Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Co kryje „Chata”?

Powieść autorstwa Williama Paula Younga (we współpracy z Waynem Jacobsenem i Bradem Cummingsem) pt. „Chata” z pewnością należy do szczególnych. Jest to bowiem jedna z tych książek, która przeszła drogę od chałupniczo wydanego maszynopisu rozprowadzanego wśród znajomych do światowego bestselleru. Według amerykańskiego tygodnika „Publishers Weekly” w drugiej połowie 2011 roku, powieść ta została przetłumaczona na 41 języków, zaś ilość wydrukowanych jej egzemplarzy przekroczyła 15 milionów1. W 2009 roku „Chata” została też po raz pierwszy wydana w Polsce i od tej pory cieszy się ona coraz bardziej wzrastającym zainteresowaniem także w naszym kraju. Trzeba też przyznać, iż autor miał dobry pomysł na napisanie tej książki. „Chata” przedstawia bowiem spotkanie człowieka, którego dotknęła wielka tragedia (Macka po tym jak jego mała córeczka została brutalnie zamordowana) z samym Bogiem w Trójcy świętej (ucieleśnionym jako troje ludzi) w wiejskiej chatce na odludziu. Tam Mack przebywa z Trójcą świętą w ciepłej, rodzinnej atmosferze, rozmawiając z Bogiem, między innymi, na tematy cierpienia, smutku, miłości, więzi międzyludzkich, a więc o wszystkim tym, co od wieków nurtuje i dotyka ludzi na całym świecie. William P. Young uwiarygodnił też treść swej książki, niedwuznacznie sugerując, iż została ona oparta, nie tylko na jego wyobrażeniach, przemyśleniach i fantazjach, ale na rzeczywistym wydarzeniu, które miało miejsce w życiu naprawdę istniejącego człowieka o imieniu Mack.

Wydaje się, iż powieść ta początkowo była popularna i czytana (choć też mocno krytykowana) głównie w kręgach protestanckich, a to choćby dlatego, że jej autor wywodzi się z tego środowiska wyznaniowego, a sposób narracji (choć już nie koniecznie szczegółowe treści w niej zawarte), w jakiej jest ona napisana także jest w dużej mierze charakterystyczny dla protestanckich pisarzy. Coraz częściej docierają jednak do mnie głosy, iż „Chata” zyskuje poczytność także w kręgach katolickich i o dziwo, w odróżnieniu od środowisk protestanckich, w których książka ta została poddana nieraz bardzo ostrej krytyce, pośród katolików jest przyjmowana prawie że bezkrytycznie. Właśnie z tego powodu, postanowiłem przybliżyć czytelnikom treść „Chaty” zwracając uwagę na pewne błędy, herezje i poważne dwuznaczności w niej zawarte. Cytaty z tej książki podaję za jej pierwszym polskim wydaniem z 2009 roku (wydawnictwo „Nowa Proza”).

Bóg Ojciec jako gruba Murzynka?

