Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: bliskie okazje do grzechu

  1. Św. Karol Boromeusz: Taniec to genialny wynalazek dla psucia obyczajów

    Leave a Comment

    Tańce światowe są kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy. Stąd pochodzi, że RZADKO, albo nawet NIGDY TANIEC NIE JEST BEZ GRZECHU (…) Taniec to genialny wynalazek dla psucia obyczajów. Jest on źródłem złych myśli, nieczystych wyrażeń, cudzołóstw, najbardziej haniebnych aktów nieczystości, kłótni i zabójstw. Odciąga wiele osób od ich religijnych powinności, od modlitwy, świętych czytań i czyni ich obojętnymi na wskazówki, których tak bardzo potrzebują. Nie da się tam uczęszczać bez częstego i poważnego obrażania Boga. Czy ktokolwiek może pragnąć swojego zbawienia i wystawiać się na tak wielkie zło, jakim są nieszczęsne owoce tańców?

    Cytat za: Ks. J. Gaume, „Zasady i całość wiary katolickiej, czyli jej wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny, apologetyczny, filozoficzny i socjalny, od stworzenia świata aż do naszych czasów”, Kraków 1870, tom IV, s. 423

  2. Św. Ludwik de Montfort: Wszystkie prawdziwe dzieci Kościoła nie cierpią tańca i uważają go za obrzydliwość

    Leave a Comment

    1. Panie, świat chce ściągnąć na mnie potępienie poprzez sidła tańców. Uwolnij mnie od tej zwodniczej pułapki zastawionej na moją niewinność. Światowi ludzie tańczą, lekceważąc Ciebie, O Panie, wspomóż nas.

    2. Strzeżcie się kadzidła dla Wenus i jej przyjemnej nauki, strzeżcie się igraszki Bachusa i szatańskiego kręgu, strzeżcie się jego sprytnego tworu wynalezionemu ku naszemu zatraceniu.

    3. Tak, Szatan jest wynalazcą podłych tańców, on jest pierwszym stwórcą tej wesołej plagi, ściągając potępienie na ludzi w sposób tak radosny, i tak subtelny.

    4. Na tańcach, to on jest królem. Tam oddawany jest mu hołd, tam obwieszcza on zasady wesołej rozpusty, tam jest jego dwór, a jego tron stoi na samym środku.

    5. Tym przeklętym zwyczajem [tańca] Diabeł wprawia wszystko w ruch, wszystko ślizga się w jego truciźnie, złości i płomieniach. Z niego wypływa pożądanie ku tej śmiercionośnej przyjemności.

    6. Namawia on tancerzy do tańca, śpiewu, rechotania; tam zdobywa ich serca, ich ciała i swoje królestwo, wykonujących wszystkie te ruchy, te kroki i obroty.

    7. Wślizguje się w ich głosy, tak że wszyscy wdzięcznie śpiewają, rozbudza on oboistów aby grali bez zmęczenia; dostraja dźwięki instrumentów aby grały w harmonii.

    8. Wślizguje się w ciała tańczących mężczyzn i kobiet rozpalając w nich zachwyt nad jego płomienną namiętnością; kieruje on stopami i oczami tych biedaków.

    9. Ich ciało jest oszołomione, ich umysł przytępiony, ich serce oczarowane, to właśnie sprawia diabeł, że jeszcze popycha ich do nazywania cnotkami (scrupolous) tych, którzy nie chcą doń dołączyć.

    10. Pośród pogan diabeł zazwyczaj otrzymuje swoją daninę, nie szuka on ich dóbr, lecz oni tańczą aby go zadowolić; Szatan może nawet obiecać jakąś nagrodę za tańczenie.

    11. Mówi się, że późną sobotnią porą wiedźmy mają w zwyczaju po posiłku odprawiać po diaboliczne podrygi; taniec jest kadzidłem, zabójczym kultem jego piekielnego ucha

    12. Prawie wszyscy potępieni uważają, że taniec jest dopuszczalny, ale ci którzy będą zbawieni, prawdziwe dzieci Kościoła, wszyscy go nie cierpią i uważają go za obrzydliwość.

    13. Mówiąc zaś ogólnie, taniec sam w sobie jest neutralny, nie jest czymś złym, i może być niewinny, jako że Dawid tańczył z zapałem przed Arką Boga

    14. Ale tańczenie tak, aby nie zgrzeszyć, wymaga spełnienia tak wielu warunków, że ciężko jest ustrzec się grzechu podczas tańca. Zazwyczaj, jest to złe, jest to przepastny bezład.

    15. Sposób, czas i powód, dodatkowo tańcząca osoba, wszystkie sączą tyle trucizny że niewinność jest utracona. Za tancerzami podążają nieszczęścia, a nawet za tymi, którzy się im przypatrują.

    16. Jak to się dzieje że niektórzy wpadają w tę przebiegłą i karygodną dekadencję? Poprzez polewanie się perfumami, smarowanie twarzy makijażem, przebiegłą nagość, ekstrawagancję i próżność.

