Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Pismo święte chwali tańce damsko-męskie?

Gdy pobożnym katolikom przypomina się tradycyjne przestrogi autorytetów kościelnych, które wymierzone były przeciwko zabawom tanecznym niemal zawsze jako argument przeciwko tym naukom przywoływane są dwa biblijne przykłady, które wydają się aprobować tańce. Chodzi mianowicie o króla i proroka Dawida, który tańczył przed Arką Przymierza oraz o to, że Pan nasz Jezus Chrystus uczestniczył w weselu w Kanie Galilejskiej. Również w kilkunastu innych swych fragmentach Pismo święte przedstawia tańce w pozytywny sposób, jako wyraz zdrowej radości i oddawania chwały oraz dziękczynienia Panu Bogu (patrz, np: Psalmy 149: 3; 150; 4). Czy zatem, Ojcowie, Doktorzy i Święci Kościoła błądzili ganiąc tańce o charakterze świeckim, towarzyskim i damsko-męskim?

Zwolennicy stawiania znaku równości pomiędzy tańcami chwalonymi przez Biblię, a tańcami jakie od wieków rozpowszechnione są w naszym kręgu kulturowym czynią podstawowy błąd w zakresie rozumienia oraz definiowania danych pojęć . Otóż, przekładają oni nasze wyobrażenie tańców na tańce, które miały miejsce kilka tysięcy lat temu w innym kręgu kulturowym. Na podobnej zasadzie, ludzie, dla których tańce kojarzą się ze striptizem, go go czy pole dance mogliby twierdzić, że takowe tańce były przedstawiane w pozytywnym świetle przez Pismo święte. Oczywiście, to jest fundamentalne nieporozumienie utożsamiać nasze damsko-męskie tańce z tańcami obecnymi z Piśmie świętym. Jest to podstawowy błąd, gdyż nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że pozytywnie pokazane w Biblii tańce były pląsami damsko-męskimi w takim znaczeniu, w jakim są one obecne u nas. W żadnym bowiem fragmencie Pisma świętego opisującym tańce w pozytywnym świetle nie ma jakiekolwiek wzmianki o tym, by polegały one np. na wzajemnym trzymaniu się mężczyzn i kobiet za ręce, obejmowaniu się ich czy innego rodzaju dotykaniu. Gdy np. mowa jest o tańczącym przed Arką Przymierza Dawidzie to nie tam słowa o tym, by „wziął on jakąś niewiastę pod rękę”, „objął ją w ramionach” czy też w inny sposób dotykał w tańcu osoby płci żeńskiej. Co prawda jest mowa o tym, że niektóre z kobiet widziały taniec Dawida, a nawet zarzucały mu, iż się w owej czynności „obnażył” (2 Samuela 6: 20), jednak i tu nie widać wielkich podobieństw z naszymi tańcami. Dawid nie tańczył bowiem, by przypodobać się patrzącym niewiastom gracją swych tanecznych ruchów oraz zmysłowym wdziękiem swego ciała. Jak sam on wyznał „przed Panem będę tańczył” (2 Samuela 6: 21) , tak też jego intencją nie było tu przypodobanie się swym tańcem kobietom. Zarzut zaś, jakoby w owym tańcu się „obnażył” był przesadzony, gdyż Dawid nie rozebrał się w jego trakcie do naga ani nawet nie był przy tym prawie nagi.  Dawid tańcząc był odziany w lniany efod (patrz: 2 Samuela 6: 14), a więc dwie dość długie (bo sięgające kolan) płachty połączone paskiem na ramionach i związane w pasie. Podobnie, w żadnym miejscu, gdzie Biblia w pozytywny sposób pokazuje tańce, nie czytamy by polegały one na wzajemnym dotykaniu się kobiet i mężczyzn lub też, by były one czynione w celu zwrócenia na swą cielesną atrakcyjność uwagi osób płci przeciwnej. Na tym zaś właśnie polegają tańce popularne w naszej kulturze i cywilizacji, a więc tańce damsko-męskie.

Nie ma też  żadnych wiarygodnych podstaw, by twierdzić, iż w Kanie Galilejskiej były tańce DAMSKO-MĘSKIE. Do dziś wśród co bardziej konserwatywnych żydów nie ma takowych tańców (są tańce ROZDZIELNOPŁCIOWE), a co dopiero wówczas. Zresztą jeśli mamy być ściśli, to w biblijnym opisie wesela w Kanie Galilejskiej nie ma wzmianki o jakichkolwiek tańcach (czy to damsko-męskich czy rozdzielnopłciowych), choć znając kontekst kulturowy i historyczny możemy założyć, iż prawdopodobnie były tam tańce, jednak nie damsko-męskie, ale rozdzielnopłciowe. Niektórzy w tym miejscu mogą powołać się na wizję wesela w Kanie  przedstawioną w pismach błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich twierdząc, iż jednak były tam obecne tańce damsko-męskie. Jest to jednak poważna nadinterpretacja, gdyż wczytanie się w treść tej wizji przekonuje, iż nawet jeśli na weselu w Kanie były tańce, w których mężczyźni i niewiasty w pewien sposób uczestniczyli wspólnie, to i tak stopień bliskości w nich występujący był bardzo daleki od form bliskości, z jaką mamy my do czynienia w tańcach od wieków. Pozwolę sobie przytoczyć opis owych tańców, jaki przekazała bł. Anna Katarzyna Emmerich w swych objawieniach:

