Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: Alicja Lenczewska

  1. Czy objawienia Alicji Lenczewskiej pochodzą od Boga?

    Leave a Comment

    Gdy pewien czas temu opublikowałem umiarkowanie krytyczny artykuł na temat niektórych wątków zawartych w pismach i objawieniach nieżyjącej już pani Alicji Lenczewskiej (można go przeczytać pod tym linkiem:
    https://salwowski.net/2019/03/07/bledy-doktrynalne-w-pismach-i-objawieniach-alicji-lenczewskiej/ ) szybko pojawiły się głosy, których istotę można streścić w słowach: „Skoro, te pisma i objawienia uzyskały Imprimatur ze strony władz kościelnych, to nie można ich krytykować„. W poniższym mym tekście chciałbym szerzej odpowiedzieć na to zastrzeżenie, przy okazji przyglądając się nieco szczegółowiej kwestii zatwierdzonych przez władze kościelne objawień prywatnych.

    Czy aby na pewno „Imprimatur”i/lub „Nihil obstat”?

    Zacznę więc od tego, iż w przypadku pism i objawień pani Lenczewskiej mamy do czynienia co najwyżej z czymś co można by nazwać „lżejszą” formą „Imprimatur”. Nie mamy zaś w ich przypadku do czynienia z tzw. „Nihil obstat”. Wyjaśnijmy pokrótce, iż „Imprimatur” oznacza zgodę władzy kościelnej na publikację danej książki, zaś „Nihil obstat” jest potwierdzeniem danej zgody, gdyż formuła to oznacza, że upoważniony przez biskupa danego miejsca teolog zapoznał się z treścią tych czy innych pism i stwierdził on, iż nie ma nich błędów przeciwnych wierze bądź moralności katolickiej. Tymczasem na początku książek będących zbiorem pism i objawień Alicji Lenczewskiej czytamy następujące pismo autorstwa biskupa Henryka Wejmana z diecezji szczecińsko-kamieńskiej skierowane do ks. Mieczysław Piotrowskiego, redaktora naczelnego pisma „Miłujcie się” (który odpowiada też za wydawanie publikacji pani Lenczewskiej):

    W odpowiedzi na prośbę Przewielebnego Księdza z dnia 12 czerwca 2015 r., przekazaną mi przez Księdza Arcybiskupa Metropolitę Andrzeja Dzięgę, po zapoznaniu się z przedstawianą mi publikacją oraz po zasięgnięciu opinii teologicznej ks. dr. Andrzeja Trojanowskiego SChr, wyrażam zgodę na druk pism Alicji Lenczewskiej Świadectwo i Słowo pouczenia, jako publikacji o charakterze mistyczno-duchowym, przeznaczonej do studiowania i medytacji prywatnej.

    Z błogosławieństwem w Panu (następnie załączone zostają odpowiednie podpisy – przypomnienie moje MS).

    Co więc widzimy w powyższym wpisie? Owszem, jest tu zgoda biskupa Henryka Wejmana na druk omawianych pism, ale mają być one przeznaczone do „studiowania i medytacji prywatnej„. W tym sensie jest to „Imprimatur” jednak dopisek o tym, iż mogą być one studiowane i medytowane w sposób prywatny nie podnosi rangi tych objawień. W różnych bowiem książkach mających „Imprimatur” – również tych zawierających objawienia i wizje prywatne – najczęściej nie ma takiego uściślenia.

    W piśmie zezwalającym na druk pism pani Lenczewskiej nie ma też bezpośredniego stwierdzenia, iż w ich treści nie znaleziono niczego przeciwnego wierze i moralności katolickiej. Owszem jest sformułowanie, iż zgoda została wydana po zasięgnięciu opinii teologicznej ks. Andrzeja Trojanowskiego co sugeruje, że ów duchowny nie znalazł tam żadnych błędów, ale na płaszczyźnie bezpośrednich stwierdzeń takiej deklaracji w piśmie biskupa Henryka Wejmana po prostu nie ma. A więc owe pismo nie stanowi w sensie ścisłym i prawno-kanonicznym formuły „Nihil obstat” dla treści autorstwa pani Alicji Lenczewskiej.

    Czy „Imprimatur” i/albo „Nihil obstat” zobowiązują katolików do posłuszeństwa?

