrzę się zaś twierdzeniu ks. Bańki o tym, jakoby popieranie aborcji zasługiwało co prawda na miano grzechu i błędu, jednak raczej nie stanowiłoby herezji. W wywiadzie, jaki ks. Szymon Bańka udzielił redaktorowi Murgrabiemu, słyszymy wszak co następuje:

    Michał Murgrabia: Czy akceptacja aborcji jest grzechem czy herezją?

    Ks. Szymon Bańka: Hm, pytanie jest dosyć trudne. To znaczy, akceptacja aborcji jest przede wszystkim błędem, błędem dotyczącym moralności. To w pierwszej linii. Błędem, który może mieć bardzo poważne konsekwencje. Człowiek, który ma błędne przekonanie o tym co jest dopuszczalne, a co nie, bardzo łatwo wpada w grzechy, bardzo łatwo naraża swoje życie wieczne na zagrożenie, na utratę łaski i wieczne potępienie. Jeśli pytamy o to, czy to jest grzech, czy to jest herezja? Negowanie takiej prawdy moralnej – jeśli ta osoba już wie, że Kościół tak naucza i że Kościół tu naucza bardzo mocno, znaczy się z wielkim autorytetem – to wtedy, jako wierny katolik ma obowiązek się poddać. Także na pewno mielibyśmy tutaj do czynienia z grzechem, jeśli uporczywie sprzeciwia się nauce Kościoła w tak newralgicznym punkcie, gdzie Kościół mówi, że coś jest grzechem ciężkim, a coś nie jest. Także, taka świadoma i dobrowolna negacja pomimo ostrzeżenia ze strony Kościoła: uwaga, tutaj koniecznie trzeba, tego, w ten sposób patrzeć na tą sprawę, na pewno będzie grzechem, na pewno będzie grzechem ciężkim. No, nie jest, wydaje mi się, że nie jest to herezja, dlatego, że nie jest to zanegowanie bezpośrednio jakiegoś dogmatu wiary. Jest to kwestia moralna, nie dotycząca bezpośrednio jakiejś prawdy wiary. (Na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg , minuty 8. 19 – 9. 59).

    Co jest, a co nie jest herezją?

    Jak można skomentować powyższe słowa? Cóż, zacznijmy od tego, iż należy odróżnić samo czynienie aborcji od jej popierania w sensie intelektualnym. Oczywiście, jeśli ktoś tylko czyni tzw. aborcję i nawet sam jej nie żałuje, ale nie twierdzi przy tym, że takowy grzech jest dobry, dozwolony moralnie albo usprawiedliwiony, to oczywiście żadnej herezji czy błędu doktrynalnego się w ten sposób nie dopuszcza. Rzecz jasna popełnia w ten sposób coś, co jest bardzo obrzydliwe Panu Bogu i jeśli nie będzie za ową zbrodnię szczerze żałować, to jeśli umrze w tym stanie i – zakładając, że ów grzech był czyniony w pełni dobrowolny i świadomy sposób – niechybnie pójdzie na wieczną mękę wraz z szatanem, diabłami oraz innymi potępionymi. W przypadku potępionych katolików ta męka w piekle będzie prawdopodobnie znacznie cięższa niż kary piekielne wymierzane niekatolikom i niechrześcijanom, gdyż grzechy ciężkie popełniane przez katolików mają jeszcze większy ciężar niż takowe czynione przez niekatolików oraz niechrześcijan. A to dlatego, że katolicy mieli większy dostęp do skarbnicy Bożych łask niż niechrześcijanie. Katolicy, którzy czynili aborcję, nie żałując za nią, lecz nie zaprzeczając w swych umysłach, iż jest ona czymś bardzo złym, nie dopuścili się jednak herezji i jeśli będą wiecznie potępieni, to nie będą tam cierpieć w piekle jako heretycy.

    Powyższe podejście do zabijania nienarodzonych dzieci różni się jednak od sytuacji, w której ktoś nie tylko to czyni, ale też utrzymuje – wbrew powszechnemu i odwiecznemu nauczaniu Kościoła – że coś takiego może być dobre, usprawiedliwione lub moralnie dozwolone. Wówczas to, istotnie należy zastanowić się, czy mamy do czynienia nie tylko z utrzymywaniem przez takie osoby czegoś, co zwie się „błędem doktrynalnym”, ale również, czy nie jest to po prostu herezją? Popieranie na płaszczyźnie intelektualnej grzechu aborcji już na pierwszy rzut oka wydaje się spełniać większą część z tego, co przynależy do definicji „herezji”. Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2089 cytując kanon 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego, mówiąc o różnych rodzajach grzechów przeciw wierze i jedności Kościoła, stwierdza:

    Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej (…)” [2].

    Sobór Watykański I deklaruje zaś, iż:

    wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co zawiera się w słowie Bożym spisanym lub przekazanym, i jest do wierzenia przedkładane przez Kościół – albo uroczystym orzeczeniem, albo zwyczajnym i powszechnym nauczaniem – jako objawione przez Boga (Patrz: „Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, Rozdział III, p. 34) .

    Herezją jest zatem uporczywe kwestionowanie tych prawd, które:

    – zostały przez Boga objawione w Piśmie świętym lub ustnym podaniu przekazanym przez apostołów.

    – są podawane przez Kościół jako objawione przez Boga albo przez uroczyste orzeczenie (czyli definicję dogmatyczną) albo przez zwyczajne i powszechne nauczanie (czyli jednomyślne nauczanie wszystkich biskupów w łączności z Papieżem).

