Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Dlaczego niewiasty nie powinny nauczać na zgromadzeniach kościelnych

Pismo święte w jednoznacznych słowach wypowiada się przeciwko praktyce nauczania przez niewiasty na zgromadzeniach kościelnych:

Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się.  Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości.  Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa.  I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo (1 Tm 2, 12 – 14).

kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.  A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu (1 Kor 14, 34 – 35).

Podobnie, jasna jest na ten temat Tradycja Kościoła:

Kobietom nie pozwalamy nauczać w Kościele, lecz jedynie modlić się i słuchać nauczycieli. Wszak nasz Nauczyciel i Pan Jezus Chrystus, który wysłał nas, dwunastu, abyśmy głosili naukę ludowi i poganom, nigdy nie posłał kobiet z misją nauczania, chociaż ich nie brakowało. Była przecież z nami Matka Pana, i Jego siostry, a nadto Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, Marta i Maria, siostry Łazarza, Salome i jeszcze inne. Gdyby było konieczne, aby kobiety nauczały, On pierwszy by im kazał katechizować lud wraz z nami. Skoro jednak głową kobiety jest mężczyzna, to nie jest słuszne, by reszta ciała rządziła głową (Konstytucje Apostolskie III, 6: 1).

Gdy zaś popatrzymy na historię Chrześcijaństwa dostrzeżemy, że aż do 20 wieku niewiele było wyłomów od tejże reguły – w pierwszych wiekach po Chrystusie nauczające niewiasty zdarzały się w niewielkich heretyckich sektach typu montaniści, zaś pomiędzy XVII a XIX stuleciem coś takiego było praktykowane we wspólnotach kwakierskich i metodystycznych. Dopiero wiek XX wraz ze wzrastającymi wpływami myśli feministycznej rozpowszechnił tę praktykę na inne nurty chrześcijaństwa, zaś jasne nauczanie Biblii i Tradycji Kościoła sprowadził do historycznych oraz kulturowych uwarunkowań, które nie powinny mieć zastosowania do dzisiejszych czasów. Przypatrzmy się zatem nieco bliżej argumentacji tych, którzy nie mają nic przeciwko nauczaniu kobiet na zgromadzeniach kościelnych. Z drugiej zaś strony popatrzmy na to, jak zakaz owej praktyki swego czasu uzasadniał największy z katolickich teologów, św. Tomasz z Akwinu (Suma teologiczna, Tom 23 „O charyzmatach”, Zagadnienie 177, Artykuł 2).

Tak więc, jednym z podstawowych argumentów zwolenników nauczania kobiet jest twierdzenie, iż apostolski zakaz tej praktyki wynikał z tego, iż w czasach Apostołów niewiasty nie miały zbytniego dostępu do wykształcenia oraz nauki. Dziś jednak, ów problem nie istnieje, za to mamy wiele wykształconych i mądrych kobiet, a co za tym idzie nauczanie św. Pawła Apostoła nie ma już obowiązywać. Pozornie rzecz biorąc, wskazane wyżej uzasadnienie relatywizacji zakazu nauczania kobiet w kościołach może się wydawać słuszne, gdyż i św. Tomasz z Akwinu, jako jeden z powodów owej normy podawał: kobiety przeważnie nie odznaczają się mądrością na tyle, żeby im bez obawy można było powierzyć publiczne nauczanie. Jednak, czy aby na pewno w zakazie nauczania kobiet chodziło o to, że w dawniejszych czasach nie były one zbyt dobrze wykształcone? Można w to wątpić, choćby z tego względu, że przecież na swych Apostołów Pan Jezus powołał też w ogromnej większości słabo wykształconych mężczyzn często wykonujących proste prace fizyczne. Może więc jednak decydującym czynnikiem nie jest tu kwestia poziom naukowego wykształcenia, ale naturalnych różnic pomiędzy męską a żeńską umysłowością? Jest wszak wiadomym, iż niewiasta w swym myśleniu kieruje się w większym stopniu niż mężczyzna emocjami. Z kolei, w umysłowości męskiej większą niż w przypadku kobiet rolę odgrywa logika, trzeźwość ocen, rozsądek. Oczywiście to nie znaczy, iż kobiece myślenie w ogóle nie jest logiczne, rozsądne i trzeźwe, ale że w ogólnym rozrachunku większe tendencje do kierowania się tymi cechami ma umysł mężczyzny. W związku z tym to mężczyźni bardziej niż niewiasty są predysponowani do nauczania zasad wiary i moralności w kościołach, gdyż tak sama specyfika tego zajęcia, jak i sposób jego realizacji (publiczne przemowy) domagają się wykazywania się takimi cechami jak logika, rozsądek, trzeźwość ocen. Poza tym, o ile można by znaleźć niewiasty, które łączą pełnioną przez siebie posługę publicznego nauczania w kościołach z szacunkiem dla prawowierności i ortodoksji, to historyczne doświadczenie wydaje się pokazywać, iż na dłuższą metę wspólnoty, w których akceptowano tę praktykę z biegiem czasu stawały się coraz bardziej liberalne w swej doktrynie. Dobrym tego przykładem są choćby metodyści, kwakrzy, luteranie i anglikanie – te wspólnoty można uznać za pionierów omawianej praktyki i to właśnie one dziś przodują w procesie oswajania chrześcijaństwa z liberalnym i modernistycznym podejściem do prawd wiary oraz moralności.

