Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Biblia jest „obsceniczną księgą”?

Co pewien czas słyszy się o różnych wypowiedziach oraz akcjach co bardziej wojujących ateistów, których sens można sprowadzić do nazywania Biblii „obsceniczną księgą„.

Niezwykle wymownym tego wyrazem była działania ateistycznie nastawionych studentów z uniwersytetu Teksas w USA, którzy w odpowiedzi na akcję swych chrześcijańskich kolegów polegającą na rozdawaniu egzemplarzy Pisma świętego, odwdzięczali im się, poprzez wręczanie pism porno. Ową antychrześcijańską akcję ludzie ci nazwali „Obscena za obscenę„, uzasadniając to twierdzeniem, jakoby na kartach Biblii, znaleźć można było, niewiele mniej drastycznego zła co w magazynach pornograficznych. Porównywanie Pisma świętego do pornografii z pewnością nie jest przekonywujące dla ogółu społeczeństwa. Trudno jednak nie zauważyć, że mniej drastyczne próby swoistego obniżania wiarygodności Pisma świętego odnośnie moralności, znajdują swój posłuch w znacznie szerszych kręgach społecznych, aniżeli tylko wojujący bezbożnicy. Zwłaszcza bowiem w odniesieniu do Starego Testamentu twierdzi się, iż w swej niejednej części ocieka wręcz on krwią, seksem, a nieraz wręcz ma on usprawiedliwiać relacjonowane w nim złe uczynki. Gdyby rzeczywiście sprawy się tak miały, to nie istniałaby większa różnica pomiędzy lekturą Pisma świętego, a spędzeniem wieczoru przed telewizorem, gdzie codziennie raczeni jesteśmy dużą dawką przemocy, erotyki i innych form nieprawości. Czy aby na pewno więc moralne treści zawarte w Biblii można porównać do przesłania dzisiejszej popkultury?

Jest oczywistą prawdą, iż Biblia relacjonuje wiele z popełnianych przez ludzi, nieprawości. W tej świętej księdze czytamy m.in. o morderstwach, różnych formach przed i pozamałżeńskiego seksu, kłamstwach, zdradzie, oszczerstwach, złorzeczeniach, bluźnierstwach, czczeniu bałwanów i jeszcze wielu innych grzechach. Czy jednak sposób ich opisywania i przytaczania ujęty na stronach Pisma świętego nie różni się wiele od tego, w jaki sposób czyni to współczesne kino, muzyka czy telewizja? Czy Biblia przedstawia zło w sposób atrakcyjny, kuszący i uwodzicielski? Czy usprawiedliwia lub pochwala ona grzech?

               Czy Biblia ocieka krwią?

Przyjrzyjmy się zatem wpierw sposobowi, w jaki przedstawiane są różne przejawy zła w popkulturze. Jeden ze znanych reżyserów Hollywood, Quentin Tarantino tak wyraził się o swym bardzo krwawym filmie pt. „Kill Bill”: „Przemoc jest emocjonująca. Celebruję ją w tym filmie„. Gdy przypatrzymy się konwencji w jakiej często przedstawiany jest w filmach i programach przelew krwi, bez większego trudu dostrzeżemy, iż nie tylko Tarantino ma tendencję do jej celebrowania. Litry przelewanej krwi, wyraziste obrazy zadawanych ran i tortur, odgłosy łamanych kości i jęków zabijanych – te i inne naturalistycznie ujmowane sceny przemocy, weszły już do kanonu popkultury. Im więcej zaś tak jest tak pokazywanej brutalności i fizycznej siły, tym bardziej dany film, program czy widowisko, jest atrakcyjne dla publiczności. We współczesnym przemyśle rozrywkowym przemoc stała się więc sposobem na przyciągnięcie uwagi widza, zabawienie go i dostarczenie mu rozrywki.