    Prawda o moralnym zakazie aborcji wydaje się spełniać te kryteria, gdyż:

    Po pierwsze: została przez Boga objawiona co prawda nie bezpośrednio w Piśmie świętym, ale w ustnym podaniu przekazanym apostołom. Dowodzi tego fakt, iż potępiania tej haniebnej praktyki są obecne już w najstarszych pismach chrześcijańskiej starożytności, np. w „Didache”.

    Po drugie: prawda, z której bezpośrednio wynika potępienie aborcji, a mianowicie zakaz zabijania niewinnych osób ludzkich została wyraźnie objawiona przez Boga na kartach Pisma świętego (patrz: Prz 6, 16-19; Wj 23, 7; Mdr 12, 3-6).

    Po trzecie: Magisterium Kościoła od wieków nauczało potępiania aborcji, a papież Jan Paweł II w wyraźny sposób rozeznał tę doktryną jako należącą do zwyczajnego i powszechnego – a więc nieomylnego – Magisterium Kościoła:

    ” Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne” (Jan Paweł II, „Evangelium vitae”, n. 62).

    Ujmując więc rzecz w skrócie: prawda o zakazie aborcji została objawiona przez Boga i była przekazywana przez Magisterium Kościoła w jego stałym, powszechnym oraz zwyczajnym nauczaniu. Czyż więc kwestionowanie tej prawdy nie przypomina herezji? Powie jednak może ktoś, że herezją jest tylko negowanie bądź dobrowolne powątpiewanie w te z Bożych prawd, które tyczą się porządku wiary, a nie moralności. Cóż, na pierwszy rzut oka ów zarzut może wydawać się zasadnym, ale czy po głębszej analizie rzeczywiście wygląda on na słuszny? Czyż bowiem nie można powiedzieć, że wierzyć należy nie tylko w prawdy typu Boskość Pana Jezusa, wieczyste dziewictwo Matki Bożej, ustanowienie sakramentu chrztu, ale również można rzec, iż wierzyć można w to, jak należy moralnie, zgodnie z wolą Boga postępować? Nie sądzę, żeby pomiędzy oboma płaszczyznami prawd istniała jakaś wielka różnica – wszak wszystkie one zostały nam objawione przez Boga.

    Herezje przeciw moralności

    Co więcej zaś, można podać przykłady konkretnych wypowiedzi Magisterium Kościoła, w których pewne błędne wypowiedzi odnoszące się do postępowania na płaszczyźnie moralnej zostały zakwalifikowane jako właśnie „heretyckie”.

    I tak np. Sobór w Konstancji potępił następujący pogląd:

    „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu” (Patrz: Sesja XVII, V, 2).

    Ojcowie tego soboru uzasadnili napiętnowanie owego poglądu, w taki oto sposób:

    Pragnąc przeciwstawić się temu błędowi i usunąć go z korzeniami, święty synod, po dojrzałym namyśle ogłasza, orzeka i ustala, że doktryna tego rodzaju jest błędna w wierze i z punktu widzenia obyczajów, odrzucają i potępia jako heretycką, gorszącą, wywołującą niepokój i otwierającą drogę dla fałszu, oszustwa, kłamstwa, zdrady i wiarołomstwa. Ponadto ogłasza, orzeka i określa, że ci, którzy z uporem podtrzymują tę najbardziej zgubną doktrynę, są heretykami i jako tacy powinni być karani według prawnych sankcji kanonicznych.” (Patrz: Sesja XVII, V, 3, podkreślenia moje – MS).

    Z kolei Sobór w Vienne tak wypowiedział się na temat tych, którzy broniliby uprawiania lichwy:

    (…) Jeśli ktoś popadłby w taki błąd, że śmiałby z uporem twierdzić, iż uprawianie lichwy nie jest grzechem, postanawiamy, że powinien być ukarany jako heretyk, przy czym zobowiązujemy stanowczo miejscowych ordynariuszy i inkwizytorów niegodziwości herezji, aby występowali przeciw oskarżonym lub podejrzanym o tego rodzaju błąd tak samo, jak nie wahają się występować przeciw oskarżonym lub podejrzanym o herezję.” (podkreślenie moje – MS).

    Kongregacja Nauki Wiary zaś w dokumencie o nazwie „Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły <Wyznania wiary>” z dnia 29. 06. 1998 roku prawdę nauczania katolickiego głoszącą, iż: „bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym” zaliczała do rzędu tych prawd, które:

    „(…) powinny być przez wszystkich wierzących przyjęte z wiarą teologalną. Dlatego gdyby ktoś uporczywie podawał je w wątpliwość lub odrzucał, podlegałby cenzurze herezji, zgodnie z odnośnymi kanonami Kodeksów kanonicznych”.

    Podsumowanie

    Wiele więc wskazuje na to, iż kwestionowanie bądź poddawanie w wątpliwość katolickiego nauczania o zakazie zabijania nienarodzonych dzieci rzeczywiście powinno być kwalifikowane jako herezja. Podobnie zresztą jako herezja powinno być traktowanie kwestionowanie innych prawd nauczania katolickiego w sferze moralnej, a więc np. nieuznawanie wewnętrznego zła kłamstwa, nierządu, homoseksualizmu, itd. Ci zatem, którzy twierdzą, że bezpośrednia aborcja może być w pewnych okolicznościach moralnie dozwolona dopuszczają się co najmniej materialnej herezji.

    Mirosław Salwowski