Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Jim Caviezel o „grzeszkach” Mela Gibsona

W jednym z ostatnich numerów katolickiego tygodnika „Gość Niedzielny” zamieszczony został wywiad ze znanym aktorem, odtwórcą roli Chrystusa w filmie „Pasja” p. Jimem Caviezelem („Odpowiedzią jest Bóg”, Gość Niedzielny, 16 kwietnia 2017 ). Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do większości z wygłaszanych tam przez owego aktora zdań, jednak jedno ze stwierdzeń, które Caviezel wygłosił przy tej okazji wymaga zdecydowanie krytycznego komentarza. Otóż zapytany o – w domyśle – niemoralne prowadzenie się samego reżysera „Pasji”, czyli Mela Gibsona, p. Jim Caviezel stwierdził co następuje:

W przypadku Mela to nie było nic nadzwyczajnego, ale te grzeszki wyciągnięto mu po nakręceniu „Pasji” (podkreślenie moje – MS).

Jak można jednak nazywać jakikolwiek grzech (choćby i „tylko” powszedni) w taki sposób. Przecież nawet najmniejszy z grzechów jest straszniejszy niż największe doczesne nieszczęście. Zobaczmy, jak tradycyjne nauczanie katolickie na temat grzechów powszednich referuje doktor Kościoła, patron moralistów i spowiedników, św. Alfons Liguori:

Grzech zaś powszedni nie zabija duszy, ale tylko ją rani. On nie jest zniewagą Boga ciężką, ale (jest) jednak Jego obrazą. Jest większym złem jedno kłamstwo i złorzeczenie lekkie, aniżeli gdyby zostali do piekła wtrąceni wszyscy ludzie, wszyscy święci Pańscy i wszyscy aniołowie (…) Św. Bazyli mawiał: „Kto się ośmieli nazywać jakikolwiek grzech lekkim” – Należy pamiętać, iż każdy grzech jest obrazą Boga, której mamy unikać więcej, aniżeli jakiekolwiek nieszczęścia i złego (Cytat za: „Katechizm św. Alfonsa Liguoriego”, Miejsce Piastowe 1931, s. 4, podkreślenie moje – MS).

Z powyższych słów jasno wynika, iż nawet grzechów powszednich nie należy lekceważyć. Co prawda nie wysyłają one nas do piekła, ale grożą za nie straszne cierpienia w czyśćcu i nimi też się brzydzi Bóg. Nawet więc, gdyby Jimowi Caviezelowi chodziło tylko o grzechy powszednie, to i tak niedopuszczalne byłoby mówienie o nich per „grzeszki”. Tymczasem zaś, jest rzeczą powszechnie wiadomą, iż różne ze złych czynów w wykonaniu Mela Gibsona wypełniały coś, co w moralistyce nazywa się materią grzechu śmiertelnego – np. niewierność małżeńska i pijaństwo. Jak więc można trywializować te wielkie obrzydliwości nazywając je „grzeszkami”?!?

Być może cytowane słowa Caviezela o „grzeszkach” Mela Gibsona są tylko z jego stroną niezamierzoną niezręcznością językową, której celem nie jest propagowanie heretyckiej doktryny o lekceważeniu niektórych z grzechów. Warto jednak pamiętać, iż stosowanie takich sformułowań wobec czegoś, co jest aktem nieposłuszeństwa Bogu stanowi coś niedopuszczalnego. Nie ma „grzeszków”. Są grzechy albo powszednie albo śmiertelne. Wszystkie zaś grzechy są obrzydliwością w oczach Boga, czymś co ukrzyżowało naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz rzeczywistością, która co najmniej rani nas samych oraz naszych bliźnich.