Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: feminizm

  1. Czy żony powinny być posłuszne mężom?

    Leave a Comment

    Boża zasada mówiąca o tym, iż to mąż jest głową rodziny, a w związku z tym żona powinna mu okazywać posłuszeństwo, jest współcześnie także w środowiskach katolickich, bardzo często negowana, lekceważona, albo przynajmniej mocno relatywizowana. Przyjrzyjmy się zatem niektórym z aspektów tej zasady oraz sposobom, za pomocą których jest ona podważana.

    Jednym z najczęściej używanych argumentów przeciwko posłuszeństwu żony wobec męża jest twierdzenie, jakoby owo biblijne nauczanie było produktem patriarchalnej i ukierunkowanej na mężczyzn kultury, w ramach której spisywane i tworzone było Pismo święte. Jest to jednak typowe, aż do nudności, relatywizowanie nauczania Biblii, za pomocą którego można unieważnić dosłownie każde z zapisanych w niej przykazań, prawd i pouczeń. Choć owszem nie można zaprzeczyć temu, iż w treści Pisma święte znajdują się pewne odwołania do kultury i pojęć czasów, w których było ono spisywane, to tym nie mniej zapisane w tej Księdze rzeczy nie są po prostu zapisem historii obyczajów tamtych czasów, ale stanowią Boże Słowo dane ku pouczenia wszystkim ludziom wszystkich czasów. Biblijna zasada posłuszeństwa żony wobec męża jest tak samo Bożym pouczeniem, jak znajdujące się tam zakazy zabijania niewinnych, cudzołożenia, oszukiwania, etc. Jak mówi Pismo święte samo o sobie:

    Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3, 16);

    Słowo Pańskie – to słowo szczere, wypróbowane srebro, bez domieszki ziemi siedmiokroć czyszczone” (Ps 12, 7);

    Niebo i ziemia przeminą, a moje słowa nie przeminą” (Łk 21, 33).

    Innym ze sposobów podważania omawianej zasady jest próba faktycznego jej unieważnienia za pomocą stronniczej interpretacji jednego zdania z listu do Efezjan, w którym to św. Paweł Apostoł opisując relacje pomiędzy mężem a żoną stwierdza: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!” (tamże: 5, 21). Wielu próbuje dowodzić za pomocą tego fragmentu, iż rzekomo w ten sposób Pismo św. unieważnia regułę posłuszeństwa żony mężowi, gdyż z owego wersetu ma wynikać, że mąż ma być też posłuszny żonie. Skoro więc oboje małżonkowie mają być sobie poddani to ma oznaczać, że nie ma żadnego „pierwszeństwa w posłuszeństwie”, które należało by się mężowi od żony. Ta interpretacja jest jednak słaba, choćby z tego powodu, iż istnieje wiele tekstów biblijnych, w których wzywa się żony do posłuszeństwa mężom oraz pochwala się tę cnotę (np. Tt 2, 5; 1 P 3, 1-2; 1 P 3, 5-6). Co więcej, w Piśmie św. to mąż, a nie żona jest nazywany głową kobiety (1 Kor 11, 3), a to przynajmniej sugeruje zasadę, iż to mąż ma być swego rodzaju „kierownikiem” rodziny podejmując najważniejsze i kluczowe dla niej decyzje. Gdyby rodzina miała dwie głowy, to można by rozumieć słowa o „wzajemnym poddaniu się” w sensie braku „pierwszeństwa w posłuszeństwie”. Ale skoro rodzina ma tylko jedną głowę, a nie dwie i tą głową jest mąż, a nie żona, to płynie z tego dość prosty wniosek, iż „pierwszeństwo w posłuszeństwie” przysługuje właśnie mu. Co więc może oznaczać „wzajemne poddanie się w bojaźni Chrystusowej” małżonków? Cóż, nie jest to zbyt trudne do wyjaśnienia. Otóż, w życiu małżeństwa i rodziny nieraz może dochodzić do sytuacji, gdy miłość nakazuje mężowi, by był uległy słusznym oczekiwaniom swej żony. Na przykład żona może być w danym czasie chora, a mąż ma wówczas ochotę na seks. W takiej sytuacji mąż powinien być poddanym żonie i nie domagać się od niej cielesnego obcowania. Inny przykład, żona może być bardzo zmęczona i prosić męża, by umył naczynia. I w tym wypadku, mąż powinien spełnić życzenie swej żony. Ale te i inne przypadki, w których dobrze jest, gdy mąż okazuje swej żonie pewną uległość, nie zmieniają generalnej zasady, iż to on, a nie żona jest głową rodziny i to niego do należy ostatnie słowo w kluczowych sprawach tyczących się domu.

