Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: brawaryzm

  1. Ogień piekielny jest rzeczywisty, a nie tylko metaforyczny

    Leave a Comment

    Pismo święte wielokrotnie i w jasnych słowach opisuje piekło jako miejsce i rzeczywistość, w których to będzie  „nieugaszony ogień„, (Mk 9, 47),  potępieni  będą wrzuceni  do „jeziora gorejącego siarką” (Ap 21, 8), „pójdą na wieczną mękę” (Mt 25, 46), gdzie  „będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków„(Ap 20, 10), „Pan Wszechmocny ich ukarze w dzień sądu, ześle w ich ciało ogień i robactwo, i jęczeć będą z bólu na wieki” (Jdt 16, 17). Biblia mówi też, iż w piekle „robak nie umiera, a ogień nie gaśnie” (Mk 9, 47 – 48); „Pan Jezus (przyjdzie) z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzyć karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa” (2 Tes 1, 7-8) zaś „plewy (czyli zatwardziali grzesznicy – przyp. moje MS) będą spaleni w ogniu nieugaszonym” (Łk 3, 17).

    Niczym więc dziwnym nie jest, że przez wiele wieków chrześcijanie rozumieli piekło, jako miejsce, „w którym grzesznicy smażą się w ogniu„.  Jak to zostało ujęte w jednym z popularnych podręczników nauki katolickiej:

    Kara zmysłów polega przede wszystkim na ogniu będącym fizyczną męką potępieńców (…) Chodzi tu zatem o prawdziwy, realny ogień, nie metaforyczny, podtrzymywany i podsycany mocą Bożą. Ten ogień działa na szatana i na dusze odłączone od ciała; po sądzie ostatecznym będzie dręczyć dusze i ciała” [1].

    Taka tradycyjna i dosłowna interpretacja piekła zaczęła się zmieniać w XIX wieku, kiedy to najpierw Adwentyści Dnia Siódmego, a później Świadkowie Jehowy zaczęli twierdzić, iż zadawanie wiecznych mąk choćby i zatwardziałym grzesznikom nie zgadza się z miłosiernym charakterem Boga, dlatego też coś takiego nie może być prawdą. Tego rodzaju myślenie w końcu zaczęło też być popularne i wśród katolików, którym co prawda nie wypadało wprost zanegować czegoś, co w końcu jest jednym z nieomylnie ogłoszonych dogmatów wiary katolickiej (a więc istnienia wiecznego piekła) jednak zaczęli oni – w imię swojego pojmowania miłosierdzia Boga – na różne sposoby łagodzić i osładzać pojmowanie natury wiecznego potępienia. Jedną zaś z metod owego „osładzania” piekła jest popularne twierdzenie, iż  jasne słowa Pisma świętego o „wiecznych ogniu” i tym podobnych karach dla złoczyńców nie mogą być odczytywane dosłownie i są tylko symbolami oraz metaforami innej, też przykrej, bolesnej i smutnej, ale nie odczuwalnej na płaszczyźnie zmysłowo-cielesnej rzeczywistości. Podkreśla się przy tym, że piekło będzie polegało na odłączeniu od Boga, a nie mękach, które będą odczuwane przez nasze zmysły i ciało (wówczas, gdy ono zmartwychwstanie).

    Co można odpowiedzieć na tego rodzaju twierdzenia i interpretacje? Cóż, patrząc na nie od strony tylko zdroworozsądkowej i racjonalnej, na ich przykładzie widać, jak podkreślanie pewnych prawdziwych elementów nauki o piekle (a więc prawdy o tym, że główną karą wiecznego potępienia będzie utrata Pana Boga na zawsze) połączone z lekceważeniem bądź negowaniem innych prawd na ten temat, praktycznie rzecz biorąc uspokaja i zwodzi tych, którzy swym życiem pędzą ku zatraceniu. Cóż bowiem oznacza powiedzenie jakiemuś wielkiemu grzesznikowi, któremu bardzo dobrze się powodzi na tym świecie: „Stracisz Boga na wieczność„? W wielu wypadkach jegomość taki odpowie: „To świetnie! Radzę sobie bez Boga na tym świecie doskonale: pełno mam kasy, samochodów i panienek. Kiedy pójdę do piekła, to bez Boga będę tam wiecznie imprezować ze swymi kumplami„. I nie ma co się łudzić, że ogrom ludzi tak myślących w końcu przejmie się pustką i bezsensem kryjącym się za takim wartościowaniem swego ziemskiego życia. Realistycznie rzecz ujmując, trzeba bowiem powiedzieć, iż różne doczesne uciechy mogą dość mocno zagłuszyć wyrzuty sumienia oraz tęsknotę za życiem pełnym głębszego sensu objawiającym się choćby „w szukaniu wpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości„.

    Ważniejsze jest jednak to, iż interpretacja zaprzeczająca realności ognia piekielnego i związanych z nim odczuwalnych na płaszczyźnie zmysłowej cierpień potępionych, a zawężająca te prawdy tylko do jakiejś symbolu i metafory cierpienia o charakterze duchowym jest po prostu niezgodna z odwiecznym nauczaniem Kościoła.

    Przykładowo, Katechizm św. Piusa V w następujących słowa naucza o charakterze mąk piekielnych:

    Będą i drugie męki cierpieć, że na wieki w ogniu będą goreć. A to zowią Teologowie <Paenam sensus> ( to określenie oznacza „kary zmysłowe” – przyp. moje MS). Bo, gdy kogo biją, czuje na ciele i na duszy swojej, tak gdy ludzi potępionych w piekle ogień będzie palił, czuć będą nie tylko na ciele, ale i na duszy swojej męki ogromne, a to bez pociechy i bez końca” [2].

    Ów Katechizm omawiając prawdę o zmartwychwstaniu ciała stwierdza też, iż potępieńcy:

    wszystkie spełna członki mieć będą, nie ku dobremu ich, ale ku większemu utrapieniu, iż w każdym członku będą boleść i wielką mękę cierpieć” [3].

    Z powyższych słów wynika jasno, że potępieni będą cierpień nie tylko w sensie duchowym, ale również w znaczeniu cielesnym i zmysłowym, i że jednym ze środków kary będzie ogień zadający mękę ciału oraz zmysłom osób potępionych.

    W innych dokumentach kościelnych czytamy zaś, iż „po zmartwychwstaniu ciał, człowiek w całej pełni swej natury, to znaczy z duszą i w ciele będzie wiecznie szczęśliwy albo będzie wiecznie cierpiał” (Katechizm św. Piusa X) [4]; „Kościół wierzy (…), że kara wieczna czeka grzesznika, który będzie pozbawiony Boga; wierzy również, że ta kara obejmie całe <jestestwo> grzesznika” (Kongregacja Nauki Wiary, „List do biskupów o niektórych zagadnieniach dotyczących eschatologii” z dnia 17 maja 1979 roku, n. 7) [5].

    W przytoczonym powyżej liście Kongregacji Nauki Wiary z dnia 17 maja 1979 roku stwierdzono też, że:

    Obrazy użyte w Piśmie Świętym należy jednak uszanować. Trzeba koniecznie przyjąć ich głęboki sens, unikając ryzyka nadmiernego złagodzenia, które często jest równoznaczne z pozbawieniem istotnych treści, wyrażanych przez te obrazy„[6].

    Wreszcie zaś urząd Świętej Penitencjarni decyzją z dnia 30 kwietnia 1899 roku orzekł, że nie można dać rozgrzeszenia penitentowi, który będąc pouczony, uparcie utrzymywałby, że ogień piekielny nie jest ogniem realnym, lecz metaforycznym [7].

    Nie ma się zatem co łudzić, obraz piekła, jako miejsca/stanu, w którym grzesznicy „smażą się w ogniu„, mimo swych pewnych uproszczeń, z pewnością jest zdecydowanie bliższy Prawdzie, aniżeli ogólnikowa i niejasna wizja, w której jedyną karą potępionych jest „utrata Boga„.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    1. Patrz: „Wykład nauki chrześcijańskiej. Dogmatyka”, Bracia szkół chrześcijańskich, Poznań 1960, s. 417 – 418.

    2. Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V. Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, s. 83-84.

    3. Cytat za: „Katechizm rzymski”, jw., s. 125.

    4. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 64.

    5. Cytat za: „W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966 – 1994”, Tarnów 1995, s. 131.

    6. Cytat za: „W trosce o pełnię wiary”, jw., s. 131.

    7. Cytat za: „Wykład nauki chrześcijańskiej. Dogmatyka”, jw., s. 418.

  2. Św. Cezary z Arles: „Zło pijaństwa jest bardzo wielkie i Bogu obrzydłe”

    Leave a Comment

    Bracia najdrożsi! Chociaż z miłosierdzia Chrystusa ufam, że boicie się zła pijaństwa jak otchłani piekielnej i nie tylko sami nie chcecie się więcej upijać, ale i innych nie namawiacie, ani nie zmuszacie, by przyjmowali więcej niż wypada, to to jednak, ponieważ nie można postąpić inaczej, skoro są niektórzy zaniedbujący to, którzy nie chcą być trzeźwi, dlatego wy, którzy zawsze urządzacie trzeźwe przyjęcia, nie bierzcie tego do siebie, ponieważ na biskupach ciąży obowiązek karcenia pijaków.

    Zło pijaństwa, bracia najdrożsi, jest zbyt ciężkie a Bogu obrzydłe i tak po całym świecie się rozszerzyło i u tak wielu weszło w zwyczaj, że przez tych co nie chcą uznać Bożych przykazań już nie jest uważane za grzech i do tego stopnia, że na ucztach swoich wyśmiewają tych, co mniej mogą pić i mocą wrogiej przyjaźni nie wstydzą się zaklinać ludzi, aby pili więcej niż wypada. Ten mniejsze zło popełnia, kto drugiego mieczem rani, niż ten, kto zmusza drugiego, aby pił więcej niż uchodzi, ponieważ przez opilstwo zabija jego duszę. 

    A ponieważ nasze ciała są ziemskie, więc podobnie jak deszcz obfitszy i dłuższy, niż go potrzeba, tak ziemię nawadnia i w błoto zamienia, że na niej żadna uprawa nie jest możliwa, tak i nasze ciało przez pijaństwo  nie może przyjąć duchowej kultury, ani nie może wydać spodziewanych owoców potrzebnych dla duszy. A więc, jak  wszyscy ludzie z upragnieniem wyglądają potrzebnego i wystarczającego deszczu dla swoich pól, aby modli je pielęgnować i cieszyć się z obfitości plonów rolnych, tak i na roli naszego ciała tylko tyle powinni ludzie pić, ile wypada, aby przez zbyt obfite picie ta rola ciała nie zamieniła się jakby w bagnisko, i raczej robaki i węże wad mogła rodzić, niż wydawać owoce dobrych uczynków. Wszyscy pijacy wyglądają jak jakieś bagna. Co bowiem rodzi się na bagnach, to dobrze kochanie wiecie. Wszystko co się tam rodzi, jak wiemy, żadnego pożytecznego owocu nie przynosi. Rodzą się tam węże i pijawki, rodzą się żaby i różnego rodzaje robaków, które raczej wstręt budzić mogą niż przynosić coś nadającego się do spożycia. Nawet drzewa i zioła, które na bagnach rosną albo nad jego brzegami zwykły wyrastać, żadnego pożytku nie przynoszą prócz tego tylko, że corocznie się je spala na ogniskach. Patrzcie! Co z pijaństwa się rodzi, to na ogień jest przeznaczone. 