    17. Jak tańczą światowi ludzie? Ich styl jest notoryczny: wszystko podsyca najbardziej nieczyste namiętności: te słodkie, przeszywające spojrzenia, te tańce-przytulańce.

    18. Kroki są tak wymierzone, rytm jest taki przyjemny, tancerze tak wspaniale ubrani, a piosenka taka popularna! Kto mógłby powstrzymać się przed zakochaniem, rozpaleniem, stanięciem w ogniu?

    19. Co z tymi pocałunkami na zakończenie tańcu, tymi okrutnymi, akceptowanymi sygnałami nieczystej namiętności? Czy nie są one szatańskimi pieczęciami stawianymi tylko w jego imię?

    20. Dobrze znamy powody, z których wielu ludzi tańczy; są one ukryte a jednak takie sprośne: chęć kochania, zadowalania, podniecania i bycia podniecanym, widzenia, czy częściej, bycia widzianym.

    21. Podskakiwanie do ballad o romansach, tancerze łatwo włączają się w ten nonsens; po tańcu śmieją twierdzić: “Bóg się nie obraził”.

    22. Tańczy się w dnie w które jest to zakazane, nawet więcej niż w inne; podczas tego straconego czasu Szatan wprowadza w działanie swoje intrygi: tak też czynimy Dzień Pański Ucztą Kusiciela.

    23. Niestety! Nikt nie myśli o czasie straconym na tańcu, pomimo to że czas jest wielkim darem o ogromnej wartości; czas jest tak krótki, tak cenny, dany nam abyśmy zasłużyli na wejście do nieba (to win heaven).

    24. Jeśli tańczenie pośród pogan zawsze jest potępiane, co z tańczeniem wśród chrześcijan? Cóż za obrzydliwy grzech! Zdrajcy łamiący śluby, które złożyli Bogu

    25. Czy nie wyrzekali się wszystkich diabelskich pokus? Tańczenie zawsze było uważane za najgorszy z nich. Tańczenie okrutnie hańbi Najświętszego Pana.

    26. Tancerzu, karykaturo chrześcijanina, Jezus Chrystus nie jest twoim panem, lecz Szatan już przyjął cię jak jednego ze swoich, jak apostatę, jak zdrajcę. Przecz, uczniu złego ducha. Jesteś zakałą dla Jezusa Chrystusa.

    27. Przestępca umiera kołysząc się na szubienicy; w śmiertelnym niebezpieczeństwie, żołnierz tańczy i się śmieje. O głupoto! O nieszczęśni przestępcy-tancerze (o cruel misfortune of dancers so criminal)

    28. O wielki głupcze, wirujący na skraju wiecznej przepaści, nie lękający się śmierci, ani nawet Boga w Jego sprawiedliwości! Ah! Szatan oślepił go, zabił tuczonego cielca.

    29. Tańczący, w ich szale rąk, stóp, głowy i całej reszty ich ciała są bardziej oszalali niż zwierzęta, bardziej charakterni niż konie; te są spokojniejsze niż tancerze.

    30. Zarówno Nowy i Stary Testament potępiają tańce i surowo straszą tancerzy, komediantów, ich patronów i widzów straszliwą zemstą.

    31. Bóg przeklina ich odświętny strój, ich perfumy, ich rytmy, ich romanse, ich nieodpowiednie gesty. Zabrania nam ich naśladować i uczęszczać na ich zabawy.

    32. Taniec jest straszliwym tyranem, możliwe, że najprzebieglejszym ze wszystkich. Spowodował nawet śmierć Świętego Jana, Prekursora Naszego Pana. O wielki Boże, jak niszczy on zarówno duszę jak i ciało!

    33. Święci Ojcowie, Doktorzy, kanony, Kościół – wszyscy potępili tancerzy, kładąc nań ekskomunikę (anathema) do spółki z komediantami, aktorami i błaznami.

    34. Mężczyźni są zaślepiani tańcem, mówi jeden z ojców, dzieci są zmieszane, wchodzą w pogardę dla swych rodziców. Kobiety tracą swoją cnotę (honor) i łaskę Pana.

    35. Tańcząc łamie się wszystkie przepisy Kościoła, a nawet całe Prawo Mojżeszowe; tancerz stracił wiarę i nie przestrzega już prawa.

    36. Kiedykolwiek i gdziekolwiek odbywają się tańce, Niebiosa gniewnie opłakują (weep with grief); na tę zniewagę zadaną Bogu raduje się całe piekło, podczas gdy święci lamentują a bezbożni wrzeszczą.

    37. Bóg często surowo karze tancerzy nagłą śmiercią, momentalnie zwracając ich przeklęte dusze. Z balów i zabaw nagle wpadają do piekła.

    38. Żegnajcie, świecie i przyjaciele, mimo to co powiedziałem, mów wszystkim że wolno jest tańczyć i śmiać się; żegnaj gorszący świecie, żegnaj, nieszczęśliwy świecie!

