Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Unia Europejska jest komunistyczna?

Dziś mija dokładnie setna rocznica wybuchu rewolucji komunistycznej w Rosji, która to zapoczątkowała proces przejmowania władzy w różnych krajach przez komunistów. Mimo, iż w chwili obecnej tylko w trzech państwach rządzą partie formalnie nazywające się komunistycznymi (w Chinach, Wietnamie i na Kubie) odwoływanie się do komunizmu jako inwektywy i oskarżenia jest wciąż żywo obecne w różnych – choć zwykle prawicowych – kręgach. Dość popularnym twierdzeniem jest np. przypisywanie Unii Europejskiej jej komunistycznego charakteru. Przyjrzyjmy się więc bliżej zasadności tego zarzutu.

Komunizm w jego – nazwijmy to – bardziej „tradycyjnym” wydaniu charakteryzował się czterema cechami: 1. Dążeniem do całkowitej likwidacji własności prywatnej środków produkcji; 2. Ideałem zniesienia instytucji państwa i zastąpienia owego samozarządzającym się społeczeństwem pozbawionym wszelkich nierówności społecznych; 3. Niechęcią wobec wszelakich religii i programowymi działaniami na rzecz ateizacji społeczeństwa; 4. Niechęcią wobec tradycyjnego modelu rodziny.

Przez „tradycyjny” komunizm rozumiem tu pewnego rodzaju syntezę tak teoretycznych założeń jego głównych ideologów czyli Marksa i Engelsa oraz początkowych etapów praktyki rządzenia i stanowienia praw przez komunistów w tych krajach, gdzie udało im się dojść do władzy. Można wszak założyć, że taka właśnie „tradycyjna” wersja komunizmu jest najbliższa jego prawdziwym ideałom. W miarę bowiem upływu czasu część z choćby i wcześniej gorliwych komunistów prawdopodobnie zaczęła zdawać sobie sprawę z trudności, a może nawet praktycznej niemożliwości realizacji komunistycznych założeń, o czym świadczy fakt stopniowej modyfikacji ustrojów zbudowanych przez komunistów – modyfikacji oddalającej te systemy od ich pierwotnych założeń i ideałów; czego sztandarowym przykładem są choćby dzisiejsze Chiny, gdzie rządzą ludzie, którzy ciągle nazywają się komunistami, jednak w sferze gospodarczej panuje tam nieraz wręcz dziki kapitalizm.

Ale wróćmy do komunistycznych ideałów. W jaki sposób komuniści dążyli do likwidacji prywatnej własności produkcji? „Nacjonalizowali” co większe przedsiębiorstwa wytwórcze, a także próbowali upaństwawiać gospodarstwa rolne. Jeśli chodzi o likwidację instytucji państwa to żadnej z partii komunistycznych nie udało się w większym stopniu przybliżyć do tego celu i prawdopodobnie komuniści szybko zdali sobie sprawę z tego, iż postulat ów jest mało realny – zwłaszcza, gdy chce się za pomocą przymusu i siły narzucać społeczeństwu realizację innych ideałów tej skrajnie lewicowej doktryny. W znacznie większej mierze komunistom udawała się ateizacja społeczeństwa. Choć, formalnie rzecz biorąc, zazwyczaj w prawodawstwie komunistycznych krajów zapisana była wolność sumienia i religii to komuniści ustanawiali wiele prawnych ograniczeń w stosunku do takich swobód, nieraz nie wahając się przed sięganiem po rozległe i krwawe represje względem wyznawców różnych religii. Państwowa propaganda w krajach komunistycznych nieraz też otwarcie zachęcała obywateli do porzucenia religii na rzecz ateizmu. Ostatni z wyróżników komunistycznej ideologii to jest niechęć wobec tradycyjnej rodziny był realizowany przez komunistów z różnym natężeniem. I tak np. bolszewicka Rosja była drugim państwem europejskim (wcześniej uczyniła to rządzona przez Jakobinów Francja), które zalegalizowało stosunki homoseksualne i aborcję, jednak po kilkunastu latach Stalin przywrócił kryminalizację tych nieprawości. Z kolei po śmierci Stalina w ZSRR powrócono do pełnej legalności zabijania nienarodzonych dzieci, jednak pozostano przy nielegalności czynnego homoseksualizmu – w większości państw komunistycznych homoseksualizm był jednak legalny. W rządzonej przez Lenina Rosji bardzo zliberalizowano też możliwość uzyskania rozwodu, a w niektórych regionach tego kraju wprowadzono nawet prawo o wspólności kobiet, które nakazywało niewiastom świadczenie seksualnych usług tym wszystkim mężczyznom, którzy uiszczali na ów cel nieznaczną opłatę pieniężną. W większości państw komunistycznych legalna była też zdrada małżeńska mimo, iż w krajach zachodniej demokracji ów występek przeważnie był prawnie zabroniony i karalny.

 

Porównajmy teraz prawa funkcjonujące w krajach Unii Europejskiej (dalej UE) z zarysowaną wyżej „tradycyjną” ideologią i praktyką komunizmu.

