Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy tortury są słuszną karą za gwałt?

Szerokim echem w ostatnich dniach odbiła się sprawa wypowiedzi ministra Patryka Jakiego, który w reakcji na okrutne przestępstwo, jakiego ofiarą padła polska para przebywająca w Rimini (chodzi o brutalne zgwałcenie kobiety na oczach jej wcześniej pobitego męża) stwierdził, iż ten konkretny przypadek powinien być ukarany śmiercią poprzedzoną torturami. Jak to zwykle też bywa, przy okazji podobnych czynów odezwały się głosy internautów, iż sprawcy tej obrzydliwości powinni zostać wykastrowani.

Oczywiście, na płaszczyźnie psychologicznej i emocjonalnej, takie postulaty są zrozumiałe, co nie znaczy, że są słuszne i usprawiedliwione. Tak bowiem tortury, jak i kastracja stanowią przykład tych sankcji karnych, które wedle nauczania Magisterium Kościoła nie powinny być stosowane przez władze cywilne.

O tym, iż tortury są moralnie niedozwolone również w celu karania przestępców uczy Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2297:

Stosowanie tortur, polegające na przemocy fizycznej lub moralnej w celu uzyskania zeznań, ukarania winnych, zastraszenia przeciwników, zaspokojenia nienawiści, jest sprzeczne z poszanowaniem osoby i godności ludzkiej.

Owszem jest prawdą, iż wcześniejsza dyscyplina kościelna przez kilka wieków aprobowała stosowanie tortur, ale nie miała ona charakteru per se nieomylnego, więc aktualne nauczanie Magisterium mogło uznać taką praktykę za rzecz moralnie błędną, co też uczyniło poprzez powyżej cytowane fragmenty Katechizmu. Poza tym, wspomniana kościelna dyscyplina aprobująca tortury również nie była odwieczną praktyką Kościoła, gdyż w jeszcze wcześniejszych wiekach Papieże i Doktorzy Kościoła z wyraźną niechęcią odnosili się do stosowania tortur. Czynili tak św. Augustyn i papież Mikołaj I. Nie można więc powiedzieć, iż średniowieczna kościelna praktyka tortur była wyrazem powszechnego nauczania papieży i biskupów,  jako takiej nie przysługiwał jej więc przywilej nieomylności, a co za tym idzie, mogła ona zostać uznana za błędną przez aktualne nauczanie Magisterium.

Inną sprawą jest kwestia szczegółowej definicji tortur. Katechizm Kościoła Katolickiego definiuje ową praktykę tylko w bardzo ogólny sposób jako stosowanie „przemocy fizycznej lub moralnej”. Czy jednak oznacza to, iż stosowanie jakiejkolwiek stopnia i formy  przemocy mieści się już w pojęciu tortur? Otóż nie sądzę. Wtedy bowiem musielibyśmy uznać, iż policjant nie powinien nawet za pomocą siły obezwładnić bandyty i zakuć go w kajdanki (gdyż i to jest może umiarkowanym, ale jednak stosowaniem przemocy fizycznej). Tym bardziej zaś powinniśmy oskarżyć samego Pana Boga o nakazywanie stosowania absolutnie niemoralnej kary tortur, gdyż On sam polecił stosowanie kar polegających na użyciu pewnego stopnia przemocy fizycznej, czyli ukamienowania (por. Kpł 24,15-16; Pwt 13,6-10; Kpł 20,27; Pwt 22,21; 24), chłosty (Pwt 25, 2), spalenia w ogniu (Kpł 20, 14; 21, 9) oraz odcięcia dłoni (Pwt 25, 11-12). Stwórca polecił też ojcom dyscyplinowanie synów za pomocą rózgi (por. Prz 29, 15; 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14), a także stwierdził, iż „skrwawienie boków niegodziwemu słudze” nie jest powodem do wstydu (Syr 42, 1; 5). Bóg jednak ze swej natury nie może rozkazywać czegoś, co byłoby samo w sobie złe i niegodziwe. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

Logiczny wniosek, jaki więc z tego płynie, jest taki, iż nie każdy rodzaj przemocy fizycznej jest już torturą. Najpewniej za tortury można uznać skrajne formy takowej przemocy polegające na wymyślnym dręczeniu człowieka, przedłużaniu jego cierpienia w możliwie najdłuższy sposób, etc. Dokonana więc z umiarem chłosta nie musi być uznana za torturę, ale już np. ćwiartowanie ludzkiego ciała, powolne przypalanie człowieka, miażdżenie palców z całą pewnością zasługują na to miano. Ktoś może jednak powiedzieć, iż biblijne kary kamienowania, a tym bardziej spalenia w ogniu są już takim wymyślnym sprawianiem bólu fizycznego skazanym. Otóż niekoniecznie. To bowiem, czy kara kamienowania będzie długo trwała może zależeć od konkretnego sposobu jej wykonania – czasami wszak już jedno uderzenie kamieniem w głowę może uśmiercić. Nieco większą trudność sprawia tu kara spalenia w ogniu, gdyż palenie człowieka żywcem z pewnością polega na zadawaniu bardzo intensywnego bólu. Jednakże, czy aby na pewno biblijna wersja spalenia w ogniu polegała na paleniu skazanego żywcem? Przecież w historii bywało tak, iż palenie skazanych na stosie czasami poprzedzone było ich wcześniejszym uśmierceniem. W takim wypadku nie palono więc człowieka żywcem, ale palono jego trupa, co miało bardziej symboliczny charakter wskazujący, iż czyny tego człowieka zasługiwały na zniszczenie w ogniu. Mówiąc otwarcie, nie wiem, czy biblijna kara spalenia w ogniu na tym polegała, ale na ten moment nie mogę tego wykluczyć.

