Prawda i Konsekwencja

Tag Archive: arcybiskup Marcel Lefebvre

  1. Czy FSSPX popadło w feeneyistyczny błąd?

    Możliwość komentowania Czy FSSPX popadło w feeneyistyczny błąd? została wyłączona

    Wychwalana przez część tradsów, niedawno ogłoszona przez Bractwo św. Piusa X (FSSPX), „Deklaracja wiary katolickiej” zawiera tak gruby błąd doktrynalny, że aż trudno mi w to uwierzyć. Chodzi mi o następujący ustęp:

    Dlatego każdy człowiek MUSI BYĆ CZŁONKIEM Kościoła katolickiego, aby zbawić swoją duszę, a istnieje tylko jeden Chrzest jako środek do włączenia w niego. Ta konieczność dotyczy całej ludzkości bez wyjątku i obejmuje w sposób jednakowy chrześcijan, żydów, muzułmanów, pogan i ateistów”. (Podkreślenie moje – MS).

    Na płaszczyźnie historyczno-doktrynalnej owa literalnie wyrażona teza jest powieleniem błędu ks. Leonarda Feeneya, który twierdził, że aby być zbawionym, absolutnie konieczne jest bycie włączonym do Kościoła katolickiego przez akt chrztu wodnego jako członek (czym z Nieba wyłączał nawet katechumenów, którym dane było umrzeć przed chrztem), a także zaprzeczał on możliwości zbawienia tym wszystkim, którzy umarli jako niekatolicy. Takie ujęcie tej sprawy jest bezpośrednio sprzeczne również z przedsoborowym, a oficjalnym i autorytatywnym nauczaniem Kościoła, wyrażonym chociażby w liście św. Oficjum z dnia 8 sierpnia 1949 roku Suprema haec sacra, gdzie czytamy:

    To samo należy powiedzieć o Kościele jako powszechnym środku zbawienia. Dlatego, aby człowiek osiągnął zbawienie, nie zawsze jest wymagane, by ktoś w rzeczywistości został włączony do Kościoła jako członek, lecz musi być przynajmniej z nim zjednoczony przez pragnienie lub nadzieję. Jednakże nie zawsze jest konieczne, by to pragnienie było wyraźne, jak w przypadku katechumenów. Gdy ktoś jest w stanie niewiedzy niepokonanej, Bóg akceptuje pragnienie implicite, tak nazwane, ponieważ jest ono zawarte w dobrym usposobieniu duszy, przez które pragnie ona dostosować swoją wolę do woli Bożej”.

    Jest dla mnie wręcz szokujące, iż tak rażący błąd mógł wyjść spod pióra/klawiatury FSSPX, zważywszy na to, że w przeszłości:

    1. Bractwo samo zwalczało feeneyistyczną doktrynę o tym, jakoby nie można było być zbawionym bez chrztu z wody.
    2. Sam arcybiskup Lefebvre – którego wypowiedzi w zasadzie nigdy się w Bractwie nie poddaje w wątpliwość – poruszając kwestię rozumienia dogmatu o tym, że „Poza Kościołem (katolickim) nie ma zbawienia”, dokonał następujących rozróżnień:

    Czy to oznacza, że żaden protestant, żaden muzułmanin, żaden buddysta ani animista nie będzie zbawiony? Nie, byłoby drugim błędem tak myśleć. Ci, którzy krzyczą o nietolerancji w interpretacji formuły św. Cypriana «Poza Kościołem nie ma zbawienia», odrzucają również Wyznanie Wiary «Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów» i są niedostatecznie pouczeni co do tego, czym jest chrzest. Istnieją trzy sposoby jego otrzymania: chrzest wody, chrzest krwi (męczenników, którzy wyznali wiarę jeszcze jako katechumeni) i chrzest pragnienia. Chrzest pragnienia może być wyraźny. Wielokrotnie w Afryce słyszałem, jak jeden z naszych katechumenów mówił do mnie: «Ojcze, ochrzcij mnie natychmiast, ponieważ jeśli umrę, zanim wrócisz, pójdę do piekła». Mówiłem mu: «Nie, jeśli nie masz śmiertelnego grzechu na sumieniu i jeśli pragniesz chrztu, to już masz w sobie łaskę». Doktryna Kościoła uznaje również implicite chrzest pragnienia. Polega on na czynieniu woli Bożej. Bóg zna wszystkich ludzi i wie, że wśród protestantów, muzułmanów, buddystów i w całej ludzkości są ludzie dobrej woli. Otrzymują oni łaskę chrztu, nie wiedząc o tym, ale w sposób skuteczny. W ten sposób stają się częścią Kościoła. (…)”.

