Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Kiedy patriotyzm staje się grzeszny?

W ostatnich 100 – 150 latach, zwłaszcza na polskim gruncie, bardzo rozwinęła się myśl łącząca katolicyzm i chrześcijaństwo z patriotyzmem. Czasami przybiera to takie rozmiary i akcenty, iż dokonuje się swoista „sakralizacja” wartości patriotycznych. Choć wszak ani w Piśmie świętym ani nauczaniu Ojców Kościoła nie ma przykazań typu: „Będziesz czcił swą świętą Matkę Ojczyznę„; „Zachowasz swój język ojczysty„; „Nie opuszczaj na stałe swego kraju, by tam ułożyć sobie życie” albo „Zawsze walcz z zaborcami i okupantami swego kraju” to słuchając wszak niektórych pobożnych wypowiedzi na temat patriotyzmu można odnieść nieodparte wrażenie, iż wspomniane wyżej maksymy mają rangę co najmniej równorzędną (a czasami może nawet wyższą) co rzeczywiście biblijne przykazania w rodzaju: „Czcij ojca swego i matkę swoją„, „Nie będziesz cudzołożył„; „Nie będziesz czcił bożków„, „Nie będziecie się wzajemnie okłamywać” lub „Nie upijajcie się winem„. Przez tą nieco krytyczną aluzję pod adresem pewnych przejawów patriotyzmu nie chcę oczywiście negować jakichkolwiek związków miłości do własnej ojczyzny z bardziej tradycyjnie pojmowaną moralnością chrześcijańską. Rzecz jasna, przywiązanie do ojczystego języka, ziemi, historii, kultury, chęć życia w niepodległym kraju – to wszystko są rzeczy ważne i mogą być konsekwencją właściwie pojętej miłości do Boga i bliźniego. Jak zawsze jednak, gdy chodzi o wartości doczesne (a przywiązanie do ojczyzny jest stricte doczesne, gdyż w Niebie nie będzie już odrębnych narodów, państw i krajów) trzeba zadawać sobie pytania o granice takowej miłości. I w tym tekście pragnę wskazać na kilka objawów niezdrowego, przesadnego, by nie powiedzieć wręcz grzesznego patriotyzmu.

 

OBJAW NUMER 1: JĘZYK UBÓSTWIAJĄCY OJCZYZNĘ.

Jednym z niebezpiecznych przejawów przesadnego patriotyzmu jest mówienie o swej ojczyźnie i wartościach patriotycznych językiem sakralnym, religijnym, przywołującym skojarzenia z Boskością i nadprzyrodzonością. Już wyrażenia typu: „Święta Matka Ojczyzna”; „Dekalog Polaka”, etc., wydają się być mocno dwuznaczne i dobrze by było wyeliminować je z naszego słownictwa. Czy bowiem np. mówienie o „Dekalogu Polaka” nie sugeruje tworzenia jakiejś dziwnej autonomicznej patriotycznej moralności? Oczywiście, pewne obowiązki i postawy patriotyczne konsekwentnie wynikają z niektórych Bożych przykazań, ale czymś niestosownym wydaje się sugerowanie, jakoby miłość wobec ojczyzny musiała stanowić główną oś zdrowej, chrześcijańskiej moralności (a coś takiego sugeruje wyrażenie „Dekalog Polaka”). Oczywistym nadużyciem jest zaś mickiewiczowskie mówienie o Polsce, jako „Chrystusie narodów”, etc. Jako inny z tego objawów można podać przykład grafiki, jaka została zaprojektowana na tegoroczną (2014 r.) pielgrzymkę środowisk kibicowskich na Jasną Górę. Plakat promujący to wydarzenie pokazywał bowiem postać Matki Bożej w sukni przyozdobionej symbolami „Polski Walczącej” i trzymającą na swych dłoniach chłopca wyglądającego jak niepełnoletni uczestnik Powstania Warszawskiego. W ten sposób, na płaszczyźnie symbolicznej zrównano niejako naszego Pana Jezusa Chrystusa z polskimi patriotami walczącymi o niepodległość i wolność naszej ojczyzny, a postać błogosławionej Marii z Nazaretu została wciągnięta w propagowanie polskiej myśli patriotycznej. Czy jednak stosowne jest takie ścisłe łączenie ze swej natury ponadnarodowego i nadprzyrodzonego Królestwa Bożego z propagowaniem jakby nie było doczesnej rzeczywistości jaką jest przywiązanie do naszego kraju, narodu i ojczyzny? Pomińmy zaś już milczeniem to, iż żaden, choćby najszlachetniejszy i najświętszy człowiek nie może być stawiany na równi z Bogiem-Człowiekem, Jezus Chrystusem: co na płaszczyźnie symbolicznej zostało dokonane na wspomnianym wyżej obrazku.