O ile zaś, można dyskutować nad znaczeniem argumentu św. Tomasza z Akwinu o tym, iż „kobiety zwykle nie odznaczają się mądrością na tyle, by można było im powierzyć nauczanie”, o tyle trudniej już jest przeskoczyć jego następne uzasadnienie omawianego zakazu. Mianowicie ów Doktor Kościoła pisze, iż „pierwszym i głównym powodem” dla którego kobieta nie powinna przemawiać na kościelnym zgromadzaniu jest: jej przynależności do rodzaju niewieściego, a według Pisma św. ma on podlegać mężczyźnie. Nauczanie zaś i przekonywanie publiczne w kościele nie należy do podwładnych, ale do przełożonych. Na zlecenie mężczyźni podwładni mogą spełniać to zadanie, bo ich podleganie nie wypływa, jak u kobiet, z naturalnej przynależności do rodzaju, ale z ubocznych względów.

Tak więc istota tego apostolskiego zakazu nie tkwi w zmieniających się okolicznościach kulturowych i historycznych, ale opiera się na naturalnym porządku rzeczy w ramach którego kobieta podlega mężczyźnie. Publiczne zaś nauczanie jest pewną pochodną funkcji sprawowania władzy, dlatego też należy ono raczej do mężczyzn, aniżeli niewiast.

Następnym powodem podawanym przez św. Tomasza z Akwinu na rzecz słuszności zakazu nauczania kobiet jest to, żeby nie wzbudzały u mężczyzn pożądliwości. Doktor Kościoła powołuje się przy tym na następujące rady biblijnej księgi „Mądrość Syracha”:  Nie przyglądaj się obcej piękności; przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi; przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień (Syr 9, 8). 

Przyznam, iż ta argumentacja św. Tomasza z Akwinu i mi wydaje się nieco dziwna. Czy bowiem można mówić o większym niebezpieczeństwie wywoływania pożądliwości w sytuacji, gdy wiele z nauczających na zgromadzeniach kościelnych niewiast raczej nie ubiera się w specjalnie nieprzyzwoity i nieskromny sposób? Z drugiej jednak strony, tak w czasach Apostołów, jak i za ziemskiego życia Tomasza z Akwinu niewiasty odziewały się o wiele skromniej niż współcześnie, a mimo to ów Doktor Kościoła wskazywał na ryzyko polegające na możliwości prowokowania pożądliwości przez nauczające kobiety u patrzących na nie mężczyzn. Cóż, chyba jest to najsłabszy element argumentacji św. Tomasza z Akwinu w tej kwestii, jednak i tu nie pozbawiony jest on wszelkich ziaren prawdy oraz słuszności. Nawet jeśli przesadził on w tym aspekcie, to pozostaje jeszcze problem możliwych rozproszeń, które mogą być w sytuacji nauczania kobiet większe niż ma to miejsce w wypadku sprawowania tej funkcji przez mężczyzn. Chodzi mianowicie o to, iż niewiasty z natury rzeczy bardziej dbają o swój zewnętrzny wygląd niż mężczyźni. Wówczas zaś, gdy kobieta wie o tym, iż ma się pokazać publicznie, tym bardziej będzie koncentrować się na różnych elementach swego wyglądu, a więc np. czy ma dobrze ułożone włosy, czy biżuteria została przez nią dobrze dobrana, czy makijaż wygląda właściwie, czy ta bluzka pasuje do spódnicy, itd. To zaś ze strony słuchających,  ale przecież również patrzących na przemawiającą kobietę ludzi może dość łatwo wzbudzać różne może drobne, ale niepotrzebne rozproszenia tyczące się wspomnianych wyżej kwestii kobiecego wyglądu.