    Oczywiście, zasada posłuszeństwa żony mężowi nie usprawiedliwia spełniania przez żonę wszelkich choćby i ewidentnie niemoralnych zachcianek męża – mąż np. nie ma prawa nakazać żonie okłamywać swych bliźnich, a gdyby coś takiego polecił jej czynić, to ona „powinna słuchać raczej Boga niż ludzi” (Dz 5, 29). Mąż nie powinien też traktować swej żony w sposób, który potocznie przypisywany jest sposobowi odnoszenia się panów do niewolników czy sług. Nie należy więc ze swej mężowskiej władzy czynić swego rodzaju tyranii, odnosząc się do żony w sposób wyniosły, opryskliwy, pogardliwy czy okrutny. Warto w tym kontekście zacytować nauczanie papieża Piusa XI wyrażone w encyklice „Casti connubii”

    W społeczności domowej, wzmocnionej węzłem miłości, winien koniecznie zakwitnąć czynnik, nazywany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmując tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i skora, wolna od niechęci uległość i podporządkowanie się żony. To poleca Apostoł w tych słowach: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jako Panu. Albowiem mąż jest głową żony, jako Chrystus jest głową Kościoła” (Efez., V, 22-23). To zaś podporządkowanie się, bynajmniej nie zaprzecza i nie znosi tej wolności, która niewieście słusznie przysługuje na podstawie godności ludzkiej i ze względu na zaszczytne obowiązki małżonki, matki i towarzyszki. Nie zobowiązuje ją też ono do posłuszeństwa dla jakichkolwiek zachcianek męża, mniej zgodnych z rozsądkiem i jej kobiecą godnością, nie stawia jej też na równi z osobami, które prawo uważa za małoletnie i którym dla braku dojrzałego sądu i życiowego doświadczenia odmawia się wolnego wykonywania praw osobistych, lecz zakazuje wolności przesadnej, zaniedbującej dobro rodziny; nie dopuszcza się również do tego, aby w ciele rodziny było oderwane serce od głowy, z ogromną szkodą dla całości ciała i z niebezpieczeństwem bliskiej jego zagłady. Gdy bowiem mąż jest głową rodziny, żona jest jej sercem, i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna zagarnąć dla siebie pierwszeństwo miłości, jako jej się należące.

    Stopień i sposób podporządkowania się żony wobec męża może być różny, zależnie od okoliczności w stosunku do osób, miejsc i czasu. Jeżeli mąż swoje obowiązki zaniedbuje, wtedy jest to nawet powinnością żony zastąpić go w rządzie rodziny. Jednakże nigdy i nigdzie nie wolno obalać lub naruszać zasadniczej budowy rodziny i jej podstawowego prawa, postanowionego i zatwierdzonego przez Boga. O stosunku i porządku, jaki zachodzić powinien między mężem a żoną, naucza z przedziwną mądrością ś.p. Nasz Poprzednik Leon XIII we wspomnianej już swej Encyklice o małżeństwie chrześcijańskim: „Mąż jest przełożonym rodziny i głową niewiasty. Żona, ponieważ jest ciałem z ciała i kością z jego gośći, ma być mężowi posłuszną, jednak nie na sposób służącej, lecz towarzyszki, tak mianowicie, aby jej posłuszeństwo nie przyniosło ujmy ani uczciwości ani jej godności. I w tym, który przewodzi, i w tej, która słucha, ponieważ oboje mają przedstawiać obraz – on Chrystusa, ona Kościoła – niech przewodniczką wzajemnych obowiązków będzie zawsze Boża miłość” (Encyklika „Arcanum”, 10 luty 1880).

     

    Czy jednak zasada uległości żony wobec męża nie deprecjonuje kobiety czyniąc z niej istotą nierówną mężczyźnie. Co można odpowiedzieć na ten argument?