Czy można powiedzieć to samo o przemocy pokazywanej w Biblii? Raczej nie. Na kartach Pisma świętego choć owszem wielokrotnie jest mowa o wojnach, zabójstwach i bijatykach, to jednak konwencja w jakiej są one ukazywane, znacznie odbiega od współczesnych popkulturowych wzorców w tym zakresie. Opisy przemocy w Biblii zazwyczaj są bowiem krótkie i nie zawierają większej ilości szczegółów co do sposobu przelania krwi. Nawet autorzy poszczególnych wersji Ewangelii relacjonując straszliwą i okrutną mękę Pana Jezusa, niezbyt skupiali się na jej naturalistycznej, fizycznej warstwie. Jednym z fragmentów Pisma świętego, który przywoływany jest na poparcie tezy o rzekomym epatowaniu przez tą Księgę okrucieństwem jest scena, w której Jael, żona Chebera, zabiła Siserę (dowódcę wrogiej armii). Przyjrzyjmy się bliżej opisowi owego czynu: „Lecz Jael, żona Cheberam wzięła palik od namiotu, uchwyciła młot w rękę i zbliżając się cicho do niego, przebiła jego skroń palikiem, tak, że ten utkwił w ziemi (…)” (Sędziów 4, 21). Choć jest to jeden z najbardziej obrazowych opisów przemocy przytoczonej na kartach Biblii, to trzeba powiedzieć, że daleko mu do naturalizmu. Gdyby ową scenę miał opisywać Tarantino, zapewne zawarł by w niej szczegółowy obraz tego, jak z roztrzaskanej czaszki Sisery, wytrysnęły na wszystkie strony strugi czerwonej krwi, zaś ów umierał przy tym drżąc w konwulsjach. A tak mamy w Piśmie świętym „suchy”, stroniący od bliższych szczegółów opis tego czynu.

Kto będzie szukał – choćby i w Starym Testamencie – efektownych i barwnych opisów staczanych pojedynków, zadawanych ran i tortur i tym podobnych „krwistych” rozrywek, ten szybko znudzi się lekturą Biblii. Pismo święte w swym przytaczaniu przemocy nie dostarcza wrażeń rodem z areny gladiatorów, horrorów, filmów Tarantino czy choćby ringów bokserskich i MMA.

             Subtelność kontra dosadność

Podobny rozdźwięk widać pomiędzy popkulturowym a biblijnym relacjonowaniem szeroko pojętej seksualności człowieka. Kino, telewizja i nowoczesna muzyka przekraczają kolejne bariery jeśli chodzi o pokazywanie erotyki. Mamy tam więc coraz więcej nieskromnych pocałunków oraz zbliżeń, sugestywnych ruchów, tańców i gestów, nieprzyzwoitych żartów, rozmów i aluzji, odsłanianego ciała, itp. Pół biedy, gdyby owa erotyka była prezentowana w naturalistyczny sposób. Większy problem polega na tym, iż jest kultura popularna pokazuje seks w sposób o wiele bardziej atrakcyjny, aniżeli jest on w rzeczywistości. W prawdziwym świecie większość kobiet nie posiada bowiem kształtów i wymiarów modelek, a chwile seksualnych uniesień są znacznie mniej intensywne, niż jest to pokazywane na dużym lub małym ekranie.

Biblia chociaż w niejednym miejscu przytacza nawet bardzo szokujące grzechy seksualne (jak np. kazirodztwa) daleka jest zarówno od naturalistycznego, jak i wspomnianego wyżej „bajkowego” sposobu ich relacjonowania. Podobnie jak w wypadku przemocy, Pismo święte zazwyczaj tylko odnotowuje fakt zajścia danego zdarzenia z tej sfery, czyniąc to w sposób bardzo subtelny i zdawkowy. Przykładowo, w księdze Rodzaju fakt kazirodztwo starszej córki ze swym ojcem Lotem zostało opisane w następujący sposób: „A starsza weszła i spała ze swym ojcem” (Rdz 19, 33). Z kolei, cudzołóstwo w wykonaniu Dawida opisane jest w Biblii tak: „A gdy ona przyszła do niego, obcował z nią” (II Sam 11, 4). Trudno jest chyba nazwać przytoczone, biblijne opisy grzechów seksualnych mianem „pikantnych„, „soczystych” czy „naturalistycznych„? Owszem, pewnym wyjątkiem od tej reguły, są niektóre fragmenty księgi o nazwie „Pieśń nad Pieśniami”, gdzie umieszczone zostały dość śmiałe opisy pewnych części ciała. Jednak i te fragmenty wyglądają na subtelne w porównaniu do popkulturowych opisów seksu, a poza tym odnoszą się one do małżeńskiej więzi. Nie sposób zatem przyrównywać biblijnego sposobu opisywania seksualności do tego, w jaki sposób czyni to współczesna popkultura.