    Nota od redakcji: Tłumaczenie na język polski fragmentu „Hymnów św. Ludwika de Montfort” na podstawie poniższego źródła dostępnego w języku angielskim:

    http://www.montfort.org/content/uploads/pdf/PDF_EN_85_1.pdf

  3. Św. Pio z Pietrelciny: Taniec jest zaproszeniem do grzechu

    Leave a Comment

    Umberto Antonelli di Marcianise między 1954 a 1955 rokiem przybył do San Giovanni Rotondo, by się wyspowiadać. Gdy zakończył wyznanie grzechów, Ojciec zapytał go: Czy czegoś nie wyznałeś? On odpowiedział, że nie. Ojciec powtórzył pytanie, o on znów powiedział „nie”. Zapytał więc po raz trzeci: Czy czegoś nie wyznałeś? Znów usłyszał zaprzeczenie. Penitent opowiada: „Ojciec Pio krzyknął wówczas: Precz, precz, bo jeszcze nie żałujesz swoich grzechów!. Skamieniałem z powodu wstydu, jaki odczuwałem wobec zgromadzonych ludzi. Próbowałem coś powiedzieć, lecz on przerwał mi:

    Ucisz się gaduło, mówiłeś już wystarczająco: teraz ja chcę mówić. To prawda czy nie, że chodzisz na sale balowe? Na moją potwierdzającą odpowiedź powiedział: NIE WIESZ, ŻE TANIEC JEST ZAPROSZENIEM DO GRZECHU? Zdziwiony nie wiedziałem, co powiedzieć: w portfelu miałem legitymację członka towarzystwa tanecznego, o której zapomniałem. Obiecałem poprawę i po tym wszystkim dał mi rozgrzeszenie” (…). „Bardzo lubiłam tańczyć (…) Oczywiście zawsze tańczyłam w kręgu rodziny czy sąsiadów i pod okiem rodziców. LECZ OJCIEC TEGO NIE POCHWALAŁ. Pewnego razu w konfesjonale, po tym jak wyznałam, że tańczyłam, powiedział mi: JAK JESZCZE RAZ ZATAŃCZYSZ TO CIĘ WYRZUCĘ.

    Po jakimś czasie byłam na weselu i wbrew własnej woli zostałam „porwana” do tańca. Bojąc się, że gdy tylko zbliżę się do konfesjonału, Ojciec mnie wyrzuci, poszłam do innego spowiednika, który na moje wyznanie, że tańczyłam nie zwrócił żadnej na to uwagi. Zapytał mnie czy coś jeszcze chcę wyznać, lecz ja nic więcej do wyznania nie miałam. Otrzymawszy rozgrzeszenie, wróciłam do domu, lecz nie byłam spokojna. Następnego dnia poszłam do spowiedzi do Ojca, który jak tylko usłyszał mój głos, powiedział: A ty, co zmieniłaś dzień spowiedzi? <>. Chcesz dostać baty, prawda? Nie wyrzucę cię, lecz nie rób tego więcej. <>. Ty możesz być pewna swoich uczuć, a nie uczuć innych. Ja nie potępiam tańca jako takiego, LECZ UPIERAM SIĘ I UTRZYMUJĘ, ŻE JEST ON NIEBEZPIECZEŃSTWEM GRZECHU(…)” .

    Cytat za: O. Marcellino IasenzaNiro, „Ojciec” Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz. Świadectwa, San Giovanni Rotondo 2006, ss. 42-43, 140-141.

  4. Ks. Ambroise Guillois: Tańce i bale są jedną z głównych okazji do grzechów nieczystości

    Leave a Comment

    (Pytanie) Który jest ósmy powód grzechu przeciwnego czystości? (Odpowiedź) Ósmym powodem grzechu przeciwnego czystości, są tańce i bale.

    WYKŁAD.  – Przez taniec rozumiemy ruchy ciała, wykonywane w takt, krokiem wymierzonym, i zwykle przy dźwięku muzyki albo śpiewie.

    Bal jest zgromadzeniem, zebraniem na którym tańczą. Te więc dwa wyrazy: tańce i bale, mają prawie toż samo znaczenie, a co powiemy o tańcach, to się odnosi i do balów.

    Taniec osób jednej płci, gdy zresztą nic się nie dzieje, ani w ruchach, ani w rozmowach, co by przeciwnym było skromności i przyzwoitości, jest rzeczą zupełnie obojętną, a tym samym rozrywką zupełnie niewinną.

    Taniec między osobami różnej płci, nie ma także w sobie nic występnego; ale: z powodu towarzyszących mu zwykle okoliczności, jest nadzwyczajnie, niebezpiecznym, i uważany być powinien za rozrywkę, mało zgadzającą się z duchem chrystianizmu. Okolicznościami tymi są: panująca tam próżność, zbyt wielka poufałość, jaka się wtedy często zawiązuje, roztargnienie stąd wynikające, a nade wszystko ubiór nie nader skromny większej części tanecznic.

