Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Co było „nie tak” z drugim kościelnym ślubem Jacka Kurskiego?

Nie milkną echa wydarzenia, jakim był drugi kościelny ślub pana Jacka Kurskiego, który zawarł on w minioną sobotę (18. 07. 2020 r.) w łagiewnickim sanktuarium ze swą dotychczasową drugą już cywilną żoną (a raczej konkubiną). Kontrowersje wzbudza tu fakt, że ,aby wziąć ów ślub, pan Kurski musiał doczekać się stwierdzenia nieważności swego pierwszego, a trwającego przeszło 20 lat kościelnego małżeństwa, z którego zrodzonych zostało troje dzieci. W związku z tym wszystkim pada wiele sugestii czy wręcz otwartych oskarżeń o oszustwo, przekupstwo, symonię, polityczne układy między władzami kościelnymi a aktualną obozem rządzącym, których elementem miałyby być również stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa pana Kurskiego oraz zgoda na zawarcie przez niego drugiego katolickiego ślubu. Poniżej skreślę parę zdań o tym, jak osobiście widzę całą tę sytuację.

***

Oskarżenia o oszustwo, przekupstwo, symonię, polityczne układy, itp. wydają się jednak na wyrost. Akta procesu kościelnego w sprawie pierwszego małżeństwa pana Jacka Kurskiego nie są bowiem publicznie znane. Nie można zaś apriorycznie wykluczać, iż jedna z rzeczywistych przesłanek do stwierdzenia nieważności kościelnego ślubu mogła w tym przypadku zaistnieć. Na przykład, jeśli korzystający z usług prostytutek mężczyzna chce poślubić daną niewiastę, ale i tak zamierza kontynuować swój niecny proceder po takim ślubie, to z zaistnieniem prawdziwego małżeństwa nie mamy do czynienia choćby i takowe trwało nie 20, ale 60 lat, a jego owocem było nie troje, ale dziesięcioro dzieci. Po prostu po stronie takiego mężczyzny brak jest rzeczywistej intencji zawarcia ważnego małżeństwa, a wypowiadane przez niego słowa ślubnej przysięgi są tylko symulacją i udawaniem. Do zawarcia małżeństwa wówczas nie dochodzi choćby i takowemu asystował sam papież, a Msza św. mająca temu towarzyszyć odbywała się w samej Bazylice św. Piotra. Czy coś podobnego miało miejsce w przypadku pana Kurskiego? Oczywiście tego nie wiem, choć fakt, iż zdradzał on swą pierwszą żonę jeszcze wówczas, gdy byli w oczach władz kościelnych małżeństwem, może to uwiarygadniać. Z drugiej strony na pewno dziwnie wygląda stwierdzanie nieważności małżeństwa trwającego przeszło dwie dekady i którego owocem było troje dzieci. Jednak póki nie mamy jasnych dowodów lub choćby mocnych przesłanek, by podejrzewać, że doszło w tym wypadku do jakiegoś, kolokwialnie mówiąc „przekrętu” powinniśmy i tę sytuację próbować interpretować w sposób korzystny i pozytywny. Tak naucza o tym chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego idąc tu za św. Ignacym Loyolą:

Każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić (patrz: św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, 22; zobacz również; Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

Powyższa sentencja św. Ignacego Loyoli jest poprzedzona uwagą autorów Katechizmu, w której czytamy:

W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego (…) (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2478).

***

Na tym jednak koniec mej próby obrony całej tej sytuacji. Uważam bowiem, że nawet jeśli stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa pana Kurskiego miałoby się okazać oparte na rzeczywistych podstawach, to cała reszta okoliczności tej sprawy wzbudza zbyt wiele wątpliwości i dwuznaczności.

Po pierwsze bowiem: jeśli ktoś przez swe cudzołóstwa doprowadził do zniszczenia swego pierwszego związku (jak to miało miejsce w przypadku pana Jacka Kurskiego), to nie powinien mieć on przynajmniej przez dłuższy czas możliwości zawarcia drugiego ważnego ślubu kościelnego. Nie wiem, czy w prawie kanonicznym istnieją uregulowania się tego tyczące, ale jeśli takowych tam nie ma, to powinny być one tam wprowadzone. Jest bowiem rzeczą gorszącą, by ktoś, kto wcześniej aktywnie przyczyniał się do niszczenia swego związku, w krótkim czasie po ustaniu takowego brał – i to jeszcze w uroczystej oprawie – nowy ślub kościelny. Takiemu człowiekowi – zakładając, że jego pierwsze małżeństwo rzeczywiście nie zaistniało – najpierw powinno się wyznaczyć co najmniej 5-letni okres próby i pokuty, w którym ten udowodniłby swym czystym, cnotliwym i wstrzemięźliwym życiem, iż poważnie traktuje instytucję małżeństwa i dopiero potem pozwalać mu na zawarcie takowego.

Po drugie: ktoś, kto zniszczył swój pierwszy związek, nie powinien mieć żadnej uroczystej oprawy swego kościelnego ślubu. A więc, jeśli już to małżeństwo powinien on zawierać w jakimś małym kościółku, z udziałem najbliższej rodziny, bez podniosłych śpiewów, organów, etc. Sobotni ślub pana Jacka Kurskiego był zaś przeprowadzony w zupełnie odwrotnym duchu: ważna i reprezentatywna świątynia; zaproszeni dziennikarze, „Panna młoda” odziana w białą suknię (mimo że też wcześniej miała kościelne małżeństwo).

Po trzecie: zgodnie z tradycyjną dyscypliną kościelną kapłani nie powinni błogosławić małżeństw jawnych grzeszników. Pan Kurski zaś nie dość, że patronował pełnym prymitywnej manipulacji i wątpliwym moralnie rozrywkom (np. promowanie muzyki Disco Polo), to ze swą obecną już kościelną żoną wcześniej przez kilka lat żył w jawnym konkubinacie (przypieczętowanym ślubem cywilnym). Oczywiście, gdyby istniały dowody, że nawrócił on się z tych nieprawości – np. wycofał złe widowiska z prowadzonej przez siebie telewizji, ogłosił, iż do czasu zawarcia małżeństwa przestaje żyć w konkubinacie – to byłaby inna sprawa. Jednakże do niczego takiego nie doszło, a zatem pan Jacek Kurski powinien być uważany za jawnego grzesznika. W zasadzie to – np. w odniesieniu do jawnego konkubinatu, w którym pan Kurski żył przed swym drugim kościelnym ślubem – można założyć, że w piątek 17. 07. 2020 roku kładł się on spać ze swą konkubiną, po to, by w sobotę 18. 07. 2020 roku ślubować jej w łagiewnickim kościele dozgonną miłość i wierność. A coś takiego poważnie naprawdę nie wygląda. Powie ktoś może, że przecież nie wiem tego i może przez 30 dni do zawarcia swego drugiego kościelnego ślubu pan Kurski żył ze swą konkubiną w absolutnej i nienagannej czystości (a więc nie tylko żadnych stosunków, ale też jakichkolwiek zmysłowych pocałunków i dotknięć). Oczywiście czysto teoretycznie jest to możliwe, jednak jeśli ktoś w sposób publiczny i oficjalny potwierdził swą wolę życia w konkubinacie w urzędzie (zwą tę mianem „ślubu cywilnego”) to tym samym dał innym prawo do zakładania, że będzie on w tym stanie prowadził też seksualną aktywność. I póki, nie udowodni, że jest inaczej, takie założenie, jak poczynione przeze mnie powyżej są po prostu zasadne i zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

Mirosław Salwowski