Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Dlaczego Europa powinna przyjąć – na rozsądnych warunkach – muzułmańskich imigrantów?

Niemal cała prawica w naszym kraju jest zgodna co do tego, iż w obliczu aktualnego kryzysu imigranckiego, nie powinno przyjmować się do państw Europy żadnych muzułmańskich imigrantów z Bliskiego Wschodu i północnej Afryki. Dominującą narracją przeciwko muzułmańskiej imigracji jest nazywanie takowej mianem ” islamskiej inwazji” oraz nagłaśnianie różnych przypadków niewłaściwego czy nawet karygodnego zachowania się imigrantów, np. poczynając od niechęci do podejmowania przez nich pracy, molestowania kobiet, a skończywszy na aktach przemocy, a nawet terroryzmu w ich wykonaniu.

Ze swej strony, konsekwentnie przeciwstawiam się takiej narracji, twierdząc, iż kraje Europy, na rozsądnych zasadach i na miarę swych ekonomicznych możliwości powinny przyjmować jakąś część z napływających doń imigrantów z Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej, także w wypadku, gdy takowi przybysze wyznają islam. Poniżej w kilku punktach chciałbym uzasadnić takie, a nie inne swe stanowisko.

 

1. Mówienie o tym, że imigracja muzułmanów do Europy jest ich „inwazją” na ten kontynent stanowi semantyczne nadużycie. Aby móc rozsądnie coś takiego twierdzić należałoby wpierw udowodnić albo przynajmniej uprawdopodobnić, iż większość z tych przybyszy rzeczywiście ma wobec Europejczyków agresywne zamiary, albo też knuje dalekosiężne plany przejęcia przez muzułmanów władzy w Europie. Oczywiste jest jednak to, że nikt takiej tezy nie udowodni, ani nie uprawdopodobni, gdyż jest ona oparta na daleko posuniętych przypuszczeniach co do intencji przybyszy albo też niezbyt pewnych enuncjacjach medialnych przedstawicieli Państwa Islamskiego (IS). Co do tego ostatniego wątku, to w różnych kręgach prawicowych swego czasu nagłaśniane były rzekome wypowiedzi IS o tym, że „wyślą oni na łódkach do Europy tysiące muzułmanów”, jednak oficjalne deklaracje tej organizacji były utrzymane w całkowicie przeciwnym duchu. Jak pisze – w zresztą dość sceptycznym wobec imigracji – artykule pt. „Kto naprawdę stoi za falą migrantów szturmujących Europę?” p. Tomasz Otłowski: „samo IS oficjalnie oświadczyło, że ucieczka/emigracja (arab. hidżra) tych tysięcy muzułmanów do Europy to grzech i działanie zakazane (haram) w islamie. Według Państwa Islamskiego obowiązkiem tych ludzi jest raczej udanie się na hidżrę do samego kalifatu. Zachowanie takie postulował zresztą jeden z pierwszych numerów angielskojęzycznego periodyku propagandowo-informacyjnego IS – „Dabiq” – z lata 2014 roku. Poza tym IS nie byłoby w stanie – w sensie organizacyjnym i politycznym – sprowokować takiego masowego exodusu z Turcji, choć z pewnością może do pewnego stopnia stać za większym napływem imigrantów z Libii”.

Rzecz jasna, w przypadku uprawdopodobnienia okoliczności, iż dany imigrant rzeczywiście ma wobec mieszkańców Europy agresywne zamiary, nie powinno się mu udzielać azylu w Europie, lub też powinno się go takowego statusu pozbawić. Jednak niesprawiedliwym uogólnieniem i przesadą jest mówienie o ogóle muzułmańskiej imigracji jako formie inwazji bądź najazdu na Europę.

 

2. Choć mówienie o „inwazji imigrantów” jest nadużyciem, faktem pozostaje to, iż wraz z milionami muzułmańskich przybyszy może przedostać się do Europy garstka terrorystów. W zasadzie, należałoby powiedzieć, iż to już się stało, gdyż np. w zamachach w Paryżu z 13. 11. 2015 roku brało udział – obok miejscowych muzułmanów – także paru przybyłych wcześniej imigrantów z Bliskiego Wschodu.