    Rozumiem jednak, że ktoś może upierać się przy twierdzeniu/sugestii, iż w rzeczywistości pisma pani Lenczewskiej otrzymało nie tylko „Imprimatur” ale też „Nihil obstat” wyciągając z tego wniosek, że w takim razie żaden katolik nie powinien krytykować owych pism i objawień. Czy to jest jednak prawidłowa konkluzja? Otóż nie. Ani „Imprimatur” ani nawet „Nihil obstat” nie zobowiązuje katolików do zgadzania się z treścią objętych nimi pism i/lub objawień. Te akty władzy kościelnej nie są bowiem aktami ani nadzwyczajnego ani zwyczajnego Magisterium Kościoła.

    Nie są to akty nieomylnego nauczania Papieży, gdyż nawet jeśli ten czy inny Papież potwierdza swym autorytetem autentyczność danych objawień prywatnych to czyni on to w tym sensie, iż nie widzi w nich błędów przeciwnych doktrynie katolickiej oraz, że pozwala w nie wierzyć. Jednak nieomylne stwierdzenia papieży mają to do siebie, iż nie tyle pozwalają one w coś wierzyć, ale nakazują wszystkim chrześcijanom w daną prawdą wiary lub moralności wierzyć. Tymczasem, objawienia prywatne ze swej natury nie mogą być nakazane do wierzenia, a co za tym idzie ich akceptacja ze strony choćby tego czy innego Papieża nie może mieć charakteru nieomylnego aktu Magisterium. Oczywiście, dodajmy, że w przypadku pism pani Lenczewskiej są to tylko jak na razie teoretyczne rozważania, gdyż uzyskały one póki co aprobatę tylko jednego z lokalnych biskupów – nie zaś Papieża czy którejś z rzymskich kongregacji.

    Nie są to też akty zwyczajnego i autentycznego (choć samego w sobie nie wolnego od omyłek) nauczania Kościoła. Owszem, poszczególni biskupi mogą formułować tego rodzaju Magisterium Kościoła, ale jest bardzo wątpliwe, by wydawane przez nich „Imprimatur” bądź „Nihil obstat” należało do tego rodzaju aktów nauczania Kościoła. Po pierwsze bowiem, nie jest bezpośrednie nauczanie biskupów. „Nihil obstat” oznacza np., iż dane pismo przeczytał upoważniony przez lokalnego biskupa teolog i zgodnie ze swoją wiedzą ocenił, iż nie ma tam błędów przeciwnych doktrynie katolickiej. W sensie więc bardziej bezpośrednim to ten teolog, a nie biskup ręczy za prawowierność takich czy innych treści. Po drugie: nauczanie biskupów, które obowiązuje katolików znajduje się swój wyraz w wydawanych przez nich publicznych listach, deklaracjach, oświadczeniach, nie zaś w treści wszystkich – pośrednio – przez nich aprobowanych książek. Jeśli już, za pewnego rodzaju wyjątek od tej reguły można uznać zatwierdzane przez lokalnych biskupów katechizmy, których ścisłym zadaniem jest przekazywanie wiernym obowiązującej doktryny katolickiej. Trudno jest jednak stosować ten wyjątek do książek zawierających treści prywatnych objawień, gdyż te ze swej natury nie obowiązują żadnego katolika.

    Czy w objawieniach prywatnych mogą znajdować się błędy (również doktrynalne)?

    Jeszcze inną sprawą jest to, iż nawet te z objawień prywatnych, które zostały przez władze kościelne uznane za autentyczne nie mają przez to gwarancji wolności od jakichkolwiek błędów czy omyłek. Tylko bowiem Objawienie Publiczne (czyli Pismo święte i Tradycja Apostołów) jest wolne od jakichkolwiek błędów – również tych tyczących się historii, biologii, geografii, etc.. Objawienia prywatne nie mają jednak tej samej rangi co np. Pismo święte i nie powinno się im przypisywać tego samego w co wierzymy odnośnie Publicznego Objawienia. W przypadku objawień prywatnych nie mamy absolutnej gwarancji, iż dany wizjoner obok słów rzeczywiście pochodzących od Pana Jezusa, Maryi, Aniołów czy Świętych, nie umieścił – choćby mimowolnie – pewnych błędów wynikających np. z własnego niezrozumienia danej kwestii, swych prywatnych nadinterpretacji, kłopotów z pamięcią, itp. Co więcej, nie można w sposób bardzo kategoryczny zaprzeczyć możliwości pomieszania w ramach objawieniach prywatnych autentycznych Bożych wizji nawet z szatańskimi mamieniami. Wszak to bodajże św. Faustyna Kowalska wspominała, że na pewnych etapie swych objawień rozpoznała, iż szatan podszywał się w nich pod Pana Jezusa i dopiero po pewnym czasie zorientowała się ona co do ich fałszywości (niszcząc te ze swych pism, co do których rozpoznała, iż maczał w nich palce diabeł). Kwestię możliwych błędów w zatwierdzonych przez Kościół objawieniach prywatnych tak ujmował ks. Franciszek Spirago:

