Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Akcja „#MeToo” jest godna poparcia

Od paru tygodni w mediach społecznościowych trwa akcja „#MeToo”, w której to znane i mniej znane niewiasty przyznają, iż w przeszłości były ofiarami molestowanie seksualnego. Celem tej kampanii jest zwrócenie uwagi na skalę tego problemu, a także zaakcentowanie, iż z molestowaniem seksualnym mamy do czynienia nie tylko w przypadku fizycznych aktów owego typu, ale również wówczas, gdy uwagi tyczące się sfery erotycznej przybierają niechciany przez ich adresatów, a równocześnie grubiański bądź frywolny charakter (np. cytuję: „Hej mała, masz fajne cycki”).

Jak można było się spodziewać akcja ta spotkała się z dużą życzliwością szeroko rozumianych środowisk lewicowych i feministycznych, za to w kręgach prawicowych jest ona albo ignorowana albo też w różnorodny sposób próbuje się ją dezawuować (a to, że nakręcają ją wredne feministki, iż „kastruje się w ten sposób mężczyzn” albo, że „niewinny flirt należy do naszej kultury i tradycji”). Ze swej strony chcę pochwalić akcję „#MeToo” i przedstawić argumenty – z nazwijmy to – tradycyjnie katolickiej oraz konserwatywnej perspektywy – przemawiające za zasadnością jej popierania.

Zacznijmy od tego, iż nawet jeśli nieskromne żarty oraz aluzje byłyby częścią naszej tradycji kulturowej od wieków to oczywiście nie znaczyłoby to od razu, że w takim razie takie zachowania są dobre i godne pielęgnowania. Nasz Pan i Zbawca Jezus Chrystus mówił wszak o tym, iż niektóre z ludzkich tradycji mogą być sprzeczne z Bożą wolą, ganiąc faryzeuszy za to, że: „ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazanie Boże” (Mt. 15, 6). Kulturowa tradycja nieskromnych żartów, sugestii i aluzji z pewnością zaś sprzeciwia się woli Bożej, która została wyrażona w Piśmie świętym: „O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani  o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie” (Ef 5, 4). Moraliści katoliccy tradycyjnie interpretowali owe pouczenie św. Pawła Apostoła, iż co prawda nie zakazuje ono mówienia o sprawach seksualnych w sposób poważny i umiarkowany, ale z pewnością gani poruszanie tych kwestii w tonie żartobliwym, grubiańskim i frywolnym. Akcja „#MeToo” piętnując zatem przynajmniej niechciane żarty i aluzje na temat seksu de facto więc bardzo przybliża się do tego o czym nas nauczył Bóg wszechmogący za pośrednictwem św. Pawła Apostoła.

Po drugie, nawet jeśli większość niewiast przyłączających się do akcji „#MeToo” nie czyni tego z ortodoksyjnie chrześcijańskich pobudek to i tak efektem owej kampanii może być większe zdyscyplinowanie społeczeństwa w kwestiach seksualnych. Jeśli przynajmniej części mężczyzn da się w ten sposób wbić do głowy, iż niechciane, a frywolne żarty i aluzje nie są niczym dobrym, to już będzie spory krok w dobrym kierunku. I bynajmniej raczej od tego nie spadnie liczba zawieranych małżeństw oraz poczynanych w ich ramach dzieci.

Po trzecie: osobiście nie przeszkadza mi to, iż często za podobnymi akcjami stoją feministki i lewicowcy. Owszem feministki mylą się w niejednej ważnej sprawie, ale to nie znaczy, że w takim razie błądzą w każdej kwestii. Myślenie w stylu „To nie może być dobre, bo popierają to feministki” przypomina mówienie w rodzaju: „Karanie gwałtów nie może być dobre, gdyż w państwach rządzonych przez komunistów gwałt był prawnie zakazany„.  Oczywiście, że takie podejście do tematu jest absurdem.

Po czwarte wreszcie: Magisterium Kościoła naucza, iż rozprzestrzenianie grzechów przeciw cnocie czystości powinno być zabronione przez władze cywilne stosownymi prawami i dotyczy to nawet tych z grzechów, które są czynione dobrowolnie (np. cudzołóstwa, pornografii, nierządu prostytucji). Czytamy o tym w punkcie numer 494 Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego. Nawet więc, gdyby w akcjach typu „MeToo” chodziło nie tylko o społeczne napiętnowanie, ale też o prawny zakaz niechcianych żartów i aluzji seksualnych to należałoby je popierać. Tego typu rzeczy też wszak przyczyniają się do rozprzestrzeniania grzechów nieczystości, a skoro są czynione w sposób narzucający się innym osobom, to tym bardziej powinny być prawnie karalne.