Jaki jednak należy wyciągnąć z tej okoliczności wniosek? Nie wpuścić 10 tysięcy potrzebujących pomocy ludzi, gdyż wśród nich może znaleźć się 1 lub 2 terrorystów? Można myśleć i w ten sposób, ale wówczas należałoby też konsekwentnie domagać się np. delegalizacji handlu i spożywania alkoholu (albowiem większość morderstw, gwałtów i brutalnych przestępstw jest dokonywana pod jego wpływem) albo nawet zakazać poruszania się wszelkimi pojazdami mechanicznymi (gdyż rokrocznie w samej Polsce parę tysięcy ludzi ginie w wypadkach samochodowych). To raczej nie byłyby jednak zbyt mądre pomysły. Mimo wszystko, nie należy zakazywać alkoholu, tylko karać za pijaństwa i zachęcanie do takowych, mając tę smutną świadomość, iż tak czy inaczej za sporą część brutalnych przestępstw będzie odpowiadało nadużycie trunków. Nie powinno się też likwidować samochodów, pomimo tego, że jakkolwiek byśmy w inny sposób nie dbali o bezpieczeństwo na drogach, zawsze dojdzie do mniejszej bądź większej ilości groźnych wypadków z ich udziałem. Na podobnej zasadzie, mimo ryzyka, iż nawet przy bardzo dokładnym sprawdzaniu wpuszczanych do Europy imigrantów nie uda się wykryć wśród nich wszystkich potencjalnych bądź realnych terrorystów, nie należy w takim razie z samej zasady odmawiać azylu dla jakichkolwiek muzułmańskich przybyszów. Oczywiście, należy zrobić wszystko co możliwe, aby wspomniane ryzyko zminimalizować, ale z powodu niego nie należy wylewać przysłowiowego dziecka z kąpielą. Nie od rzeczy będzie tu zresztą przypomnieć o postawie samego Boga, który był gotów ocalić występną Sodomę i Gomorę jeśli pośród rzesz występnych i zdeprawowanych ich mieszkańców znalazłoby się choćby 10 sprawiedliwych (Rodzaju 18: 32).

 

3. Przeciwnicy przyjmowania jakichkolwiek islamskich imigrantów akcentują roszczeniowe postawy wśród nich obecne, a także niechęć do pracy mającą charakteryzować część z tych ludzi. Oczywiście, jak mówi Pismo święte „jeśli ktoś nie chce pracować niech też nie je” (2 Tymoteusz 3: 10) – stąd wniosek, że nie należy pomagać tym, którzy z samej zasady nie chcą pracować. Nie powinno się też okazywać materialnej pomocy wówczas, gdy takowa miałaby się okazać bliską i/lub bezpośrednią pomocą do grzechu (np. daje się komuś pieniądze na jedzenie, a ów obdarowany się za nie upija).  W tym też wyraża się rozumność i rozsądek okazywania chrześcijańskiego miłosierdzia, które nie ma utrwalać patologii i demoralizować.

Czy jednak przeciwnicy imigracji mogą z całą pewnością powiedzieć, iż lenistwo i roszczeniowość charakteryzują wszystkich muzułmańskich imigrantów? Rzecz jasna, że nie są w stanie tego stwierdzić i tego rodzaju sugestie nie mogą być traktowane w innych kategoriach niż niesprawiedliwe uogólnienia oraz pochopne i lekkomyślne osądy. Nawet, gdyby 80 procent imigrantów charakteryzowało się wyżej wymienionymi cechami, to przecież pozostaje 20 procent z nich, którym pomoc się należy. Rzeczą zaś odpowiednich instytucji jest wypracowanie takich procedur, których celem byłoby możliwie jak najbardziej skuteczne rozeznanie, którzy z imigrantów są leniami, a którym z nich chce się pracować i w związku z tym celem ich przyjazdu nie jest lekkie życie na przysłowiowym „socjalu”. 

 

4. Przeciwnicy przyjmowania do Europy jakichkolwiek muzułmańskich imigrantów mówią, iż praktyka ta oznacza wspieranie dążenia do przekształcenia naszego kontynentu w „islamski kalifat”. Takie założenie jest jednak problematyczne z wielu względów. 

Po pierwsze bowiem: jest dość wątpliwe, by większą część z przybywających do Europy imigrantów stanowili jacyś gorliwi muzułmanie. Jak już to można raczej domniemywać, iż wielu z nich to wyznawcy islamu dość „letni”, „umiarkowani”, przywiązani do swej religii bardziej ze względów rodzinnych i kulturowych aniżeli z głębokiego przekonania. Ci ludzie często wszak właśnie uciekają przed rządami gorliwych muzułmanów z IS. Gdyby sami takowymi żarliwymi wyznawcami islamu byli to bardziej logiczną postawą byłoby raczej pozostanie na terenach rządzonych przez IS. Co do zaś tego rodzaju „letnich” i „umiarkowanych” muzułmanów można mieć relatywnie silną nadzieję, iż nawrócą się oni na chrześcijaństwo albo też wychowają swe dzieci na niezbyt gorliwych wyznawców islamu. Pobyt zaś takich ludzi w Europie stwarza im więcej możliwości do nawrócenia się na wiarę chrześcijańską niż miałoby to miejsce w krajach ich pochodzenia. 

