Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Kto bardziej zasługiwał na śmierć? „Geje” czy członkowie PPR/PZPR?

Po mym artykule na temat zamachu w Orlando, w którym w pewien sposób zrównałem Omara Mateena, sprawcę dokonanego tam samosądu z działaniami „Żołnierzy Wyklętych”, którzy również na własną rękę zabijali nie tylko uzbrojonych członków LWP, milicjantów, etc., ale również cywilów należących do PPR, PZPR, będących urzędnikami państwowymi, nauczycielami w szkołach, w niektórych miejscach rozpętała się istna burza. Jednym z głównych zarzutów stawianych mym wypowiedziom na ów temat było stwierdzenie, które można by ująć w następujących słowach: „Jak można porównywać zabijanie biednych pogubionych ludzi, jakimi są homoseksualiści z egzekucjami dokonywanymi na zdrajcach narodu i kolaborantach, jakimi byli członkowie PPR i PZPR?!?„.

Otóż, mam złą wiadomość dla autorów tego oburzenia. Mianowicie, nie tylko, że można porównywać te dwie sytuacje, ale tak naprawdę samowolne zabijanie aktywnych homoseksualistów jawi się jako mniej złe niż samowolne zabijanie członków PPR, PZPR, urzędników PRL, nauczycieli ówczesnych szkół, etc. A to dlatego, że zabijanie za czyny homoseksualne nie jest wewnętrznie i absolutnie złe. Więcej nawet, jeśli jest to czynione na mocy ustanowionego przez władze cywilne prawa i po przeprowadzeniu odpowiedniego procesu sądowego może być nawet to czymś moralnie dobrym. Sam bowiem Bóg nakazał rządzącym wymierzanie kary śmierci za homoseksualne czyny dając Mojżeszowi następujące polecenie: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak obcuje się z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, ich krew (spadnie) na nich” (Kapłańska 20: 13).  Owszem, nie wszystkie z przykazań Starego Testamentu obowiązują chrześcijan, jednak skoro Bóg jest niezmienny (Malachiasz 3: 6) i „nie ma w nim żadnej ciemności” (1 Jana 1: 5), to nie można mówić, że coś co niegdyś On sam wprost nakazał czynić, dziś jest zawsze i wszędzie złe. Poza tym Słowo Boże mówi: „Nikomu On nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Mądrość Syracha 15: 20), a gdyby karanie śmiercią za homoseksualizm było samo w sobie złe, słowa te stanowiły by kłamstwo (gdyż wtedy Bóg w istocie nakazałby ludziom grzeszyć). Jeśli zaś chodzi, o wyżej wymienione przykazanie Starego Przymierza to było ono przez wieki z poparciem autorytetu Kościoła aplikowane już pod rządami Nowego Zakonu. Można nawet powiedzieć, iż pewnego rodzaju rewolucją jaką wniosło chrześcijaństwa do naszej cywilizacji, była właśnie zachęta do takiego surowego karania homoseksualnych uczynków. Wszak, to po upadku pogaństwa w Imperium Rzymskim, z inspiracji biskupa Mediolanu, św. Ambrożego, rządzący nim wprowadzili karę śmierci przez spalenie na stosie za aktywny homoseksualizm, podczas gdy wcześniej ów występek był tam traktowany z dużą dozą wręcz przyzwolenia. Osobiście, co prawda uważam, iż władze cywilne winny karać czynny homoseksualizm w łagodniejszy sposób, ale z pewnością nie odważyłbym się potępiać tych rządzących, którzy zdecydowali się ów prześladować za pomocą kary śmierci, gdyż w ten sposób de facto potępiałbym Boga. Jeśli bowiem coś mogło być dobre w oczach Boga za czasów Mojżesza, to nie może być zawsze złe i niemoralne współcześnie.

Oczywiście, zamachowiec z Orlando nie uczynił dobrze zabijając przebywających w barze „gejów”, gdyż nie był do tego upoważnionym przez rządzącą jego krajem władzę. To był więc z jego strony klasyczny samosąd. Poza tym, o ile pomiędzy orzeczeniem przez sąd kary śmierci a jej wykonaniem upływa pewien okres czasu, w którym skazany nań ma wiele okazji do refleksji nad swym życiem oraz wyrażenia skruchy za zło, które czynił, to trudno o czymś takim mówić w przypadku nagłego samosądu, przez co można powiedzieć, iż taki gwałtowny akt w pewien sposób utrudnia jego ofiarom nawrócenie się (w przeciwieństwie do kary głównej). Wreszcie, nie jest powiedziane, że ofiarą samosądu dokonanego przez Mateena musieli paść tylko aktywni homoseksualiści i lesbijki – w takim miejscu mogły się wszak znajdować osoby niezaangażowane w tę obrzydliwość, np. zatrudnione tam sprzątaczki, albo też osoby głupie, nieroztropne, np. młode dziewczęta które przyszły tam z głupiej ciekawości odnośnie tego jak wygląda zabawa w gejowskim klubie. Z tych powodów czyn Mateena był zły. Nie było nim jednak samo zabicie aktywnych homoseksualistów, ale to, że uczynił to w sposób samowolny oraz mogący narazić na śmierć osoby w rzeczywistości nie będące winnymi takich czynów.