     Tacy są, jak już powiedziałem, wszyscy pijacy, których obiady przeciągają się aż w późną noc, których wieczerze oglądają ranne słońce, którzy stać nie potrafią nawet, gdy wydaje się że poszczą, których zmysły są otępiałe, ociężałe i w jakimś sensie już obumarłe. Wreszcie często w upojeniu nawet samych siebie nie poznają, ani innych, nie mogą ani chodzić, ani stać, ani nie są w stanie niczego rozsądnego powiedzieć ani usłyszeć. Często nawet, aż do wymiotów nie wstydzą się upijać i piją bez miary. Przynosi się im coraz większe kubki. Rywalizacja jest bez wątpienia prawem picia. Kto w piciu potrafi innych pokonać, ten otrzymuje pochwałę w grzechu. Stąd rodzą się kłótnie i spory, później kończyny wiją się skręcają w różnych i strasznych tańcach, dalej popełnia się cudzołóstwa a nieraz zabójstwa. Ilekroć piją za dużo, jakby paraliżem tknięci, nie mogą chodzić o własnych nogach, pozwalają się wnosić na rękach w upokarzający sposób do łóżek. W ich oczach ciemność, w głowie szał i okropny ból, a na twarzy wypieki, wszystkie członki drżą, a w duszy i umyśle otępienie. (…).

     

    Bracia najdrożsi! Ludzie dlatego się upijają z taką łatwością, bo uważają, że pijaństwo jest małym grzechem, albo w ogóle nim nie jest. Ale za tę niewiedzę najbardziej kapłani zdadzą sprawę w dzień sądu, jeżeli zaniedbują głoszenia kazań powierzonemu sobie ludowi o tym, jakie i jak wielkie jest zło wypływające z pijaństwa. Kto więc uważa, że pijaństwo jest małym grzechem, jeżeli się nie poprawi i nie będzie czynił pokuty za swe pijaństwo, nie minie go wieczna kara. Dręczyć go będzie kara bez ulgi razem z cudzołożnikami i zabójcami, zgodnie z tym, co dobrze wiecie, jak Apostoł głosił: << Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani lubieżnicy, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani chciwcy, ani cudzołożnicy, ani  pijacy nie odziedziczą Królestwa Bożego>> ( 1 Koryntian 6: 9 – 10). Patrzcie, że pijaków zrównał Apostoł z rozpustnikami, bałwochwalcami, homoseksualistami i cudzołożnikami. Powiedział również: << Nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości >> (Efezjan 5: 18). Dlatego też niech  każdy  sobie określi i rozważy, czy pijaństwo jest grzechem ciężkim, a wówczas pijaństwo, nigdy nie będzie mogło go pokonać albo z trudnością (…).

    Pijaństwo, jak studnia prowadząca do piekła, wszystkich gubi, jeżeli nie następuje godna pokuta, a po niej poprawa, tak mocno ich trzyma w sobie, że nie pozwala im zupełnie wydostać się z ciemności studni piekielnej na światło czystości i trzeźwości„.

    Cytat za: Św. Cezary z Arles, “Kazania do ludu (1-80)”, Kraków 2011, ss. 269 – 270; 272 – 273; 277.

     

  3. Pius XI: Kościół abstynencji nie narzuca, ale ją pochwala

    Leave a Comment

    Katolik w trunkach nie widzi trucizny lecz jeden z darów bożych. Winna latorośl została nawet przez Stwórcę upatrzona na przedziwną osłonę tajemnicy Eucharystii. Lecz nadmierne użycie trunków wyskokowych jest trucizną, trucizną dla dobrobytu, trucizną małżeńskiego szczęścia i pokoju domowego, a także aż nazbyt gwałtowną i częstą trucizną dla rozwoju przyszłych pokoleń.

    Ostrożne i umiarkowane używanie napojów alkoholowych nie jest grzechem. Ale nadużycie alkoholu jest grzechem, a tam, gdzie staje się powodem smutnych następstw, grzechem ciężkim, a nawet wołającym o pomstę do nieba. Umiarkowanie i abstynencja są w pierwszej linii naturalnymi środkami panowania nad sobą i dlatego jak wszystkie inne siły czysto naturalne nie są zdolne do wyrobienia moralnie mocnych charakterów.

    Lecz tam, gdzie wzrastają one na gruncie silnej woli, na którą pada nadprzyrodzona rosa łask, są one bardzo cennymi i nieodzownymi środkami do wytworzenia równowagi między ciałem i duszą, materią a duchem, której Bóg się domaga.

    Kościół katolicki nie może się zgodzić na przymus całkowitej prohibicji. Obowiązek całkowitej abstynencji zachodzi tylko wtedy, gdy inaczej nie można opanować namiętności. Lecz dobrowolna abstynencja w celu zadośćuczynienia za grzechy nadużycia alkoholu, dawania bliźnim dobrego przykładu i powstrzymywania ich od nadmiernego spożycia trunków wyskokowych jest apostolstwem, które Kościół św. popiera i uznaje, pochwala i błogosławi.

     Pius XI, 26 VII 1929 rok
  4. Czy moje poglądy są „kalwinistyczne” albo „jansenistyczne”?

    Leave a Comment

    Ciągle powtarzającym się twierdzeniem wysuwanym w kierunku mej publicystycznej aktywności jest zarzut przypisujący mi promowanie takich błędów i herezji jak: purytanizm, kalwinizm czy jansenizm. Często sugeruje mi się też, że propaguję moralność „muzułmańską”. Spotkałem się nawet z głosami, jakoby, wspierał „manicheizm” czy nawet „kataryzm”. Jako, że nigdy owe oskarżenia nie są poparte merytorycznymi dowodami (polegającymi na wykazaniu, które konkretnie z promowanych przeze mnie poglądów są odrzuconymi przez Magisterium Kościoła błędami czy herezjami) czasami zarzuty te są nieco łagodzone i zamiast np. kalwinizmu „sensu stricte” przypisuje mi się zaledwie „kalwinistyczną mentalność”, etc.

    Wszystkie te zarzuty i oskarżenia są bzdurne, głupie i bezsensowne z kilku powodów:

     

    PO PIERWSZE: głoszona przeze mnie „surowość moralna” (która w swej istocie jest tak naprawdę jasnością, konsekwencją i klarownością w objaśnianiu tradycyjnych zasad moralności katolickiej) była i jest inspirowana przez szczerą chęć podążania za katolicką ortodoksją. Każdy z poglądów, który promuje w swych artykułach i książkach udowadniam za pomocą licznych odwołań do zarówno przed jak i posoborowego Magisterium Kościoła oraz pism i wypowiedzi Ojców, Doktorów, Świętych, katolickich teologów o uznanej prawowierności.  W rzeczywistości też znajomość tego co mówi tradycyjnie protestancka teologia na temat takich kwestii jak mieszane tańce i plaże, skromność strojów, zawodowy boks, prawo władz cywilnych do karania nierządu, cudzołóstwa czy pornografii, jest w mym przypadku acz nader skromna w porównaniu z analogiczną wiedzą, jaką w ciągu wielu lat zdobyłem na owe tematy studiując tradycyjną teologię katolicką. Przykładowo, jestem w stanie podać blisko 100 wypowiedzi autorytetów katolickich, w których przestrzega się przed tańcami i balami, ale nie wiem, czy byłbym zdolny przytoczyć choćby 5 cytatów autorstwa protestanckich pastorów i kaznodziei na ów temat.

     

    PO DRUGIE: mimo mych wielokrotnych próśb, które w przeciągu wielu lat, kierowałem do oponentów „brawaryzmu” o wykazanie, które z tez promowanych w mych artykułach, zostały napiętnowane, odrzucone albo przynajmniej skrytykowane przez Magisterium Kościoła, nikt z nich, nie był w stanie podać choćby jednego takiego poglądu. Inaczej rzecz ujmując: choć wciąż jestem zarzuca mi się błędy i herezje, to ilekroć wołam „sprawdzam” (domagając się konkretnych dowodów na poparcie tych zarzutów) następuje ze strony mych przeciwników milczenie. Faktycznie więc przeciwnicy „brawaryzmu” posługują się gołosłownymi oskarżeniami i pustosłowiem, które – przyjmując założenie, iż posługują się oni nimi świadomie – należałoby nazwać oszczerstwami, kalumniami i zniesławieniami.

     

    PO TRZECIE: choć jest prawdą, iż kalwiniści i purytanie bardzo niechętnie odnosili się do tańców damsko-męskich, zaś janseniści krytykowali np. praktykę polegającą na bardzo łatwym udzielaniu rozgrzeszenia nałogowym grzesznikom, fakt ten jeszcze w żaden sposób nie świadczy, że przekonania takie są błędne, heretyckie czy też na inny sposób niekatolickie. Wszak obok błędnych poglądów kalwiniści, purytanie i janseniści głosili też sporą ilość opinii zgodnych z odwiecznym nauczaniem Kościoła. Zwolennicy tych herezji  nie zostali potępieni przez Magisterium Kościoła za niechęć względem tańców i balów, domaganie się skromności strojów, twierdzenie, iż władze cywilne mają prawo karać nierząd i cudzołóstwo czy też krytykę zbyt łatwego rozgrzeszania pewnych notorycznym złoczyńców. Pośród setek tez wyznawanych przez kalwinistów, purytan czy jansenistów, które zostały uznane przez Stolicę Apostolską za błędne, heretyckie lub w najlepszym wypadku za nieroztropne i nierozważne, nie znajduje się opinia o treści:  „Tańce i bale zazwyczaj są bliską okazją do grzechu”; „Władze publiczne powinny karać i zakazywać niemałżeńskich związków seksualnych”; „Mężczyźni i niewiasty nie powinni kąpać się razem lub przebywać w stopniu prawie całkowitego negliżu w tym samym miejscu”;  „Brak przemiany życia jest dowodem na to, iż prawdopodobnie skrucha penitenta była zwodnicza, fałszywa i w takim wypadku kapłan powinien wstrzymać się z udzieleniem rozgrzeszenia” (oczywiście nie ma tam też zdania, które co prawda nie brzmiałoby identycznie, lecz jego sens dał by się ująć w tych słowach). Kalwinizm, purytanizm i jansenizm są błędne, obrzydliwe i heretyckie z całkowicie innych powodów.

    Wskazywanie zaś na to, że któryś z poglądów był podzielany przez jansenistów, a następnie twierdzenie, iż ktokolwiek powtarzający ową opinię dziś jest zwolennikiem jansenizmu jest tyle bezsensowne, co i głupie. Na takiej zasadzie można by wszak twierdzić, że np. sprzeciw wobec aborcji czy homoseksualizmu jest poglądem „fundamentalistycznie protestanckim”, gdyż przecież również wielu protestanckich fundamentalistów potępia te obrzydliwości. Tym bardziej groteskowe jest nazywanie w ten sposób poglądów, które nie dość, że nie zostały potępione przez Magisterium Kościoła, ale jeszcze stały się jego częścią albo też przynajmniej zostały przez nie zaaprobowane.

     

    PO CZWARTE: moje zainteresowanie różnymi takimi kwestiami tradycyjnej moralności chrześcijańskiej jak: tańce, skromność strojów, mieszane plaże, boks zawodowy, relacje chrześcijanie – popkultura, prawo władz cywilnych do karania pewnych grzechów, etyka sytuacyjna (w tym kwestia bezwzględnej niedopuszczalności kłamstwa), ma swój początek w studiowaniu różnorodnych publikacji katolickich (wydawanych przed Vaticanum II kościelnych pism, katechizmów, kazań, etc), a także w mym zaangażowaniu się w ruch tradycjonalistyczny (sprawą skromności strojów zainteresowałem się czytając artykuły w piśmie „Zawsze Wierni” temu poświęcone).