Po drugie: nawet, gdyby chrześcijaństwo w Europie było bardzo silne to w rozsądnych ilościach należałoby przyjmować muzułmańskich imigrantów między innymi właśnie po to, by móc łatwiej ich ewangelizować i nawracać. Wysyłanie misjonarzy chrześcijańskich do krajów muzułmańskich jest ze znanych względów mocno utrudnione, więc przyjmowanie muzułmanów do chrześcijańskiej Europy byłoby jedną z metod ich nawracania. 

Po trzecie: Europa obecnie jest raczej postchrześcijańska aniżeli chrześcijańska i w realnie dającej się przewidzieć perspektywie wpływy chrześcijaństwa na jej życie społeczne oraz publiczne będą raczej maleć. Już dziś w wielu krajach Europy większość mieszkańców stanowią ateiści lub agnostycy, a liczba osób regularnie chodzących do tego czy innego kościoła oscyluje pomiędzy 5 a 25 procent. Religia chrześcijańska napotyka też na coraz większe trudności ze strony rządzących, gdyż np. głoszenie biblijnej nauki o obrzydliwości homoseksualizmu jest w części krajów UE klasyfikowane jako przestępstwo „mowy nienawiści”. Jeśli ów trend się nie odwróci, to za jakieś 50 lat sytuacja na tych polach będzie zapewne wyglądała jeszcze gorzej. Można więc zapytać, czy aby na pewno napływ do Europy kilkuset tysięcy muzułmanów przyniesie jej więcej dobra czy więcej zła? Ktoś powie na to, że „nie leczy się dżumy cholerą”, ale ja nie traktowałbym błędów socliberalizmu i agnostycyzmu panujących w Europie jako zła takiego samego jak islam. Oczywiście, są różne aspekty tych wszystkich ideologii, filozofii i religii, tak też jedne z nich są „na plus” dla socliberalizmu, a inne stawiają od nich wyżej islam. Jednak w ogólnej i generalnej perspektywie wydaje się, że to islamska Europa byłaby lepsza od Europy zlaicyzowanej, socliberalnej i spod znaku „Gender” oraz LGBT. Na przykład, mimo wszystko lepiej jest być już wierzącym w jednego Boga muzułmaninem niż agnostykiem czy ateistą (choćby dlatego, że ma się wtedy większe szanse zbawienia). Podobnie, czymś mniej złym jest posiadanie czterech żon niż choćby jednego homoseksualnego „męża” z którym to razem można jeszcze adoptować dziecko. Islamski strój kobiet jest być może czasami lekką przesadą, ale i tak jest czymś nieporównywalnie lepszym od sposobu w jaki ubierają się Europejki. Życie chrześcijan w państwach rządzonych zgodnie z zasadami Koranu jest trudne, ale mogą oni mieć własne kościoły i do takowych chodzić, gdzie raczej nie cenzuruje się kazań chrześcijańskich duchownych. Tymczasem coraz bardziej realną wizją dla Europy jest to, że co prawda i pod rządami soc-liberałów chrześcijanie będą mogli chodzić do swych kościołów, jednak nie będą mogli oni tam słyszeć prawowiernej nauki na pewne kwestie. 

Po czwarte: to, że dziś nie będzie się wpuszczać do Europy muzułmanów samo w sobie nie przywróci na naszym kontynencie siły i żywotności chrześcijaństwa. Jeśli rodowici Europejczycy nie zaczną na nowo żyć wiarą swych przodków oraz mieć dużo dzieci, to nawet jeśliby się wyrzuciło z Europy wszystkich muzułmanów, czeka nas co najwyżej bardziej przyśpieszona oraz pogłębiona laicyzacja i dechrystianizacja.

 

Oczywiście, to wszystko nie oznacza, że należy przyjmować jakichkolwiek muzułmańskich imigrantów, nie patrząc na ich nastawienie do pracy, pokojowe lub agresywne zamiary czy też ekonomiczne zdolności danego państwa. Rzecz jasna, wszystkie te czynniki należy uwzględnić udzielając muzułmanom z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej azylu. Jest też kwestia odpowiedniej formy, w której należałoby pomagać tym ludziom – tu moim zdaniem najlepszą opcję podpowiedział papież Franciszek zachęcając wszystkie parafie Europy do przyjęcia po jednej rodzinie imigranckiej. Dlaczego jest to prawdopodobnie najlepsze z rozwiązań? Ano, dlatego, że rozsiewając muzułmańskich imigrantów po terenie całego kraju utrudnia im się tworzenie gett, zaś kładąc akcent na przyjmowanie całych rodzin zmniejsza się prawdopodobieństwo wystąpienia takich patologii jak terroryzm (gdyż ojciec rodziny ma znacznie pilniejsze sprawy na głowie niż obmyślanie planów zamachów).