Podsumowując tę część naszych rozważań, należy stwierdzić, iż tortury są prawdopodobnie złe same w sobie, a przez to nie powinny być stosowane nawet jako kara za wyjątkowo ohydne czyny. Równie prawdopodobnie można jednak powiedzieć, że nie każda forma i nie każdy stopień przemocy fizycznej oraz zadawania cielesnego bólu skazanym powinno być zaliczane do tortur. Przemoc fizyczna stosowana z umiarem, bez wymyślności i sadystycznego zacięcia jest moralnie usprawiedliwiona. Zapewne nie da się w każdym wypadku wyznaczyć precyzyjnej granicy pomiędzy dozwoloną, bo umiarkowaną formą przemocy fizycznej, a jego wynaturzonymi i skrajnymi odmianami, które należałoby uznać za tortury, ale takiej granicy nie można określić w 100 procentach również w przypadku innych zachowań. Nie znaczy to jednak, że w większości wypadków nie da się ustalić takiej granicy.

 

Niedopuszczalną moralnie formą karania przestępstw jest też kastracja, czyli odcięcie narządów płciowych osoby skazanej. Nauczał o tym papież Pius XI w encyklice „Casti connubi” omawiając kwestię sterylizacji:

Zabiegu takiego nie wolno dokonać ani z wyroku sądowego za karę jakichś ich zbrodni, ani dla zapobieżenia przyszłym ich przestępstwom. Przypisywanie takiego prawa władzy świeckiej sprzeciwia się wszelkiemu prawu Bożemu i ludzkiemu i nigdy go ta władza nie miała ani podług sprawiedliwości mieć nie może.

 

Jeśli zatem nie tortury ani nawet kastracja, to jaka powinna być kara za zgwałcenie? Cóż myślę, że w przypadku recydywy taką sankcją powinna być śmierć albo odcięcie dłoni. Ktoś może oburzy się na pomysł karania odcięciem dłoni gwałtu, twierdząc, iż jest ona „muzułmańska” i „barbarzyńska”. Wbrew pozorom sankcja ta nie jest typowo muzułmańska, gdyż jak to już wyżej wskazałem, jej wymierzanie polecił Bóg w Piśmie świętym (Pwt 25, 11-12). Nie jest ona też sprzeczna z nauczaniem Kościoła. Św. Tomasz z Akwinu, najwybitniejszy teolog katolicki tak uczył na temat owej kary:

Ponieważ jednak sam człowiek w całości podporządkowany jest społeczności, której jest częścią, może się zdarzyć, że obcięcie jakiegoś członka, chociaż wyrządza szkodę całemu ciału, służy jednak dobru ogólnemu, stanowiąc karę wymierzoną celem położenia tamy występkom. Dlatego władza państwowa, mając prawo całkowicie pozbawić życia tego, kto popełnił ciężkie występki, może również skazać kogoś na obcięcie jakiegoś członka za mniejsze winy (…)  (…) Nigdy i nikt, jeśli jest bezwinny, nie powinien być skazany sądem ludzi na karę śmierci albo kaleczenia lub chłosty” (podkreślenia moje – MS).

Stanowisko św. Tomasza z Akwinu jeszcze w XX wieku, w encyklice „Casti connubii” powtórzył Pius XI:

Urzędy publiczne nie mają żadnej bezpośredniej władzy nad członkami ciał podwładnych; zatem nie mogą one nigdy, czy to z przyczyn eugenicznych, czy jakichkolwiek innych, ani bezpośrednio naruszać, ani kaleczyć całości ciała, jeśli nie zaszedł wypadek winy lub przyczyna do wymierzenia krwawej kary” (podkreślenie moje – MS).

Także aktualnie obowiązujący Katechizm Kościoła Katolickiego piętnuje „bezpośrednio zamierzone amputacje i okaleczenia osób niewinnych” (n. 2297). A zatem jest moralnie dozwolone stosowanie amputacji względem przestępców, gdyż ci nie powinni być traktowani jako osoby niewinne (ta amputacja nie powinna jednak tyczyć się ich narządów płciowych, jak to zostało wyjaśnione wyżej).

Kara amputacji dłoni w przypadku gwałcicieli-recydywistów nie wydaje się niesprawiedliwa, a za to jawi się jako w dużej mierze skuteczna i zapobiegająca ponownemu popełnianiu takich ohydnych czynów. Do popełnienia gwałtu trzeba bowiem sporej siły i sprawności fizycznej, zaś brak dłoni taką sprawność mocno zaburza. Mówiąc wprost, znacznie trudniej jest kogoś zgwałcić, mając jedną zamiast dwóch dłoni, gdyż wówczas np. nie można swej ofiary silniej przytrzymać. Karanie sprawców gwałtu odcięciem dłoni nie musiałoby też oznaczać utrzymywania ich z budżetu państwa, albowiem prawo mogłoby przewidywać, iż z tytułu wymierzenia danej osobie takiej sankcji karnej nie przysługują jej żadne państwowe świadczenia.