    Są tańce, których zupełnie zabronić trzeba i do których należeć nie godzi się, chociażby nawet raz jeden, pod winą grzechu śmiertelnego; takimi są: walc, galopada, polka, cancan… tańce te złymi są z natury swojej, postawą jaka się w nich przybiera; powinny być wyrugowane ze wszelkiego uczciwego towarzystwa, i trudno pojąć, jak kobieta iść może do takiego tańca, nie wyrzekłszy się skromności, płci jej właściwej (…)”

    Przymieszać się mogą i do innych rodzajów tańca, ubiór, gest, słowa, wzniecające i mocno pobudzające popęd do lubieżności. Stają się wówczas bliskim powodem do grzechu, a zatem wstrzymywać się od nich należy.

    To się odnosi szczególniej do tańców publicznych. Tańcami publicznymi nazywają się te, do których każdy ma przystęp bez różnicy; na przykład w klasach niższych, tańce po szynkach, karczmach, tak nazwanych salach, lub tym podobnych miejscach; a w klasach wyższych maskarady, wieczory tańcujące, na które wchodzi się jak na teatr, płacąc za bilet. W takich tańcach dopuszczają się wyuzdanej swawoli, a ci, którzy wyrzec się ich nie chcą, nie zasługują na rozgrzeszenie.

    Tańce na zebraniach publicznych, zwanych balami, niemniej są niebezpieczne, zwłaszcza gdy się odbywają nocną porą. Nieskromność tam panująca i wszystko co się tam dzieje, powinno oddalać stamtąd każdego, kto jeszcze jest przenikniony bojaźnią bożą, i pragnie zachować swój honor i dobre imię. W rzeczy samej, czyliż nie jest narażeniem swojego honoru, znajdować się w towarzystwie z ludźmi zepsutymi, i skalanymi rozpustą? A przecież, prawie zawsze tacy spotykają się na wspomnianych balach? Są bez wątpienia wyjątki, ale bardzo rzadkie.

    Co się tyczy tańców w domach prywatnych, na zebraniach familijnych, nie masz wątpliwości, że bywają bardzo złe, gdyż bardzo wiele jest towarzystw rozwiązłych i familij, gdzie panuje mała oględność na obyczaje (…).

    (Pytanie) Czy Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego potępiali tańce? – (Odpowiedź) Tak jest Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego potępiali tańce, i dowodzili, że prawie zawsze są one bliskim pochopem do grzechu. śmiertelnego.

    WYKŁAD. – Święty Ambroży opowiedziawszy historię Przesłańca Pańskiego (świętego Jana), która była zapłatą tańca, tak mówi dalej: „Niech matki miłujące czystość i wstyd, uczą swoje córki religii, a nie tańca”. –  „Czego się uczą w tańcach? zapytuje św. Cyprian; na co tam patrzą? Weszli tu z niewinnością; wychodzą występni. Jesteś wprawdzie dziewicą ciałem i myślą, ale niewinność oczu twoich, uszu twoich, mowy twojej, nie pozostała bez skazy. Nie rzucasz na nikogo niewstydliwego spojrzenia; nie, ale sama jesteś jego przedmiotem. Nie kalasz oczu twoich występną pożądliwością; zawsze jednak winna jesteś żądz, które zapalasz w innych”.  – „Cóż powiem o owych tańcach ognistych, o symfoniach miękkich i zwodniczych? Czyliż nie sam szatan przychodzi osobiście brać udział w tych zabawach, i tańczy przy tej muzyce” Tak wyraża się święty Hieronim. – „Tańce i bale, mówi święty Franciszek Salezy, są rzeczami obojętnymi z natury swojej; ale ich używanie, jakie dzisiaj jest zaprowadzone, tak się skłania ku złemu wszelkimi swymi okolicznościami, że wielką szkodę przynoszą dla duszy. Mówię wam przeto o balach, jak lekarze mówią o grzybach: najlepsze z nich powiadają, na nic się nie zdadzą, a ja powiadam, że najlepsze bale nie są przecież dobrymi. Jeżeli chcecie jeść grzyby, dopilnujcie, żeby były dobrze zgotowane i jedźcie je bardzo mało: bo chociażby najlepiej były zgotowane, stają się trucizną, gdy spożyjemy je w zbytecznej ilości. Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli w żaden sposób wymówić się od pójścia na bal; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; tańczcie najmniej ile możecie, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało”.  „Te dziwaczne rozrywki, zazwyczaj są niebezpieczne; rozpraszają ducha pobożności, osłabiają moc woli, oziębiają świętą miłość bliźniego i budzą w duszy tysiące złych skłonności: dla tego też nigdy nie należy ich sobie pozwalać, nawet w koniecznej potrzebie, jak tylko z zachowaniem wielkiej ostrożności”. Żąda on nadto, aby po skończonych tańcach, udano się do rozmyślań świętych i gruntownych, i radzi mianowicie zwrócić na to uwagę: „Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, za grzechy popełnione w tańcu, lub za złe następstwa, które wyniknęły z tańców”.