    Otóż, zacznijmy od tego, że już sam przykład Świętej Rodziny (to znaczy ziemskiego bytowania św. Józefa, błogosławionej Marii Panny i Pana Jezusa) przeczy założeniu, jakoby okazywanie komuś posłuszeństwa czyniło z osoby posłusznej i uznającej czyjeś zwierzchnictwo osobą gorszą. W ramach Świętej Rodziny to bowiem Pan Jezus odznaczał się największą, bo wszak boską godnością i naturą, a jednak był On posłuszny oraz poddany swym ziemskim rodzicom (Łk 2, 51). Po Jezusie zaś najwyższą godnością obdarzona została Jego Matka, a jednak to nie Ona, ale św. Józef został ustanowiony głową i kierownikiem Świętej Rodziny. To do niego, a nie Najświętszej Marii Panny Bóg za pośrednictwem Anioła zwracał się z konkretnymi wskazówkami, co ów miał czynić z Maryją i Dzieciątkiem (Mt 2, 13 – 20). To też św. Józef, a nie Najświętsza Panna nadaje – zgodnie z żydowskim zwyczajem – imię Dziecięciu. W modlitwach zaś Kościoła św. Józefa nazywa się „Głową Najświętszej Rodziny” oraz tym, którego „Bóg ustanowił Panem nad swoim domem”.

    Czy można jednak powiedzieć, iż kobiety nie są równe mężczyznom? Otóż tak, ale to samo można rzecz w odwrotnym kierunku, to znaczy: mężczyźni także nie są równi niewiastom. Ba, można takie rozważania ciągnąć dalej i wskazywać na różne nierówności występujące w zależności od innych czynników: wieku, środowiska, w którym się urodziliśmy oraz wychowaliśmy, itd. Po prostu, ogólnie rzecz biorąc ludzie są przez Boga obdarowani w nierównym stopniu różnymi zdolnościami i tendencjami. Jedne osoby są lepsze w tym, a gorsze w tamtym i tak też jest pomiędzy mężczyznami a niewiastami. Na przykład, mężczyźni zwykle są bardziej predysponowani do wykonywania bardzo ciężkiej pracy fizycznej, sprawowania funkcji kierowniczych, uprawiania sportu, kobiety zaś lepiej nadają się do – zwłaszcza bardziej bezpośredniej – opieki nad dziećmi, pielęgnowania chorych oraz innych prac i zajęć wymagających większej delikatności, okazywania emocjonalnej czułości, etc. I z tych też naturalnych różnic i nierówności pomiędzy płciami wynika to, że mężczyźni w większym stopniu niż kobiety nadają się na budowlańców, żołnierzy, kierowników firm oraz na głowy rodzin, a już w mniejszym na pielęgniarzy, „przedszkolanki”, itp.

    Powyższe jednak nie przeczy równości kobiet i mężczyzn w znaczeniu fundamentalnym. Wskazane wyżej nierówności nie tyczą się bowiem samej istoty ludzkiej godności oraz fundamentalnych praw i obowiązków z niej wynikających. Te nierówności obejmują kwestie poboczne, można by powiedzieć drugorzędne. Oczywiście zaś, kobiety są równe mężczyznom w tym sensie, iż zostały stworzone przez Boga, tak jak mężczyźni zostały one odkupione przez Chrystusową mękę, oraz są wezwane do prowadzenia świętego życia i osiągnięcia zbawienia wiecznego. A to, że nie mają one takich samych zdolności co mężczyźni do podnoszenia ciężarów czy kierowania losami swej rodziny, nie czyni z nich istot gorszych, gdyż nie na takich zdolnościach zasadza się ludzka godność. Na czym polega autentyczna równość pomiędzy ludźmi pięknie nauczał papież Leon XIII w encyklice „Quod apostolici muneris”:

    według dokumentów Ewangelii równość ludzi polega na tym, że posiadają wszyscy tę samą naturę, są powołani do najwznioślejszej godności synów Bożych i mając wszyscy wyznaczony ten sam cel, będą pojedynczo sądzeni według tego samego prawa, otrzymując według zasług karę lub nagrodę. Nierówność zaś prawa i władzy pochodzi od samego Twórcy natury” .