    „(…) osoby, obdarzone objawieniem prywatnym, mogły to objawienie mylnie pojąć, niedokładnie podać. Mogły uważać coś za boskie oświecenie, było tylko wytworem ich wyobraźni. Niektórzy przypuszczają, że możliwe były także podszepty i złudzenia szatańskie. Ta jednak ostatnia okoliczność u osób świętych jest prawie wykluczoną (podkreślenie moje – MS) (…) Benedykt XIV mówi, że Bóg z ważnych powodów dopuszcza w pryw. objawieniach błędy, aby wierni prywatnych objawień nie cenili wyżej nad Pismo św. i naukę Kościoła. Niedostatki te w w prywatnych objawieniach wyzyskują niektórzy krytycy i całą ich wartość poddają w wątpliwość i odrzucają. A przecież nikt nie wpadnie na pomysł, wyrzucić cały kosz pięknych jabłek, dlatego że są między niemi 2 lub kilka nadgniłych. Zwróćmy uwagę, że i Doktorowie Kościoła jedną i tą samą rzecz nieraz odmiennie pojmują, a jednak pisma ich Kościół zatwierdził [1].

    Jak powyższe stwierdzenia mają się do pism i objawień pani Alicji Lenczewskiej i mej fragmentarycznie krytycznej ich oceny? Otóż, jak już o tym wspomniałem w swym pierwszym artykule na ów temat, ja osobiście nie wykluczam, iż objawienia pani Lenczewskiej ogólnie rzecz biorąc mogły pochodzić od Boga. Jak wszak o tym pisałem:

    Czy więc pisma i objawienia pani Alicji Lenczewskiej w całości pochodzą od szatana, albo też są wykwitem jej wyobraźni? Daleki jestem od takiego wniosku, gdyż nie jest wykluczona możliwość, że w prywatnych objawieniach danej osoby autentyczne wizje i słowa od Boga mieszają się z szatańskimi mamieniami albo osobistymi interpretacjami danego człowieka. Objawienia prywatne to bowiem nie Pismo święte, które jest w sposób absolutny pozbawione jakichkolwiek błędów i pomyłek.” (…) [2].

    Jak to zostało już jednak wyżej zasygnalizowane nawet w ogólnie prawdziwych prywatnych objawieniach mogą znajdować się pewne błędy. i osobiście znajduję takie błędy w pismach pani Lenczewskiej. Nie są to jednak błędy, które byłyby tam częste, gdyż na kilkaset stwierdzeń tam zawartych za błędne doktrynalnie można uznać zaledwie dwa z nich. Co innego, gdyby tychże błędów znalazłoby się więcej i byłyby one tam regularnie powtarzane. Wówczas to rzeczywiście należałoby się bardzo poważnie zastanawiać nad autentycznością objawień pani Lenczewskiej w ich ogólnym kształcie.

    Ktoś może jednak w tym miejscu powiedzieć, że należy odróżnić błędy w objawieniach prywatnych tyczące się np. historii lub geografii od błędów przeciwko doktrynie katolickiej. Tak, to prawda, że obecność tego drugiego rodzaju błędów czyni sprawę bardziej poważną, jednak jest faktem, iż nawet w uznanych przez władze kościelne prywatnych objawieniach znajdują się co najmniej dwuznaczne i mniej lub bardziej trudne do prawowiernej interpretacji stwierdzenia.

