Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Bóg czy „Bozia”?

Uważam, iż dość popularny w naszym kraju zwyczaj nazywania Boga (a czasami nawet Matki Bożej) mianem „Bozi” powinien być energicznie zwalczany. Istnieje ku temu kilka powodów.

Po pierwsze: imię Boże powinno być otoczone najwyższym szacunkiem oraz czcią. Kontekst i sposób w jaki jest ono wymawiane też powinien być przeniknięty respektem wobec Stwórcy. Nazywanie Boga „Bozią” z pewnością – przynajmniej na dłuższą metę – nie sprzyja budowaniu atmosfery czci i szacunku wobec majestatu Bożego imienia.

Po drugie: choć Pan Bóg nie ma płci to jednak Pismo święte zwykle przedstawia Go w zdecydowanie męskich rysach („Ojciec”, „Pan”, „On”) i ten język mówienia o Stwórcy powinien być uszanowany. Poza tym Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej przybrała swą ludzką naturę właśnie w ciele mężczyzny a nie kobiety. Zasadniczo rzecz biorąc należy więc unikać określenia Boga żeńskimi nazwami.

Po trzecie: najpewniej ze względu na żeńską formę niektórzy ludzie przez określenie „Bozia” rozumieją nie tyle Boga Ojca czy Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale Najświętszą Maryję Pannę. To zaś już sprzyja nie tyle infantylnemu podejściu do Stwórcy, ale strasznej herezji i bałwochwalstwu. O ile bowiem Matka Boża jest najbardziej wywyższonym oraz uprzywilejowanym ze stworzeń to na pewno nie jest ona Bogiem.

Z tych właśnie względów sądzę, iż nie należy lekceważyć owego błędnego sposobu wyrażania się o Bogu, lecz go gorliwie tępić. Boża chwała i majestat muszą być wszak wywyższane, a nie poniżane oraz infantylizowane.

Mirosław Salwowski