     

    PO PIĄTE: choć wydaje się być prawdą, iż – historycznie rzecz biorąc – pewne postulaty „brawaryzmu” były praktycznie rzecz biorąc, częściej realizowane w łonie społeczności protestanckich aniżeli katolickich, to okoliczność ta i tak niczego jeszcze nie dowodzi. Powoływanie się wszak na to, co miliony katolików czyniło w faktycznej opozycji do tego czego w danej kwestii nauczał Kościół, musi bowiem prowadzić na manowce. Owszem, trudno jest zaprzeczyć temu, że np. tańce i bale na przestrzeni wieków częściej występowały w krajach katolickich, aniżeli protestanckich, ale analogiczną obserwację można wyciągnąć odnośnie skali popularności i poparcia, jaką cieszyły się różne radykalnie lewicowe ruchy w obu tych grupach krajów. Otóż, gdy przyjrzymy się historii takich krajów jak Włochy, Francja, Hiszpania, nie mówiąc już nawet o Ameryce Łacińskiej, to zauważymy, iż ugrupowania komunistyczne i socjalistyczne cieszyły się tam wsparciem dużej części społeczeństwa. Na przykład, we Włoszech przez dziesiątki lat tamtejsza partia komunistyczna otrzymywała w wyborach od 30 do 50 procent oddanych głosów. Nieraz zaś bywało tam tak, iż nawet zatwardziali komuniści uważali się za gorliwych katolików, regularnie chodzili na Msze święte i korzystali z sakramentów. Z kolei w wielu krajach Ameryki Łacińskiej komuniści nie objęli rządów tylko dlatego, że nie pozwalały im na to przewroty tamtejszych, opanowanych przez prawicę armii. Trudno tą występującą w tych tradycyjnie katolickich krajach skalę poparcia dla komunizmu i socjalizmu nawet porównać z często znikomym wsparciem, na jakie radykalna lewica mogła liczyć w krajach tradycyjnie protestanckich. Przykładowo, w USA czy Wielkiej Brytanii, nigdy nie działała silna partia o charakterze stricte komunistycznym lub socjalistycznym (wszak, mimo wszystko, trudno byłoby nazwać Demokratów czy brytyjskich Labourzystów tym mianem). Co prawda, w historycznie protestanckich krajach Skandynawii od lat władzę sprawują partie mające w nazwie przymiotnik „socjalistyczna”, ale i tak trudno jest tu o jakieś analogie, gdyż w rzeczywistości jest (i dawniej też było) tam mało ludności (w Szwecji np. mieszka niespełna 10 milionów osób, a we Włoszech dla porównania przeszło 60 milionów; Norwegia liczy sobie niespełna 5 milionów mieszkańców, a Brazylię zasiedla 150 milionów ludzi). Wychodzi więc na to, że przez dziesiątki lat, w sporej części krajów tradycyjnie katolickich sympatia dla komunizmu i socjalizmu była o wiele większa, aniżeli w krajach tradycyjnie protestanckich. Czy to oznacza więc, iż komunizm i socjalizm są katolickie, a niechęć względem nich protestanckie? Oczywiście, że nie, wszak te radykalnie lewicowe ideologie zostały niejednokrotnie potępione przez Magisterium Kościoła. Podobnych przykładów można by podawać więcej. Zwyczaj modlitwy przed jedzeniem „teoretycznie” jest jak najbardziej tradycyjnie katolicki, a mimo to wydaje się, iż znacznie częściej jest on praktykowany przez pobożnych protestantów, aniżeli pobożnych katolików. Takie formy synkretyzmu i okultyzmu jak voo doo, santeria czy macumba, rozpowszechniły się o wiele bardziej na terenach katolickich (Brazylia, Haiti, Kuba, Luizjana), aniżeli w krajach protestanckich. Czy to oznacza, że te obrzydliwe kulty są tradycyjnie katolickie? Inny przykład: zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej (ale także we Włoszech) od dawna upowszechniła się kultura i mentalność bardzo sprzyjająca różnym formom rozwiązłości seksualnej. Widać to choćby po tym, iż jeszcze przed Soborem Watykańskim II, w wielu krajach Ameryki Południowej większość dzieci było poczynanych poza małżeństwem, zaś ideałem mężczyzny stanowił tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, etc. Aż takiego kulturowo-społecznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną trudno by szukać w protestanckich Stanach Zjednoczonych. Czy to oznacza jednak, że kultura „machismo” jest tradycyjnie katolicka?

     

    PO SZÓSTE: pomijając już wszystko inne, kalwinizm należy akurat do tych herezji, którymi w szczególnie intensywny sposób się brzydzę i których nienawidzę z całego mego serca. Mogę nawet bez większego wahania powiedzieć, iż – w pewnych ważnych aspektach – Bóg, w którego wierzą kalwiniści nie jest prawdziwym Bogiem, ale jest upiornym bożkiem, który warty jest splunięcia oraz pogardy.

  5. Błędy doktrynalne w pismach i objawieniach Alicji Lenczewskiej

    Leave a Comment

    Od pewnego czasu w środowiskach katolickich w Polsce popularyzowane są pisma zmarłej przed kilkoma laty (w 2012 roku) pani Alicji Lenczewskiej. Materiały te mają w większej części stanowić zapis słów, jakie Chrystus miał przez wiele lat przekazywać tej niewieście, a sama p. Lenczewska jest już nawet nazywana przez niektórych „współczesną świecką siostrą Faustyną”.  Ze swej strony nie negując możliwości, iż pani Alicja Lenczewska rzeczywiście w większej części była świadkiem prawdziwych objawień Bożych, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż niektóre ze słów, które w jej pismach przypisuje się Jezusowi Chrystusowi, wydają się w rzeczywistości od Niego nie pochodzić. A to dlatego, że są sprzeczne ze słowami, które Pan Jezus objawił w Piśmie świętym, a także z tradycyjną ich wykładnią dawaną przez Kościół.

    Bóg, który nigdy nie karze

    Tak więc na przykład, w zapiskach z dnia 6. VII. 1987 roku Chrystus Pan miał do p. Alicji Lenczewskiej skierować takie oto słowa:

    Ja nie karzę. Dusza nieposłuszna i nieuporządkowana karze sama siebie, bo traci dobro, jakie mogła mieć i jakiego mogła doznać (…) żyjąc w harmonii z Moją wolą i Moją Miłością” [1].

    Powyższe stwierdzenie odzwierciedla popularną w „posoborowej” teologii kościelnej myśl o tym, jakoby Bóg nigdy nie karał grzeszników, a jedynie pozwalał na to, by grzesznicy sami siebie karali. Kłopot z takim założeniem polega jednak na tym, iż w Piśmie świętym tak Starego, jak i Nowego Testamentu dosłownie setki, jeśli nie tysiące razy jest mowa o Bożych karach, a nie tylko „samo-karaniu się grzeszników”. Dodatkowo sposób formułowania owych biblijnych przestróg nieraz jasno wskazuje na czynną i aktywną rolę Boga w wymierzaniu tychże kar.

    I tak np. w Starym Testamencie czytamy m.in:

    Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich (2 Sam 7, 14)

    Ponieważ On karze i okazuje miłosierdzie (Tb 13, 2)

    On karci was za wasze nieprawości (Tb 13, 5)

    Kiedy nas karcisz – wrogów naszych chłoszczesz tysiąckrotnie, byśmy pamiętali o dobroci Twojej, gdy sądzimy,  i oczekiwali miłosierdzia, gdy na nas sąd przyjdzie (Mdr 12, 22)

    Jeśli się [kto] nie nawróci, miecz swój On wyostrzy; przygotuje na niego pociski śmiertelne, sporządzi swe ogniste strzały (Ps 7, 13 – 14)

    On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący będzie udziałem ich kielicha (Ps 11, 6).

    Z kolei w Nowym Testamencie znajdują się takie przestrogi jak:

    Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam: bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” – Ap 3, 19.

     Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan” – Rz 12, 19.

     Bóg jest mścicielem tego wszystkiego.” – 1 Tm. 4, 6.

     Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.” – Hbr. 10, 30 – 31.

    Również o nich prorokował siódmy po Adamie [patriarcha] Henoch, mówiąc: «Oto przyszedł Pan z miriadami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki, przez które okazywała się ich bezbożność, i za wszystkie twarde słowa, które wypowiadali przeciwko Niemu grzesznicy bezbożni»” – Jud 1, 15.

    Ponadto, w samej jednej tylko księdze Nowego Testamentu, a mianowicie „Dziejach Apostolskich” odnotowane zostały przynajmniej trzy przypadki Bożych kar, których nie da się wytłumaczyć w kategoriach „samo-karania się grzeszników”. Czytamy tam o: Annaniaszu i Safirze, którzy padli śmiercią natychmiast po tym, jak ich oszustwo zostało ujawnione przez św. Piotra (tamże: 5, 1-11); Herodzie, którego „poraził  Anioł Pański za to, że nie oddał czci Bogu. I wyzionął ducha, stoczony przez robactwo” (tamże: 12, 23); Elimasie oślepionym za próbę symonii („Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca” – tamże: 13, 11). O ile bowiem, naturalnym rezultatem pijaństwa jest często kac, a skutkiem obżarstwa ból brzucha, to  wszak natychmiastowy zgon nie jest zwyczajnym skutkiem oszustwa, a fizyczna ślepota nie stanowi naturalnego efektu uprawiania symonii . To sam Pan Bóg aktywnie zainterweniował, karząc tych ludzi śmiercią bądź ślepotą za zło, które czynili.

    A jakie jest nauczanie Tradycji Kościoła w omawianej sprawie?

    „Wielki to jest gniew, kiedy Bóg nie gniewa się na grzeszących (…) (Prz 3, 12); < a biczuje tego, kogo uznaje za syna> (Hbr 12, 6). Tego tylko kształci ojciec, kogo kocha; nauczyciel karze tylko tego ucznia, u którego widzi większe zdolności; jeśli lekarz przestaje leczyć, znaczy to, że stracił nadzieję wyleczenia” – św. Hieronim.

    „Za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę (…)” – św. Pius V, bulla „Cum primum”[2].

    „O grzechach tych mówi się, że wołają o pomstę do nieba, ponieważ tak uczy Duch Święty i ponieważ ich niegodziwość jest tak wielka i tak oczywista, że skłaniają Boga, by wymierzał za nie najsurowsze kary”– Katechizm św. Piusa X [3].

    I znów widzimy, iż w myśl nauki Ojców i papieży Kościoła prawdy o Bożym karaniu nie da się sprowadzić tylko do „karania przez grzeszników samych siebie„. Mowa jest tam bowiem o tym, że to „Bóg sprawiedliwie karze, zsyłając kataklizmy, wojny, głód i zarazę” i to On „wymierza (za wielkie niegodziwości) najsurowsze kary„. A zatem, Wszechmocny nie tylko biernie pozwala, byśmy sami ponosili negatywne skutki swych złych czynów, ale sam aktywnie sprawia, iż jako kara zań dotykają nas różne nieszczęścia i cierpienia.

     

    „Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać”

    Drugie z niezwykle podejrzanych stwierdzeń znajdujących się w pismach pani Alicji Lenczewskiej brzmi następująco:

    W stosunku do twoich bliźnich kieruj się miłosierdziem a nie sprawiedliwością. Ty nie jesteś w stanie osądzić niczego sprawie­dliwie. Mogę uczynić to tylko Ja. Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać. Wręcz przeciwnie: przestrzegałem przed tym i za­kazałem (28. IX. 1989, g. 17. 40 – podkreślenie moje MS) [4].