    Przykładowo, w objawieniach w La Salette Matka Boża ma mówić w odniesieniu do niedzieli:

    „Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie i nie chcą mi go przyznać.”[3]

    Tymczasem, Najświętsza Maryja Panna po prostu w chwili ustanawiania Dekalogu na Górze Synaj jeszcze nie istniała. Dziesięć Przykazań zostało ustanowionych przez Boga w Trójcy Jedynego, a nie jakiekolwiek, choćby i najświętsze oraz najbardziej wywyższone stworzenie. Poza tym, gwoli ścisłości, to siódmy dzień w Dekalogu oznaczał nie niedzielę, ale sobotę i dopiero pod rządami Nowego Testamentu Bóg zmienił sobotę na niedzielę, jako dzień odpoczynku i czasu, który w szczególny sposób ma być poświęcony na chwalenie Boga. Warto przy tym jeszcze zauważyć, iż z objawieniami w La Salette wiąże się jeszcze inny poważny problem. Otóż, chociaż kult Matki Bożej z La Sallete został przez Kościół zatwierdzony to jednak treść tzw. Sekretu, który Matka Boża miała jednej z tamtejszych wizjonerek, czyli Melanii Calvat znajdowała się na Indeksie Ksiąg Zakazanych oraz była ona uznawana przez św. Oficjum za fałszywą [4].

    Innym przykładem możliwego błędu doktrynalnego zawartego w uznanych objawieniach prywatnych są wizje św. Katarzyny ze Sieny. Otóż, wedle cenionego duchownego, ks. Benedicta J. Groeschela w owych objawieniach Matka Boża miała powiedzieć tej Świętej, iż nie cieszy się przywilejem Niepokalanego Poczęcia [5]. Takie stwierdzenie oczywiście byłoby sprzeczne z dogmatycznym nauczaniem bł. Piusa IX, co jednak nie zmienia faktu, iż ogólnie rzecz biorąc objawienia św. Katarzyny ze Sieny zostały uznane przez Kościół za autentyczne.

    Przykładem zaś może nie jawnego błędu, ale dość daleko idącej dwuznaczności jest z kolei stwierdzenie, które pada w objawieniach św. Brygidy Szwedzkiej, gdzie czytamy:

    Papież ówczesny zarządził wówczas w całym Kościele, że kapłani chrześcijańscy, mając tak święte i najszlachetniejsze zadanie, jakim jest sprawowanie najdroższego sakramentu, w żaden sposób nie mogą żyć w hańbiącej małżeńskiej przyjemności cielesnej” (podkreślenie moje – MS) [6].

    Można się jednak spytać, czy określenie aktów seksualnych dokonywanych w ramach małżeństwa jako „hańbiącej przyjemności” zgadza się z językiem, jakim w tej sferze posługuje się doktryna katolicka wyrażona choćby przez ojców Soboru Watykańskiego II:

    Akty… przez które małżonkowie jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i godne; a jeśli spełniane są prawdziwie po ludzku, są oznaką i podtrzymaniem wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie ubogacają się sercem radosnym i wdzięcznym” (patrz: Konstytucja „Gaudium et spes”, n. 49).

    Jeśli więc we wszystkich powyższych uznanych przez Kościół za autentyczne objawieniach i wizjach znajdują się rzeczy – co najmniej – trudne do pogodzenia z doktryną katolicką, to nie widzę większego powodu, by objawienia pani Lenczewskiej miały zostać uznane za wolne od jakiegokolwiek błędu. Choćby i nawet owa niewiasta miałaby być w przyszłości przez Kościół wyniesiona do chwały ołtarzy – ku czemu nie widzę większych trudności czy przeciwskazań.

    A zatem reasumując treść powyższego artykułu w punktach:

    1. Pisma i objawienia pani Alicji Lenczewskiej nie mają „Nihil obstat”.

    2. Ani „Imprimatur” ani „Nihil obstat” nie są aktami Magisterium Kościoła przez co nie zobowiązują żadnego katolika do podzielania zdania danego cenzora kościelnego na temat całkowitej poprawności doktrynalnej danej książki.

    3. Objawienia prywatne – nawet te uznane przez Kościół – to nie jest Pismo święte i w związku z tym nie muszą być one wolne od jakichkolwiek błędów.

    4. Uznawanie przeze mnie, iż w pismach pani Alicji Lenczewskiej znajdują się błędy doktrynalne nie musi negować Bożego charakteru większej części jej pism oraz objawień.