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł został wcześniej opublikowany na portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-czy-zony-powinny-byc-posluszne-mezom,123333.html

  2. Dlaczego popieram prawa wyborcze dla kobiet?

    Leave a Comment

    Do dziś wśród co bardziej zdecydowanych konserwatystów popularnością nie cieszy się poparcie dla powszechnego prawa wyborczego. Tym bardziej więc w tych kręgach odzywają się głosy kwestionujące zasadność nadawania takich praw kobietom. Ktoś może się zatem dziwić, iż ja będąc konserwatystą i zwolennikiem zasadniczo patriarchalnego modelu rodziny i społeczeństwa popieram udzielanie tak czynnych, jak i biernych praw wyborczych kobietom. W niniejszym artykule pragnę więc pokrótce wyjaśnić, jak łączę swój „pro-patriarchalizm” z ideą praw wyborczych dla kobiet.

    Jest prawdą, iż najlepszy modelem funkcjonowania rodziny to dom, w którym głową i kierownikiem jest mąż i ojciec, czyli mężczyzna. Mówi o tym tak Pismo święte (np.  Efez 5, 22-23; Tt 2, 5; 1 P 3, 1-2; 1 P 3, 5-6) , jak i tradycyjne nauczanie Kościoła (np. Pius XI, „Casti connubii”; Leon XIII, „Arcanum divanae sapientiae”). Społeczeństwo jest zaś – choć nie w 100 procentach – czymś w rodzaju rodziny. A więc, analogicznie rzecz biorąc i w społeczeństwie rola kierownika i głowy powinna należeć do mężczyzny. Jednak taki patriarchalny model rodziny i społeczeństwa nie musi i nie powinien zakładać tego, iż w takim razie kobieta nie ma nic do gadania i że w żaden sposób nie może ona brać udział w zarządzaniu domem i społeczeństwem. Mąż i ojciec może mieć ostatnie zdanie w kluczowych sprawach tyczących się życia rodziny, ale to nie jest równoznaczne z tym, iż nie powinien on uważnie wsłuchiwać się i brać sobie do serca, to co na ten temat ma do powiedzenia jego żona. Podobnie, w społeczeństwie, różne kierownicze funkcje mogą sprawować mężczyźni, ale to nie powinno oznaczać, iż w takim razie kobiety nie mają mieć nic do powiedzenia w sprawach zarządzania państwem. Można pogodzić kierowniczą rolę mężczyzn w państwie i społeczeństwie z dopuszczeniem kobiet do współzarządzania państwem. Ba, nie trzeba nawet w tym celu zakazywać płci pięknej kandydowania na kierownicze urzędy w państwie. Wystarczy do tego kobiet szczególnie nie zachęcać przez różnego rodzaju parytety i przywileje, a wówczas w naturalny sposób kobiet na wysokich stanowiskach publicznych nie będzie zbyt wiele. Po prostu przedstawicielki płci pięknej zwykle nie są zbyt chętne do zajmowania się aktywną polityką i sprawowania wysokich funkcji publicznych. By więc zachować zasadniczo patriarchalny model społeczeństwa nie trzeba zakazywać kobietom aktywnego udziału w polityce, a wystarczy ich do tego szczególnie nie zachęcać.

     

    Drugim powodem dla którego jestem za biernymi i czynnymi prawami wyborczymi dla kobiet jest to, że po prostu takie jest nauczania Kościoła. Przykładowo Sobór Watykański II naucza:

    „Na pochwałę zasługuje postępowanie tych narodów, w których jak największa część obywateli uczestniczy w sprawach publicznych w warunkach prawdziwej wolności” („Gaudium et Spes”, n. 31).

    Z kolei, papież, bł. Paweł VI w liście apostolskim Octogesima adveniens uczył:

    „W wielu krajach czyni się starania, a nieraz stawia ostre żądania, aby prawnie określić status kobiety, znieść istniejącą dyskryminację płci i ustanowić równouprawnienie kobiet z zachowaniem należnej im godności osobistej. Nie mówimy tu o jakiejś fałszywej równości, która przekreślałaby różnice ustanowione przez samego Stwórcę, i sprzeciwiałaby się wypełnianiu szczególnej, ważnej roli kobiety w intymnym współżyciu domowym i w społecznościach pośrednich. Prawodawstwo z biegiem czasu powinno być tak udoskonalone, by chroniło ową szczególną rolę kobiety, do której z natury jest powołana, a równocześnie przyznawało jej należną wolność osobistą oraz równe prawa do udziału w życiu kulturalnym, gospodarczym, społecznym i politycznym”.

