Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Które grzechy powinny być karane przez państwo?

Wszystkim chrześcijanom powinno być wiadome, iż błędem jest liberalne spojrzenie na prawo i porządek, wedle którego państwo powinno zakazywać tylko tych z czynów, które są naruszeniem czyjejś wolności. W takim razie można jednak zapytać, jaką alternatywę należy wysunąć wobec takiej liberalnej optyki? Czy władze cywilne powinny zabraniać wszystkich zewnętrznie czynionych grzechów? A może należy złapać tu pewien balans pomiędzy podejściem forsującym zakazywanie tylko czynów naruszających czyjąś wolność, a optyką wedle której wszystkie z grzechów powinny być karane? Przyjrzyjmy się co na temat miał do powiedzenia najznakomitszy teolog katolicki św. Tomasz z Akwinu. Ów święty uczony w swej wiekopomnej „Sumie teologicznej” pisał na ten temat co następuje:

Jak już powiedziano, prawo ustanawia się jako jakąś normę lub miarę ludzkiego postępowania. Według zaś Filozofa, miara zawsze powinna być jednorodna z rzeczą mierzoną. Różne bowiem rzeczy mierzymy innymi miarami. Toteż i prawa nakłada się ludziom odpowiednio do ich uwarunkowań, bo jak pisze Izydor: prawo powinno być „możliwe do wykonania odpowiednio do natury człowieka i do zwyczaju kraju”. Możność zaś, czyli większa lub mniejsza łatwość działania, pochodzi od wewnętrznego urobienia czy usposobienia. Co bowiem jest niemożliwe do wykonania dla człowieka o nieurobionej cnocie, nie jest takim dla człowieka o urobionej cnocie; tak jak również i dla dziecka nie jest możliwe do wykonania to, co jest możliwe dla dorosłego. Z tego też powodu nie ustanawia się takiego samego prawa dla dziecin co dla dorosłych. Na niejedno bowiem zezwala się dzieciom, co u dorosłych bywa prawem karane lub też ganione. Podobnie, na niejedno trzeba zezwolić ludziom o nieurobionej cnocie, czego nie należy cierpieć u ludzi o urobionej cnocie.

Prawo zaś nakłada się masie ludzi, z której większa część, to ludzie o nieurobionej cnocie. Toteż prawo ludzkie nie zabrania wszystkich występków, od których stronią ludzie cnotliwi. Zabrania tylko cięższych występków, od których może się powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej. Zwłaszcza tych, które są ze szkodą dla innych. Bez ich bowiem zabronienia społeczność ludzka nie mogłaby się utrzymać. Tak też prawo ludzkie zabrania zabójstw, kradzieży itp.

W innym zaś swym dziele („De regimine principium”) św. Tomasz z Akwinu pisze:

Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać to, co do niego prowadzi, a, w stopniu jakim to jest możliwe zakazywać tego, co jest mu przeciwne”.

Poddajmy teraz krótkiemu omówieniu treść powyżej cytowanych wypowiedzi „Akwinaty”, nie ograniczając się jednak tylko do nich, ale ukazując je w nieco szerszym kontekście nauczania katolickiego na temat zadań państwa i prawa.