    Powyższe słowa są w świetle Pisma świętego nie tylko błędne, ale wręcz absurdalne. Jak można bowiem twierdzić, iż Bóg „nikomu z ludzi nie nakazywał oceniać i karać, a wręcz przeciwnie przestrzegał przed tym i zakazał”??? Co zatem np. z autorytetem rodziców w stosunku do dzieci? Przecież Słowo Boże wyraźnie mówi, iż rodzice mają prawo i obowiązek karcić swe pociechy (patrz: Prz 29, 5; 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14; Syr 42, 1; 5). Co więc z autorytetem sprawujących władze cywilne, które wedle Pisma świętego zostały powołane przez Boga między innymi właśnie po to, aby być:  narzędziem do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle (Rz 13, 4); oraz są posłane celem karania złoczyńców (1 P 2, 13)? Co z sędziami, których celem wedle Bożego Słowa jest właśnie sprawiedliwe wyrokowanie (a więc także siłą rzeczy ocenianie), a jeśli też trzeba karanie sprawców różnych nieprawości (vide: Ps 58, 2; 82, 3-4; Pwt 16, 18-20)? Co więcej, w niektórych przypadkach Bóg pobudził swych ludzi nawet do oceniania wewnętrznych intencji innych osób, jak to miało miejsce w przypadku św. Pawła Apostoła, który w następujących słowach nazwał maga Elimasa: O synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich! (Dz 13, 10). Jak więc widać niektórych ludzi Pan Bóg, jak najbardziej powołał do oceniania i karania innych ludzi. 

    Także Tradycja Kościoła potwierdza, iż w ludzkim społeczeństwie zostały ustanowione pewne urzędy i autorytety, których celem jest sprawiedliwe sądzenie oraz – jeśli taka jest potrzeba – karanie winnych zła osób. Katechizm Soboru Trydenckiego ujmuje to np. tak:

    (Bóg) rozkazuje, aby sądy wszystkie sprawiedliwie i według praw były odprawowane (…) upomina Pan Bóg, aby sędziowie winnym nie folgowali, a niewinnych nie potępiali (…) Ma też Urząd moc prawną do zabijania i karania złych ludzi na gardle: i nie idzie zatem, żeby mieli takowi, którzy są na urzędzie, przeciwko temu przykazaniu grzeszyć, ale owszem są woli bożej posłuszni„[5].

    Jako piękne podsumowanie tego tematu można przytoczyć słowa dwóch polskich kaznodziejów – ks. Piotra Skargi i ks. Jakuba Wujka:

    „(…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego się śmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika abo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.

    Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ale żniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie. Toby tak i cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce” (Ks. Piotr Skarga, podkreślenie moje – MS) [6].

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak nie zakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego” (ks. Jakub Wujek, podkreślenie moje – MS) [7].

     

    Czy więc pisma i objawienia pani Alicji Lenczewskiej w całości pochodzą od szatana, albo też są wykwitem jej wyobraźni? Daleki jestem od takiego wniosku, gdyż nie jest wykluczona możliwość, że w prywatnych objawieniach danej osoby autentyczne wizje i słowa od Boga mieszają się z szatańskimi mamieniami albo osobistymi interpretacjami danego człowieka. Objawienia prywatne to bowiem nie Pismo święte, które jest w sposób absolutny pozbawione jakichkolwiek błędów i pomyłek. Z całą pewnością jednak nie wszystkie słowa, które w pismach pani Lenczewskiej przedstawiane są jako przesłania Pana Jezusa są takowymi w rzeczywistości.

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: Alicja Lenczewska, „Świadectwo. Dziennik duchowy”, Poznań 2016, s. 398.

    2. Cytat za: Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności – TFP, „W obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawić się legalizacji związków homoseksualnych?”, Kraków 2005, s. 181.

    3. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 207.

    4. Cytat za: „Alicja Lenczewska – fragment pouczeń”, http://odnowalpz.cba.pl/index.php/lpz/jezus-mowi-do-nas/117-alicja-lenczewska-2, (Data korzystania – 30. 05. 2017).

    5. Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, ss. 96-97; 62.

    6. Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku”, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149.

    7. Ks. Jakub Wujek, „Postilla Catholica. Wykład Pisma świętego”, cz. I, Komorów 1997, s. 178-179.

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł ukazał się przed paroma dniami na łamach portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-bledy-doktrynalne-w-pismach-i-objawieniach-alicji-lenczewskiej,122915.html

     

  6. Brawarystyczne „Zawsze Wierni”

    Leave a Comment

    Niegdyś byłem stałym czytelnikiem “Zawsze Wierni” – pisma wydawanego przez Bractwo św. Piusa X w Polsce. W domu posiadam pięćdziesiąt trzy numery owego magazynu z lat 1996 – 2009. Swego czasu postanowiłem przejrzeć swe prywatne archiwum “Zawsze Wierni” pod kątem promowanych tam zasad moralności chrześcijańskiej. Interesowała mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie, jak redaktorzy tego pisma odnoszą się do różnych kwestii obyczajowych, które także w środowiskach tradycjonalistycznych i konserwatywnych wzbudzają niemało kontrowersji?

    A więc, jaki winien być stosunek rzymskich katolików do etyki sytuacyjnej (czyli np. poglądu, wedle, którego można czynić mniejsze zło, po to, by osiągnąć większe dobro lub ustrzec się większego zła)? Czy zasady skromności w ubiorze i zachowaniu są niemal całkowicie zdeterminowane przez panującą w danym miejscu kulturę lub klimat i w związku z tym nie należy próbować ustalać zasad, które sztywno miałyby obowiązywać (np. poza bardzo ogólnymi wskazówkami, nie mówić, jaką długość winny być kobiece sukienki, etc.)? Czy mieszane płciowo plaże są dziś czymś całkowicie normalnym dla katolików? Czy katolicy mogą słuchać rocka, heavy-metalu i kapel w rodzaju AC/DC? Czy damsko-męskie tańce są rozrywką, której niebezpieczeństwo, w najgorszym wypadku jest nikłe, a więc są one czymś zupełnie normalnym?

    Jak zatem redakcja “Zawsze Wierni” odpowiada na wyżej postawione pytania? Poniżej przedstawiam odpowiedź w postaci wypisu różnych fragmentów z tekstów publikowanych na łamach tego pisma.

    “(…) człowiek powinien raczej wybierać śmierć niż obrazę Boga poprzez choćby jeden popełniony świadomie grzech. (…) Można tolerować mniejsze zło, ale nigdy nie można go pozytywnie czynić. Oto nauka Kościoła! (…) Nie można dokonać choćby i najmniejszego grzechu w celu zbawienia nawet całego świata” – Biskup Bernard Tissier de Mallerais, “Komunikat Bractwa św. Piusa X”, ZW, nr. 11/ 1996, s. 5.

    Ojciec Pio, siedząc w otwartym konfesjonale, przez okrągły rok dbał o to, aby kobiety i dziewczęta, które się u niego spowiadały, nie przystępowały do spowiedzi w zbyt krótkich spódnicach. Czasem nawet przyprawiał o łzy taką, która po paru godzinach oczekiwania w kolejce została odesłana z powodu nieprzyzwoitego ubioru (…) <Kobiety, których ubiór cechuje próżność, nigdy nie przyobleką życia Jezusa Chrystusa. Co więcej, tracą one piękno swej duszy, gdy to bożyszcze wkroczy do ich serca>” – O. Jean OFMCap, “Ojciec Pio przeciwnikiem reformy liturgii”, ZW, nr. 28/ 1999, s. 70.

    Dzisiaj bożkami nie są już Zeus czy Wenus. Prawdziwymi bogami dzisiejszych czasów stała się telewizja, piosenkarze, gwiazdy sportu, muzyka rockowa, film … Musimy być wobec nich tak stanowczy, jak pierwsi chrześcijanie wobec fałszywych bożków. <Nie może być zgody pomiędzy światłem a ciemnością>. Żadnej zgody. (…) pozbądźcie się telewizora. Wyrzućcie go na śmietnik. Tam jest jego miejsce. (…) – SS. Dominikanki, “Telewizja – wróg publiczny nr I”, ZW, nr 37/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 6, s. XVII – XVIII.

    12 stycznia 1930 roku, papież Pius XI nakazał opublikowanie instrukcji na temat skromności strojów. W instrukcji tej przypomniał zalecenia zawarte w liście Kongregacji ds. Duchowieństwa z 1928 roku: <Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan. Ponadto, niedopuszczalna jest odzież z materiałów przeźroczystych oraz rajstopy w kolorze cielistym, sugerującym, że nogi są nagie> (…) Wielu katolików wydaje się w ogóle nie zainteresowanych, a nawet wrogo ustosunkowanych do standardów skromności. Czy możemy pozwolić, by nasze przywiązanie do Tradycji przykrywało zakorzenione złe nawyki?” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. I, ZW, nr 41/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. VIII – IX, XII.

    Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które, odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boją się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości. Pomijamy tutaj tańce, jedne gorsze od drugich, które niedawno przedostały się od ludów barbarzyńskich do zwyczajów narodów kulturalnych, a będące najskuteczniejszym środkiem do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” – Benedykt XV, “Obowiązek tercjarzy dzisiejszej doby zapobiegania złu:, ZW, nr 41, 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 10, s. XXII.

    ” – Skromność musi być zachowywana bez kompromisu. – Należy unikać używania tkanin o kolorach cielistych. – Naprawdę skromny ubiór ma rękawy sięgające przynajmniej do łokci i zakrywające ciało poniżej kolan. Niekiedy tolerowane mogą być rękawy sięgające połowy ramienia. – Prawdziwie skromny ubiór zakrywa w całości górną część ciała: ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu. Prawdziwa skromność wymaga zakrycia ciała, nawet po zdjęciu żakietu, peleryny czy szala.(…)Trzeba też zwrócić uwagę na ubiory, które zakrywają ciało w stopniu wystarczającym, niemniej pozostają nieskromne ze względu na krój, który czyni je bardzo sugestywnymi. Obcisłe, przylegające do ciała stroje są absolutnie nie do przyjęcia. Równie niedopuszczalne są bluzki zbyt luźne przy dekolcie i odsłaniające ciało. Szanujące się kobiety unikają elastycznych T-shirtów i obcisłych sukienek, które wymagają wysokich rozcięć. T-shirty, nawet te o kolorach ciemnych, projektowane są na ciało męskie, uwypuklają więc nadmiernie kształty kobiety. Rozcinane spódnice, tak bardzo dziś modne, często sięgające poniżej kolan, a nawet do kostek, nie zakrywają dostatecznie ciała podczas chodzenia lub siedzenia. Sugestywne rozcięcia często sięgają powyżej kolan i czynią taki strój podwójnie nieprzyzwoitym. Kobieta skromna ubiera się zawsze w suknie stosownie zakrywające ciało i nie przyciągające zbytniej uwagi. (…) Teologia moralna uczy, że klatka piersiowa, plecy, ramiona i nogi są <mniej przyzwoitymi> częściami ciała, tzn. spojrzenie na te części ciała łatwiej pobudza zmysłowość niż na inne, np. twarz, stopy czy ręce. Tak więc mężczyźni nie mogą chodzić z odsłoniętym torsem, ramionami czy plecami odsłoniętymi. Zasada ta wyklucza noszenie przez nich koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową. Stroje takie jak koszulki siatkowe, przez które widać ciało, naruszają zasady, o których pisaliśmy odnośnie tkanin przeźroczystych. (…)Wielu mężczyzn nosi w lecie szorty zamiast długich spodni, usprawiedliwiając to upałami. Katolicy powinni jednak pamiętać, że moralność nie zmienia się wraz z pogodą. Będziemy się jeszcze zastanawiać, kiedy noszenie szortów jest dopuszczalne, ale w zwykłych okolicznościach, w życiu społecznym, kiedy kontakty z kobietami są częste, stanowczo zaleca się noszenie zawsze długich spodni. Wyjątek czyni się jedynie dla małych chłopców do okresu dojrzewania. Jednak rodzice muszą dbać, żeby dzieci nie przyzwyczaiły się do traktowania wyjątku jako reguły.” – “Maryjny wzorzec skromności, cz. II, ZW, nr 42/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. X, XI, XIII.

    Jeśli zależy wam na waszych rodzinach i waszych dzieciach, jeśli tego do tej pory nie zrobiliście – wyeliminujcie z waszego życia telewizję” – Ks. Peter Scott, “Jeśli zależy wam na waszych dzieciach…“, ZW, nr 42/2001, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 11, s. XX.