 

OBJAW NUMER 2: MYŚLENIE W KATEGORIACH „WSZYSTKO CO JEST POŻYTECZNE DLA OJCZYZNY STANOWI DOBRO”.

Pan Jezus ostrzegał nas: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mateusz 10, 37). Z kolei, św. Jan Apostoł nauczał:Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: „Znam Go”, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy ( 1 Jana 2, 3-4). Papież Paweł VI niejako konkretyzując te biblijne przestrogi wyjaśniał zaś: W rzeczywistości (…) chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś większego zła lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro.Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny – a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka – nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw(„Humanae vitae”, n. 14). W nowożytnej teologii katolickiej podkreśla się, iż patriotyzm jest logicznym rozwinięciem biblijnego przykazania o czci i szacunku należnych własnym rodzicom. Skoro tak, to powyższe przestrogi o tym, nie stawiać miłości rodziców ponad miłość do Pana Jezusa i że miłość do Boga przejawia się w przestrzeganiu Jego przykazań, winniśmy odnieść też do miłości ojczyzny. Zły i heretycki jest zatem taki patriotyzm, który usprawiedliwia łamanie tych Bożych przykazań, które zabraniają czynienia rzeczy złych ze swej natury. Tak jak miłość i szacunek dla rodziców nie uprawomacnia spełniania pewnych ich niemoralnych poleceń (np. gdyby ojciec kazał nam kogoś okraść czy kłamać mamy obowiązek odmówić), tak „patriotyzm” i racja stanu nie usprawiedliwiają np. kłamania, cudzołożenia, bezpośredniego zabijanie niewinnych ludzi czy też czynów homoseksualnych. Nie trudno zaś wskazać na sytuacje, w których właśnie z pobudek patriotycznych usprawiedliwia się takie niemoralne działania. Jednym z tego przykładów jest typowe usprawiedliwianie działań, jakie w ramach swej pracy wywiadowczej często podejmują agenci służb specjalnych poszczególnych krajów. Mogą oni seksualnie uwodzić, szerzyć oszczerstwa i dokonywać innych podłości, ale kwituje się to stwierdzeniem, że „etyka służb specjalnych jest szczególna” i że „racja stanu usprawiedliwia takie działania”. Innym przykładem powyższego niezdrowego objawu patriotyzmu są twierdzenia pewnego młodego polskiego historyka, który w kontekście pożądanej przez niego kolaboracji Polski z Niemcami utrzymuje, że „interes narodowy jest jedynym kryterium wedle którego powinno oceniać się prawidłowość takiej kolaboracji”, zaś fakt, iż Polacy w ramach takiej współpracy złożyli by Hitlerowi pewne obietnice nie powinien stanowić dla nas przeszkody, by później świadomie i celowo owe obietnice złamać. I tutaj widzimy jak absolutyzuje się pojęcie interesu narodowego oraz „racji stanu” usprawiedliwiając działania, które są ze swej natury niemoralne (z góry zaplanowane łamanie albo choćby poważne lekceważenie składanych przez siebie obietnic jest bowiem czymś złym, jako że stanowi jedną z odmian kłamstwa – inną rzeczą jest to, że nie powinno się składać obietnic zakładających czynienie czegoś złego).

 

OBJAW NUMER 3: WYBIELANIE CIEMNYCH ASPEKTÓW WŁASNEJ HISTORII.

Przykładów takiego podejścia nie brakuje. Chyba większość narodów ma w swej historii ciemne karty od których zamiast jasno i zdecydowanie się odciąć, usprawiedliwia je, a nawet tworzy z nich swego rodzaju „mity założycielskie”. Przykładowo, my Polacy mamy mocno wpisane w swą nowoczesną tożsamość narodową szacunek i uznanie dla naszych narodowych powstań. