Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Okazje do grzechu. Czym są i co się z nimi wiąże?

Święty Bernardyn ze Sieny nauczał, iż najważniejszą ze wszystkich rad Pana Jezusa  i będącą niemal fundamentem życia pobożnego jest polecenie uciekania od okazji do grzechu. Z kolei, wedle świętego Alfonsa Liguoriego podczas jednego z egzorcyzmów diabeł został zmuszony do wyznania, iż pośród wszystkich kazań najbardziej nienawidzi tych dotyczących unikania okazji do grzechu. W swych różnego rodzaju wypowiedziach nieraz poruszałem kwestię okazji do grzechu i z reakcji nań katolików odnoszę silne wrażenie, iż owa tematyka nie jest w ostatnich dziesięcioleciach często i w otwarty sposób poruszana przez duchownych. Pobożni katolicy z którymi rozmawiałem na ten temat, nieraz wydawali się bowiem nawet nie znać tego pojęcia, a nawet, jeśli udało się już ich z nim zapoznać, to częstą reakcją nań było lekceważące stwierdzenie w stylu: „Okazja do grzechu to jeszcze nie grzech, więc póki nie grzeszę, póty nie ma czym się zbytnio przejmować„. Wydaje się więc, iż istnieje duża potrzeba przypomnienia i przybliżenia katolikom, czym w istocie jest okazja do grzechu, jakie są rodzaje takich okazji, czym różnią one od grzechu i w jaki sposób należy się do takowych odnosić?

Okazje do grzechu w dużym skrócie można nazwać sytuacjami (w znaczeniu okoliczności, rzeczy, ludzi, rozrywek, itp.), które są mniejszym bądź większym źródłem pokus przeciwko wierze i/lub moralności, i w skutek styczności z którymi ludzie rzadziej bądź częściej upadają w te lub inne grzechy.

Okazje bliskie i dalekie, dobrowolne i konieczne

Oczywiście, powyższa definicja może być łatwo zbagatelizowana stwierdzeniem, że „przecież w takim razie wszystko może być okazją do grzechu” (więc w domyśle, tym bardziej nie ma się czym przejmować, gdyż unikając wszystkiego co może stać się okazją do grzechu, należałoby opuścić ten świat). Tradycyjna moralistyka katolicka rozróżnia jednak pomiędzy tzw. bliskimi okazjami do grzechu a dalszymi okazjami do grzechu. Mianem „dalszych okazji do grzechu” określa się te sytuacje (okoliczności, rzeczy, ludzi, rozrywki, itp.), z którymi wiążą się lekkie i nieznaczne pokusy przeciw wierze lub moralności i w skutek styczności z którymi upada się grzech nieczęsto i rzadko. Jako zaś „bliskie okazje do grzechu” tradycyjnie określało się te z sytuacji, w których pokusy są silnie występujące, i w skutek styczności z którymi grzeszy się zazwyczaj albo często. Zasadniczo rzecz biorąc, nie ma ścisłego obowiązku pilnego unikania „dalszych okazji do grzechu” i w obliczu takowych wystarczy zachowanie zwyczajnej ostrożności. Taki obowiązek istnieje jednak – zasadniczo rzecz biorąc – wobec „bliskich okazji do grzechu”. Dokładniej zaś mówiąc, istnieje ścisły moralny obowiązek unikania tych „bliskich okazji”, które mają charakter”dobrowolny”, a nie „konieczny”. Te bliskie okazje do grzechu zwie się zaś „dobrowolnymi”, których intencją jest ciekawość albo czerpanie z takich sytuacji rozrywki albo też, których można uniknąć w łatwy sposób, czyli bez ryzyka poniesienia poważniejszych szkód bądź strat. Odmowa unikania dobrowolnych i bliskich okazji do grzechu jest dowodem na to, iż w rzeczywistości osoba się w nie angażująca jest otwarta na grzeszenie, nie ma w sobie mocnej woli zerwania ze złem i dlatego też – wówczas, gdy wchodzi w grę bliska okazja do ciężkich nieprawości – takiej osobie nie powinno się udzielać rozgrzeszenia.