Przede wszystkim wydaje się jasne, iż św. Tomasz z Akwinu nie popiera takiego modelu prawa, w którym wszystkie z grzechów byłyby zakazane. Z drugiej strony nie jawi się on bynajmniej jako zwolennik zacieśniania prawnych zakazów jedynie do tych czynów, które naruszają czyjąś wolność. Co prawda, w cytowanym fragmencie „Summy teologicznej” wymienia on jako zakazywane przez władze cywilne akurat te z zachowań, które taką wolność naruszą – czyli zabójstwa i kradzieże – ale nie jest to z jego strony katalog zamknięty, gdyż podaje je tylko jako niektóre z przykładów. Ponadto, w drugim z zacytowanych dzieł „Akwinata” brzmi już zupełnie nieliberalnie, gdy stwierdza, iż rządzący powinien „w stopniu jakim to możliwe zakazywać tego, co jest przeciwne osiągnięciu niebiańskiego szczęścia”. Św. Tomasz z Akwinu nie był więc raczej liberałem czy libertarianinem, choć owszem nie popierał karania wszystkich z czynionych w sposób zewnętrzny grzechów. Ten święty teolog podaje przede wszystkim dwa kryteria, którymi winni się kierować rządzący przy zakazywaniu różnych złych czynów. Jednym z nich jest coś, co można by nazwać kryterium szkodliwości społecznej czynu. W raczej aprobatywny sposób pisze on bowiem, iż władze cywilne „zakazują zwłaszcza tych czynów, które szkodzą innym„. Na pierwszy rzut oka takie sformułowanie może wydawać się mylące, gdyż łatwo na nie odpowiedzieć, że przecież dokładnie wszystkie z grzechów szkodzą nie tylko ich sprawcom, ale także innym ludziom. Jak wszak naucza Magisterium Kościoła:

W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1488).

To prawda, jednak z drugiej strony wedle doktryny katolickiej nie wszystkie grzechy są sobie równe, a co za tym idzie poziom ich szkodliwości jest różny – raz mniejszy, a raz większy. Istnieją grzechy mniej szkodliwe i istnieją grzechy bardziej szkodliwe. Przykładowo, nałogowe palenie papierosów jest szkodliwe tak dla palacza, jak i jego otoczenia, jednak mimo wszystko wywołuje znacznie mniej szkód niż pijaństwo. Palacz papierosów może bowiem przedwcześnie zachorować na jakąś chorobę i przy okazji trochę podtruć członków swej rodziny, ale w odróżnieniu od pijaka nie będzie pod wpływem swego nałogu wywoływać awantur, opowiadać sprośnych dowcipów, zachowywać się rozwiąźle czy agresywnie. Stopień społecznej szkodliwości palenia tytoniu jest więc wyraźnie mniejszy niż w przypadku nadużywania alkoholu. Wracając więc do wskazanego przez św. Tomasza z Akwinu kryterium szkodliwości dla innych to prawdopodobnie nie chodziło mu o to, że podstawą zakazu takich czy innych czynów jest jakikolwiek stopień ich szkodliwości. Najpewniej chodziło mu o to, iż zakazywane przez państwo czyny powinny być szkodliwe dla innych w bardziej wyraźnym stopniu i wymiarze. Oczywiście, można zapytać o to, jak w przypadku każdego z grzechów wyznaczyć granicę pomiędzy nazwijmy to „niską szkodliwością czynu” a „wysoką szkodliwością”? Nie jest to zadanie w każdym wypadku łatwe i czasami jesteśmy tu skazani na mniejszy bądź większy poziom arbitralności. Z drugiej jednak strony nie jesteśmy tu zdani na błądzenie po omacku, gdyż Magisterium Kościoła niejednokrotnie podaje przykłady grzechów, które powinny być przez władze cywilne zakazane. Na przykład, Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2354 stwierdza, iż władze państwowe „powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych”. W punkcie numer 2273 tego dokumentu naucza się z kolei, iż ” za każde dobrowolne pogwałcenie praw mającego się narodzić dziecka powinny być przewidziane odpowiednie sankcje karne”. Św. Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae” między innymi potępiał legalizację również dobrowolnie czynionej eutanazji. W wydanym przez papieża Benedykta XVI „Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego” czytamy z kolei, iż władze cywilne powinny za pomocą stosownych praw zakazywać rozprzestrzeniania takich grzechów przeciw czystości jak: nierząd, czyny homoseksualne, cudzołóstwo, masturbacja, pornografia (n. 494 w nawiązaniu do n. 492). Papież Pius XI w encyklice „Casti connubii”  potępił z kolei pomysły tych, którzy chcieli znieść prawną karalność niewierności małżeńskiej. Widać więc, iż wedle Magisterium Kościoła takie złe czyny jak np. pornografia, cudzołóstwo, eutanazja, rozprzestrzenianie homoseksualizmu, prostytucji i onanizmu są na tyle szkodliwe społecznie, iż powinny być prawnie zakazane przez sprawujących rządy.