    Zgodnie ze słowami papieża, dziewczęta nie powinny uczestniczyć w pokazach sportowych. (…)Zawsze, gdy Kościół katolicki wypowiadał się na temat pływania czy kąpieli, jak zwykło się to nazywać, potępiał on niezmiennie wspólne kąpiele kobiet i mężczyzn. Oparte jest to na teologii moralnej, która uczy, że spoglądanie na nieskromne części ciała płci przeciwnej jest grzechem ciężkim, chyba, że wydarzy się niespodziewanie, jest przelotne lub trwa tylko chwilę. Wszystkie bez wyjątku stroje kąpielowe noszone dziś przez kobiety i mężczyzn są nieprzyzwoite. Nie tylko nie okrywają już one dostatecznie ciał pływaków, ale wręcz eksponują je bezwstydnie na każdej plaży i w basenie publicznym. Jest to już raczej publiczne eksponowanie nagości, która jedynie udaje skromność. Każdy katolik, który chce uniknąć upału, udając się na publiczną plażę, powinien oddalić się od tych, którzy praktykują ów pogański kult słońca. Nie może zaakceptować wszechobecnej mody na obnażanie się. Pływające grupy nie mogą nigdy składać się z osób obu płci. Jeśli tak jest, to stanowi to gwarantowane zagrożenie dla czystości. W każdym przypadku mężczyźni powinni nosić spodenki sięgające do połowy uda i T-shirt jakiegoś rodzaju. Panie powinny nosić kuloty i bluzkę z materiału, który nie staje się przeźroczysty po zamoknięciu. Reguły te stosują się oczywiście również do sportów wodnych. ” – “Maryjny wzorzec skromności”, cz. III, ZW, nr 43/ 2001, dodatek “Rodzina Katolicka” nr 12, s. XI – XII.

    Katoliccy rodzice pilnować muszą, by do ich domu nie miały przystępu mody czy zwyczaje obrażające moralność katolicką. (…) Telewizja niszczy życie rodzinne, wprowadza do świątyni katolickiego domu nieczystość, kult pieniądza i bezsensowną przemoc.” – “Pięć rad dla katolickich rodzin”, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XIII.

    “(…) nie waham się twierdzić, że dziś telewizja stała się jednym z największych niebezpieczeństw tak dla jednostek, jak i dla całego społeczeństwa, szczególnie zaś dla rodzin. Nie tylko liczne współczesne programy telewizyjne depczą określone przez Piusa XII zasady, ale wręcz sama telewizja jest per se środkiem rozpowszechniania zła i bliską okazją do grzechu. Katechizm katolicki poucza, że człowiek musi unikać bliskich okazji do grzechu, bo <kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie>” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. I, ZW, nr 45/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 13, s. XV.

    Telewizja jako taka musi zostać wyeliminowana całkowicie.” – “Problemy katolickich rodzin we współczesnym świecie. Wywiad z księdzem Jakubem Doranem FSSPX”, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. VI.

    przez telewizję wielu ludzi odeszło od Boga, porzuciwszy życie zgodne z chrześcijańskimi cnotami. (…)Poprzez telewizję fala pornografii przekroczyła progi domów i rodzin. Stacje telewizyjne prawie bez przerwy prezentują filmy gloryfikujące przestępstwa, brutalność, perwersję i nieczystość. Wystarczy jeden program, podczas jednego wieczora, aby można było zobaczyć (a często także popełnić!) ciężkie grzechy przeciw wszystkim dziesięciu przykazaniom Bożym. (…) Popatrzmy na Hollywood: reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i aktorki kręcąc filmy i programy telewizyjne starają się sprowadzić odbiorcę na swój własny poziom moralności (a raczej niemoralności), by usprawiedliwić w ten sposób swoje bezbożne życie. Słusznie nazywa się ich misjonarzami zła!” – Ks. Karol Stehlin, “Telewizja – niebezpieczeństwo dla rodzin”, cz. II, ZW, nr 46/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 14, s. XIII, XIV.

    Telewizja jest grabarzem rodzin; pochwala cudzołóstwo i przedstawia kobietę jedynie jako obiekt namiętności.” – Ks. Franciszek Schmidberger, “Dziewięć argumentów przeciwko telewizji”, ZW, nr 47/ 2002, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 15, s. XVI.

    “(…) <naturalizm tego świata będzie dusił w nich ducha nadprzyrodzoności tak długo, dopóki nie wyrzucą one (mowa o rodzinach i domach tradycyjnych katolików – przyp. moje MS) swych telewizorów, nie wyrzekną się muzyki rockowej, gier video, nieskromnych strojów, żeby wspomnieć jedynie najpopularniejsze światowe rozrywki>. Słowa twarde, ale jakże prawdziwe! Stanowczo zbyt często usiłujemy wchodzić w kompromisy z duchem tego świata, pozostawiając sobie na otarcie łez którąś z jego przyjemności, pomimo świadomości, że nie jest to miłe Bogu. Ile to razy usprawiedliwiamy nasze małe niewierności i powolny zanik katolickiej atmosfery naszych domów rozmaitymi spektakularnymi akcjami w obronie Wiary i Tradycji!” – Ks. Karl Stehlin, “Editioral”, ZW, nr 47/ 2002, s. 3.

    Muzyka rockowa należy definitywnie do obozu szatana. Bądźmy konsekwentni. Pamiętam, jak zatrzymałem się kiedyś i tradycyjnej katolickiej rodziny. Dzieliłem wówczas sypialnię z ich 15 -letnim synem. Na ścianie, ku mojej radości, wisiał piękny obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zerknąłem jednak później na kasety magnetofonowe leżące na biurku i byłem zszokowany, widząc kasety AC/DC, jedną z nich ze słynną piosenką <Hell ain’t a bad place to be> (Piekło nie jest takim złym miejscem). To doskonały przykład tego, co nie powinno się zdarzyć w katolickim domu.” – “Katolicki dom”, cz. II, ZW, nr 50/ 2003, dodatek “Rodzina Katolicka”, s. XII.

    “(…) dzisiejsza moda kobieca nakazuje nosić duże dekolty, obcisłe spodnie, obcisłe, krótkie spódnice, Niedawno jeszcze ten sposób ubioru charakterystyczny był dla kobiet o złej reputacji, wabiących swych klientów do grzechu. Jak to możliwe, że moda ta przyjęła się obecnie w katolickich rodzinach? Czy nie bulwersuje nas fakt, że osoby tak ubrane, ku smutkowi Nieba, uciesze szatanów oraz zgorszeniu niewinnych dusz, mają czelność przychodzić do kościoła, a nawet podchodzić do balasek? Co najbardziej szokujące: znaczna część ludzi (wśród nich niestety niektórzy z naszych wiernych) uważa to za coś absolutnie normalnego i dopuszczalnego (…) Tak wielu katolików myśli niestety, że owa kwestia mody jest nieistotna i być może moglibyśmy się z nimi zgodzić, gdyby tylko Matka Boża, św. Paweł, święci papieże i tak wielu innych świętych nie przywiązywało do tej kwestii tak wielkiego znaczenia, co wskazuje, że nie jest ona błahostką.(…) muzyka rockowa jest zła, ponieważ i ona sama, i związane z nią tańce są bezpośrednim i dobrowolnym pobudzaniem namiętności i okazją do wszelkiego rodzaju nieczystości.” – Ks. Jakub Emily FSSPX, “Najświętsza Maryja Panna i skromność”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. V, VI, VII.

    Święty Ojciec Pio nie tolerował nieskromnych strojów: sukni z głębokim dekoltem, krótkich, obcisłych spódnic.” – “Ojciec Pio – surowy strażnik skromności”, ZW, nr 56/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 24, s. VIII.

    Ponieważ skromność jest cnotą, wykracza poza czas i miejsce, Kościół podał szczegółowe reguły, by pomóc wiernym praktykować ją we wszelkich okolicznościach. Bądźmy wdzięczni Jego Ekscelencji ks. Biskupowi Bernardowi Fellayowi za przypomnienie nam tych zasad, o których niekiedy zapomina się latem: <W żadnym przypadku nie wolno ubierać się nieskromnie. Sukienka, która nie zakrywa kolan kobiety, kiedy ona siedzi, absolutnie nie może być uważana za przyzwoitą. Również spódnica rozcięta czy przeźroczysta, odsłaniająca nogi powyżej kolan, nie może być uważana za skromną ani przyzwoitą. Podobnie nie jest przyzwoity żaden obcisły strój męski czy kobiecy, który podkreśla kształty ciała. Odnośnie do dekoltu i obnażonych ramion kardynał wikariusz Piusa XI pisał: <Ani suknia, która posiada dekolt głębszy niż dwa palce mierząc od szyi, ani taka, która nie zakrywa ramion co najmniej do łokci, nie mogą być uważane za przyzwoite>” – “Skromność obowiązuje zawsze i wszędzie”, ZW, nr 62/ 2004, dodatek “Rodzina Katolicka”, nr 27, s. VI.

    Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a w wielu <nowoczesnych> formach z całą pewnością są grzeszne” – Ks. Edward Wesołek, “Jego głowa stała się zapłatą za taniec”, ZW, nr 127, s. 37.

    Reasumując, redakcja “Zawsze Wierni” piórami reprezentatywnych dla Bractwa św. Piusa X autorów jak: bp Bernard Fellay (przełożony generalny FSSPX), bp Tissier de Mallerais (sekretarz generalny FSSPX), ks. Karl Stehlin (przełożony dystryktu środkowo-europejskiego FSSPX), ks. Franz Schmidberger (przełożony FSSPX w l. 1982 – 1994), ks. Peter Scott (wieloletni przełożony dystryktu FSSPX na Stany Zjednoczone), ks. Jakub Emily (przełożony dystryktu FSSPX na Wielką Brytanię – d0 2003 roku) oraz innych księży i sióstr zakonnych, twierdzi, iż:

    – nie wolno czynić najmniejszego grzechu, nawet, gdyby za jego pomocą można było uratować cały świat
    – muzyka rockowa jest zła, należy definitywnie do obozu szatana i jest czymś, do należy wyrzucić z domu
    – kasety zespołów w rodzaju AC/DC stanową doskonały przykład tego, co nie powinno znajdować się w tradycyjnie katolickich domach
    – telewizja stanowi bliską okazję do grzechu, która winna być wyrzucona i całkowicie wyeliminowana z życia rodzinnego
    – wspólne kąpiele mężczyzn i kobiet są zwyczajem godnym potępienia
    – wszystkie, bez wyjątku, współczesne stroje kąpielowe kobiet i mężczyzn są nieprzyzwoite i bezwstydne
    – dziewczęta nie powinny uczestniczyć w publicznych pokazach sportowych
    – niewiasty powinny ubierać się w sukienki lub spódnice, które zakrywają ich kolana (również wówczas, gdy siedzą), ramiona, biust i plecy, poza wcięciem koło szyi nie przekraczającym dwóch cali (szerokość dwóch palców) poniżej dekoltu z przodu i takiego samego z tyłu (z zastrzeżeniem, że niekiedy mogą być tolerowane rękawy sięgające połowy ramienia)
    – prawdziwie skromny strój niewieści nie tylko zakrywa wymienione wyżej części ciała, ale także nie podkreśla ich przez krój, etc.
    – mężczyźni nie powinni nosić koszulek bez rękawów i posiadających wycięcia obnażające brzuch czy klatkę piersiową, a także koszulek siatkowych
    – w zwyczajnych okolicznościach mężczyźni powinni nosić długie spodnie, nie zaś szorty
    – Kościół naucza, iż tańce stanowią okazję do grzechu, są niebezpieczne, a wielu swych nowoczesnych formach z całą pewnością są grzeszne.

