Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: aborcja a zagrożenie życia

  1. Czy projekt „Stop aborcji” całkowicie zakazywał mordowania nienarodzonych dzieci?

    Leave a Comment

    W swym ostatnim artykule pt. „Dlaczego Konfederacja?” zawarłem wyraziłem swą (raczej nie zbyt wielką) wątpliwość, czy aby na pewno projekt ustawy „Stop aborcji” poszerzającej ochronę życia nienarodzonych dzieci zakazywał bez żadnych wyjątków aborcji. Napisałem w tym tekście bowiem:

    Jeśli chodzi zaś o PSL+Kukiz to owszem jest to ugrupowanie zajmujące w pewnych ważnych kwestiach relatywnie konserwatywne stanowisko. I tak np. połowa (procentowo znacznie większa niż w przypadku PiS) posłów tego ugrupowania głosowało przeciwko odrzuceniu projektu ustawy „Stop aborcji”, w którym zakazywano w sposób całkowity (albo „prawie całkowity” – zależy jak interpretować jeden z punktów tej ustawy) mordowania nienarodzonych dzieci.

    Jeden z Czytelników zapytał, który konkretnie przepis owego projektu budzi pewne wątpliwości odnośnie tego, czy aby na pewno zakaz zabijania nienarodzonych dzieci miał charakter absolutny, a więc pozbawiony jakichkolwiek wyjątków? Odpowiadam. Chodzi mi o poniższy przepis owej projektowanej ustawy:

    2 § 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.

    Dlaczego uważam, powyższe sformułowanie za lekko dwuznaczne jeśli chodzi o to, czy daje ono furtkę dla jednego wyjątku od całkowitego zakazu aborcji? Ano, dlatego, że można na dwa sposoby rozumieć użyty tam termin: „śmierć dziecka jako następstwo działań leczniczych koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego„. Pierwszy z tych sposobów to odwołująca się do tradycyjnie katolickiej moralistyki jego wykładnia, której podtrzymuje się, że nigdy nie można w bezpośredni sposób zadać śmierci nienarodzonemu dziecięciu (np. rozrywając jego ciałko na kawałki czy też wstrzykując mu do organizmu truciznę), jednak dopuszczalne są inne zabiegi medyczne, które w swym przebiegu nie polegają na zabijaniu dziecka, ale jednym z ich następstw może być/lub nawet będzie jego śmierć (dajmy na to chemioterapia podawana chorej na raka kobiecie). Wówczas to śmierć nienarodzonego dziecięcia nie jest zamierzona ani jako cel ani jako środek prowadzący do dobrego celu, ale stanowi uboczny skutek głównego działania, które jako takie nie polega na zabijaniu poczętego dziecięcia. Gdyby przyjąć taką interpretację cytowanego wyżej fragmentu projektu ustawy „Stop aborcji” to należałoby stwierdzić, iż rzeczywiście nie przewidywał on żadnych wyjątków od całkowitego zakazu aborcji.

    Jest jednak możliwa druga, odwołująca się do bardziej potocznego rozumienia, interpretacja tego zapisu. Większość ludzi, w tym nawet konserwatywnych katolików, uważa bowiem, że nawet bezpośrednie przerwanie ciąży, jest moralnie dozwolone, wówczas, gdy jest to konieczne do ratowania życia matki. Takie osoby mogą nawet unikać nazywania zabicia poczętego dziecka w tych okolicznościach mianem aborcji, a za to mówić właśnie np. o „koniecznych działaniach leczniczych” lecz nie będzie to zmieniać faktu, iż przez takowe „działania lecznicze” rozumieją oni również np. czynności w sposób bezpośredni polegające na odebraniu dziecku życia (dajmy na to wyssanie z kobiecego łona dziecięcego ciała). Po prostu jako „konieczne dla ratowania życia matki działanie lecznicze, którego następstwem jest śmierć dziecka” rozumieją oni bezpośrednią aborcję, nawet jeśli nie chcą przy tym w sposób jawny i literalny wspominać o brutalnych szczegółach tyczących się owego „koniecznego zabiegu”.

    Z tego powodu uważam, że cytowany przepis projektu „Stop aborcji” był co najmniej lekko dwuznaczny, jeśli chodzi o to, czy zakazywano w nim wszelkich bezpośrednich aborcji czy też czyniono od tej zasady jeden wyjątek. Gwoli jasności powinno się w treści owego przepisu dodać sformułowanie, iż przez „konieczne działania lecznicze” nie mogą być rozumiane zabiegi w sposób bezpośredni polegające na uśmiercaniu poczętego dziecięcia. Wówczas, rzeczywiście byłoby na 100 procent jasne i jednoznaczne, iż projekt ustawy całkowicie i bez żadnych wyjątków zakazuje wszelkich bezpośrednich aborcji zamierzonych jako cel lub też jako środek prowadzący do dobrego celu.

    Oczywiście, przy tej okazji można zadać pytanie, czy aby na pewno prawny zakaz aborcji powinien być absolutny, gdyż nie zezwalając na zabicie nienarodzonego dziecięcia nawet w przypadku poważnego zagrożenia życia matki? O ile bowiem Boże prawo moralne zobowiązuje czasami do wyboru zachowań o charakterze heroicznym (np. nie wolno cudzołożyć nawet jeśli w przeciwnym razie czekałaby nas śmierć poprzedzona długimi torturami) o tyle zasadne wydaje się pytanie, czy prawo karne i cywilne winno zmuszać ludzi do heroizmu (a matka, która woli umrzeć niż poddać się aborcji z pewnością jest heroiczna)?

    Cóż – mimo wszystko – sądzę, iż w tym konkretnym wypadku prawo ludzkie winno na matkę nakładać obowiązek heroicznego zachowania się. Rzecz jasna, złamanie tego obowiązku nie powinno być w tej sytuacji obwarowane surowymi sankcjami karnymi – przeciwnie, należałoby w takich przypadku stosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Tym nie mniej samo prawo zakazujące aborcji nie powinno przewidywać żadnych wyjątków. Według mnie przemawiają za tym dwie przesłanki. Po pierwsze: zadaniem rządzących jest stanie na straży porządku sprawiedliwości. Bezpośrednie zamordowanie niewinnej osoby ludzkiej jest jednak zawsze aktem niesprawiedliwości. Nawet jeśli konsekwencją niezabicia takiej osoby będzie śmierć innej osoby to i tak niczego to nie zmienia. Niewinne dziecko nie zagraża życiu swej matki w sposób zamierzony i intencjonalny. Nie jest ono więc niesprawiedliwym napastnikiem, więc jego życie powinno być – również przez prawo ludzkie – chronione. Po drugie: nie widzę w nauczaniu katolickim o słuszności prawnego zakazu aborcji żadnych wyjątków. Przeciwnie, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2273 powtarza nauczanie Kongregacji Nauki Wiary zawarte w instrukcji „Donum vitae”:

    W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa… Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw” (podkreślenie moje – MS).

    A więc, innymi słowy, władze cywilne powinny karać każdą aborcję.

    Mirosław Salwowski

  2. Czy jesteśmy zobowiązani do heroizmu?

    Leave a Comment

    Truizmem jest stwierdzić, iż historia chrześcijaństwa pełna jest przykładów heroizmu. Mamy w niej wszak tysiące, jeśli nie miliony świadectw ludzi, którzy woleli umrzeć (nieraz w strasznych męczarniach) niż posypać kadzidło przed posągiem Cezara, pokłonić się bałwanowi, wypowiedzieć bluźnierstwo, kłamać, cudzołożyć, bądź zabijać niewinnych. Mimo to, nieraz w kontekście przykładów takiego bohaterstwa pojawia się sugestia, iż co prawda, poświęcenie tych ludzi było godne najwyższego podziwu i szacunku, to jednak nie można powiedzieć, by byli oni do tego zobowiązani. Ów podziw i zachwyt, jaki w naturalny sposób żywimy względem „heroizmu”, jest więc temperowany przez popularne powiedzenie mówiące, iż: „Nikt nie jest zobowiązany do heroizmu”. Pozornie rzecz biorąc takie postawienie sprawy wydaje się  całkowicie poprawne. Czy można bowiem zobowiązywać kogokolwiek do czynów „nadludzkich” (gdyż z tym kojarzy się właśnie „heroizm”); poświęcenia swego życia, męczeństwa, poddania się wielkiemu cierpieniu? Wydaje się zatem, iż chociaż postawa heroiczna godna jest podziwu i docenienia, to jednak nie powinna być ona nigdy przedstawiana w kategoriach chrześcijańskiego obowiązku. Ten sposób rozumowania – choć jawi się jako rozsądny – jest prawdziwy co najwyżej tylko w jednym aspekcie.

    Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć

    Istnieje co najmniej kilka wypowiedzi Pisma świętego i Magisterium Kościoła, które w mniej lub bardziej otwarty sposób mówią nam, iż heroizm może być naszą moralną powinnością. Jednym z kościelnych dokumentów, w którym takich stwierdzeń jest najwięcej, stanowi encyklika „Veritatis splendor”  Jana Pawła II. W akcie tym, Jan Paweł II co najmniej kilkukrotnie z mocą naucza, iż istnieją czyny, których zakaz obowiązuje „wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności” ; „zawsze i w każdej sytuacji”; „bez wyjątku” (tamże: n. 52). Nauczanie Kościoła stwierdza też istnienie zachowań, które„nigdy i w żadnej okoliczności nie mogą uchodzić za działania właściwe” („Veritatis splendor”, n. 52), których wyboru „nigdy nie można usprawiedliwić” (tamże, n. 81), które „niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1756).

    Nawet, gdyby doktryna katolicka nie mówiła niczego więcej na ów temat, to już powyżej zacytowane słowa, wystarczyłyby do obalenia tezy mówiącej, jakoby nikt i nigdy nie był zobowiązany do heroizmu. Wszyscy bowiem wiemy, iż w życiu zdarzają się ekstremalne okoliczności i sytuacje, w których odmowa popełnienia danego zła będzie równoznaczna z bohaterstwem. Jeśli zaś, wedle nauczania Magisterium, pewnych złych czynów, nie mamy prawa popełniać nigdy i nigdzie, w jakichkolwiek okolicznościach, gdyż jesteśmy zobowiązani do ich unikania w każdej, bez wyjątku sytuacji, to de facto, oznacza to, iż naszym obowiązkiem może być wykazywanie postawy heroicznej. Co więcej, doktryna katolicka, w pewnych miejscach wprost stwierdza, że bohaterstwo może być moralną powinnością. Jan Paweł II tak o tym uczył:

    „.Już w Starym Przymierzu spotykamy się z godnymi podziwu świadectwami wierności wobec świętego prawa Bożego, aż do dobrowolnego przyjęcia śmierci. Ich symbolem może być historia Zuzanny: dwaj niesprawiedliwi sędziowie, którzy grożą jej śmiercią ponieważ nie chce ulec ich nieczystym żądzom słyszą odpowiedź: << jestem w trudnym ze wszystkich położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce , niż zgrzeszyć wobec Pana>> (Dn 13, 22-23). Zuzanna, która wolała <<niewinna wpaść>> w ręce sędziów, daje świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro. Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga. (…) Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych (…), którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć, niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy , to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia (…). W męczeństwie, jako potwierdzeniu nienaruszalności porządku moralnego, jaśnieje świętość prawa Bożego, a zarazem nietykalność osobowej godności człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Godności tej nie wolno nigdy zbrukać ani działać wbrew niej, nawet w dobrej intencji i niezależnie od trudności. (…) Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w wyjątkowych okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty (…) („Veritatis splendor”, n. 91 – 93).

    Zauważmy, iż w przytoczonych fragmentach papież stawia za wzór męczenników, bynajmniej nie w sensie jakiejś dobrej, ale tym nie mniej, niezobowiązującej rady. Nie jest tam napisane: „Dobrze się dzieje, gdy z miłości do Boga nie będziemy łamać przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nawet dla ratowania własnego życia, jednakże w obliczu pewnych ekstremalnych okoliczności nie możemy nikomu narzucać postawy męczeńskiej”. Jan Paweł II pisze, iż miłość do Boga KAŻE nam (innymi słowy rozkazuje, poleca, nakazuje) przestrzegać Bożych przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i NIE POZWALA (inaczej ujmując: nie mamy ku temu prawa ani przyzwolenia) je łamać nawet dla ratowania własnego życia. Warto też przypomnieć, iż Katechizm św. Piusa X jako jedną z cech dobrego postanowienia poprawy (które jest jednym z warunków ważności i godziwości spowiedzi) wymienia mocną wolę „aby raczej utracić wszystko, niż popełnić na nowo grzech” (tamże, cz. IV, n. 64). Tradycyjnie katolicka reguła: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć” nie stanowi więc jakiejś dobrej, acz fakultatywnej rady, ale jest chrześcijańskim obowiązkiem.

    Dwa rodzaje heroizmu

    Istnieje jednak pewna kategoria chrześcijańskich powinności, od których wypełnienia może zwolnić nas wzgląd na wielkie cierpienie, które musielibyśmy znosić realizując je w każdych okolicznościach. Obowiązki owe, wypływają z tych Bożych przykazań, które zawierają w sobie pewien nakaz (innymi słowy: zostały ujęte w formie pozytywnej). Jedną z takich zasad jest polecenie zawarte w Piśmie świętym: Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się prowadzi na stracenie, zatrzymaj” (Przyp 24: 11). Słusznie podziwiamy np. św. Maksymiliana Kolbe, który zgodnie z przesłaniem tego biblijnego nakazu, oddał swe życie, by ocalić współwięźnia od śmierci. Podobnie, chwalebną jest postawa tych, którzy ryzykując swe życie, rzucają się do płonącego domu, po to by ratować innych od śmierci. Nie można jednak powiedzieć, iż każdy chrześcijanin jest bezwzględnie zobowiązany do podobnych czynów. Tego rodzaju heroizm istotnie jest bardziej sprawą wielkodusznej szlachetności poszczególnych ludzi, aniżeli nie znającego żadnych granic obowiązku. Podobnie, choć godna uznania jest postawa tego, kto w sposób heroiczny praktykuje rozdawanie jałmużny (np. pozbawiając się w tym celu wszystkich potrzebnych dla siebie pieniędzy i dóbr), to nie można przecież powiedzieć, by do pomocy biednym w tak wielkim stopniu zobowiązani byli wszyscy chrześcijanie (np. ojcowie mający na utrzymaniu swe rodziny).

    Tym nie mniej – jak to zostało już wykazane wyżej – istnieje konkretna płaszczyzna moralności chrześcijańskiej, do której wypełnienia jesteśmy zobowiązani w sposób heroiczny, bez względu na jakiekolwiek okoliczności i nie zważając na choćby największe cierpienie, jakie może nas spotkać w wyniku realizacji tych powinności. Chodzi tu o unikanie czynów zakazanych przez Boże przykazania. Dotyczy to np. morderstwa niewinnego, kłamstwa, cudzołóstwa czy bałwochwalstwa. Jako, że Pan Bóg zabronił czynienia tych rzeczy, nie mamy moralnego przyzwolenia na popełnienie ich, choćbyśmy za ich pomogą mogli uniknąć śmierci w męczarniach, albo innego równie wielkiego (lub jeszcze większego) cierpienia. O ile więc nie jesteśmy bezwzględnie zobowiązani ratować niewinnych przed śmiercią, o tyle w sposób absolutny i bezwarunkowy mamy powstrzymać się od zabijania niewinnych i niesprawiedliwych. O ile obawa przed pozostawieniem swej żony i dzieci bez opieki może być usprawiedliwieniem dla decyzji danego mężczyzny o nierzuceniu się do płonącego budynku w celu ratowania znajdujących się tam ludzi, o tyle nawet chęć ocalenia życia swej rodziny nie daje nikomu prawa do wykonywania rozkazów nakazujących zadawanie śmierci niewinnym, gwałcenie kobiet, kłanianie się bałwanom czy też cudzołożenie. O ile ciężarna matka, której życiu grozi niebezpieczeństwo nie ma obowiązku powstrzymania się od leczniczych terapii, których następstwem może być śmierć jej poczętego dziecka, o tyle nawet w celu ratowania swego zagrożonego życia, nie ma prawa ona zgodzić się na przeprowadzenie bezpośredniej aborcji na jej dziecięciu (bezpośredniej, a więc np. takiej, gdzie wprost i aktywnie zabija się nienarodzonego, np. wstrzykując do jego organizmu truciznę, rozrywa się jego ciało na kawałki, etc.).

    Popularne powiedzenie, iż „Nikt nie jest zobowiązany do heroizmu” jest więc, w najlepszym wypadku, tylko częściowo prawdziwe. Nie zawsze jesteśmy zobowiązani oddać swe życie, jednak są sytuacje, gdy właśnie takie zachowanie jest naszą powinnością. Takimi sytuacjami z pewnością są wszelkie okoliczności, w których ktokolwiek domaga się od nas popełnienia czynu złego ze swej natury.

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/02/tradycyjny-absolutyzm-moralny-przeciw-etyce-sytuacyjnej-pytania-i-odpowiedzi/