    Mirosław Salwowski

    Przypisy:

    [1] Cytat za: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki katechizm ludowy. Część Pierwsza: Nauka wiary”, Mikołów, 1927 r., s. 51 – 52.

    [2] Patrz: salwowski.net, „Błędy doktrynalne w pismach i objawieniach Alicji Lenczewskiej”.

    [3] Cytat za: Wikipedia, hasło „Matka Boża z La Salette”,
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Bo%C5%BCa_z_La_Salette , Data dostępu: 16. 01. 2020.

    [4] Więcej na ten temat można przeczytać w artykule autorstwa ks. Rafała Trytka pt. „Stolica Apostolska a <Sekret z La Sallete>”,
    http://www.legitymizm.org/stolica-apostolska-sekret-la-salette , Data dostępu: 16. 01. 2020.

    [5] Ks. Benedict J. Groeschel pisze o tym w swej książce pt. „A Still, Small Voice: A Practical Guide on Reported Revelations” (wydawnictwo „Ignatius Press”, Rok wydania: 1993).

    [6] Cytat za: Św. Brygida Wielka, „Objawienia i inne dzieła”, Kraków 2004. s. 293.

  2. Błędy doktrynalne w pismach i objawieniach Alicji Lenczewskiej

    Leave a Comment

    Od pewnego czasu w środowiskach katolickich w Polsce popularyzowane są pisma zmarłej przed kilkoma laty (w 2012 roku) pani Alicji Lenczewskiej. Materiały te mają w większej części stanowić zapis słów, jakie Chrystus miał przez wiele lat przekazywać tej niewieście, a sama p. Lenczewska jest już nawet nazywana przez niektórych „współczesną świecką siostrą Faustyną”.  Ze swej strony nie negując możliwości, iż pani Alicja Lenczewska rzeczywiście w większej części była świadkiem prawdziwych objawień Bożych, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż niektóre ze słów, które w jej pismach przypisuje się Jezusowi Chrystusowi, wydają się w rzeczywistości od Niego nie pochodzić. A to dlatego, że są sprzeczne ze słowami, które Pan Jezus objawił w Piśmie świętym, a także z tradycyjną ich wykładnią dawaną przez Kościół.

    Bóg, który nigdy nie karze

    Tak więc na przykład, w zapiskach z dnia 6. VII. 1987 roku Chrystus Pan miał do p. Alicji Lenczewskiej skierować takie oto słowa:

    Ja nie karzę. Dusza nieposłuszna i nieuporządkowana karze sama siebie, bo traci dobro, jakie mogła mieć i jakiego mogła doznać (…) żyjąc w harmonii z Moją wolą i Moją Miłością” [1].

    Powyższe stwierdzenie odzwierciedla popularną w „posoborowej” teologii kościelnej myśl o tym, jakoby Bóg nigdy nie karał grzeszników, a jedynie pozwalał na to, by grzesznicy sami siebie karali. Kłopot z takim założeniem polega jednak na tym, iż w Piśmie świętym tak Starego, jak i Nowego Testamentu dosłownie setki, jeśli nie tysiące razy jest mowa o Bożych karach, a nie tylko „samo-karaniu się grzeszników”. Dodatkowo sposób formułowania owych biblijnych przestróg nieraz jasno wskazuje na czynną i aktywną rolę Boga w wymierzaniu tychże kar.

    I tak np. w Starym Testamencie czytamy m.in:

    Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich (2 Sam 7, 14)

    Ponieważ On karze i okazuje miłosierdzie (Tb 13, 2)

    On karci was za wasze nieprawości (Tb 13, 5)

    Kiedy nas karcisz – wrogów naszych chłoszczesz tysiąckrotnie, byśmy pamiętali o dobroci Twojej, gdy sądzimy,  i oczekiwali miłosierdzia, gdy na nas sąd przyjdzie (Mdr 12, 22)

    Jeśli się [kto] nie nawróci, miecz swój On wyostrzy; przygotuje na niego pociski śmiertelne, sporządzi swe ogniste strzały (Ps 7, 13 – 14)

    On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący będzie udziałem ich kielicha (Ps 11, 6).

    Z kolei w Nowym Testamencie znajdują się takie przestrogi jak:

    Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam: bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” – Ap 3, 19.

     Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan” – Rz 12, 19.