    (Pytanie) Ludzie światowi, którzy chcą postępować z dobrą wiarą, czy w przedmiocie tańców wyrażają się inaczej jak Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego?

    (Odpowiedź) Nie, ludzie światowi, którzy chcą postępować z dobrą wiarą, wyrażają się w przedmiocie tańców tak samo, jak Ojcowie Kościoła i mistrzowie życia duchowego.

    WYKŁAD. – Około roku 1620, biskup Autun chcąc dać swojej owczarni naukę przeciw tańcom, zasięgał rady człowieka, który znał dobrze rozkosze światowe, hrabiego de Bussy- Rabutin, sławnego z dowcipu i pism swoich. Taką odebrał odpowiedź:

    „Zawsze uważałem bale za niebezpieczne; nie sam tylko rozum skłaniał mnie do tego, ale i doświadczenie; a chociaż świadectwo Ojców Kościoła jest bardzo ważne, sadzę, że w tym przedmiocie świadectwo dworaka światowego większą mieć powinno wagę. Wiem dobrze, że są osoby, które na mniejsze niebezpieczeństwo narażają się w tych miejscach, aniżeli inni; wszelako, najzimniejsze temperamenty tu zapalają się. Zwykle na takie towarzystwo składa młodzież, której trudno przychodzi oprzeć się pokusom w samotności, a tym bardziej w podobnych miejscach. Sądzę więc, że prawdziwemu chrześcijaninowi nie wypada uczęszczać na bale”.

    Młoda dama, żyjąca z dala od świata, która będąc panną, nigdy nie była na balu, nie mogąc wymówić się od znajdowania się na weselu swojego szwagra, pisała nazajutrz do przyjaciółki: „Zebranie było liczne, toalety nadzwyczaj świetne; miałam przyjemność, że byłam ubrana najskromniej ze wszystkich … Tu widziałam, pierwszy raz w życiu tańcujących walca; dosyć mi było tego tańca, abym zrozumiała, ile niebezpiecznymi są bale, i abym więcej jeszcze niż kiedy postanowiła ich unikać”.

    (…)

    (Pytanie) Czy nie należy uważać za przesadzone tego, co powiedziano o niebezpieczeństwie tańców i wieczorów? – (Odpowiedź). Nie należy uważać za przesadzone tego, co powiedziano o niebezpieczeństwie tańców i zebrań wieczornych; niejednokrotnie to niebezpieczeństwo było uznanym i wskazywanym przez same władze rządowe, które wstrzymać się nie mogły, w sprawie dobrych obyczajów, od wydania w tym przedmiocie rozporządzeń policyjnych.

    WYKŁAD. – Oto są dwa przykłady, z pomiędzy wielkiej liczby innych, które moglibyśmy przytoczyć. Dnia 5 kwietnia 1811 roku, prefekt departamentu l’Aisne pisał do wszystkich merów swojego departamentu, następującą odezwę: „Nie  mogę za nadto polecić wam, panowie, ścisłego czuwania i utrzymywania porządnej policji względem miejsc, gdzie zimową porą zbierają się osoby płci obojga, bądź na tańce, bądź na wspólną pracę, pod imieniem „wieczornic:. Doszło do mojej wiadomości, że gorszące wypadki zdarzały się często na podobnych zebraniach. Powinniście, w podobnych okolicznościach, wystąpić z całą surowością praw … Zapowiedzcie ojcom i matkom, że w takim przypadku są odpowiedzialni za swoje dzieci; a nade wszystko bądźcie nieubłagani względem szynkarzy, którzy sprzedawaliby trunki po godzinach wyznaczonych przepisami policyjnymi”. Dnia 16 lutego 1842 r., mer departamentu Loiret; wydał następujące postanowienie : „Zważywszy gorszące zdarzenia, które wynikają ze sposobu tańców od niejakiego czasu, stanowczo zabrania się, od dzisiejszego dnia, tańczyć galopadę, pod karą 5 do 10 franków, wnosić się mającą przez muzyków, którzy by grali wspomniany taniec, lub przez gospodarza zakładu, który by temu nie przeszkodził.

    (Pytanie) Czyliż przynajmniej nie jest przesadą twierdzić z niektórymi moralistami: że tańce prowadzą do siedmiu grzechów śmiertelnych; że oddawać się podobnym zabawom, jest  – to zapominać o łasce sakramentów i samychże sakramentach, które nas poświęcają; jest to zacierać w sobie siedem darów Ducha Świętego?

    (Odpowiedź) To wszystko da się zastosować aż nadto do wielkiej liczby balów i tańców (…).