    Wniosek wydaje się być jeden: moralność promowana (przynajmniej jeszcze do nie tak dawna) przez “Zawsze Wierni”, biskupa Bernarda Fellaya i innych reprezentatywnych księży Bractwa św. Piusa X jest: “surowa”, “rygorystyczna” i “brawarystyczna”. A mówiąc językiem otwartych wrogów tejże moralności: “jansenistyczna”, “purytańska” i “kalwinistyczna”.

  7. Jaki jest duch karnawału?

    Leave a Comment

    Nie jest do końca pewne skąd pochodzi karnawał. Wiadomo, iż zwyczaj urządzania różnego rodzaju zabaw, przed rozpoczynającym się czterdziestodniowym „Wielkim Postem”, był już znany w średniowieczu. Nierzadko mówi się jednak, że pierwotne pochodzenie karnawału może sięgać czasów znacznie wcześniejszych. Wedle niektórych kulturoznawców prawzorem dzisiejszego karnawału były obchodzone jeszcze za pogańskich czasów święta, które za pomocą – nieraz bardzo zmysłowych i orgiastycznych – imprez – czciły początek nowego roku i odradzanie się przyrody (jednym z nich były starożytne rzymskie Saturnalia). Tak jak część innych pogańskich zwyczajów, praktyk i przekonań, również owe zmysłowe zabawy, miały przetrwać czasy nadejścia chrześcijaństwa. „Saturnalia”, wedle tej koncepcji, ostały się więc zastąpione „karnawałem”, jednak sam sposób ich celebrowania, polegający na oddawaniu się różnego rodzaju uciechom, przyjemnościom i rozrywkom, miał się zasadniczo nie zmienić. Choć różne pierwotnie pogańskie święta i uroczystości, w ciągu stuleci, w miarę skutecznie zostały oczyszczone z ich złych (np. bałwochwalczych) konotacji, to można zadać sobie pytanie, czy i na ile (przyjmując tezę o pogańskich korzeniach karnawału za prawdziwą) udało się to uczynić w odniesieniu do karnawału?

    Samba, „Boeufgras” i złoty cielec

    Gdy przyjrzymy się bliżej temu, w jaki sposób odbywają się największe, a przez to najbardziej reprezentacyjne, zabawy karnawałowe na świecie, to można mieć ku temu duże wątpliwości.

    Jednym z najbardziej ewidentnych przykładów w tym względzie jest osławiony karnawał w Rio de Janeiro. Jego najbardziej rozpoznawalną wizytówką są parady szkół samby, których pewna część składa się z niemal całkowicie nagich tancerek przystrojonych tylko w barwne pióra i cekiny. Owe pochody roznegliżowanych i wijących się w zmysłowym tańcu niewiast wydają się być tylko wierzchołkiem góry nieprawości, jaka – szczególnie w ostatnich dniach przed Wielkim Postem – dokonywana jest w Rio de Janeiro. Wszakże nie bez powodu, władze tego miasta w tym czasie rozprowadzają wśród uczestników karnawału w Rio miliony prezerwatyw. Pouczający jest też widok ulic i wzgórz tego miasta w poranek kończący zabawy karnawałowe. Miejsca te są usiane tysiącami leżących ciał osób płci obojga i różnego wieku. Nie są to jednak ofiary karabinowych strzałów, lecz upici do nieprzytomności ludzie odsypiający w ten sposób libację ostatnich dni. Absolutnej rzadkości nie stanowią też prawdziwie krwawe ofiary karnawałowych zabaw w Rio. W 1982 roku, ponad 16 000 osób zostało w tym czasie rannych w wyniku bójek i wypadków, zaś przeszło 240 poniosło na ich skutek śmierć. W ostatnich dniach karnawału w Rio de Janeiro staje się też wręcz światową stolicą homoseksualizmu. Warto wspomnieć, że już w 1984 r. przy gorliwym poparciu władz tego miasta, zorganizowano swoisty maraton prawie 20 tańców karnawałowych z udziałem homoseksualistów.

    Innym, znanym na świecie karnawałem jest rokrocznie odbywające się w Nowym Orleanie „Mardi Gras”. Gdyby nie huragan „Katrina” to owe miasto zapewne znane byłoby głównie z powodu wielkiego rozmachu z jakim odbywają się tam karnawałowe imprezy. Mało kto jednak zwraca uwagę na prawdziwie bałwochwalczy charakter „Mardi Gras”. Otóż jednym z głównych symboli tego festiwalu jest figura, wielkiego tłustego byka (zwanego „Boeuf Gras”, czyli „Tłuszcz wołowy”), która jest wówczas przystrojona w wieńce, paciorki i koraliki, obnoszona po ulicach Nowego Orleanu i pozdrawiana przez tysiące uczestniczących w zabawie ludzi. W Piśmie świętym czytamy, iż figura „złotego cielca” (czyli w dosłownym tłumaczeniu „młody byk”) była czczona przez zbuntowanych wobec Mojżesza Żydów. Dodatkowo, ów „złoty cielec” był otaczany przez nich czcią w trakcie zmysłowych zabaw i uczt, jakim się oni oddawali w czasie, gdy Mojżesz poszedł na górę Synaj po Dekalog (Wj. 32, 1-8). Innym fragmentem, w którym postać byka pojawia się jako przedmiot kultu, jest opis rządów króla Jeroboama próbującego zastąpić wiarę w jedynego prawdziwego Boga pogańskim bałwochwalstwem. W tym celu ów władca nakazał sporządzenie dwóch cielców ze złota i ogłoszenie Żydom: „oto bogowie twoi, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej” (1 Krl 12, 28). W przytaczanych wyżej wypadkach wizerunek byka oraz cześć mu okazywana były wyrazem buntu przeciw prawdziwemu Bogu oraz oddawania się grzesznym żądzom w miejsce poddawania swej woli Bożym poleceniom. Czy można przypuszczać, by – wychowani bądź co bądź w kulturze wciąż zawierającej niemało odniesień do biblijnej i chrześcijańskiej symboliki oraz światopoglądu – organizatorzy „Mardi Gras” nie wiedzieli, albo przynajmniej nie przypuszczali, co oznacza wytwarzanie atmosfery kultu wokół wizerunku byka. A gdy wspomnimy fakt, iż karnawałowy festiwal w Nowym Orleanie dosłownie obfituje w takie grzechy jak: nierząd, rozpusta, homoseksualizm, prostytucja, bezwstyd, pijaństwo czy kradzież, to możliwość przypadkowego obrania postaci byka na jednego z patronów „Mardi Gras” wydaje się być zredukowana do minimum. Tak jak za czasów Mojżesza dzikiej, pozbawionej granic zabawie, towarzyszyło kłanianie się złotemu cielcowi, tak orgii nieprawości „Mardi Gras” patronuje „Boeufgras”, pozdrawiany za pomocą okrzyków i wzniesionych rąk przez uczestników tego festiwalu.

    Dobra zabawa czy przyzwolenie dla grzechu?

    Karnawał w Rio i Nowym Orleanie nie są oczywiście jedynymi przykładami tego, w jaki sposób ów czas jest wykorzystywany na dawanie większej swobody przeróżnym grzechom. Można by wszak jeszcze wspomnieć choćby o znaczeniu liczby „11”, która uznawana jest za symbol karnawału w Kolonii (rozpoczyna się on w tym mieście zawsze 11. 11 o godz. 11. 11 i trwa aż do środy popielcowej). Liczba ta symbolizuje wszak nadmiar, nieporządek i grzech. Można by też nadmienić, iż zabawy karnawałowe zazwyczaj wiążą się z organizowaniem damsko-męskich tańców i balów, które tradycyjnie były uważane przez Ojców, Doktorów i Świętych Kościoła katolickiego za będące zazwyczaj bardzo niebezpiecznymi i prowadzącymi do grzechu.

    Również fakt, iż maski stały się swoistym symbolem zabaw karnawałowych jest znamienny, by nie powiedzieć symboliczny. Otóż, w dawniejszych czasach, bale maskowe cieszyły się chyba jedną z najgorszych opinii i uważano, że nieprzyzwoitość jest z nimi nierozłącznie związana. To przekonanie miało swe częściowe uzasadnienie w symbolice związanej z przywdziewaniem maski, która zakłada ukrywanie swej tożsamości co z kolei ułatwia robienie rzeczy, których nie czyni się w innych okolicznościach.

    O co więc chodzi? Na pewno nie o to, że chrześcijanie powinni przez cały rok chodzić w workach pokutnych, pościć, posypywać swe głowy popiołem i unikać wszelkich przyjemności. Nie ma też nic złego w tym, iż przez pewien czas w roku je się nieco więcej, wykwintniej i smaczniej, czy też praktykuje się inne moralnie dozwolone rozrywki. Wszak jak mówi Księga Koheleta: „Jest czas płaczu i czas śmiechu” (tamże: 3, 4).

    Zdecydowanie źle się jednak dzieje, gdy pewne okresy w roku stają się pretekstem do większego pobłażania grzechom i dyspensą od powinności prowadzenia uświęconego życia. O ile bowiem można czasami nieco więcej i wykwintniej zjeść, o tyle nie ma ani jednego dnia w roku, choćby był to i „tłusty czwartek”, w którym obżeranie się przestawało być nieprawością w oczach Boga. O ile, wino jest dobrym, stworzonym przez Boga napojem, o tyle zawsze aktualne są Boże przestrogi przed nadmiarem w piciu alkoholu, a słowa „Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina” (Iz 5, 22) nie tracą na swym znaczeniu w karnawale. Podobnie, nie ma ani jednego dnia, ani nawet jednej minuty, w ciągu całego roku, w którym czymś niewinnym stawały by się nierząd, cudzołóstwo, rozpusta albo nieskromne i wyuzdane tańce. Choć to co piszę powyżej, powinno być dla każdego chrześcijanina oczywistością, to jednak wydaje się, iż sposób w jaki celebrowany jest karnawał sprzyja większemu przyzwoleniu na różne grzechy, jakie dokonywane są w tym czasie. Ten duch aprobaty dla nieprawości dostrzegają autorzy różnych komentarzy relacjonujący i opisujący czas karnawału. Na przykład, już w latach 80 tych XX wieku, tygodnik „Newsweek” pisał:

    W Nadrenii (…) swobodę karnawałową oficjalnie uznaje się za usprawiedliwienie niemal wszystkiego z wyjątkiem zabójstwa lub kierowania w stanie nietrzeźwym„.

    Pismo „Time” donosiło swego czasu, iż:

    sędziowie (w Monachium) nie uważają cudzołóstwa w okresie karnawału za powód do rozwodu„.

    Z kolei, profesor psychologii społecznej na Tulane University, Fred Koenig, tak opisuje duch panujący na „Mardi Gras”:

    Możesz być trochę bardziej pijany, trochę bardziej dziki, trochę bardziej prymitywny. W karnawale ludzie są bardziej tolerancyjni dla was. Nie ma wówczas normalnych zasad, a tradycyjne reguły są zawieszone„.

    Św. Faustyna o ostatnich dniach karnawału

    Na końcu warto przytoczyć to, co o okresie najbardziej nasilonych zabaw karnawałowych dane było poznać słynnej polskiej mistyczce, św. Faustynie Kowalskiej. Pisała mianowicie ona tak o tym czasie:

    W ostatnie te dwa dni karnawału poznałam wielki nawał kar i grzechów. Dał mi Pan poznać w jednym momencie grzechy świata całego w dniu tym popełnione. Zemdlałam z przerażenia i pomimo że znam całą głębię miłosierdzia Bożego, zdziwiłam się, że Bóg pozwala istnieć ludzkości. I dał mi Pan poznać, kto podtrzymuje istnienie tej ludzkości: to są dusze wybrane. Kiedy dopełni się miara wybranych, świat istniał nie będzie„(św. Faustyna Kowalska, „Dzienniczek”, n. 926, 9 luty 1937 r.).