    Warto w tym miejscu podkreślić, że „bycie członkiem Kościoła katolickiego” w bardziej tradycyjnym języku teologicznym oznaczało tylko tych, którzy zostali: a) ochrzczeni z wody; b) wyznają całość prawd wiary katolickiej; c) sami nie odłączyli się od jedności z Kościołem bądź też nie zostali ekskomunikowani. Pius XII w swej encyklice Mystici Corporis Christi tak to ujmował:

    Do członków Kościoła w rzeczywistości zaliczać trzeba tych tylko ludzi, którzy sakrament odrodzenia na Chrzcie św. przyjęli i wyznają prawdziwą wiarę, a nie pozbawili się sami w niegodny sposób łączności z Kościołem, ani też władza prawowita nie wyłączyła ich z grona wiernych za bardzo ciężkie przewinienia”.

    Twierdzenie zatem, że „każdy człowiek musi być członkiem Kościoła, aby zbawić swoją duszę”, w myśl tradycyjnej teologii oznacza właśnie tezę o tym, że wieczne zbawienie było niemożliwe dla tych, którzy: I. Nie zostali przed swą śmiercią ochrzczeni z wody; II. Umierali jako niekatolicy.

    Taka zaś teza jest nie do pogodzenia także z przedsoborowym Magisterium Kościoła.

    Czy przez powyższe zarzucam FSSPX intencjonalne głoszenie owego ciężkiego doktrynalnego błędu? Nie, zapewne owe zdanie o konieczności bycia członkiem Kościoła katolickiego do zbawienia zostało napisane pośpiesznie, a przez to nierozważnie oraz nieprzemyślanie, a gdyby spytać jego autora o to, czy rzeczywiście uważa, iż wszyscy niekatolicy oraz katechumeni, których śmierć zastała w tym właśnie stanie, nie będą zbawieni – zdecydowanie by temu zaprzeczył. Nie zmienia to jednak faktu, iż na płaszczyźnie literalnej ostatnia „Deklaracja wiary katolickiej” Bractwa św. Piusa X zawiera odrzucony przez przedsoborowe Magisterium Kościoła błąd doktrynalny.

    Mirosław Salwowski

    Przeczytaj też:
    Św. Józef Bilczewski, O zbawieniu innowierców
    Czy niechrześcijanie mogą być zbawieni?
    Czy grzechy przeciwko wierze są najcięższe?



  2. Abp Marcel Lefebvre o nielegalnych konsekracjach biskupich

    Możliwość komentowania Abp Marcel Lefebvre o nielegalnych konsekracjach biskupich została wyłączona

    Pisze się również, że po mnie dzieło me zaniknie, ponieważ nie będzie biskupów, aby mnie zastąpić. Przeciwnie, jestem pewny I NIE MAM ŻADNYCH OBAW. Mogę umrzeć jutro. Dobry Bóg ma wszystkie rozwiązania. Znajdzie się w świecie, TO WIEM, wystarczająca ilość biskupów, żeby wyświęcić naszych seminarzystów. Nawet jeżeli milczą dzisiaj, jeden lub drugi z tych biskupów otrzyma od Ducha Świętego odwagę, by powstać, gdy przyjdzie jego kolej. JEŚLI MOJE DZIEŁO JEST Z BOGA, ON BĘDZIE POTRAFIŁ JE ZACHOWAĆ i uczynić, by służyło dla dobra Kościoła. Nasz Pan nam to przyrzekł: Bramy piekielne go nie przemogą

    (Cytat za: Arcybiskup Marcel Lefebvre, “List otwarty do zakłopotanych katolików”, Poznań 1992, s. 142, podkreślenie moje MS).