W każdym kraju UE własność prywatna jest podstawową formą życia ekonomicznego i nie obserwuje się tam jakichkolwiek wyraźnych oznak do likwidacji takiej własności. Podatki, które muszą płacić obywatele UE czasami mogą być uznane za zbyt wygórowane, ale to jeszcze zdecydowanie za mało, by oskarżać rządzących o komunizm. Podobnie, nie można tego powiedzieć o fakcie istnienia w UE daleko rozwiniętych praw pracowniczych (np. prawa do urlopu, 8-godzinnego dnia pracy) czy zabezpieczeń socjalnych. Takie rozwiązania co prawda funkcjonowały także w państwach rządzonych przez partie komunistyczne, ale nie stanowiły one jednej z fundamentalnych cech komunizmu. Nie można zaś antykomunistycznej retoryki doprowadzać do absurdu, gdyż wówczas dojdziemy do wniosku, że również prawny zakaz gwałtów, niewolnictwa czy rozbojów też jest komunistyczny, wszak rzeczy te były zazwyczaj przestępstwem także w krajach komunistycznych.

Nie można też powiedzieć, iż UE dąży do likwidacji instytucji państwowych ani z drugiej strony, że forma sprawowania rządów w krajach doń należących jest totalitarna. W UE swobodnie działają różne ugrupowania opozycyjne, nie funkcjonuje żaden porównywalny z komunistycznymi represjami aparat terroru a rządy podlegają kontroli sądów i prawa.

Może więc UE przypomina komunizm jeśli chodzi o jej stosunek do religii? I w tym punkcie trudno jest doszukiwać się jakichś wyraźniejszych analogii. Komuniści byli z założenia antyreligijni i jawnie ateistyczni. UE jest zaś raczej religijnie obojętna, pozostawiając krajom członkowskim swobodę kształtowania relacji pomiędzy religią a życiem publicznym i państwowym. W ramach UE funkcjonują kraje, które utrzymują u siebie dość surowy model rozdziału Kościoła od państwa (Francja i Belgia), ale w większości z nich relacje w tym względzie można nazwać mianem „przyjaznej świeckości” (czyli np. w konstytucji znajdują się pewne odniesienie do Boga, instytucje publiczne w niektórych sprawach współpracują ze związkami religijnymi, jednak państwo jako takie nie wspiera żadnej z religii). W niektórych zaś państwach (Wielka Brytania, Grecja, Dania, Finlandia, Szwecja) należących do UE – przynajmniej formalnie – ciągle funkcjonuje system kościołów państwowych, gdzie przedstawiciele określonych instytucji religijnych zasiadają nawet w organach państwowych. Jeśli zaś chodzi o działania UE jako pewnej całości to warto wspomnieć, iż Parlament Europejski w rezolucji z 29 kwietnia 2015 roku zdecydowaną większością głosów ujął się za prześladowanymi na świecie chrześcijanami.

Najwięcej podobieństw UE do komunizmu można zaobserwować, jeśli chodzi o stosunek do tradycyjnej rodziny. W każdym kraju UE legalne są zdrada małżeńska, rozwody i czyny homoseksualne. W większości państw UE istnieje prawna możliwość zawierania homoseksualnych małżeństw (w czym nawet prześcignięto komunistów), a instytucje UE wprost zachęcają kraje członkowskie do wprowadzenia u siebie takiego rozwiązania. Większe ograniczenia prawnej legalności aborcji funkcjonują zaś tylko w trzech państwach UE, czyli w Polsce, Irlandii i na Malcie, w pozostałych zaś jej krajach zabijanie poczętych dzieci jest bezkarne bez większych ograniczeń. Tak jak w przypadku małżeństw homoseksualnych instytucje UE zachęcają państwa członkowskie do poszerzania legalności aborcji.

 

Czy więc Unia Europejska jest komunistyczna? Czy panuje w niej coś w rodzaju „eurokomunizmu”? Na cztery z zasadniczych wyróżników komunistycznej ideologii i praktyki UE wykazuje wyraźne podobieństwa z komunizmem tylko z jednym ważnym punkcie, czyli w niechęci do tradycyjnej rodziny objawiającej się w legalizacji homoseksualizmu, niewierności małżeńskiej, rozwodów oraz aborcji. To jednak za mało, by nazywać UE mianem „komunistycznej” czy choćby „pół-komunistycznej”. Co najwyżej można by o niej mówić jako o „ćwierć-komunistycznej”. Wszystko to piszę bynajmniej nie z pozycji zwolennika UE, gdyż sam w referendum na temat przystąpienia Polski do tej instytucji głosowałem na „nie” i dziś prawdopodobnie zrobiłbym to samo. To jednak, że jest się wobec czegoś mniej lub bardziej krytycznym nie powinno oznaczać popierania niesprawiedliwych i mocno przesadzonych oskarżeń. A zarzuty o komunistycznym charakterze UE są niesprawiedliwe i przesadzone.