Zabawiano się także tańcami. Dzieci na przemian grały i śpiewały. Tańczono w rzędach, lub tworzono koła; tańcujący mieli w rękach chusteczki, którymi mężczyźni dotykali dziewic i na odwrót. Samą ręką nie dotykali się nigdy. (…) Dziewice miały na twarzy zasłonę, z boku nieco uchyloną. Szaty były dość długie, z przodu podpasane nieco sznurami. Tańcząc nie podskakiwano jak u nas, lecz raczej zakreślano chodem  rozmaite linie, poruszając przy tym rękami, głową i ciałem, stosownie do taktu muzyki (…). Tancerkami były tylko dziewice. Wszystko odbywało się w największym porządku, ze spokojem, lecz i z wesołością” [1] (podkreślenie moje – MS).

Pomijając już więc to, że objawienia bł. Anny Katarzyny nie cieszą się absolutną wolnością od błędu czy pomyłki [2], po prostu nie można porównywać znanych nam tańców damsko-męskich, w których trzymanie niewiasty ze ręce jest minimum cielesnej bliskości tam obecnej (a znacznie częściej pozwala się tam na o wiele więcej) oraz, gdzie niemal z zasady przyzwala się na mniej skromny i przyzwoity strój niż w innych okolicznościach, z tańcami, które być może miały miejsce w Kanie Galilejskiej, gdzie mężczyźni dotykali niewiasty co najwyżej za pomocą chusteczek i gdzie tancerki miały zakryte twarze.

 

Istnieje jednak owszem jeden przypadek tańca opisanego przez Biblię, który przypomina tańce damsko-męskie. Ten taniec został w Piśmie świętym pokazany raczej w negatywnym świetle.  Chodzi o  taniec Salome (którego  owocem była śmierć niewinnego i wielkiego Bożego proroka, św. Jana Chrzciciela) w odróżnieniu od tych powyższych tańców chwalonych przez Biblię taniec ten:
1. Nie był sprawowany na chwałę prawdziwego Boga i w kontekście związanego z tym przeżywania radości. Ten taniec był elementem można by powiedzieć świeckiej rozrywki (uczty).
2. Co prawda także ten taniec nie był damsko-męskim w sensie ścisłym i dosłownym (gdyż nie jest napisane, by Salome tańczyła z Herodem Antypasem), ale już w intencjonalnym znaczeniu tego słowa przypominał on bardzo takowy – niewiasta o imieniu Salome tańczyła bowiem przed mężczyzną Herodem Antypasem i jego gośćmi po to by mu się spodobać (a przynajmniej owocem tego tańca było to, że „spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom” – Mk. 6, 22).

Wychodzi zatem na to, że zły i występny taniec Salome najbardziej odpowiada temu, co dziś zwiemy „tańcami damsko-męskimi”, gdyż:
1. Był on elementem świeckiej rozrywki. A tańce damsko-męskie zazwyczaj są elementem świeckiej (bynajmniej w znaczeniu braku jakichś jaśniejszych odwołań do oddawania chwały Bogu i nadprzyrodzoności) rozrywki. Są one jej częścią do tego stopnia, że nawet niektórzy z „katolickich” obrońców pozamałżeńskich tańców oburzają się na wprowadzanie pląsów do liturgii katolickiej, nabożeństw czy modlitw, jasno sugerując, iż jest to mieszanie „sacrum z profanum”.
2. Taniec Salome był czyniony po to by zauroczyć nim przedstawiciela płci przeciwnej (Heroda Antypasa) i w efekcie owego tańca Salome „spodobała się” temu mężczyźnie i jego gościom. A przecież nawet poplecznicy pozamałżeńskich tańców d-m przyznają, że ów zwyczaj ma swój wymiar zalotny (np. mają się w jego wyniku kojarzyć małżeństwa). Nie mówiąc już o tym, że kulturoznawcy dość jasno mówią, iż tańce d-m zawierają w sobie mniejszą bądź większą dawkę erotyzmu i są one w świecie ludzi odpowiednikiem tego, co wśród zwierząt nazywa się „tańcami godowymi”.
Nie ma zatem co się dziwić, że autorytety kościelne tradycyjnie zwykły interpretować „taniec Salome” jako odpowiednik głównego nurtu tańców damsko-męskich.

 

Przypisy:

1. Cytat za: „Żywot i bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z tajemnicami Starego Przymierza według widzeń błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich z zapisków Klemensa Brentano. Tom I i II„, wydawnictwo Maria Vincit, Wrocław 2009, s. 285.

2. Na to, że w objawieniach bł. Anny Katarzyny Emmerich są pewne stwierdzenia co najmniej wątpliwe wskazuje choćby błędnie podana przez nią liczba osób jakie miały wejść do Arki Noego. Wedle tej błogosławionej do owej Arki miało wejść 120 ludzi, podczas, gdy Pismo święte mówi tu o zaledwie 8 osobach (1 Piotr 3: 20). To jednak, że w pismach bł. Anny Emmerich mogą być pewne błędy, nie znaczy, że generalnie rzecz biorąc zdecydowana większość treści tam zawartych jest błędna czy niebudująca.