    WYKŁAD – 1-e Tańce i bale prowadzą do siedmiu grzechów śmiertelnych. Do pychy, przez żądzę popisywania się i przewyższania innych pięknością, zgrabnością. – Do łakomstwa, przez niedostatek dobrowolny: wszystko obracają na toaletę, i aby mieć świetny strój, odmawiają zaspokojenia koniecznych potrzeb staremu ojcu, chorej matce; odmawiają grosza jałmużny ubogiemu, a u modniarki nie wahają się wyrzucić dwóchset lub trzechset franków! – Do nieczystości, przez wszelkie złe myśli, którym się wtedy oddają; przez wszelkie złe żądze, pielęgnowane w głębi serca swego. – Do zazdrości, smutku, jakiego doznają widząc się przewyższonymi przez inne młodością, pięknym ubiorem. – Do obżarstwa, sutymi biesiadami, które kończą podobne zebrania i przeciwne są wstrzemięźliwości chrześcijańskiej. – Do gniewu, kłótniami, zazdrością, nieprzyjaźnią, które często biorą tam początek. – Do lenistwa, przez niesmak nabierany tam do pobożności, i przez niepodobieństwo moralne, wykonywania jej ćwiczeń.

    2 – e Uczęszczający na tańce i bale, czyliż nie zdają się zakładać swojej chwały na zapominaniu łaski sakramentów i samychże sakramentów, które nas poświęcają? – Idą tu w niepamięć: Chrzest święty, przez jawne popisywanie się z pychą szatańską; – Bierzmowanie, przez zbiegostwo z wojska chrześcijańskiego; – Eucharystia, czyli Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej, przez znieważanie własnego ciała, które jest świątynią; – Pokuta, przez rozkosze zmysłowe, którym się tam oddają; – Ostatnie namaszczenie, przez skazy jakimi się tam plamią; – Kapłaństwo, przez pogardę praw Kościoła; – Małżeństwo, przez cudzołóstwa, o których się tam zamyślają, a często zmawiają się o ich spełnieniu. Te wykroczenia, powiedzieć trzeba, nie spotykają wszystkie na jeden raz, ani zawsze w jednostajnym stopniu we wszystkich zgromadzeniach światowych; ale bardzo mało jest takich, które by nie nastręczały jakiegokolwiek przynajmniej niebezpieczeństwa, ponieważ bardzo mało jest takich, które by wolne były od wszelkiego zepsucia.

    3 – e Na tańcach i balach zacierają się i tracą siedem darów Ducha Świętego. – Pierwszy, którym jest dar Mądrości, odrywa nas od świata i pobudza do smakowania rzeczy boskich; zwykłym zaś skutkiem tańców jest przywiązania do świata i zasmakowania w jego próżnościach i zdaniach. – Drugi, którym jest dar Rozumu, pomaga nam poznawać prawdy religii, i przeniknąć się nimi; zwykłym zaś skutkiem tańców, przez złe skłonności, które one obudzają, jest stracenie z oka prawd religii, która potępia i odrzuca te właśnie skłonności. – Trzeci, którym jest dar Rady, daje nam poznać i wybierać to, co najwięcej przykłada się do chwały bożej  i zbawienia naszego; zwykłym zaś skutkiem tańców jest przynajmniej obojętność osób światowych o chwałę boską, i zapomnienie z ich strony o duszy swojej. – Czwarty, którym jest dar Mocy, dodaje nam odwagi do zwyciężania przeszkód, sprzeciwiających się naszemu poświęceniu; zwykłym zaś skutkiem tańców jest osłabienie tych, którzy uczęszczają na nie; prawie nie myśląc już o Bogu, gdy miłość ich ku Niemu nadzwyczaj ostygnie, nie mogą się oprzeć najmniejszemu doświadczeniu i najmniejsze doświadczenie dostateczne jest do ich złamania. – Piąty, którym jest dar Nauki, wskazuje nam drogę, której się trzymać, i niebezpieczeństwa, których unikać powinnyśmy, abyśmy dostąpili zbawienia; zwykłym zaś skutkiem tańców, przez wzruszenie jakie tam panuje, i odurzenie, które na nas one sprawiają, jest zaślepienie uczęszczających na ni, tak, że na oślep wpadają w sidła, które czart na nich zastawił – Szósty, którym jest dar Pobożności, pobudza nas do przyjmowania z rozkoszą tego wszystkiego, co się wiąże ze służbą bożą; zwykłym zaś skutkiem tańców jest najprzód ostudzenie, a wkrótce potem zaniedbanie najistotniejszych powinności wiary chrześcijańskiej. Jakież upodobanie, na przykład, może mieć tanecznica w modlitwie, komunii, przyozdabianiu ołtarzy”, itd. – Siódmy, którym jest dar Bojaźni bożej, przenika nas wielką czcią dla Pana Boga i nade wszystko bojaźnią niepodobania się Jemu; zwykłym zaś skutkiem tańców jest wyrugowanie z umysłu uczęszczających na nie, myśli o Bogu i bojaźni sądów jego, tak dalece, iż wkrótce niczego się nie rumienią. – Tańce i bale więc zacierają w osobach światowych i pozbawiają je siedmiu darów Ducha Świętego.

    Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów „, Wilno 1863, s. 278- 283; 284-287.  

  5. Okazje do grzechu. Czym są i co się z nimi wiąże?

    Leave a Comment

    Święty Bernardyn ze Sieny nauczał, iż najważniejszą ze wszystkich rad Pana Jezusa  i będącą niemal fundamentem życia pobożnego jest polecenie uciekania od okazji do grzechu. Z kolei, wedle świętego Alfonsa Liguoriego podczas jednego z egzorcyzmów diabeł został zmuszony do wyznania, iż pośród wszystkich kazań najbardziej nienawidzi tych dotyczących unikania okazji do grzechu. W swych różnego rodzaju wypowiedziach nieraz poruszałem kwestię okazji do grzechu i z reakcji nań katolików odnoszę silne wrażenie, iż owa tematyka nie jest w ostatnich dziesięcioleciach często i w otwarty sposób poruszana przez duchownych. Pobożni katolicy z którymi rozmawiałem na ten temat, nieraz wydawali się bowiem nawet nie znać tego pojęcia, a nawet, jeśli udało się już ich z nim zapoznać, to częstą reakcją nań było lekceważące stwierdzenie w stylu: „Okazja do grzechu to jeszcze nie grzech, więc póki nie grzeszę, póty nie ma czym się zbytnio przejmować„. Wydaje się więc, iż istnieje duża potrzeba przypomnienia i przybliżenia katolikom, czym w istocie jest okazja do grzechu, jakie są rodzaje takich okazji, czym różnią one od grzechu i w jaki sposób należy się do takowych odnosić?

    Okazje do grzechu w dużym skrócie można nazwać sytuacjami (w znaczeniu okoliczności, rzeczy, ludzi, rozrywek, itp.), które są mniejszym bądź większym źródłem pokus przeciwko wierze i/lub moralności, i w skutek styczności z którymi ludzie rzadziej bądź częściej upadają w te lub inne grzechy.

    Okazje bliskie i dalekie, dobrowolne i konieczne

    Oczywiście, powyższa definicja może być łatwo zbagatelizowana stwierdzeniem, że „przecież w takim razie wszystko może być okazją do grzechu” (więc w domyśle, tym bardziej nie ma się czym przejmować, gdyż unikając wszystkiego co może stać się okazją do grzechu, należałoby opuścić ten świat). Tradycyjna moralistyka katolicka rozróżnia jednak pomiędzy tzw. bliskimi okazjami do grzechu a dalszymi okazjami do grzechu. Mianem „dalszych okazji do grzechu” określa się te sytuacje (okoliczności, rzeczy, ludzi, rozrywki, itp.), z którymi wiążą się lekkie i nieznaczne pokusy przeciw wierze lub moralności i w skutek styczności z którymi upada się grzech nieczęsto i rzadko. Jako zaś „bliskie okazje do grzechu” tradycyjnie określało się te z sytuacji, w których pokusy są silnie występujące, i w skutek styczności z którymi grzeszy się zazwyczaj albo często. Zasadniczo rzecz biorąc, nie ma ścisłego obowiązku pilnego unikania „dalszych okazji do grzechu” i w obliczu takowych wystarczy zachowanie zwyczajnej ostrożności. Taki obowiązek istnieje jednak – zasadniczo rzecz biorąc – wobec „bliskich okazji do grzechu”. Dokładniej zaś mówiąc, istnieje ścisły moralny obowiązek unikania tych „bliskich okazji”, które mają charakter”dobrowolny”, a nie „konieczny”. Te bliskie okazje do grzechu zwie się zaś „dobrowolnymi”, których intencją jest ciekawość albo czerpanie z takich sytuacji rozrywki albo też, których można uniknąć w łatwy sposób, czyli bez ryzyka poniesienia poważniejszych szkód bądź strat. Odmowa unikania dobrowolnych i bliskich okazji do grzechu jest dowodem na to, iż w rzeczywistości osoba się w nie angażująca jest otwarta na grzeszenie, nie ma w sobie mocnej woli zerwania ze złem i dlatego też – wówczas, gdy wchodzi w grę bliska okazja do ciężkich nieprawości – takiej osobie nie powinno się udzielać rozgrzeszenia.