W omawianej powieści jedną z rzucających się i przyciągających uwagę czytelnika rzeczy jest niestandardowy i daleki od tradycyjnego sposób zobrazowania Trójcy Świętej. Chodzi zwłaszcza o pokazanie Boga-Ojca, jako kobiety-grubej Murzynki oraz Ducha Świętego ukazanego w roli niskiej skośnookiej Azjatki. Jedynie postać Jezusa Chrystusa została tu zaprezentowana w klasyczny i zasadniczo wierny biblijnej relacji sposób, a więc jako dojrzały mężczyzna semickiego pochodzenia. Czy jest coś błędnego w takim przedstawieniu Trójcy Świętej? Cóż, trudno jest tu doszukiwać się jakiegoś otwartego odejścia od chrześcijańskiej prawowierności, gdyż rzeczywiście wszechmogący i wiekuisty Bóg nie ma płci. Faktem jest również, iż choć Bóg jest w Piśmie świętym najczęściej opisywany za pomocą męskich rys i cech („Pan”, „Ojciec”, „Król”, „On”, „Sędzia”, „Oblubieniec”) to w niektórych jego fragmentach przyrównywany jest do troskliwej Matki; „kokoszy”, która troszczy się o swe pisklęta (Mt. 23, 37; Iz. 66, 13; Psalm 131, 2). Także tradycyjne dla naszego kręgu kulturowego obrazowanie Boga -Ojca, jako starego białego mężczyzny z długą siwą brodą, choć jest pewnego rodzaju próbą pokazania ludziom pewnych Bożych cech (odwieczność, powaga, majestat) to jednak nie musi być traktowane jako wyłączny i jedynie dopuszczalny tego sposób. Gwoli sprawiedliwości należy też oddać autorowi powieści, iż nieco tonuje on swoje żeńskie obrazowanie Boga-Ojca nazywając Go „Tatą” oraz w jednym z fragmentów pokazując Go jako starszego mężczyznę. Mimo to, przyjrzenie się szerszemu historyczno-religijnemu kontekstowi przedstawiania Boga głównie w żeńskich rysach i kategoriach (co jest czynione w „Chacie”) wywołuje pewien niepokój. Taki sposób obrazowania osób Boskich był typowy raczej dla religii pogańskich niż chrześcijaństwa. W historii mieliśmy wszak wiele bogiń – Asztarte, Wenus, Diana Izis, Kali – by wspomnieć tylko małą garstkę z nich. Dziś zaś, bardziej religijnie nastawione feministki mówią o „Matce Ziemi” i tym podobnych „żeńskich manifestacjach bóstwa”. Zważywszy na to wszystko, nie zaprzeczając temu, iż tak obie płcie zostały stworzone na obraz i podobieństwo Boga, jak i że Wszechmogący nie ma płci, trzeba z dużą ostrożnością podchodzić do takiego daleko posuniętego akcentowania kobiecych cech Stwórcy. Nie można też faktu przedstawiania przez Biblię Pana Boga głównie w męskich rysach sprowadzać głównie albo tylko do kulturowych uwarunkowań i pojęć natchnionych autorów (tak jakby byli oni „męskimi szowinistami”, którzy w ten sposób pisali o Bogu z pogardy dla kobiet). Prawdą jest wszak, iż Pismo święte było spisywane przez różnych ludzi, którzy przy tym używali także pewnych właściwych dla swoich czasów określeń i pojęć. Przede wszystkim nie należy jednak zapominać o tym, że Biblia jest całkowicie i absolutnie natchniona, bezbłędna i nieomylna, zawierając wieczne, uniwersalne i ponadkulturowe prawdy oraz zasady.

Cała Trójca stała się ludźmi?

O ile, powyższy sposób portretowania Boga można zaliczyć tylko do pewnego rodzaju niebezpiecznej dwuznaczności, o tyle już niektóre inne z wypowiedzi zawartych w „Chacie” na temat Trójcy Świętej są błędne i heretyckie. Jaskrawym tego przykładem są słowa, które Young wkłada w usta Boga-Ojca: „

Kiedy my troje przybraliśmy postać Syna Bożego, staliśmy się w pełni ludźmi. Pogodziliśmy się ze wszystkimi ograniczeniami, która ta decyzja za sobą pociągała. Choć zawsze byliśmy obecni w stworzonym przez nas wszechświecie, teraz staliśmy się ciałem i krwią” (s. 109).

Wiara katolicka mówi nam jednak, że to Syn Boży, druga Osoba Trójcy świętej stał się w pełni człowiekiem, przyjmując ludzką naturę, nie zaś także Bóg Ojciec i Duch Święty (jak twierdzi „Tata” z „Chaty”). W „Credo” wyznajemy słowa: „Przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem” tylko odnośnie Jezusa Chrystusa, a nie całej Trójcy świętej.

To ewidentne pomieszanie pomiędzy funkcjami i rolami poszczególnych osób Trójcy przenajświętszej wyraźnie widoczne jest też w następującej scenie i dialogu pomiędzy „Tatą”, a Mackiem:

Mack poszedł za jej wzrokiem i po raz pierwszy zauważył blizny na nadgarstkach, takie jak te, które zapewne miał Jezus, ślady po głębokich ranach. Pozwoliła mu dotknąć ich, a kiedy Mack w końcu podniósł wzrok, zobaczył, że po jej twarzy spływają łzy, żłobiąc wąskie ścieżki na policzkach oprószonych mąką„. ( s. 106) ;

Byliśmy tam razem. – Na krzyżu? – zdziwił się Mack. – Zaczekaj, myślałem, że go zostawiłaś (..) no wiesz…. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (…) Źle zrozumiałeś kryjącą się w tych słowach tajemnicę. Niezależnie od tego, co Jezus czuł w tamtym momencie, nigdy go nie opuściłem.(s. 106).