     Bóg jest mścicielem tego wszystkiego.” – 1 Tm. 4, 6.

     Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.” – Hbr. 10, 30 – 31.

    Również o nich prorokował siódmy po Adamie [patriarcha] Henoch, mówiąc: «Oto przyszedł Pan z miriadami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki, przez które okazywała się ich bezbożność, i za wszystkie twarde słowa, które wypowiadali przeciwko Niemu grzesznicy bezbożni»” – Jud 1, 15.

    Ponadto, w samej jednej tylko księdze Nowego Testamentu, a mianowicie „Dziejach Apostolskich” odnotowane zostały przynajmniej trzy przypadki Bożych kar, których nie da się wytłumaczyć w kategoriach „samo-karania się grzeszników”. Czytamy tam o: Annaniaszu i Safirze, którzy padli śmiercią natychmiast po tym, jak ich oszustwo zostało ujawnione przez św. Piotra (tamże: 5, 1-11); Herodzie, którego „poraził  Anioł Pański za to, że nie oddał czci Bogu. I wyzionął ducha, stoczony przez robactwo” (tamże: 12, 23); Elimasie oślepionym za próbę symonii („Teraz dotknie cię ręka Pańska: będziesz niewidomy i przez pewien czas nie będziesz widział słońca” – tamże: 13, 11). O ile bowiem, naturalnym rezultatem pijaństwa jest często kac, a skutkiem obżarstwa ból brzucha, to  wszak natychmiastowy zgon nie jest zwyczajnym skutkiem oszustwa, a fizyczna ślepota nie stanowi naturalnego efektu uprawiania symonii . To sam Pan Bóg aktywnie zainterweniował, karząc tych ludzi śmiercią bądź ślepotą za zło, które czynili.

    A jakie jest nauczanie Tradycji Kościoła w omawianej sprawie?

    „Wielki to jest gniew, kiedy Bóg nie gniewa się na grzeszących (…) (Prz 3, 12); < a biczuje tego, kogo uznaje za syna> (Hbr 12, 6). Tego tylko kształci ojciec, kogo kocha; nauczyciel karze tylko tego ucznia, u którego widzi większe zdolności; jeśli lekarz przestaje leczyć, znaczy to, że stracił nadzieję wyleczenia” – św. Hieronim.

    „Za przewiny te Bóg sprawiedliwie karze ludy i narody zsyłając na nie kataklizmy, wojny, głód i zarazę (…)” – św. Pius V, bulla „Cum primum”[2].

    „O grzechach tych mówi się, że wołają o pomstę do nieba, ponieważ tak uczy Duch Święty i ponieważ ich niegodziwość jest tak wielka i tak oczywista, że skłaniają Boga, by wymierzał za nie najsurowsze kary”– Katechizm św. Piusa X [3].

    I znów widzimy, iż w myśl nauki Ojców i papieży Kościoła prawdy o Bożym karaniu nie da się sprowadzić tylko do „karania przez grzeszników samych siebie„. Mowa jest tam bowiem o tym, że to „Bóg sprawiedliwie karze, zsyłając kataklizmy, wojny, głód i zarazę” i to On „wymierza (za wielkie niegodziwości) najsurowsze kary„. A zatem, Wszechmocny nie tylko biernie pozwala, byśmy sami ponosili negatywne skutki swych złych czynów, ale sam aktywnie sprawia, iż jako kara zań dotykają nas różne nieszczęścia i cierpienia.

     

    „Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać”

    Drugie z niezwykle podejrzanych stwierdzeń znajdujących się w pismach pani Alicji Lenczewskiej brzmi następująco:

    W stosunku do twoich bliźnich kieruj się miłosierdziem a nie sprawiedliwością. Ty nie jesteś w stanie osądzić niczego sprawie­dliwie. Mogę uczynić to tylko Ja. Nikomu z ludzi nie nakazywałem oceniać i karać. Wręcz przeciwnie: przestrzegałem przed tym i za­kazałem (28. IX. 1989, g. 17. 40 – podkreślenie moje MS) [4].

