Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Nadużycie liturgiczne w kościele ks. Tadeusza Rydzyka

Od kilku miesięcy w liturgicznym użytku funkcjonuje zbudowane na obrzeżach Torunia Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II. Jest to kościół zbudowany w dużej mierze dzięki inicjatywie i zachętom znanego polskiego redemptorysty, o. Tadeusza Rydzyka. Dlatego też, choć w sensie ściśle formalnym ks. Rydzyk nie jest właścicielem tego obiektu, nazywam ów skrótowo mianem „kościoła ks. Rydzyka”.  Na tle nowoczesnej architektury kościelnej Sanktuarium to wygląda naprawdę pozytywnie. Utrzymywane w klasycznym stylu obrazy i rzeźby, harmonijność stylu, itp., pozwala nazwać wystrój tego kościoła „tradycyjnym” w odróżnieniu od skłonności do brzydoty i dziwactw obecnych w architekturze kościelnej ostatnich kilkudziesięciu lat. Niestety jednak w tej przysłowiowej „beczce miodu”, którą oferuje nam „kościół ks. Rydzyka” znalazło się też kilka dość dużych „łyżek dziegciu”, o których napiszę poniżej.

Otóż, w nawie tego kościoła znajdującej się bezpośrednio nad jego prezbiterium wisi wielkie malowidło, na którym umieszczone zostały wizerunki różnych historycznych postaci, które w ten czy inny sposób były istotne dla naszego, polskiego dziedzictwa narodowego. Obok kilku znanych polskich świętych i błogosławionych, na owym obrazie pokazano też takie nieżyjące już osoby jak: Adam Mickiewicz, Józef Piłsudski czy Roman Dmowski. Coś takiego należy ocenić jasno, jako liturgiczne, a także doktrynalne nadużycie. Po pierwsze bowiem, jest rzeczą bardzo, ale to bardzo wątpliwą umieszczenie we wnętrzach obiektów kościelnych wizerunków osób, co do których Kościół nie pozwolił (jak w wypadku błogosławionych), ani nie polecił (w przypadku świętych) okazywania im specjalnego publicznego szacunku (zwanego też mianem „publicznego kultu”).  A już w ogóle, trudno jest uzasadniać dekorowanie za pomocą obrazów takich ludzi  bezpośredniego sąsiedztwa najważniejszej części kościoła, jaką jest prezbiterium. Budynki sakralne – jak zresztą już sama ich nazwa na to wskazuje – mają eksponować rzeczywistość nadprzyrodzoną, dlatego jest w nich miejsce na obrazy i rzeźby tych, co do których można mieć mniejszą bądź większą pewność, iż znajdują się już oni w chwale niebieskiej. Takimi osobami są zaś oficjalnie ogłoszeni przez Kościół błogosławieni i święci. Co więc powiedzieć o dekorowaniu okolic prezbiterium malowidłami ludzi, którzy nie dość, że nie zostali ogłoszeni świętymi czy błogosławionymi, ale jeszcze ich życie i poglądy nieraz bardzo odbiegały od ortodoksji i wzoru moralnego postępowania? Co powiedzieć wszak o Adamie Mickiewiczu, który np. usprawiedliwiał spirytyzm oraz rewolucją francuską w swych dziełach, a na dodatek był notorycznym cudzołożnikiem? Albo o Józefie Piłsudskim próbującym dokonać zabójstwa cara Rosji (legalnie przecież rządzącego częścią naszego kraju), popleczniku wolnomularstwa, uczestniczącym w sesjach wywoływania duchów zmarłych, którego rządzący zwolennicy z obozu sanacji zalegalizowali w Polsce homoseksualizm oraz – w niektórych przypadkach – zabijanie nienarodzonych dzieci? Trudno też w zdecydowanie innych kategoriach mówić o Romanie Dmowskim, który przez większą część swego życia był agnostykiem.  Rzecz jasna, nie znamy pośmiertnego miejsca przebywania np. Mickiewicza czy Piłsudskiego i dlatego powinniśmy życzyć im, by znaleźli się w Niebie, ale co jeśli jednak trafili oni do piekła na wieczne męki? Czy jest rzeczą właściwą eksponować w kościele wizerunki osób co których istnieje dość poważne niebezpieczeństwo, iż mogą one znajdować się teraz nie w towarzystwie Boga i świętych lecz wprost przeciwnie?

Ktoś może jednak powiedzieć, że praktyka umieszczania we wnętrzach kościołów wizerunków osób niekanonizowanych i niebeatyfikowanych jest już spotykana od kilku wieków. Argument ów jednak jest słaby, gdyż to, iż w części kościołów przez dłuższy czas coś robiono nie znaczy od razu, że to było dobre i zgodne z duchem oraz literą tradycyjnej dyscypliny kościelnej. W końcu prawo i zasady łamie się nie od dziś nie tylko w społecznościach cywilnych ale również w społecznościach kościelnych. Przykładowo, przez kilka wieków w Kościele przyzwalano na kastrowanie chłopców po to by mogli oni ładniej śpiewać w watykańskim chórze kościelnym, ale sam fakt trwałości tego zwyczaju nie oznaczał jego godziwości.
Poza tym istnieje pewna różnica pomiędzy umieszczeniem wizerunku jakiejś nie-kanonizowanej osoby np. w przedsionku kościoła czy jego podziemiach, a umieszczaniem takowego w jego wnętrzu czy bezpośrednich okolicach prezbiterium. Istnieje też pewna różnica pomiędzy umieszczaniem wizerunków osób co prawda nie-kanonizowanych, jednak znanych z pobożności i cnotliwości, a takich, które odznaczały się czymś wręcz przeciwnym. Nie mówię, że umieszczanie takowych wizerunków jest dobre, ale to inny ciężar gatunkowy nadużycia.

Cała ta sprawa pokazuje zaś głębszy niż „tylko” kwestia umieszczania w kościołach niestosownych wizerunków problem religijnej formacji środowisk skupionych wokół o. Tadeusza Rydzyka. Tą bolączką jest bowiem wyraźny przerost i przeakcentowanie treści patriotycznych i narodowych  w religijnym oraz moralnym przekazie płynącym z takowym kręgów. Dla tych środowisk Pan Jezus, który stał się dla naszego zbawienia człowiekiem żydowskiego pochodzenia, lepiej by było chyba, aby stał się Polakiem mającym uczynić sobie z Polski nowy naród wybrany. Trudno wszak wytłumaczyć fakt, że nawet z obiektów sakralnych czyni się środek propagowania polskiej tradycji, kultury i historii. Owszem, samo w sobie, nie byłoby w tym nic złego, jednak kościoły ze swej natury nie są miejscem do tego przeznaczonym. One mają być symbolicznym przedsionkiem rzeczywistości nadprzyrodzonej, a nie narzędziem propagującym dziedzictwo tego czy innego narodu.