Z powyższego wynika, iż Bóg-Ojciec został ukrzyżowany razem ze swym Synem i że w żaden sposób nie opuścił Go w czasie Jego męki na Golgocie. To jednak nie zgadza się z jasnym nauczaniem Pisma świętego i Tradycji Kościoła na ten temat. W Katechiźmie św. Piusa X czytamy wszak, że:Jezus Chrystus cierpiał wyłącznie jako człowiek, gdyż jako Bóg nie mógł ani cierpieć, ani umrzeć2. W Księdze Izajasza w odniesieniu do męki Pana Jezusa napisane zaś zostało: „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem(tamże: 53, 10).

Władza, posłuszeństwo, religia, instytucje – potępione słowa?

Wypowiedzi, które Young przypisuje Bogu w „Chacie” przypominają też deklaracje ideowe anarchistów. Takie pojęcia jak: „władza”, „posłuszeństwo”, „religia” i „instytucje”, zawsze wypowiadane są przez powieściowego „Tatę” i „Jezusa” w wyraźnie negatywnym kontekście. Książkowy „Bóg” ciągle bowiem mówi: „Ja nie tworzę instytucji. Nigdy tego nie robiłem i nie będę robił(s. 198); „Ludzie są tak zagubieni, że nie są w stanie zrozumieć, że można żyć i pracować wspólnie, nie mając nad sobą przywódcy(s. 135); .„W uległości nie chodzi o władzę czy posłuszeństwo, tylko o miłość i szacunek(s. 162). Dla „Boga” z „Chaty” religia jest częścią „groźnej trójcy, która pustoszy ziemię(obok polityki i ekonomii – s. 198), zaś fakt, iż wszystkie ludzkie instytucje opierają się na zasadzie przywództwa komentuje słowami: „Jaka szkoda (…) To jeden z powodów, dla których prawdziwe relacje są dla was takie trudne(s. 135).

Zestawmy teraz powyższą skrajną niechęć do wszelkich instytucji, władzy, przywództwa, posłuszeństwa i religii z tym, w jakim duchu o tych wszystkich pojęciach wypowiada się Pismo święte i Tradycji Kościoła.

O władzy i przywództwie:

Bądźcie tedy poddani każdej ludzkiej władzy ze względu na Boga: czy to królowi jako najwyższemu zwierzchnikowi, czy namiestnikom jako posłanym przezeń ku pomście złoczyńców, a ku chwale dobrych” (1 Piotr,2, 13-14);

Nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione (…) ( Rz 13, 1 – 4);

Na czele każdego narodu Bóg postawił przywódcę” (Syr 17, 4);

Wyznajemy, że cesarzom i królom władza dana jest z Nieba” (św. Grzegorz Wielki, Epist. Lib. II);

Władza, której domaga się porządek moralny, pochodzi od Boga” ( Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1899).

O posłuszeństwie:

(Chrystus) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej(Flp 2, 8);

Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rzym. 5, 19);

Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe.” (Ef. 6, 1);

Szacunek synowski przejawia się w prawdziwej uległości i posłuszeństwie” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2216).

O religii:

Jaka religia jest prawdziwa, może z łatwością stwierdzić ten, kto roztropnie i otwarcie pragnie tę kwestię rozstrzygnąć; gdyż z wielu znamienitych dowodów, z potwierdzenia proroctw, z mnóstwa cudów, z bardzo szybkiego rozpowszechnienia się wiary wśród wrogiego świata i wbrew wszelkim przeszkodom, ze świadectwa męczenników i innych podobnych faktów wynika niezbicie, że jedyną prawdziwą religią jest ta, którą sam Chrystus założył, a opiekę o nią i troskę o jej rozpowszechnienie powierzył swemu Kościołowi(Leon XIII)3;

Na mocy obowiązku lojalności powinniśmy okazywać nasze przekonanie, że jest jedyna prawdziwa religia i że jest nią religia chrześcijańska, żywiąc nadzieję, że zostanie ona uznana za taką przez tych wszystkich, którzy szukają i czczą Boga (Paweł VI, encyklika „Ecclesiam suam” 111-112).