    Powyższe słowa są w świetle Pisma świętego nie tylko błędne, ale wręcz absurdalne. Jak można bowiem twierdzić, iż Bóg „nikomu z ludzi nie nakazywał oceniać i karać, a wręcz przeciwnie przestrzegał przed tym i zakazał”??? Co zatem np. z autorytetem rodziców w stosunku do dzieci? Przecież Słowo Boże wyraźnie mówi, iż rodzice mają prawo i obowiązek karcić swe pociechy (patrz: Prz 29, 5; 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14; Syr 42, 1; 5). Co więc z autorytetem sprawujących władze cywilne, które wedle Pisma świętego zostały powołane przez Boga między innymi właśnie po to, aby być:  narzędziem do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle (Rz 13, 4); oraz są posłane celem karania złoczyńców (1 P 2, 13)? Co z sędziami, których celem wedle Bożego Słowa jest właśnie sprawiedliwe wyrokowanie (a więc także siłą rzeczy ocenianie), a jeśli też trzeba karanie sprawców różnych nieprawości (vide: Ps 58, 2; 82, 3-4; Pwt 16, 18-20)? Co więcej, w niektórych przypadkach Bóg pobudził swych ludzi nawet do oceniania wewnętrznych intencji innych osób, jak to miało miejsce w przypadku św. Pawła Apostoła, który w następujących słowach nazwał maga Elimasa: O synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich! (Dz 13, 10). Jak więc widać niektórych ludzi Pan Bóg, jak najbardziej powołał do oceniania i karania innych ludzi. 

    Także Tradycja Kościoła potwierdza, iż w ludzkim społeczeństwie zostały ustanowione pewne urzędy i autorytety, których celem jest sprawiedliwe sądzenie oraz – jeśli taka jest potrzeba – karanie winnych zła osób. Katechizm Soboru Trydenckiego ujmuje to np. tak:

    (Bóg) rozkazuje, aby sądy wszystkie sprawiedliwie i według praw były odprawowane (…) upomina Pan Bóg, aby sędziowie winnym nie folgowali, a niewinnych nie potępiali (…) Ma też Urząd moc prawną do zabijania i karania złych ludzi na gardle: i nie idzie zatem, żeby mieli takowi, którzy są na urzędzie, przeciwko temu przykazaniu grzeszyć, ale owszem są woli bożej posłuszni„[5].

    Jako piękne podsumowanie tego tematu można przytoczyć słowa dwóch polskich kaznodziejów – ks. Piotra Skargi i ks. Jakuba Wujka:

    „(…) Mówią, iż je karać każem słowem Bożym, upominaniem i wyklinaniem. A jeśli oni o to nie dbają i z tego się śmieją, to im żadnego karania nie masz. Śmiech z siebie czyni, kto czeladnika słowy karze, na które nic nie dba, i na cudzołożnika abo złodzieja, którego w domu swoim masz, takie penowanie a nie inne nań ustaw, aby inaczej karany nie był; ujrzę, jaki dom swój mieć będziesz, a jako cię do innego karania będzie tęskno i szukać go musisz.

    Mówią, iż tu Pan Jezus nie kazał wyrywać kąkolu, ale żniwa czekać. Nie zganił wielki gospodarz, Pan Jezus, dobrej czeladki swojej, którzy Mu chęć swoję na plewidło ofiarowali, z miłości ku pożytkom Jego, z żałości ku szkodzie Jego, z gniewu ku nieprzyjaciołom Jego. I owszem to im rozkazuje, gdy je posyła do winnice swojej na robotę, która jest najpierwsza: kamienie wybierać i złe ziele wyrywać. To siał diabeł, to nasienie i rodzaj jego; wyrzućcie, mówi przez Apostoła, złe z pośrodku was, aby się inni nie psowali. Trocha kwasu wszystkę dzieżę zaraża); i psują dobre obyczaje rozmowy złe, jako są bardzo jadowite heretyckie. Zelus Boży, to jest żarliwość i gniew o krzywdę Bożą i o zelżywość i szkodę czci świętych Jego, wielce się w Piśmie zaleca, w Mojżeszu, w Phineesie, w Eliaszu, w Ezechiaszu, Matatiaszu i innych. Miłości jednej odrobiny ku Bogu nie ma, kto się o krzywdę Boską nie gniewa. Miłości ku bliźniemu nie ma, kto się nad zgubą dusze jego nie użali. Na grzech się nie gniewa i owszem przyjaźń czartu pokazuje, kto grzechu, gdy może być, nie wymiata ani karze, ponieważ jest nasienie diabelskie. Toby tak i cudzołożnikom i mężobójcom i złodziejom i rozbójnikom, którzy się też kąkolem zwać mogą, Pan Jezus wolność w tej Ewangeliej dał, a karać ich urzędem nie kazał. Niewczesnego i niepogodnego plewidła zakazał gospodarz Pan Jezus, takiego, które jest z szkodą Jego i drogiej pszenice Jego; i przeto przydał przyczynę: aby wyrywając kąkol, pszenica się nie wykorzeniała. Ale gdy jest czas, a bez szkody być może, kto i pomyślić ma, aby tego miał kto mądry zakazować? Chyba by ten, co rozumu nie ma, abo się w szkodzie i zelżywości Bożej i w utracie zbawienia ludzkiego i swego kocha. Coby było szatańskie a nie ludzkie serce” (Ks. Piotr Skarga, podkreślenie moje – MS) [6].