    Warto również wskazać, jaką postawę wobec imprez karnawałowych miał bł, Piotr Jerzy Frassati. Otóż, w napisanej przez Teresę Jankowską biografii tego błogosławionego („Człowiek rad ewangelicznych. Piotr Jerzy Frassati”, Warszawa 1998) czytamy:

    Starał się jak mógł, szerzyć to wszystko, co dla niego stanowiło dużą wartość. Pragnął, aby radość wypływająca z czystego sumienia, była także udziałem młodzieży z którą się stykał. W tym celu organizował np. w klubach katolickich grę w bilard, aby jego koledzy spędzając tam wolne chwile unikali nieodpowiedniego towarzystwa i okazji do złego. 

    Często z tego samego powodu proponował spędzenie w górach chrześcijańskiego karnawału. Wiązało się to dla niego z wyrzeczeniem i rezygnacją z wyprawy na kolejny szczyt” (Cytat za: jw., s. 116 – 117).

    Jak więc widać, bł. Piotr Jerzy Frassati musiał mieć mocno krytyczny stosunek do jego popularnego przebiegu, skoro w czasie jego trwania proponował swego rodzaju separację od reszty społeczeństwa, po to by unikać nieodpowiedniego towarzystwa i okazji do złego.

    Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, iż przez wiele wieków w kościelnym kalendarzu wyróżniano okres tzw. przedpościa, które przypadało właśnie na ostatnie dni karnawału i w których to dniach zachęcano wiernych do postu i pokuty między innymi w celu przepraszania Boga za liczne grzechy popełniane w tym czasie.

    Wiele wskazuje więc na to, iż karnawał wciąż czeka na prawdziwą chrystianizację. Jeśli ma on istnieć, to powinien być czasem dobrej, niewinnej i stroniącej od niebezpieczeństwa grzechu, umiarkowanej zabawy, radości i wesołości. Nie zaś okresem, w którym zawiesza się moralne standardy, po to, by po dniach hulanek, szaleństw i swawoli, iść do kościoła i dać sobie posypać głowę popiołem. Jak na razie jednak, karnawał jest bardziej czymś w rodzaju szatańskiej zemsty i parodii świętych okresów czasu go poprzedzających i po nim następujących (Boże Narodzenie oraz Wielki Post i święta Wielkiej Nocy). W ten sposób demony chcą bowiem zbrukać i upodlić ludzkie sumienia licznymi grzechami, tak by uczynić je niezdolnymi do owocnego przeżywania Wielkiego Postu i świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

  8. Czy Ojcowie i Święci Kościoła mogli się mylić?

    Leave a Comment

    Częstym argumentem, jaki pojawia się przy okazji poruszania różnych kontrowersyjnych wypowiedzi Ojców i Świętych Kościoła jest stwierdzenie, iż: „Święci też się mylili, więc mam w tej kwestii inny pogląd”. Niczym bumerang wracają wówczas przykłady św. Tomasza z Akwinu, który miał błądzić w kwestii rozeznania etapu, w którym ludzki płód otrzymywał duszę czy też wywodów niektórych ze Świętych mających z pewną dozą pogardy wypowiadać się o kobietach.

    Na czym polega problem z takim podejściem? Otóż, owszem Ojcowie i Święci Kościoła mogli się mylić i czasami rzeczywiście mylili się w tej czy innej kwestii. Jednak, czy jest intelektualnie uczciwym podejściem uciekać się do takowego argumentu, ilekroć tylko jakieś nauczanie owych kościelnych autorytetów nam nie pasuje czy nie odpowiada? Czy ci, którzy mówią: „Ojcowie i Święci Kościoła mogli się mylić” sami są pewni, iż nie mylą się w podważaniu słuszności wypowiedzi tych autorytetów? Ktoś np. mówi: „Święty Jan Vianney nie był nieomylny w kwestii tańców damsko-męskich” – można na to odpowiedzieć: „Ok, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mógł się pomylić w tej sprawie, ale czy Ty jesteś pewien swej nieomylności na ów temat?„. Mamy więc tu zestawienie teoretycznej możliwości omyłki danego Ojca Kościoła czy Świętego z jednej strony, z możliwą omyłką kwestionującego daną wypowiedź człowieka (którego świętość i autorytet nauczania nie zostały póki co potwierdzone). Czy w takim razie rozsądne jest faktyczne przyjmowanie własnej nieomylności w tym czy innym temacie kosztem podważania słuszności nauczania Ojców i Świętych Kościoła? Mi takie podejście wydaje się bardzo nieroztropne i zuchwałe. Oczywiście, nie jest w sensie absolutnym wykluczone, iż powiedzmy, św. Jan Vianney mylił się w swej ocenie tańców, a za to nie myli się w tej sprawie pan Kowalski albo jakaś miłośniczka tanga i salsy ze Szczecina. Ale co jest tu bardziej prawdopodobne? Że mylili się ludzie, o potężnym doświadczeniu duchowym, których pisma i kazania powstawały na kolanach, po wielu godzinach modłów oraz postów, a których heroiczność cnót i prawowierność nauczania zostały uroczyście potwierdzone przez Kościół? Czy może o wiele większe prawdopodobieństwo omyłki i błędu zachodzi w przypadku osób, które póki co nie zostały uznane przez Kościół za święte, a które to, gdyby uważniej przyjrzały się historii swego życia, to pewnie przyznałyby, iż zdarzało im się już w swym relatywnie krótkim życiu błądzić i mylić setki, jeśli nie tysiące razy???  I wreszcie, czy sam fakt, że dane nauczanie Ojców i Świętych Kościoła nam nie pasuje lub nie odpowiada jest dostatecznym powodem, by pośpiesznie sięgać po argument: „Oni też mogli się mylić”? A może, to jednak Ty możesz się prędzej mylić niż Ojcowie i Święci?

    I tak na koniec, nawet jeśli autorytety kościelne co do pewnych poszczególnych sformułowań swego autorstwa mogły się mylić, popadając np. w przesadę, to nieraz  odrobina dobrej woli wystarcza by rozróżnić pomiędzy takimi niektórymi przesadnymi słowami czy zdaniami, które wyszły z ich ust albo spod pióra, a samą, nieraz co do zasady, słuszną istotą ich nauczania w danej kwestii. Nie trudno wskazać, na przykłady takich co do swej istoty słusznych nauczań, na obrzeżach jednak których pojawiały się sformułowania przesadne, a nawet w swym dosłownym brzmieniu błędne. Przykładowo, przywołany już wyżej św. Jan Vianney w swych kazaniach przeciw tańcom i balom mówił czasami, iż „przekraczają one wszystkie z Bożych przykazań„. To raczej była przesada z jego strony, ale to nie oznacza, iż mylił się on co do istoty swych przestróg przeciw owym rozrywkom, jako będących poważnym niebezpieczeństwem grzechu. Inny przykład – św. Atanazy Wielki wygłosił zdanie: „(…) Syn Boży stał się człowiekiem, abyśmy stali się bogami” [1]. W sensie dosłownym, te sformułowanie jest przynajmniej bardzo dwuznaczne, a idea stania się przez – choćby najświętszego człowieka – bogiem, została kilkukrotnie odrzucona przez Magisterium Kościoła[2]. Jednak, intuicja, która kryła się za tą niefortunną wypowiedzią św. Atanazego była słuszna. Najpewniej bowiem, ów Ojciec i Święty Kościoła miał na myśli niedosłowne stanie się przez człowieka bogiem, ale to, iż możemy się przez łaskę Bożą upodobnić do Chrystusa, stać się – jak mówi Pismo święte – „uczestnikami Boskiej natury” (2 Piotr 1: 4). Jeszcze inny przykład: św. Ludwik Grignion de Monfort w swej gorliwości dla obrony i propagowania godności Najświętszej Marii Panny używał sformułowań, spośród których niektóre trudno uznać za nieprzesadzone (np. że Maryja rozkazuje Chrystusowi). Ale czy to oznacza, że istota jego nauczania o szczególnej godności i roli błogosławionej Maryi jest błędna?

    Nie bądźmy więc zbyt prędcy do dezawuowania nauczania Ojców i Świętych Kościoła za pomocą powiedzenia: „Oni mogli się mylić”, zwłaszcza, gdy słowa te wynikają bynajmniej nie z głębokiego przemyślenia przez nas danego tematu, ale chęci obrony naszych przyzwyczajeń i rozrywek. Owszem, ostatecznie te autorytety kościelne mogły się mylić, ale jest co najmniej 1000 razy bardziej prawdopodobne, że to jednak my błądzimy kwestionując ich przykład i nauczanie, zwłaszcza wtedy, gdy powodem tego naszego oporu jest wygodnictwo i konformizm, a nie dogłębna refleksja i przemodlenie danej sprawy. Przyjęcie takiej postawy zdaje się być nakazem pokory, a jej odrzucenie dowodem zarozumiałości i zuchwalstwa.

     

    Przypisy:

    1. Św. Atanazy, „De incarnatione”, 54, 3. Cytuję za: „Katechizm Kościoła Katolickiego”, wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2002, s. 118.

    2. Idea, jakoby człowiek kiedykolwiek mógł stać się bogiem została odrzucona np. w liście „Oriatonis formas” Kongregacji Nauki Wiary z dnia 15 października 1989 roku, gdzie czytamy: „należy przede wszystkim pamiętać o tym, że człowiek w swej istocie jest stworzeniem i stworzeniem pozostanie na wieki, nigdy więc nie będzie możliwe wchłonięcie ludzkiego „ja” przez „Ja” Boskie, nawet w najwyższych stanach łaski”. Wcześniej podobne poglądy autorstwa mistrza Eckharta zostały potępione przez papieża Jana XXII w konstytucji „In agro dominico”.

     

  9. Kiedy nagość w sztuce kościelnej jest uprawniona, a kiedy niedozwolona?

    Leave a Comment

    Błogosławiony Antoni Nowowiejski:

    Nade wszystko jednak liturgia wyklucza w utworach plastyki wszelką nagość zmysłową, cielesną. Chociaż nagość sama w sobie nie jest szkaradą i grzechem, ale że jest w skutek grzechu pierworodnego, jak na początku tego rozdziału powiedzieliśmy, przypomnieniem grzechu, oznaką hańby naszej, źródłem pożądliwości i bodźcem do grzechu, a więc i przedmiotem wstydu dla chrześcijan, stąd on ją osłania szatami i tak chce – ją widzieć w sztuce, aby mu nie była podnietą do pożądliwości zmysłowej, ale okryta przypominała ujarzmienie ciała i poczucia wstydu nauczyła. Zresztą w sztuce liturgicznej, gdzie się nadprzyrodzoność ma wyrazić, chodzi o ducha człowieka, a ten się odbija w najpiękniejszej jego części, obliczu, gdy przez resztą ciała człowiek do nierozumnej istoty należy. Wprawdzie nagości ani sobór trydencki ani postanowienia papieży nie wykluczyły bezwzględnie z obrazów, ale to dlatego tylko, że niekiedy, choć bardzo rzadko, nie jest ona moralną brzydotą, ale owszem sprawia wrażenie prawdziwego, duchowego piękna, dzieje się to w niewielu przypadkach i to z najmożliwszym ograniczeniem przy zachowaniu tych trzech warunków:

    1. Aby nic w danym utworze umyślnie nie dążyło do obrażenia wstydliwości i wywoływania uczuć zmysłowych.

    2. Aby wysoka świętość przedmiotu wszelką cielesność na dalszy plan usuwała.

    3. Aby nagości wymagała treść obrazu, jak np. w diable i potępionych, lub prawda historyczna, jak w obrazach Adama i Ewy przed upadkiem dla wyrażenia niewinności, chrztu Pana Jezusa, biczowania, ukrzyżowania; przy czym stopień nagości musi być zastosowany do stopnia potrzeby użycia tego środka.

    Historia uczy, jak wraz z poniżeniem wiary i moralności – nagość bezkarnie na obrazach zajmowała miejsce; ale przy podnoszeniu się wiary i życia religijnego, poczucie wstydu brało górę, nagością się brzydzono” [1].