    Gdybym konsekrował biskupów bez nieodzownego uprawnienia od papieża byłaby schizma. Otóż, póki uznaję Jana Pawła II za papieża nie mogę z nim zerwać … Jeśli Bóg chce, by Bractwo nadal trwało, sprawi, że biskupi konsekrują moich księży … Zatem bądźmy ufni
    (Przemówienie w Przeoracie w Nantes z 11 kwietnia 1987 roku [opublikowane w “Monde et Vie”, 15 maja 1987 roku]).

  3. Co należy sądzić o nagości w Kaplicy Sykstyńskiej?

    Leave a Comment

    Podczas różnych dyskusji na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności publicznego pokazywania seksu, nagości i erotyki niemal zawsze pojawia się argument w obronie takowych, który streścić można za pomocą słów: “Popatrzcie na Kaplicę Sykstyńską, ile tam jest nagości, a przecież jest to jedno z najważniejszych miejsc katolickiego kultu“. Powyższe zdanie czasami brzmi dla katolików niczym szach-mat, czy można wszak podważać obecność erotyki choćby i w popkulturze, jeśli w samym sercu katolickiego świata aż roi się od golizny? Rzadko zaś da się słyszeć ze strony katolików głosy poddające w wątpliwość zasadność takowych malowideł w owym miejscu -a jeśli takowe się pojawiają, to są one ciche i nieeksponowane przez ich autorów.  Coś takiego mówił np. jeden z głównych inspiratorów katolickiego tradycjonalizmu, to znaczy arcybiskup Marcel Lefebvre, jednak choć przez wiele lat byłem stałym czytelnikiem publikacji wydawanych przez założone przez niego Bractwo św. Piusa X, nie przypominam sobie, by poza książką “Oni Jego zdetronizowali” (w której bezpośrednio została przytoczona ta jego wypowiedź) zdarzyło mi się przeczytać powtórzenie tej z jego opinii w innym z wydawnictw Bractwa. Podobnie, kilka razy wyraźnie krytyczną opinię na temat zawartości Sykstyny słyszałem w kręgach założonego przez prof. Plinio Correa de Oliveira stowarzyszenia TFP, ale zawsze raczej były to zdania wypowiadane w wewnętrznym kręgu znajomych, nie zaś coś o czym pisałoby się publicznie. Widać więc, iż wielu katolików traktuje obecność nagości w Kaplicy Sykstyńskiej jako wręcz oczywisty wyraz tego, jakie jest katolickie podejście do kwestii erotyki w sztuce, ci zaś z nielicznych wiernych, którym to się nie podoba, nie przejawiają zbyt wielkiej chęci, by swe stanowisko w tej sprawie eksponować i upubliczniać. Summa summarum powstaje więc wrażenie, iż wylewająca się z Sykstyny nagość to niekwestionowany wyraz katolickiego ducha, co jednak konsekwentnie czyni trudniejszym zwalczanie takowej w innych publicznych sytuacjach – np. kiedy słynna polska tenisistka Agnieszka Radwańska dała rozbieraną sesję fotograficzną jednemu ze sportowych czasopism, od razu pojawił się argument: “Czego od niej chcecie i tak pokazała mniej, niż uczynił to Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej“.

    Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej sprawie stosunku Kościoła do nagości, która istotnie obfituje w Kaplicy Sykstyńskiej, to możemy mieć duże wątpliwości co do tezy, jakoby stanowiła ona wyraz “katolickiego ducha” czy też, co więcej, jakoby aprobując ją, Kościół uznał tym samym za zasadne publiczne eksponowanie golizny. Zacznijmy bowiem od tego, że tak naprawdę, Kościół katolicki w swych oficjalnych aktach nie tylko, że nie uznał zasadności nagości tam zawartej, a wręcz przeciwnie zdecydowanie ją zakwestionował. Otóż, ojcowie Soboru Trydenckiego wydali następującej treści postanowienie na ów temat:

    “Postaciom na malowidle w kaplicy sykstyńskiej należy dodać szaty, podobnie w innych kościołach, jeśli przedstawiają coś obscenicznego lub wyraźnie fałszywego zgodnie z dekretem z 2 sesji 9 (25) za Piusa” (patrz: Dokumenty po sesji 25/B, pkt 11).