         Jakie jest moralne przesłanie Biblii?

Oprócz istotnych różnic w sposobach relacjonowania rozmaitych nieprawości, przesłanie jakie wyłania się z różnych biblijnych historii jest zasadniczo odmienne od „morału” wielu współczesnych filmów, seriali i widowisk. Pismo święte usprawiedliwia ani nie gloryfikuje pokazywanych z nim grzechów. Prócz wielu jasnych i jednoznacznych potępień i ostrzeżeń przed złem, które zapisane zostały w tej księdze, zazwyczaj już sam wydźwięk różnych zawartych w niej opowieści wskazuje na to, co jest dobre, a co złe. Innymi słowy; niechlubne historie zawarte w Biblii pokazują zgubne skutki zła, którymi są różne nieszczęścia, kary, tragedie i tym podobne smutne rzeczy. I tak np. poligamia króla Salomona kończy się oddawaniem przez niego czci fałszywym bogom. Pismo święte mówi na ten temat: „Jego żony odwróciły serce do innych bogów, tak że jego serce nie było szczere wobec Pana, Boga jego” (1 Krl 11, 4). Z kolei homoseksualizm mieszkańców Sodomy i Gomory sprowadził na nich Bożą karę w postaci deszczu siarki i ognia (Rdz 19, 24).

Oczywiście, istnieje kilka fragmentów Pisma świętego, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się pochwalać bądź usprawiedliwiać zło. Przykładem tego może być wymienienie pośród „bohaterów wiary” w liście do Hebrajczyków Jefte, który (jak wynika z szerszego kontekstu) złożył w krwawej ofierze własną córkę, gdyż sądził, że w ten sposób wypełni on ślub złożony przez siebie Panu Bogu. W podobny sposób można zinterpretować postępowanie Judyty, która – by ocalić swój naród – zachowuje się względem wrogiego Żydom króla Hofolernesa w sposób mogący być łatwo odczytanym, jako kuszenie go do grzechu cudzołóstwa i pijaństwa. Cóż można odpowiedzieć na takie, a nie inne fragmenty Pisma świętego? Po pierwsze, owych fragmentów w Biblii jest tak naprawdę bardzo mało; zazwyczaj, tak jak wskazałem to wyżej, moralna wymowa historii przytaczanych w Piśmie świętym jest w sposób jasny i czytelny nieprzychylna złu. Po drugie zaś ich istnienie, unaocznia jeszcze bardziej potrzebę Tradycji Kościoła, jako interpretatora Pisma świętego. To do Magisterium i Tradycji Kościoła należy interpretacja zwłaszcza takich niejasnych w swej wymowie fragmentów Biblii.

Wiele zaś ze współczesnych tworów kultury popularnej nie dość, że w atrakcyjny i uwodzicielski sposób ukazuje różne nieprawości, to jeszcze wręcz otwarcie je usprawiedliwia. I tak np. wojujący homoseksualiści pokazywani są jako bohaterowie i męczennicy (jak choćby w słynnym filmie „Obywatel Milk”), zaś nierząd i cudzołóstwo ma prowadzić do poprawy zdrowia, kreatywności, twórczości, inteligencji oraz wewnętrznego spokoju (tak właśnie rozwiązłość seksualna została zobrazowana w filmie „Miasteczko Pleasantville”). Tego rodzaju usprawiedliwianie zła przez dzisiejszą popkulturę ma odniesienie także do innych przejawów zła, tj. okultyzm, kłamstwo, nieuczciwość, chciwość, aborcja czy eutanazja.

Biblia jest w 100 procentach prawdziwą księgą, dlatego możemy przeczytać w niej nie tylko o cnotach, ale również o ludzkich upadkach, wadach, słabościach i grzechach. Pismo święte nie czyni jednak ze zła rozrywki dla publiczności, ani też go nie gloryfikuje. Tylko bardzo powierzchowna lektura lub wybitnie złośliwa interpretacja Biblii może skłaniać do takich wniosków.