    Być może ktoś teraz powie, iż to „soborowe” oraz „posoborowe” nauczanie jest sprzeczne z „przedsoborową” doktryną Kościoła, ale autor takiego stwierdzenia nie będzie miał tu racji. Magisterium Kościoła nigdy nie potępiło bowiem ani demokratycznego sposobu wyłaniania władz ani przyznawania praw wyborczych kobietom. Pius XI w encyklice „Casti connubii” potępił tylko absolutne i bezwarunkowe równouprawnienie mężczyzn i kobiet we wszelkich dziedzinach życia, nie zaś jakiekolwiek przejawy równości obu płci.

     

    Ostatnim z argumentów, które wysunąłbym za postulatem praw wyborczych dla kobiet jest to, iż przy mądrze prowadzonych kampaniach politycznych istnieje możliwość uczynienia z niewiast silnego członu wyborczego partii o charakterze konserwatywnym i chrześcijańskim. Nie od dziś wszak wiadomo, iż zwykle to kobiety są bardziej religijne od mężczyzn, a ponadto takie z tradycyjnie katolickich postulatów jak delegalizacja pornografii, obsceniczności i cudzołóstwa tak naprawdę chronią ich godność oraz prawa przed zachciankami i swawolą mężczyzn. Owszem, trudniej jest przekonać większość kobiet do całkowitego zakazu aborcji, ale i w tym wypadku odwołując się do ich macierzyńskich uczuć nie powinno to być zbyt trudne.

     

  3. Pius XI o posłuszeństwie żony mężowi

    Leave a Comment

    W społeczności domowej, wzmocnionej węzłem miłości, winien koniecznie zakwitnąć czynnik, nazywany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmując tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i skora, wolna od niechęci uległość i podporządkowanie się żony. To poleca Apostoł w tych słowach: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jako Panu. Albowiem mąż jest głową żony, jako Chrystus jest głową Kościoła” (Efez., V, 22-23). To zaś podporządkowanie się, bynajmniej nie zaprzecza i nie znosi tej wolności, która niewieście słusznie przysługuje na podstawie godności ludzkiej i ze względu na zaszczytne obowiązki małżonki, matki i towarzyszki. Nie zobowiązuje ją też ono do posłuszeństwa dla jakichkolwiek zachcianek męża, mniej zgodnych z rozsądkiem i jej kobiecą godnością, nie stawia jej też na równi z osobami, które prawo uważa za małoletnie i którym dla braku dojrzałego sądu i życiowego doświadczenia odmawia się wolnego wykonywania praw osobistych, lecz zakazuje wolności przesadnej, zaniedbującej dobro rodziny; nie dopuszcza się również do tego, aby w ciele rodziny było oderwane serce od głowy, z ogromną szkodą dla całości ciała i z niebezpieczeństwem bliskiej jego zagłady. Gdy bowiem mąż jest głową rodziny, żona jest jej sercem, i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna zagarnąć dla siebie pierwszeństwo miłości, jako jej się należące.

    Stopień i sposób podporządkowania się żony wobec męża może być różny, zależnie od okoliczności w stosunku do osób, miejsc i czasu. Jeżeli mąż swoje obowiązki zaniedbuje, wtedy jest to nawet powinnością żony zastąpić go w rządzie rodziny. Jednakże nigdy i nigdzie nie wolno obalać lub naruszać zasadniczej budowy rodziny i jej podstawowego prawa, postanowionego i zatwierdzonego przez Boga. O stosunku i porządku, jaki zachodzić powinien między mężem a żoną, naucza z przedziwną mądrością ś.p. Nasz Poprzednik Leon XIII we wspomnianej już swej Encyklice o małżeństwie chrześcijańskim: „Mąż jest przełożonym rodziny i głową niewiasty. Żona, ponieważ jest ciałem z ciała i kością z jego gośći, ma być mężowi posłuszną, jednak nie na sposób służącej, lecz towarzyszki, tak mianowicie, aby jej posłuszeństwo nie przyniosło ujmy ani uczciwości ani jej godności. I w tym, który przewodzi, i w tej, która słucha, ponieważ oboje mają przedstawiać obraz – on Chrystusa, ona Kościoła – niech przewodniczką wzajemnych obowiązków będzie zawsze Boża miłość” (Encyklika „Arcanum”, 10 luty 1880).

    Pius XI, „Encyklika o małżeństwie chrześcijańskim (Casti connubii)”, Londyn 1943, Wydawnictwa dokumentów nauki Kościoła, s. 26-27.