Nie mam ochoty robić z nich chrześcijan”

Niechęć powieściowego „Jezusa” do jakiejkolwiek religii znajduje swe odbicie także w tych słowach:

Ci, którzy mnie kochają, wywodzą się ze wszystkich systemów, jakie istnieją. Byli buddystami, mormonami, baptystami albo muzułmanami, demokratami i republikanami. Niektórzy z nich nie głosują, nie chodzą na niedzielne msze ani nie należą do żadnego Kościoła. Wśród moich wyznawców są mordercy i obłudnicy, bankierzy i bukmacherzy, Amerykanie, Irakijczycy, Żydzi i Palestyńczycy. Nie mam ochoty robić z nich chrześcijan, a jedynie pragnę pomóc im w przemianie w synów i córki Taty, w moich braci i siostry, w moich Umiłowanych!” (s. 202).

I znów widzimy tu przysłowiowe „pomieszanie z poplątaniem” … O ile swego rodzaju „anonimowe chrześcijaństwo”, które jest sugerowane w tej wypowiedzi można jeszcze uznać za jedną z uprawnionych teorii wyjaśniających możliwość zbawienia niechrześcijan, o tyle już faktyczna negacja misji ewangelizacyjnej, jaką Chrystus Pan powierzył Kościołowi stanowi ciężką herezję. Owszem, nie można wykluczyć, że osoby nie wierzące w sposób jawny i świadomy w Pana Jezusa, mimo tego faktu, zostaną zbawione przez najświętszą i najdroższą krew Chrystusa. Jest bowiem tajemnicą to, na ile poszczególni niechrześcijanie mieli możność poznać Dobrą Nowinę głoszoną im w dobry i prawidłowy sposób. W historii wszak do setek milionów niechrześcijan w ogóle nie dotarli ludzie zwiastujący im Ewangelię, a i względem tych spośród pogan, żydów i muzułmanów, którzy słyszeli o Panu Jezusie, można nieraz mieć poważne wątpliwości, czy Dobra Nowina została im przedstawiona tak, by prawdy w niej zawarte nie zostały zniekształcone tak mocno, iż rozpoznanie prawdziwego sedna Ewangelii, stało się dla nich praktycznie niemożliwe. O wszystkich tych z niechrześcijan, którzy z różnych powodów nie poznali Dobrej Nowiny, a mimo to (na miarę swego poznania) żyli w sposób dobry, bogobojny i sprawiedliwy, można powiedzieć, iż już byli „anonimowymi chrześcijanami” (tak jak Mojżesz, Abraham czy Dawid) i że jeśli tylko umarli w takim stanie zostali zbawieni przez krzyż Jezusa Chrystusa, mimo wyznawanych przez siebie błędów i herezji. Jest jednak zasadniczym błędem i nadużyciem przechodzić od możności zbawienia „anonimowych chrześcijan” do twierdzenia, iż nie jest wolą Chrystusa czynić z ludzi chrześcijan. Pan Bóg chce bowiem, by „wszyscy doszli do poznania prawdy(1 Tm. 2, 4), zostali ochrzczeni w imię Boga w Trójcy świętej jedynego (Mat. 28, 19; Dzieje Ap.2, 38), uwierzyli w Pana Jezusa (Dzieje Ap.16, 31), odwrócili się od marnych bożków (Ez. 14, 6; Dzieje Ap. 14, 15). To są jednak rzeczy, który czynią z ludzi chrześcijan.

Wszystko jest dozwolone?

William P. Young wkłada w usta Pana Boga też zdania deprecjonujące obowiązek przestrzegania Dekalogu. Ów zbiór Bożych przykazań nazywany jest tam: „lustrem, które pokazywało, jak brudna staje się twoja twarz, kiedy żyjesz niezależnie(s. 224), a gdy Mack pyta się w tym kontekście: „„Twierdzisz, że nie muszę przestrzegać zasad?(s. 225), „Bóg” mu odpowiada: „Tak. W Jezusie już nie podlegasz żadnemu prawu. Wszystko jest dozwolone.” (s. 225).