Nie ma jednak powyższego ścisłego obowiązku wobec tych bliskich okazji do grzechu, które mają charakter „konieczny”. Tym zaś mianem tradycyjnie zwie się te z bliskich okazji, z których trudno jest zrezygnować bez poważnych strat dla siebie i/lub swego otoczenia. Przykładowo, dla kogoś bliską, lecz „konieczną” okazją do grzechu może być jego miejsce pracy, gdyż jego współpracownicy nie dość, że mają w zwyczaju opowiadać sprośne dowcipy, chwalić się swymi grzechami nieczystości, to jeszcze obklejają swe szafki i biurka zdjęciami nagich niewiast w sugestywnych pozach. Taki człowiek nie jest zobowiązany zwolnić się z pracy, by uniknąć bliskich okazji do grzechu tam obecnych, jednak powinien przynajmniej podjąć różne kroki zmierzające do ograniczenia niebezpieczeństw z niej wynikających, a więc np. częściej się modlić, intensywniej skupiać swe myśli na Bogu, tym bardziej strzec swych oczu i uszu przed nieodpowiednimi bodźcami, upominać kolegów, itp. W języku teologicznym nazywa się takie postępowanie mianem „przekształcania bliskiej okazji w dalszą„. Gdyby jednak te i tym podobne środki nie odniosły swego efektu i taki człowiek często by upadał w skutek różnych niebezpiecznych sytuacji obecnych w jego pracy, wówczas to powinien nawet z niej zrezygnować, niż dalej narażać swą duszę na silne pokusy do grzechu. Ta zasada może wydawać się nam zbyt surowa, jednak czyż to nie o tym mówił nasz Pan Jezus Chrystus nauczając, iż jeśli nasze oko jest przyczyną do grzechu, mamy je sobie wyłupać, a jeśli nasza ręka jest takową pobudką, winniśmy ją sobie odciąć (patrz: Marek 9: 43 – 48).

Okazje powszechne i indywidualne

Wiemy już zatem, iż moralną powinnością jest pilne unikanie dobrowolnych i bliskich okazji do grzechu, a jeśli po zastosowaniu różnych środków ostrożności nie da się przekształcić bliskiej, lecz koniecznej okazji do grzechu w okazję dalszą, należy również zrezygnować z bycia w takiej „koniecznej okazji do grzechu”. Czym jednak w znaczeniu bardziej konkretnym i szczegółowym jest rozróżnienie pomiędzy bliskimi, a dalszymi okazjami do grzechu (poza ogólnym stwierdzeniem, iż w tych pierwszych grzeszy się często, a w tych drugich rzadko)? Czy da się tu zastosować jakiejś bardziej ogólne normy, czy może wszystko jest tutaj kwestią subiektywną i indywidualną? Otóż, rozróżnia się na tej płaszczyźnie bliskie okazje do grzechu „powszechne”, a więc takie, które stanowią silne źródło pokus dla większości ludzi oraz bliskie okazje do grzechu „indywidualne”, którymi zwie się takie sytuacje, co do których nie można lub trudno jest powiedzieć, by stanowiły one poważne niebezpieczeństwo dla większości ludzi. Innymi słowy, bliskie i powszechne okazje do grzechu polegają na tym, iż większość ludzi w nich upada, a ich niebezpieczeństwo wynika z samej specyfiki danej sytuacji. Z kolei, bliskimi, lecz indywidualnymi okazjami do grzechu są te, których moralne ryzyko tkwi bardziej w indywidualnych skłonnościach i słabościach danej osoby, aniżeli w naturze określonej sytuacji, dlatego też trudno jest względem nich formułować jakąś bardziej ogólnie brzmiącą normę. Zapewne jednym z lepszych przykładów takiej bliskiej, lecz indywidualnej okazji do grzechu może być wstąpienie na przysłowiowego „jednego kielonka” do restauracji przez nałogowego alkoholika. O ile dla większości ludzi taka sytuacja zazwyczaj nie będzie poważnym niebezpieczeństwem do grzechu pijaństwa, o tyle już dla takowego człowieka coś takiego będzie stanowić bliską okazję. Innym z tego przykładów może być wizyta mężczyzny o silnych skłonnościach homoseksualnych w męskiej siłowni. Dla większości mężczyzn coś takiego nie będzie wiązało się przynajmniej z silniejszymi pokusami przeciw czystości i wstydliwości, jednak dla homoseksualisty już owszem i dlatego roztropne jest, gdy on takowych miejsc unika.

Choć podobnych będących bardziej indywidualnymi bliskimi okazjami do grzechu sytuacji można by mnożyć, to błędem byłoby jednak sugerowanie, że w takim razie w ogóle lub prawie wcale nie ma bliskich okazji do nieprawości w znaczeniu bardziej powszechnym. Czy bowiem np. rozsądnie można twierdzić, iż większość mężczyzn przeglądających erotyczne pisma nie grzeszy często w skutek tego? Albo, czy zwyczaj mieszkania ze sobą bez ślubu prowadzi do grzechów nieczystości tylko nieliczne osoby, czy może jednak owocuje on takowymi w przypadku zdecydowanej większości praktykując to par? Jak najbardziej istnieją więc sytuacje, które dla większości osób są bliską okazją do grzechu, tak też nie należy wszystkiego w tej dziedzinie sprowadzać do powiedzenia typu: „Może dla ciebie to jest okazją do grzechu, ale dla mnie nie jest, więc nie narzucaj swych odczuć i perspektywy innym ludziom„.