 

Drugim z kryteriów, które wymienia św. Tomasz z Akwinu jako decydujące czy władze publiczne powinny zakazywać danego grzechu jest to, czy „może się od nich powstrzymać przeważająca część masy ludzkiej„. Trzeba powiedzieć, iż z jednej strony jest to kryterium mądre i roztropne, z drugiej historycznie oraz kulturowo zmienne oraz relatywne.

Jest to ono mądre i roztropne, gdyż próba zakazywania i karania czegoś, co jest czynione przez większość ludzi w danym kraju, może zaowocować czymś jeszcze bardziej złym. Do w miarę skutecznego wdrażania danego prawa potrzebni są wszak policjanci, sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy. Co zaś, jeżeli większość policjantów, prokuratorów, urzędników i sędziów robiłaby złe rzeczy, których przestrzegania przez innych mieliby przestrzegać? Prawdopodobnie często kończyłoby się tym, iż de facto tolerowaliby oni łamanie prawa w tych obszarach, w których sami by mieli skłonności do jego lekceważenia. W ten zaś sposób mógłby rozszerzać się brak szacunku dla prawa, które byłoby codziennie, a może nawet pół-jawnie łamane. W skrajnych zaś wypadkach taka sytuacja mogłaby nawet prowadzić do wybuchu wojny domowej. Lepiej jest więc, gdy państwo zakazuje czegoś od czego potrafi powstrzymać się większość jego obywateli. Nawet jednak zaś dziś od różnych złych moralnie zachowań wstrzymuje się w wielu choćby i post-chrześcijańskich  państwach większość ludzi. Przykładowo, większość ludzi nie zdradza swych współmałżonków, nie uprawia homoseksualizmu, nie  bierze ciężkich narkotyków, nie produkuje i nie rozpowszechnia pornografii (przynajmniej na szerszą skalę). Nawet więc obecnie, w stosunku do tych grzechów przywołane wyżej kryterium św. Tomasza z Akwinu byłoby do zrealizowania dzisiaj. Trzeba jednak też wspomnieć, iż nie należy absolutyzować owej zasady. To prawda, że lepiej jest, by prawo zakazywało tych nieprawych etycznie działań od których powstrzymuje się większość, ale nie sądzę, by odnosiło się to do każdego z tego typu grzechów. Im dany grzech jest cięższy, tym mniej mu należy okazywać prawnej tolerancji, nawet wówczas, gdy jest on popełniany przez większość obywateli. Na przykład, są kraje, gdzie większość ludzi ma na sumieniu zabicie nienarodzonego dziecka. Morderstwo niewinnego jest jednak szczególnie ciężkim, bo wołającym o pomstę do Nieba grzechem, tak też należy je penalizować, nawet w sytuacji, gdy większość obywateli danego państwa ma je na sumieniu. Ba, prawdopodobnie nawet, gdyby wprowadzenie takiego zakazu miało zaowocować wybuchem wojny domowej, większym złem byłoby prawne tolerowanie aborcji.

Zasada zakazywania i karania tych grzechów od których może powstrzymać się większość ludzi, jest zaś historycznie oraz kulturowo zmienna i relatywna, gdyż w danym czasie i danym kraju większość może unikać takich czy innych występków, ale już w innych czasach sytuacja w tym względzie może być inna. Na przykład, pod koniec XIX wieku w USA większość mieszkających tam ludzi prawdopodobnie nie dopuszczała się nierządu (czyli seksu przedmałżeńskiego). Jednak dziś, ogromna większość obywateli tego kraju niestety pozwala sobie na ów grzech, a co się z tym wiąże trudniej by było przeprowadzić prawny zakaz owej nieprawości.

 

Podsumowując, św. Tomasz z Akwinu prawdopodobnie nie był żadnym liberałem, który popierałby zakazywanie tylko tych grzechów, które stanowią naruszenie czyjejś wolności. Nie był on przeciwny prawnemu karaniu również części z tych nieprawości, które takiej wolności nie gwałcą, ale chciał on by robione to było w mądry i roztropny sposób.