Autor „Chaty” nawiązuje w tym miejscu do jednej z nauk Marcina Lutra, wedle którego to, chrześcijanie nie są już zobowiązani do przestrzegania Bożych przykazań zawartych w „Dekalogu:”, gdyż Chrystus „pozbawił mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniach(Efez. 2, 15), przez co co zostaliśmy uwolnieni od „przekleństwa zakonu(Gal. 3, 11) i „wszystko (nam) wolno(1 Kor. 10, 23) – cytowane słowa są autorstwa św. Pawła Apostoła. Można powiedzieć, iż (między innymi) w osobach Lutra i Younga spełniły się św. Piotra, w których przestrzegał on, iż w listach św. Pawła znajdują się „sprawy trudne do zrozumieniai że niektórzy tłumaczą je opacznie na swoją zgubę (2 Piotr 3, 15).

Przyjrzenie się szerszemu kontekstowi tak nauczania św. Pawła, jak i całego Nowego Testamentu utwierdza bowiem w przekonaniu, iż w przytaczanych wersetach nie mogło chodzić o zwolnienie chrześcijan z powinności przestrzegania jakichkolwiek Bożych przykazań. Nasz Pan i Zbawca mówił wszakże, iż:

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie” (Jn. 14, 15);

A jeśli chcesz wejść do żywota, przestrzegaj przykazań” (Mat. 19, 17);

Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie” (Mat. 5, 17 – 18).

Z kolei Apokalipsa jako uczniów Pana Jezusa pokazuje tych, którzy „strzegą przykazań Bożych(Apok. 12, 17). Sam zaś św. Paweł w wielu miejscach nakazywał chrześcijanom strzec się złych czynów potępionych przez Dekalog i praktykować dobre czyny w nim nakazane. Gdy uświadomimy sobie jeszcze fakt, iż Apostoł ten w szczególny sposób walczył z tendencjami „judaistycznymi” pojawiającymi się w chrześcijańskich gminach, które wyrażały się w głoszeniu konieczności przestrzegania pewnych rytualnych i ceremonialnych przykazań Starego Testamentu (np. obrzezania, obchodzenia świąt Nowiu czy szabatu) łatwiej rozumiemy co rozumiał on poprzez słowa: „pozbawił mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniachczy „przekleństwo zakonu. Taka jest tradycyjna wykładnia chrześcijańska rozróżniająca pomiędzy Bożymi przykazaniami moralnymi (które jak najbardziej obowiązują), a przykazaniami rytualnymi i ceremonialnymi (które wraz ze śmiercią Chrystusa na krzyżu utraciły swą prawną moc). Ta interpretacja została też wyrażona w licznych aktach Magisterium Kościoła, między innymi w Katechizmie  Jana Pawła II, gdzie czytamy:

dziesięć przykazań obowiązuje chrześcijan i (…) człowiek usprawiedliwiony jest w dalszym ciągu zobowiązany do ich zachowywania(n. 2068);

Dziesięć przykazań, będąc wyrazem podstawowych powinności człowieka względem Boga i względem bliźniego, objawia w swojej istotnej treści poważne zobowiązania. Są one ze swojej natury niezmienne i obowiązują zawsze i wszędzie. Nikt nie może od nich dyspensować(n. 2072).

Bóg, który nie karze

Bóg” autorstwa Younga sugeruje, iż nie ma czegoś takiego jak Boży gniew i kara. Ta myśl widoczna jest w poniższym dialogu Macka z „Tatą”:

Ale jeśli jesteś Bogiem, czy to nie ty wylewałeś czaszę gniewu na ziemię i wrzucałeś ludzi do ognistego jeziora? (…) Naprawdę nie lubisz karać tych, którzy sprawiają ci zawód?

(…) – Nie jestem taka, jak myślisz, Mack. Nie muszę karać ludzi za grzechy. Grzech sam w sobie jest karą, pożera cię od środka. Nie chcę go piętnować, tylko plenić” (s. 132).

Autor powieści (świadomie bądź nie) wyraził w ten sposób popularny dla dzisiejszych teologów pogląd, jakoby Bóg nigdy nie karał grzeszników, a wszelkie cierpienia i nieszczęścia związane z nieprawościami przez nas czynionymi, są tylko i wyłącznie rodzajem „samo-karania” się złoczyńców, nie zaś realizacją Bożego gniewu wymierzonego w zło i złych. Zwolennicy tego poglądu lubią w celu jego zobrazowania  używać następującego porównania:Mama zakazuje dziecku sięgać po słoik ze słodyczami, dziecko jest jednak nieposłuszne mamie i łamiąc zakaz rozbija słoik, kalecząc się przy tym i ponosząc złe konsekwencje swego nagannego zachowania. To jednak nie mama karze dziecko za nieposłuszeństwo, ale ono samo, w pewien sposób wymierza sobie karę.

