Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy płacenie podatków jest współpracą ze złem?

Gdy mówi się o moralnej powinności płacenia podatków, nieraz podnoszony jest argument odwołujący się do tego, iż przecież część z nich jest przez rząd przeznaczana na dofinansowanie różnych form zła. W zależności od konkretnego kraju współcześnie takie ohydne rzeczy jak aborcja, antykoncepcja, in vitro, promowanie homoseksualizmu, a nawet bluźniercze i antychrześcijańskie widowiska, są finansowo wspierane z publicznych pieniędzy. Czy więc sumienne płacenie podatków nie oznacza zakazanej formy współpracy ze złem?

Najkrócej to ujmując, płacenie podatków – wówczas, gdy ich część jest przeznaczana na niegodziwe etycznie cele – jest pewnego rodzaju współpracą ze złem, ale nie każda taka współpraca jest chrześcijanom zakazana. Płacenie zaś podatków jest  tego rodzaju współpracą, która nie jest uczniom Pana Jezusa zabroniona. Istnieją trzy powody, by tak stwierdzić.

 

1.  W czasach ziemskiego życia Pana Jezusa oraz św. Pawła Apostoła władze Cesarstwa Rzymskiego wydawały pewną część (prawdopodobnie wyraźnie większą niż ma to miejsce obecnie) pieniędzy podatników na różne złe cele: prowadzenie zaborczych, niesprawiedliwych wojen, budowę i utrzymanie bałwochwalczych świątyń, rozwiązłe życie dworu itp. A mimo to Pan Jezus i św. Paweł Apostoł jasno nauczali, iż powinno się płacić podatki. Jak zatem wyjaśnić fakt, iż Biblia, która w wielu miejscach mówi, że naszą postawą wobec zła winny być: „nienawiść” (por. Prz 8, 13; Ps 101, 3); „niezwracanie ku niemu oczu” (Ps 101, 3); „brzydzenie się nim” (Rz 12, 9); „trzymanie się od niego z daleka” (1 Tes 5, 22), brak uczestnictwa w nim, a raczej karcenie owego (Ef 5, 11), brak przyzwolenia nań (Rz 1, 32) – gdy chodzi o płacenie podatków, zajmuje stanowisko wydające się, szczególnie w kontekście tamtego czasu, pewnym kompromisem?

Jednak starożytni chrześcijanie, dla których często nie do przyjęcia była praca choćby i tylko przy upiększaniu pogańskich świątyń i którzy nieraz ponosili męczeńską śmierć, jednocześnie za swój obowiązek uważali płacenie podatków, z których pewien procent szedł na złe cele.

 

2.  Jedna z tradycyjnych reguł moralistyki katolickiej, a mianowicie tzw. zasada podwójnego skutku. Reguła ta wychodzi z założenia, iż efektem czynów, które są zasadniczo dobre lub przynajmniej obojętne moralnie, może być nieraz jakieś zło. Na przykład płacenie umówionej pensji jest nie tylko dobre, ale stanowi obowiązek pracodawcy. I dlatego należy to czynić, nawet jeżeli jacyś pracownicy przeznaczają cześć swych zarobków na takie nieprawości jak pijaństwo, cudzołóstwo czy wizyty w klubach nocnych. Mamy tu więc do czynienia z czynem dobrym, którego ubocznym efektem może być i faktycznie nierzadko jest coś złego. Jeślibyśmy zastosowali regułę podwójnego skutku do kwestii płacenia podatków, to wychodzi nam mniej więcej coś takiego: większa część podatków idzie na finansowanie dobrych celów, dlatego też ich płacenie jest dobre, a fakt, iż mniejsza ich część przeznaczana jest na opłacanie złych rzeczy, stanowi efekt uboczny naszego dobrego działania.

 

3. Jak to już zostało powyżej wspomniane, nie każda forma współpracy ze złem jest absolutnie zakazana. Tradycyjna teologia moralna rozróżnia pomiędzy zawsze i wszędzie zabronioną współpracą ze złem o charakterze formalnym, a mniej lub bardziej dozwoloną współpracą materialną. Jak wyjaśnia to zagadnienie żyjący w XIX wieku kardynał Gousset:

„Nie wolno pomagać formalnie, czyli w gruncie rzeczy do grzechu bliźniego, ale można niekiedy być spólnikiem materialnie. Spółdziałanie formalne, jest to, które wpływa na złą wolę drugiego, nie może więc być bez grzechu (…). Dopuszcza się go ten, co rozkazuje, doradza lub pochwala zły zamiar; kto zostaje spólnikiem złego czynu, oddając się na przykład porubstwu, cudzołóstwu, kto opiekuje się złoczyńcą, aby tem bezpiecznej mógł spełnić zbrodnię; i w ogóle każdy wpływający wprost i bezpośrednio do wykonania złego czynu, albo przyczyniający się do tego bez żadnej przyczyny zdolnej uniewinnić jego spółdziałanie” (Kardynał Gousset, Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników, Warszawa 1870, s. 177).

Nie sądzę, by płacenie podatków nawet przy  świadomości, iż część z nich jest przez naszych rządzących pożytkowana na złe moralnie cele, było równoznaczne z formalną współpracą ze złem. Coś takiego nie jest bowiem rozkazywaniem, doradzaniem czy pochwalaniem niegodziwości. Sumienne wypełnianie PiT-ów nie wiąże się z podpisaniem deklaracji w rodzaju: „Uważam, że aborcja jest dobra” albo „Całkowicie i bez zastrzeżeń zgadzam się ze sposobem, w jaki rząd wydatkuje me pieniądze”. Trudno byłoby też określić płacenie podatków jako działanie „wprost i bezpośrednio wpływające do wykonania złego czynu„. Pomiędzy wypełnieniem PiT-u a np. opłaceniem z publicznych pieniędzy „zabiegu” aborcji jest jeszcze wiele stadiów pośrednich. Ostatecznie, to trudno porównywać sumienne zapłacenie podatku z dajmy na to asystowaniem przy aborcji polegającym na podawaniu wykonującemu ów zbrodniczy czyn lekarzowi narzędzi, za pomocą których ów go dokonuje.

Płacenie podatków może być współpracą ze złem, którą zwie się „materialną”. Jednak taka współpraca jest rzadziej lub częściej dozwolona – w zależności czy jest współpracą „bliską” czy „daleką”. Myślę, iż w większości wypadków płacenie podatków jest „współpracą materialną daleką”, a więc taką co do której nie istnieją większe zastrzeżenia. Gdyby jednak rządzący ustanowili jakiś specjalny podatek przeznaczony na finansowanie tego czy innego złego etycznie celu, to najpewniej uiszczanie go można by określić jako „współpracę materialną bliską”. Taka współpraca jest jednak też moralnie dozwolona, o ile przemawiają za nią odpowiednio ważne przyczyny. Trudno powiedzieć, czy obawa ciężkich represji ze strony władz uzasadniałaby płacenie takiego podatku, jednak praktycznie rzecz biorąc sytuacje, w której ustanawiane są tego rodzaju podatki, zdarzają się – jeśli w ogóle – bardzo rzadko.