Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy podwyższanie cen za alkohol ma sens?

Żaden rozsądny człowiek nie powinien mieć wątpliwości co do tego, iż w interesie całego społeczeństwa leży zniechęcanie do nadmiernego spożywania napojów alkoholowych (czyli upijania się). Oczywiście, nie chodzi tu o picie alkoholu w sposób ostrożny i umiarkowany, ale właśnie o upijanie się, które wyrządza duże szkody nie tylko ludziom bezpośrednio to czyniącym, ale też osobom postronnym (ot, choćby żonom i dzieciom pijaków). Można jednak postawić pytanie odnośnie do tego, jaki konkretnie kształt winny mieć różne formy zniechęcania ludzi do przebierania miary w piciu alkoholu? Za jeden z bardziej kontrowersyjnych przejawów takiego zniechęcania podaje się przykład odgórnego, czyli państwowego podwyższania cen napojów alkoholowych, które dokonywane jest przez władze cywilne za pomocą różnych specjalnych akcyz, podatków itp. nakładanych na takie wyroby. Argument przeciwników owej praktyki sprowadza się do próby wykazywania jej bezsensu poprzez wskazywanie na to, iż osoby uzależnione od alkoholu i tak – pomimo jego coraz wyższych cen – będą go kupować, a więc najwięcej szkód z tego tytułu poniosą bliscy takiego człowieka, w bardziej zaś skrajnych wypadkach pijacy, by zdobyć większą ilość pieniędzy, mogą posuwać się do kradzieży albo rozbojów. Poniżej postaram się zastanowić nad tym, czy ten argument przeciwko nakładaniu coraz wyższych podatków na napoje alkoholowe jest słuszny?

Jeśli skoncentrujemy się na grupie tych ludzi, którzy są nałogowymi alkoholikami, to owszem wspomniana wyżej praktyka nie wydaje się rozsądna. Dla takiego człowieka priorytetem jest bowiem zdobycie pieniędzy na alkohol i kolejne podwyżki cen tego produktu raczej nie sprawią, że zacznie on pić go znacznie mniej. Alkoholik co najwyżej jeszcze bardziej ograniczy inne swe wydatki, by móc kupić swój ulubiony napój, albo i zacznie dopuszczać się przestępstw w celu zdobycia pieniędzy na ów cel. Prawdopodobnie też taki człowiek zacznie zaopatrywać się w alkohol pochodzący z „szarej strefy”, przez co jeszcze bardziej narazi na ryzyko swe życie i zdrowie. Oczywiście, nie da się całkowicie wykluczyć tego, że w przypadku niektórych alkoholików wyższe ceny alkoholu wpłyną na to, iż zaczną oni spożywać trunki w nieco mniejszych ilościach niż dotychczas albo też w bardziej intensywny sposób będą myśleć o powzięciu terapii mającej leczyć ich nałóg (czasami rzeczywiście się jej podejmując). Te pozytywne skutki prawdopodobnie jednak dotyczyć będą mniejszości z alkoholików, a w przypadku większości z nich podwyżki cen napojów wiadomego rodzaju skłonią do jeszcze bardziej niebezpiecznych, patologicznych i aspołecznych zachowań.

Nałogowi alkoholicy stanowią jednak niewielką część społeczeństwa (w naszym kraju jest od 600 do 800 tysięcy osób, czyli ok. 2 procent). Znacznie szerszym ilościowo problemem społecznym są ludzie upijający się okazjonalnie, którzy jednak nie weszli jeszcze na drogę uzależnienia od alkoholu. Należy wziąć też pod uwagę te osoby, które raczej się nie upijają, i być może, w przypadku których wyższe ceny alkoholu zniechęcają ich do kupowania większych ilości trunków. Można też w tym obszarze w specjalny sposób wyodrębnić ludzi młodych, którzy nie zarabiają jeszcze większych pieniędzy, a którzy ze względu na wysokie ceny będą kupować mniejsze ilości alkoholu, aniżeli czyniliby to w sytuacji, gdyby takowe napoje były tańsze. W odniesieniu do takich młodych osób jest to tym bardziej ważne, gdyż to, jak często będą oni upijali się w tym okresie swego życia, może zadecydować czy później popadną w alkoholowe uzależnienie.

Summa summarum więc w odniesieniu do ogromnej większości społeczeństwa (czyli tylko okazjonalnie upijających się osób albo też tych, którzy nie upijają się nigdy lub prawie nigdy) podwyższanie cen alkoholu może mieć zasadniczo pozytywny skutek w postaci zmniejszenia przez nich częstotliwości i/albo ilości spożywanych przez nich trunków. A zatem większa część ludzi może być w ten sposób zniechęcona do wejścia na drogę pijaństwa albo też do częstszego niż zwykle oddawania się tej nieprawości.

Skoro prawdopodobnym wydaje się, iż podwyższanie cen alkoholu zaowocuje tym, że więcej ludzi będzie mniej pić, a tylko odnośnie do znacznej mniejszości z nich coś takiego nie przyniesie żadnego pozytywnego rezultatu, to tym samym takie działanie ze strony władz cywilnych można chyba uznać za zgodne z jedną z tradycyjnych zasad moralności katolickiej, a mianowicie regułą podwójnego skutku. Zasada ta mówi, że można podjąć się danego działania, jeśli nie jest ono samo w sobie złe, ale mimo to przewidujemy, że część z jego skutków może być negatywna. W przypadku takich dobrych lub przynajmniej obojętnych moralnie działań należy ważyć, czy przyniosą one więcej dobrych czy złych efektów. Na przykład, karanie przestępców więzieniem nie jest samo w sobie złe, dlatego choć w swych ubocznych efektach często przynosi wiele złych skutków (pogłębianie się deprawacji osadzonych, praktyczne rozbijanie rodzin, itd), to jednak mimo to dobre skutki kary więzienia przeważają nad ich złymi owocami (duża część ludzi nie wchodzi na drogę przestępczości ze strachu przed karą, osadzeni w więzieniach kryminaliści nie mogą swobodnie w tym czasie szkodzić osobom pozostającym na wolności itp). Oczywiście tego rodzaju ważenie dobrych i złych skutków nie mogłoby być zastosowane wobec kar, które byłyby same w sobie złe i niesprawiedliwe (np. hipotetycznej kary zgwałcenia osoby winnej jakiegoś występku albo pozabijania niewinnych członków jej rodziny). Póki jednak dana kara nie ma charakteru wewnętrznie złego, póty można i należy rozważać to, czy przyniesienie ona więcej dobrych czy złych skutków. Czy zaś podwyższanie cen za napoje alkoholowe, które motywowane jest chęcią ograniczania pijaństwa, stanowi coś per se złego i niegodziwego? Oczywiście, że nie. Dlatego też należy starać się wyważyć czy takie zabiegi prawne przyniosą więcej dobrych czy więcej złych efektów.

Mirosław Salwowski