    Gdzie nie tak to masz rozumieć: żebyśmy mieli milczeć, albo przez szpary patrzeć, kiedy kto źle uczy albo czyni. Albowiem chce to mieć Pan Bóg na świecie, aby przełożeni urzędu swego pilni przestrzegali, aby sprawiedliwość była, aby źli byli karani, a dobrzy obronieni (…) A tak nie zakazuje Pan Bóg, i owszem rozkazuje złoczyńców hamować, i karać ich. Ale jako sam cierpi złe nasienie na roli swojej, jedno przez to, aby się pospoły pszenica nie wyrwała: ponieważ wiele takich , którzy dziś są kąkolem, a jutro pszenicą być mogą: tak też rozkazuje urzędom i sługom swoim, aby w tej mierze, i w tym karaniu złych ludzi, skwapliwi nie byli, aby niewinnych przy winnych nie wygładzali. Ale gdzie tej trudności nie masz, tam ma ważyć owa sentencja Pańska: Kto mieczem zabije, ten od miecza zginie (Mt 26). I ona druga: Wyrzućcie złość z pośrodku waszego” (ks. Jakub Wujek, podkreślenie moje – MS) [7].

     

    Czy więc pisma i objawienia pani Alicji Lenczewskiej w całości pochodzą od szatana, albo też są wykwitem jej wyobraźni? Daleki jestem od takiego wniosku, gdyż nie jest wykluczona możliwość, że w prywatnych objawieniach danej osoby autentyczne wizje i słowa od Boga mieszają się z szatańskimi mamieniami albo osobistymi interpretacjami danego człowieka. Objawienia prywatne to bowiem nie Pismo święte, które jest w sposób absolutny pozbawione jakichkolwiek błędów i pomyłek. Z całą pewnością jednak nie wszystkie słowa, które w pismach pani Lenczewskiej przedstawiane są jako przesłania Pana Jezusa są takowymi w rzeczywistości.

     

    Przypisy:

    1. Cytat za: Alicja Lenczewska, „Świadectwo. Dziennik duchowy”, Poznań 2016, s. 398.

    2. Cytat za: Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności – TFP, „W obronie wyższych praw. Dlaczego musimy przeciwstawić się legalizacji związków homoseksualnych?”, Kraków 2005, s. 181.

    3. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika”, Sandomierz 2006, s. 207.

    4. Cytat za: „Alicja Lenczewska – fragment pouczeń”, http://odnowalpz.cba.pl/index.php/lpz/jezus-mowi-do-nas/117-alicja-lenczewska-2, (Data korzystania – 30. 05. 2017).

    5. Cytat za: „Katechizm rzymski z wyroku św. Soboru Trydenckiego ułożony, z rozkazu Piusa V, Papieża wydany, i od Klemensa XIII szczególniej zalecony. Tom I”, Warszawa 1827, ss. 96-97; 62.

    6. Ks. Piotr Skarga, „Kazania na niedziele i święta całego roku”, Tom I. Kraków 1938, s. 144-149.

    7. Ks. Jakub Wujek, „Postilla Catholica. Wykład Pisma świętego”, cz. I, Komorów 1997, s. 178-179.

     

    Nota od redakcji: Powyższy artykuł ukazał się przed paroma dniami na łamach portalu Fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/z-ambony-strzeleckiej-salwowskiego-bledy-doktrynalne-w-pismach-i-objawieniach-alicji-lenczewskiej,122915.html