Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy „kradzież” z ubóstwa jest wyjątkiem od Bożych przykazań?

Mimo, iż Magisterium Kościoła naucza, że od tzw. negatywnych norm moralnych (czyli tych z Bożych przykazań, których istotą jest zakazanie pewnych zachowań) nie ma absolutnie żadnych wyjątków, wielu katolików jest przekonanych o czymś zgoła przeciwnym. Mianowicie, katolicy, ogólnie rzecz biorąc, wydają się dziś uważać, iż od każdej (czy niemal każdej) Bożej zasady istnieją wyjątki, jeśli tylko przemawiają za tym pewne nadzwyczajne okoliczności. Jednym z częściej podawanych kazusów na rzecz tego twierdzenia jest tradycyjne przekonanie moralistów katolickich o tym, iż np. głodujący nędzarz może „ukraść” jedzenie, by nie zginąć z głodu. Usprawiedliwienie dla takowego czynu nie znajduje się zresztą tylko w wywodach tych czy innych teologów, ale zostało też ujęte w niektórych dokumentach Urzędu Nauczycielskiego Kościoła.  Czyż nie wygląda to na niezbity dowód potwierdzający, iż Magisterium akceptuje kradzież w ekstremalnych okolicznościach, o co za tym idzie, popiera etykę wedle której istnieją wyjątki od moralnych zakazów?

Mamy tu jednak do czynienia z nieporozumieniem. Otóż, Kościół katolicki wcale nie głosi, iż w pewnych wyjątkowych sytuacjach wolno jest dokonać kradzieży. Takowa opinia, choć jest bardzo popularna, to jednak nie znajdzie się jej w żadnym prawowiernym katechizmie albo podręczniku teologii moralnej. To co jest głoszone przez katechizmy i podręczniki teologii to stwierdzenie, iż nie każde zabranie cudzej rzeczy wypełnia znamiona kradzieży. Wystarczy przyjrzeć się temu choćby, co w tym względzie ma do powiedzenia Katechizm Kościoła Katolickiego:

 

Siódme przykazanie zabrania kradzieży, która polega na przywłaszczeniu dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela. Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i korzystanie z nich” (tamże, n. 2408) [1].

 

Z wyjątkiem od kradzieży mielibyśmy do czynienia wówczas, gdyby Kościół głosił, iż wszelkie zawłaszczenie cudzej własności jest kradzieżą, lecz mimo to człowiek ma prawo czasami to uczynić. Nauka katolicka nie utrzymuje jednak czegoś podobnego. Przeciwnie, żaden człowiek nie jest absolutnym władcą dóbr materialnych. Zostały mu one użyczone jedynie we władanie przez Wszechmogącego – ich absolutnego Pana i właściciela. Pan Bóg rozdzielając ludziom dobra doczesne dokonał tego, by służyły one również biednym i nędzarzom.

Święty Jan Chryzostom uczył:

„Niedopuszczanie ubogich do udziału w swych własnych dobrach oznacza kradzież i odbieranie życia. Nie nasze są dobra, które posiadamy – należą one do ubogich” („In Lazarum 1,6) [2].

Św. Grzegorz Wielki przypomina z kolei:

Gdy dajemy ubogim rzeczy konieczne, nie czynimy im ofiar osobistych, ale oddajemy im to, co należy do nich; spłacamy raczej powinność sprawiedliwości, niż wypełniamy dzieło miłości” („Regula pastoralis”, III, 21) [3].

 

Zabranie przez nędzarza rzeczy koniecznej do życia, nie jest więc kradzieżą, gdyż tak naprawdę, prawowicie należy ona do niego. Poza bowiem osobistym użytkowaniem danych rzeczy istnieje też ich powszechne przeznaczenie. Nie istnieje więc coś takiego jak „absolutnie nienaruszalne prawo do własności” (jak chcieliby tego liberałowie i libertarianie), gdyż prawo to jest ograniczone przez różne inne dobra. Na podobnej zasadzie zresztą, nie jest kradzieżą pobieranie przez władze cywilne podatków, choćby i nie każdy z obywateli chciał dzielić się pieniędzmi z państwem. Pieniądze z podatków mają bowiem służyć dobru wspólnym, a ten kto nie chce ich płacić, w nieracjonalny sposób dysponuje swą własnością – zabranie więc przez państwo części jego pieniędzy nie jest kradzieżą. 

Przenosząc zresztą wskazane wyżej zasady, można pokazać też, iż nie każde niszczenie cudzej własności stanowi pogwałcenie Bożego przykazania nakazującego szacunek dla cudzych dóbr. Na przykład, Pan Bóg niejednokrotnie nakazał niszczenie pogańskich bałwanów, mimo że przecież takowe rzeczy nie zawsze były niszczone za zgodą ich właścicieli. Również wielu Świętych Pańskich niszczyło pogańskie bożki i świątynie nie pytając o zgodę właścicieli tych rzeczy. Ostatecznie zaś, sam nasz Pan Jezus Chrystus przepędzając kupców ze Świątyni w Jerozolimie zdemolował ich handlowe stragany (Ewangelia św. Jana 11: 15 – 19). Jest dość prawdopodobne, iż w skutek tego niektóre z rzeczy owych ludzi mogły ulec częściowemu lub całkowitemu zniszczeniu, więc wówczas Zbawiciel byłby odpowiedzialny za naruszenie cudzej własności – przez co Swym własnym przykładem pokazał, iż szacunek dla prywatnej własności, choć jest ważny, to jednak nie absolutny i nie zawsze jej pogwałcenie stanowi naruszenie przykazania „Nie kradnij”.

 

Przypisy:

[1] Cytat za: „Katechizm Kościoła Katolickiego”, wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2002, s. 553.

[2] Cytat za: jw., s. 561.

[3] Cytat za: jw., s. 561.