    Nie ma jednak powyższego ścisłego obowiązku wobec tych bliskich okazji do grzechu, które mają charakter „konieczny”. Tym zaś mianem tradycyjnie zwie się te z bliskich okazji, z których trudno jest zrezygnować bez poważnych strat dla siebie i/lub swego otoczenia. Przykładowo, dla kogoś bliską, lecz „konieczną” okazją do grzechu może być jego miejsce pracy, gdyż jego współpracownicy nie dość, że mają w zwyczaju opowiadać sprośne dowcipy, chwalić się swymi grzechami nieczystości, to jeszcze obklejają swe szafki i biurka zdjęciami nagich niewiast w sugestywnych pozach. Taki człowiek nie jest zobowiązany zwolnić się z pracy, by uniknąć bliskich okazji do grzechu tam obecnych, jednak powinien przynajmniej podjąć różne kroki zmierzające do ograniczenia niebezpieczeństw z niej wynikających, a więc np. częściej się modlić, intensywniej skupiać swe myśli na Bogu, tym bardziej strzec swych oczu i uszu przed nieodpowiednimi bodźcami, upominać kolegów, itp. W języku teologicznym nazywa się takie postępowanie mianem „przekształcania bliskiej okazji w dalszą„. Gdyby jednak te i tym podobne środki nie odniosły swego efektu i taki człowiek często by upadał w skutek różnych niebezpiecznych sytuacji obecnych w jego pracy, wówczas to powinien nawet z niej zrezygnować, niż dalej narażać swą duszę na silne pokusy do grzechu. Ta zasada może wydawać się nam zbyt surowa, jednak czyż to nie o tym mówił nasz Pan Jezus Chrystus nauczając, iż jeśli nasze oko jest przyczyną do grzechu, mamy je sobie wyłupać, a jeśli nasza ręka jest takową pobudką, winniśmy ją sobie odciąć (patrz: Marek 9: 43 – 48).

    Okazje powszechne i indywidualne

    Wiemy już zatem, iż moralną powinnością jest pilne unikanie dobrowolnych i bliskich okazji do grzechu, a jeśli po zastosowaniu różnych środków ostrożności nie da się przekształcić bliskiej, lecz koniecznej okazji do grzechu w okazję dalszą, należy również zrezygnować z bycia w takiej „koniecznej okazji do grzechu”. Czym jednak w znaczeniu bardziej konkretnym i szczegółowym jest rozróżnienie pomiędzy bliskimi, a dalszymi okazjami do grzechu (poza ogólnym stwierdzeniem, iż w tych pierwszych grzeszy się często, a w tych drugich rzadko)? Czy da się tu zastosować jakiejś bardziej ogólne normy, czy może wszystko jest tutaj kwestią subiektywną i indywidualną? Otóż, rozróżnia się na tej płaszczyźnie bliskie okazje do grzechu „powszechne”, a więc takie, które stanowią silne źródło pokus dla większości ludzi oraz bliskie okazje do grzechu „indywidualne”, którymi zwie się takie sytuacje, co do których nie można lub trudno jest powiedzieć, by stanowiły one poważne niebezpieczeństwo dla większości ludzi. Innymi słowy, bliskie i powszechne okazje do grzechu polegają na tym, iż większość ludzi w nich upada, a ich niebezpieczeństwo wynika z samej specyfiki danej sytuacji. Z kolei, bliskimi, lecz indywidualnymi okazjami do grzechu są te, których moralne ryzyko tkwi bardziej w indywidualnych skłonnościach i słabościach danej osoby, aniżeli w naturze określonej sytuacji, dlatego też trudno jest względem nich formułować jakąś bardziej ogólnie brzmiącą normę. Zapewne jednym z lepszych przykładów takiej bliskiej, lecz indywidualnej okazji do grzechu może być wstąpienie na przysłowiowego „jednego kielonka” do restauracji przez nałogowego alkoholika. O ile dla większości ludzi taka sytuacja zazwyczaj nie będzie poważnym niebezpieczeństwem do grzechu pijaństwa, o tyle już dla takowego człowieka coś takiego będzie stanowić bliską okazję. Innym z tego przykładów może być wizyta mężczyzny o silnych skłonnościach homoseksualnych w męskiej siłowni. Dla większości mężczyzn coś takiego nie będzie wiązało się przynajmniej z silniejszymi pokusami przeciw czystości i wstydliwości, jednak dla homoseksualisty już owszem i dlatego roztropne jest, gdy on takowych miejsc unika.

    Choć podobnych będących bardziej indywidualnymi bliskimi okazjami do grzechu sytuacji można by mnożyć, to błędem byłoby jednak sugerowanie, że w takim razie w ogóle lub prawie wcale nie ma bliskich okazji do nieprawości w znaczeniu bardziej powszechnym. Czy bowiem np. rozsądnie można twierdzić, iż większość mężczyzn przeglądających erotyczne pisma nie grzeszy często w skutek tego? Albo, czy zwyczaj mieszkania ze sobą bez ślubu prowadzi do grzechów nieczystości tylko nieliczne osoby, czy może jednak owocuje on takowymi w przypadku zdecydowanej większości praktykując to par? Jak najbardziej istnieją więc sytuacje, które dla większości osób są bliską okazją do grzechu, tak też nie należy wszystkiego w tej dziedzinie sprowadzać do powiedzenia typu: „Może dla ciebie to jest okazją do grzechu, ale dla mnie nie jest, więc nie narzucaj swych odczuć i perspektywy innym ludziom„.