 

Co zaś z innymi argumentami obrońców nauczania kobiet w kościołach? Jak np. wyjaśnić fakt, iż w Piśmie św. czytamy o prorokiniach Deborze (Sdz 4, 4) albo Pryscylli, która wraz ze swym mężem nauczała Żyda Apollosa Ewangelii (Dz 18,24-26)? Przede wszystkim nie ma dowodów na to, iż te niewiasty nauczały ludzi w sposób publiczny. Co do Pryscylli zaś  czytamy wyraźnie, iż nauczała konkretnie jednego Żyda, a nie np. tłum Żydów. Jeśli zaś chodzi o Deborę to, co prawda sprawowała ona również funkcję sędzi, ale mimo wszystko nie polegało to na publicznym nauczaniu innych ludzi. Ktoś może jednak zapyta, czy ma znaczenie to, czy naucza się ludzi w sposób prywatny czy publiczny? Otóż, jest różnica pomiędzy prywatnym a publicznym nauczaniem. Publiczna forma głoszenia wymaga bowiem większej zdolności do powściągania emocji, trzymania nerw na wodzy, etc. Komu przyszło przemawiać publicznie zapewne rozumie, o co mi chodzi. Jest duża różnica pomiędzy prywatną rozmową z kimś, a wzięciem mikrofonu i przemawianiem do tłumu ludzi.

Jeszcze słabszym argumentem jest powoływanie się przez niektórych na funkcję żeńskich diakonis, która to istniała w pierwszych wiekach rozwoju Kościoła. Diakonisy bowiem pełniły wówczas role porządkowe oraz pomocnicze przy sprawowaniu niektórych sakramentów (np. ze względu na przyzwoitość namaszczały olejem kobiety przy ich chrzcie). One jednak nie nauczały ludzi na zgromadzeniach kościelnych.

Nie jest przekonywującym i mocnym argumentem za omawianą praktyką powoływanie się na przykład niektórych ze świętych niewiast – jak np. św. Brygida Szwedzka czy św. Katarzyna ze Sieny, które za pośrednictwem pisanych przez siebie listów miały napominać i pouczać nawet samych papieży. Ta forma pouczeń miało bowiem charakter prywatny, a nie publiczny – one nie wygłaszały kazań w kościołach czy też na placach ulic. Mimo wszystko trudno też bronić nauczania kobiet na zgromadzeniach kościelnych przywołując przykład tego, iż w żeńskich zgromadzeniach zakonnych zakonnice były nauczane przez swe przełożone. Czym innym jest sytuacja, w której niewiasta naucza same niewiasty, a czym innym, gdy publicznie naucza też mężczyzn. Zresztą, nauczanie zakonnic w obrębie murów klasztornych nie jest sytuacją publiczną, gdyż mamy wtedy do czynienia z zamkniętym i ściśle określonym gronem osób tej samej płci zresztą.

 

Podsumowując, nie ma przekonywujących dowodów na rzecz tezy, iż apostolski zakaz nauczania kobiet w kościołach miał charakter tymczasowy, bo uwarunkowany konkretnymi okolicznościami kulturowymi. Jest rzeczą bardzo wątpliwą, by Duch Święty zainspirował zmianę podejścia w wielu wspólnotach chrześcijańskich do tego zagadnienia. To raczej duch buntującego przeciw Bożemu i naturalnemu porządkowi feminizmu jest za to odpowiedzialny. Nic zatem dziwnego, iż rozszerzanie się zakazanej przez św. Pawła Apostoła praktyki pokrywa się z postępami, jakie w wielu częściach świata odnosi ruch feministyczny.