O ile jednak Bóg polecił karanie homoseksualizmu śmiercią, o tyle nie uczynił tego w stosunku do bycia członkiem PPR, PZPR, sprawowania funkcji urzędniczych w nielubianym przez kogoś państwie. Ba, w Piśmie świętym nie ma nawet polecenia karania śmiercią za ogólnikowo pojętą „zdradę narodową” czy „kolaborację”, a jeśli już to niektórzy ze zdrajców swego kraju (np. Rahab) oraz kolaborantów (np. Daniel) są ukazywani w Biblii jako bohaterowie wiary. Oczywiście, w samym Piśmie świętym siłą rzeczy nie mogło być nakazu karania śmiercią za wstąpienie do PPR, PZPR czy udział w aparacie państwowym PRL, gdyż w czasie gdy Biblia była spisywana takowych organizacji i instytucji po prostu nie było. Jednak nawet, gdyby dokonać interpretacji rozszerzającej pewnych występków, które Bóg nakazał karać śmiercią, a więc np. potraktować namawianie do „pójścia za cudzymi bogami” jako również ateizm, albo też głoszenie „fałszywych proroctw” jako głoszenie komunizmu, to i tak byłoby bardzo problematyczne zakwalifikowanie do takich kategorii członkostwa w PPR, PZPR, bycia urzędnikiem publicznym w PRL, etc. Różne były bowiem motywacje, cele i poziom świadomości ludzi wstępujących do wymienionych organizacji i instytucji w czasie zbrojnej działalności „Żołnierzy Wyklętych”. Trudno np. powiedzieć, by wstąpienie do PPR-u w latach 1945 – 1948 oznaczało faktyczne popieranie światopoglądu ateistycznego, skoro w tym okresie władze tego ugrupowania w sposób jawny nie promowały ateizmu i antychrześcijaństwa, a sam Bierut publicznie uczestniczył w uroczystościach religijnych. Nawet jeśli chodzi o popieranie komunizmu to akces do PPR oraz PZPR nie musiał tego oznaczać, gdyż przynajmniej w pierwszych latach funkcjonowania „Polski Ludowej” owe ugrupowania unikały eksponowania otwartych nawiązań do komunizmu, a bardziej akcentowały hasła postępu, odbudowy ojczyzny, ulżenia doli robotników i chłopów. Kontrowersyjne jest również stawianie znaku równości pomiędzy przystąpieniem do PPR i PZPR albo przyjęciem urzędniczych posad w PRL a aktem narodowej zdrady i „kolaboracji z okupantem”. Nasz kraj znajdował się bowiem wtedy w złożonej i wieloaspektowej rzeczywistości społeczno-politycznej, Polacy byli zmęczeni wieloletnią wojną często upatrując w nowym stanie rzeczy nadziei na odbudową naszej ojczyzny, a sowiecka armia było, nie było, ale siłą rzeczy wyzwoliła Polskę z rąk dotychczasowych jej okupantów. Przynajmniej zatem w sferze intencjonalnej, wstąpienie do PPR, PZPR albo aparatu urzędniczego nowej władzy nie musiało równać się chęci szkodzenia naszemu krajowi. Zresztą, czy obiektywnie rzecz biorąc można mówić o akcie „zdrady narodowej” np. w sytuacji, gdy państwowy urzędnik rozdzielał ziemię z reformy rolnej, albo też podejmował trud walki z analfabetyzmem? Czy takie działania również zasługiwały na karę śmierci i to jeszcze samowolnie orzekaną i wymierzaną?

Rozumiałbym i jakoś tam szanował, gdyby ktoś krytykował mój poprzedni artykuł twierdząc, iż równie złe jest zabijanie w aktach samosądu tak homoseksualistów, jak i członków PPR oraz PZPR. Jeśli jednak ktoś oburza się na to pierwsze, a usprawiedliwia to drugie zachowanie, to tylko pokazuje w ten sposób, jak bardzo pokręcone i dalekie od biblijnego pojmowanie moralności wyznaje. Taki człowiek jest po prostu zaślepiony, a jego pogląd w tej sprawie nie wynika z racjonalnej i logicznej analizy obu tych sytuacji, a jest wynikiem uprzedzeń. Innymi słowy, mamy tu do czynienia ze swego rodzaju moralnością Kalego, a więc: „Kiedy Arab i islamista zabija w samosądzie to jest źle. Kiedy jednak Polak-katolik zabija w samosądzie to dobrze„.