Taka interpretacja „Bożego gniewu i karaniachoć jest miła dla uszu, to jednak lekceważy otwarcie jasną wymowę wielu biblijnych stwierdzeń, a także wypowiedzi Magisterium Kościoła. Oczywiście, to prawda, że „grzech sam w sobie jest karą, gdyż w jego logikę jest wpisana destrukcja, którą za sobą pociąga, ale nie zmienia to faktu, iż Pan Bóg sam też aktywnie wymierza karę niegodziwcom i złoczyńcom. W Piśmie świętym czytamy wszak, że Bóg jest „mścicielem(1 Tym. 4, 6.), do którego „należy pomsta( Hebr. 10, 30), który „ukarze wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki(Judy 1, 15 ) i „odda tym, którzy oddają się nieprawości gniew i oburzenie(Rzym. 2, 5-8). Katechizm św. Piusa X nauczając o tzw. grzechach wołających o pomstę do nieba, wyjaśnia zaś:

„O grzechach tych mówi się, że wołają o pomstę do nieba, ponieważ tak uczy Duch Święty i ponieważ ich niegodziwość jest tak wielka i tak oczywista, że skłaniają Boga, by wymierzał za nie najsurowsze kary”4.

Bardzo dwuznaczne są także wypowiedzi powieściowego „Boga” odnośnie tzw.poczucia winy:

Nie odkryjesz tego przez poczucie winy, potępienie czy przymus, tylko poprzez miłość” (mowa o Bożej dobroci i miłości) (s. 140). ;

Poczucie winy nigdy nie pomoże ci znaleźć wolności we mnie. Najlepsze, czego jest w stanie dokonać, to utrudnić ci przyjęcie jakiejś innej etyki narzuconej z zewnątrz. Ja działam wewnątrz”; (s. 208).

Synu, nie chodzi o zawstydzenie ciebie – rzekł Tata łagodnym i krzepiącym tonem. – Ja nie upokarzam, nie budzę poczucia winy, nie potępiam. Takie metody nie przysparzają cnót ani prawości i dlatego zostały przybite do krzyża razem z Jezusem” (s. 248).

Co jednak należy rozumieć przez „poczucie winy”, które rzekomo nie pochodzi od Boga i nie pomaga wzrastać w cnotach i prawości. W samej „Chacie” nie zostało to bliżej wyjaśnione, oprócz sugestii, iż „poczucie winy” jest związane ze wstydem, upokorzeniem i potępieniem. Sięgnijmy zatem do jednej z popularnych definicji „poczucia winy”, którą można przeczytać na internetowej Wikipedii. Jest to zatem:stan emocjonalny powstający w sytuacji uświadomienia sobie popełnienia czynu prawnie albo moralnie niedozwolonego. Związane jest zwykle z chęcią zadośćuczynienia i poddania się karze (…)”5.

Jakkolwiek w pewnych szczegółach definicje „poczucia winy” mogą się od siebie różnić, to w dużej mierze pokrywają się one z tradycyjnie chrześcijańskim rozumiem „skruchy i żalu za grzechy”. Należy bowiem przyznać się do popełnionych przez siebie nieprawości (innymi słowy: uznać swoją zań winę), wstydzić się za nie, smucić się z ich powodu, pragnąć naprawić złe ich skutki oraz być gotowym ponieść należną za nie karę. Taka jest mniej więcej katechizmowa definicja skruchy, która pomaga nam wrócić do Boga. W Piśmie świętym też czytamy: „Zasmuciliście się bowiem po Bożemu, tak iż nie ponieśliście przez nas żadnej szkody. Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się [potem] nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć” (2 Kor 7, 9-10) oraz o tym, że Duch Święty „gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie(Jn. 16, 8).