     

    „Przegląd katolicki”:

    Błędem, który skromność chrześcijańska musi artystom nawet najsławniejszym wyrzucać jest bezwstyd. Niektórzy malarze jakby umyślnie wyszukiwali w historii biblijnej ustępów takich, których przedstawienie musi budzić zmysłowość, np. córki Lota w postawach całkowicie nieskromnych, żona Putyfara do grzechu nagląca Józefa, Batszeba zapalająca ogień namiętny w sercu Dawida, Zuzanna w kąpieli. Artyści te sceny malujący nadużyli sztuki, zrobili z niej prostytucję, które nawet u pogan prawo karało. Egipcjanie do kryminalnej odpowiedzialności pociągali malarzy, przedstawiających bezwstydne przedmioty; Arystoteles zaś obywatelom i urzędnikom miejskim zalecał, aby usuwali malowidła i posągi nieprzyzwoite. Ojcowie Kościoła tym bardziej na to uwagę zwracali. Św. Grzegorz Nisseński niewstydne malowidła nieuczciwymi widowiskami nazywa, a Tacjan podnietą zmysłów; koncylia zaś Trullańskie i Trydenckie wyraźnie zabroniły tekstu biblijnego przedstawiać w bezwstydnych obrazach. Bulla „Sacrosanti” Urbana VIII tak w kościołach jak i przedsionkach kościołów zabrania umieszczać obrazów, w których coś nieprzyzwoitego i nieskromnego było. Powinni malarze nie tylko samych bezwstydnych scen nie przedstawiać, ale strzec się nagości nieprzystojnych, których łatwo mogą uniknąć. Grecy i w ogóle wszyscy chrześcijanie wschodni, u których obrazy Świętych są w tak wielkim poszanowaniu, nigdy ich inaczej nie przedstawiają, jak przyzwoicie odzianych; nagość w obrzydzeniu mają. Dobrze by by było, gdyby ich malarze zachodni naśladować zaczęli; ale, niestety, jakże to jest wiele obrazów, od których uczciwość chrześcijańska oczy każe odwracać! Jakże często widać aniołów w postaci chłopczyków nagich, a nawet najdoskonalszy wzór czystości i skromności dziewiczej, Najświętszą Marię Pannę, ośmielili się artyści przedstawiać w postaci niewiasty z utrefionymi włosami i odsłoniętymi ramionami, tak, że raczej jakąś boginię pogańską widzisz przed sobą, a nie królową dziewic. A Pan Jezus w dwóch czy trzech latach wieku ileż to razy w całkowitym obnażeniu jest przedstawiany. I pytamy, jaki pożytek tych nagości? Co na nich zyskuje pobożność? Jakie zbudowanie lud chrześcijański odnieść może? Czyż przeciwnie nie jest każdemu wiadomo, że takie przedstawienia, zwłaszcza na umysły dzieci i młodzieży robią silne zgubne wrażenie. Nie chcemy opisywać, w jaki sposób niektórzy malarze starali się uwydatnić katusze zadawane męczennikom, zapominając, że takie obrazy nie tyle uwielbienie dla bohaterstwa Świętych, ile oburzenie w jednych, a zmysłowość wrażeń w drugich obudzają. Wysilali się na piękność kształtów ciała i rysów oblicza, co przy nieskromnej nagości zwabiało tylko tych do patrzenia, w których zmysłowość stępiła święte uczucie chrześcijańskiej wstydliwości. Wprawdzie poganie do męczarni chrześcijanom zadawanym  w szatańskim okrucieństwie dodawali jeszcze i pogwałcenie ich wstydliwości, zdzierających z nich odzież i obnażonych na męki biorąc. Toż samo czynili i arianie, jak powiadają św. Atanazy, św. Hilary i historyk Euzebiusz. Gwałt ten, który święci musieli znieść, dodawał tym większej zasługi ich wierze i cierpieniu, ale czy to będzie zasługą malarza lub patrzących na obraz, jeżeli rzeczywistość w całej pełni przedstawioną zostanie? W takich razach malarz musi odstąpić prawdy historycznej dla nierównie większych względów, a pozostawiony konieczności, wybierze inną sytuację, inną chwilę, słowem uniknie zgorszenia. Jeśli niektórzy malarze, pragnąc wielkość cierpienia męczenników przedstawiać dla dogodzenia  swej próżności artystycznej, pominęli prawidła chrześcijańskiej uczciwości i skromności, a tym samym celu nie osiągnęli i sztukę równie jak jej świętość znieważyli, to lepiej im taż próżność posłużyła w obrazach pustelników płci obojej. Często widzieć można tych świętych samotników wyobrażonych z rękami, piersiami i nogami nagimi. Malarz dał im silne muszkuły, ciało białe i pulchne, jakby ci ludzie nie żyli pod gorącymi promieniami słońca, nie sypiali na ziemi i pod gołym niebem, i nie byli mieszkańcami egipskiej pustyni, a skutkiem tego nie mieli skóry twardej, ogorzałej i przykre na patrzącym wrażenie czyniącej. Po co ta próżność! Żaden z tych Świętych nago nie chodził, ubierali się w wory, robili sobie odzież z liści palmowych, jak św. Paweł, pierwszy pustelnik. A jeżeli ta uwaga nasza jest słuszną, gdy  o świętych pustelnikach mówimy, to o ileż słuszniejsza będzie, gdy ją odniesiemy do takich świętych pokutnic, jak św. Pelagia, św. Maria Egipcjanka, św. Maria Magdalena, tak często, albo wcale nie odzianych, albo ladajako, i to z umysłu” [2].

     

    Bł. Antoni Nowowiejski:

    Wszakże możliwi są aniołowie w postaci dziecięcej. Święta Franciszka widziała stale obok siebie anioła stróża w postaci dziewięcioletniego dziecka, jaśniejącego jak słońce; św. Augustynowi rozmyślającemu o Trójcy św. nad brzegiem morza objawił się anioł także w postaci dziecka. Lecz tego rodzaju przedstawienia są rzadkie; wymagają ich szczególne okoliczności, jak np. zgodność treści obrazu z przedstawioną legendą. W zwykłych jednakże warunkach postać dziecięcia nie wyobraża dokładnie pojęcia anioła: przecież dziecię jest dopiero w drodze rozwijania się cielesnego i umysłowego, gdy anioł jest duchem dokładnym, wyższymi władzami duszy, w całej ich postaci obdarzonym. Przy tym, czyż może być aniołem, do którego się modlimy, dzieciak nagi, tłusty, choćby najśliczniejszy, figlarne, nie odpowiednie wysokiej doskonałości i godności, ruchy wykonywujący, aniołek, którego Pismo św. nie zna, ale ludzie sobie wymyślili, kiedy anioł jest poważnym duchem, ideałem niewinności i wstydu, posłem Pana Boga, wykonawcą Jego woli, przewodnikiem i opiekunem naszym? Odrodzenie tego rodzaju aniołków do sztuki wprowadziło, reminiscencje o pogańskich geniuszach w rozmaitych formach przedstawiając. Stało się to jednak nie od razu. Najprzód anioła, ducha bezpłciowego, uosobienie czystości, obrano z szat, płeć mu nadano i szmatę około bioder zarzucono. A od nagości do postaci dziecięcej jeden krok. Niechrześcijańskie to przedstawienie aniołów, a tym bardziej nieliturgiczne” [3].

     

    Przypisy:

    Cytat za: Ks. Antoni Nowowiejski, “Wykład liturgii Kościoła katolickiego”, Tom I, Warszawa 1893, s. 532 – 533.

    Przegląd katolicki, „Błędy religijnego malarstwa„, r. 1870, s. 49.

    Ks. Antoni Nowowiejski, “Wykład liturgii Kościoła katolickiego”, Tom I, Warszawa 1893,  s. 860.

  10. Kłamstwo jest zawsze zakazane; również te w sprawie św. Mikołaja

    Leave a Comment

    W dniu jutrzejszym zaś będziemy obchodzić tzw. Mikołajki, czyli dzień, w którym zwyczajem jest obdarowywanie dzieci różnymi upominkami. W dzień Wigilii Bożego Narodzenia wielu z nas będzie wzajemnie dawać sobie prezenty. Wszystko to oczywiście jest cenne i chwalebne, jednak tkwi w tym pewien moralny mankament. Otóż, wielu ludzi przy okazji dawania dzieciom prezentów, mówi im przy tym nieprawdę twierdząc, iż to sam św. Mikołaj odwiedził ich domy i zostawił im mniej lub bardziej obfite dary. Niektórzy wynajmują nawet do tego celu określone osoby, by te udawały przed dziećmi św. Mikołaja i tym bardziej utwierdzały je w błędnym przekonaniu, iż to w dosłownym, rzeczywistym i bezpośrednim sensie sam św. Mikołaj przynosi im upominki. Chyba nie trzeba wiele mówić, iż zwyczaj ten jest etycznie bardzo wątpliwy.

     

    Po pierwsze bowiem, jest to kłamstwo. Kłamstwem jest wszak wyrażanie czegoś co nie jest prawdą za pomocą słów lub znaków w celu wprowadzenia w błąd drugiej osoby. Intencja oszukania jest tu bardzo ważna, gdyż nie wszystkie z dosłownie nieprawdziwych twierdzeń są kłamstwami. Jeśli np. okoliczności przy których jest wypowiadane dane nieprawdziwe twierdzenie czynią jasnym dla jego odbiorców, iż nie chodzi w nim o pokazanie rzeczywistego stanu rzeczy, to coś takiego nie jest kłamstwem. Przykładowo, aktor mówiący aktorce na scenie teatru, iż ją kocha, nie okłamuje jej, gdyż wszak każdy wie, iż czyni on to w ramach gry scenicznej. Podobnie, opowiadanie w ramach żartu zmyślonej historyjki nie jest kłamstwem, jeżeli jasno zaznaczamy przy tym, że w danym momencie dowcipkujemy, a nie relacjonujemy prawdziwe wydarzenia.

    Skierowane do dzieci opowieści o św. Mikołaju przynoszącym prezenty są jednak często kłamstwem, gdyż nieraz jak najbardziej – co prawda w dobrych celach, ale to kłamstwa nie usprawiedliwia – chce się wprowadzić dziecko w błąd. Co więcej, nieraz towarzyszy temu mniej lub bardziej rozbudowany scenariusz mający to oszustwo czynić bardziej wiarygodnym.

     

    Po drugie, kłamstwa o św. Mikołaju mogą zarażać dzieci sceptycyzmem odnośnie prawd o charakterze religijnym. Jeśli bowiem dziś oszukujemy dzieci w jednej sprawie mającej związek z religią, to niby czemu mamy oczekiwać, iż w przyszłości będą nam wierzyć w innych tyczących się nadprzyrodzoności kwestiach? Jeśli przynoszący prezenty św. Mikołaj okazał się bajką to czemu bajką nie miałby się okazać Jezus, aniołowie, niebo i piekło? I nie wymyślam tu teraz jakichś dziwacznych scenariuszy, gdyż nieraz słyszy się różne ateistyczne wypowiedzi w stylu: „Zmartwychwstanie Chrystusa to podobna bajka jak św. Mikołaj”, itp.

     

    Co zatem mówić dzieciom przy okazji dawania im mikołajkowych i bożonarodzeniowych prezentów? To proste, należy im mówić prawdę. A więc, że niegdyś na świecie rzeczywiście żył św. Mikołaj, wśród którego cnót była też hojność i pomoc ubogim. Dziś zaś ten sam Mikołaj króluje wraz z Chrystusem w niebie, a my pamiętając o dobrym przykładzie jaki nam z Bożej łaski dał, próbujemy go naśladować dzieląc się z innymi tym co mamy. I w ten też sposób czcijmy pamięć tego Świętego Pańskiego, nie okłamujmy zaś w jego imię naiwnych dzieci.