    Powyższe zaś polecenie ojców Trydentu było nawiązaniem do innego z dokumentów tego Soboru, a mianowicie dekretu “O wzywaniu, czci i relikwiach świętych oraz świętych obrazach”, gdzie w punkcie numer 9 stwierdza się, iż umieszczane w kościołach wizerunki nie powinny przedstawiać żadnej błędnej nauki ani też cechować się “bezwstydnym powabem”. Skoro więc, w nakazie “dodania szat” do postaci na malowidle w Kaplicy Sykstyńskiej powołano się właśnie na to stwierdzenie, to najwidoczniej ojcowie Trydentu uznali, iż malowidła te naruszają owe zasady (czyli pokazują błędną naukę i/albo są zdobione “bezwstydnym powabem”).

    I dzięki Bogu, zarządzenie to, nie pozostało martwym prawem, ale władze kościelne zrealizowały je pod koniec XVI wieku i aż do lat 80-tych XX wieku, najbardziej intymne miejsca na wizerunkach w Kaplicy Sykstyńskiej pozostawały zamalowane.

    Nietrudno zresztą znaleźć uzasadnienie dla takowego sposobu potraktowania malowideł w Sykstynie przez Sobór Trydencki. Gdy się bowiem owym przyjrzymy, to istotnie dostrzeżemy tam wiele nagości, nieraz całkowicie nieuzasadnionej kontekstem pokazywanych za jej pomocą scen, a nawet ukazanej w taki sposób, iż można mieć podejrzenia co do tego, czy ich autor rzeczywiście nie był homoseksualistą, jak tu mu się niekiedy przypisuje (nagie kobiety w Sykstynie umięśnione niczym mężczyźni, przedstawiciele płci męskiej odmalowani w swej nagości za to z dużą dbałością, etc.). Niektóre zaś ze scen tam namalowanych po prostu rażą swą nonszalancją wobec Bożego Majestatu (Bóg Ojciec w szacie podkreślającej pośladki).

    Tak więc, to bynajmniej nie Kościół popierał nagość w Kaplicy Sykstyńskiej, ale takową temperował przez 400 lat jej istnienia, aż do lat 80-tych XX wieku, kiedy to Jan Paweł II postanowił, iż po kolejnych pracach konserwatorskich dokonanych w tym miejscu nie będzie już domalowanych szat do znajdujących się tam nagich postaci.  Czy jednak można powiedzieć, iż ta decyzja Jana Pawła II oznaczała zmianę postawy Kościoła wobec nagości eksponowanej w Kaplicy Sykstyńskiej? Należy raczej w to powątpiewać. Ów akt Jana Pawła II nie miał bowiem charakteru doktrynalnego, ale był jednym z wielu działań administracyjnych, których za pontyfikatu każdego papieża podejmuje się w tysiącach. Nie można mówić o tego typu decyzjach, że są “nauczaniem Kościoła”, tak jak nie można mówić, iż “nauczaniem Magisterium” było powołanie tego czy innego księdza na biskupa danej diecezji albo też przenoszenie duchownych winnych skandali seksualnych z diecezji do diecezji. Oczywiście, prawdopodobnie, za administracyjną decyzją o zerwaniu z 400-letnią tradycją zamalowania scen nagości w Sykstynie kryło się pewne teologiczne spojrzenie Jana Pawła II na ów problem, ale przynajmniej z prawnego i formalnego punktu widzenia nie miała ona żadnej rangi doktrynalnej, a więc czegoś co zobowiązywałoby katolików w sumieniu do uznawania za stosowne i dobre tym podobnych rzeczy.