Oczywiście dobrze pojęta skrucha nie zasadza się na uczuciach i emocjach (choć i one mogą jej towarzyszyć), ale na odpowiednim nastawieniu woli, zaś właściwym jej owocem jest powrót do miłosnej więzi z Bogiem, nadziei i radości płynącej z odzyskania Bożej łaski, nie zaś sado-masochistyczne coraz to dalej idące pogrążanie się w smutku, bólu i cierpieniu związanym z wyrzutami sumienia. „Poczucie winy” pojmowane w ten ostatni sposób oczywiście jest błędne i nie pochodzi od Pana Boga. Czymś bardzo niebezpiecznym i dwuznacznym jest jednak owe „wylewanie dziecka z kąpielą”, które autor „Chaty” stosuje wobec samego pojęcia „poczucia winy” i „zawstydzenia” bez rozróżnienia, które z ich odcieni są dobre, a które złe.

Zatruty sok czy ryba z ościami?

Choć w tym tekście skoncentrowałem się na błędach, herezjach i poważnych dwuznacznościach zawartych w „Chacie” nie twierdzę, ani nie sugeruję, że nie ma w jej treści niczego dobrego. Oczywiście, że jest tam dużo dobrych, budujących i wartościowych myśli oraz spostrzeżeń. Jasnym jest też fakt, iż praktycznie rzecz biorąc prawie wszystkie książki pisane przez ludzi z samej natury rzeczy będą zawierać mniejszą bądź większą dawkę pewnych błędów i dwuznaczności. Na przykład w „Opowieściach z Narnii” znajdują się fragmenty, które wyrażają sympatię dla pogańskich bożków, a w „Trylogii” Sienkiewicza są wątki mogące być w łatwy sposób interpretowane, jako wyrażenie pobłażliwości wobec pijaństwa czy kłamstwa. Nie rzecz jednak w tym, by przy istnieniu w danej książce jakichkolwiek błędnych lub dwuznacznych treści od razu przestrzegać przed nią innych i wpisywać ją na coś w rodzaju „mentalnego indeksu ksiąg zakazanych”. Od tego mamy wszak rozum i rozsądek, by czytać książki uważnie i nie brać dokładnie wszystkiego co w nich jest napisane za prawdziwe i dobre, zachowując przy tym uznanie i szacunek dla tego co rzeczywiście jest w nich budujące i wartościowe. Nieraz zaś jest tak, iż generalnie rzecz biorąc uznajemy daną książkę za dobrą i godną polecenia, mimo świadomości, iż niektóre zapisane w niej zdania, są obiektywnie rzecz biorąc niebezpieczne. Można powiedzieć, że do takich książek podchodzimy niczym do świeżych i smacznych ryb – ich mięso zjadamy, ości zaś wyjmujemy i wyrzucamy. Są jednak i takie dzieła pióra, które bardziej od ryb z ościami przypominają sok pomarańczowy mocno wymieszany z silnie działającą trucizną. Takiego soku wypić się bezpiecznie dla zdrowia nie da. Mimo znajdujących się tam jeszcze witamin, jest bowiem w nim jednocześnie tak silna i nie dająca się usunąć trucizna, że postępowanie z nim tak jak z rybą zawierającą ości, stanowiłoby skrajną głupotę i niedorzeczność. Mądrość i rozsądek przy doborze i polecaniu lektury innym, polega właśnie na tym, by pośród książek rozróżniać te, które są rybami z ościami od tych pełniących funkcję zatrutego soku. Pozostaje zatem pytanie: do której z tych kategorii zakwalifikować omawianą powieść Williama P. Younga? Cóż, wedle mego rozeznania i opinii, natężenie zawartych w „Chacie” błędów i herezji pozwala na traktowanie jej raczej jako „zatrutego soku” niż „ryby z ościami”. Nawet jednak, gdybyśmy potraktowali tę książkę łagodnie, a więc jako „rybę z ościami”, dobrze jest wiedzieć, że akurat ta konkretne ryba ma bardzo dużo sprytnie ukrytych i ostrych ości i niemal przy każdym kęsie trzeba uważać by jedząc jej mięso nie pokaleczyć sobie języka.

 

Przypisy:

2Cytat za: Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006, s. 36, Rozdział IV, pytanie 3.

3Patrz: ASS, XVIII (1885), s. 164.

4Cytat za: Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006, s. 207, część V.

5Patrz: http://pl.wikipedia.org/wiki/Poczucie_winy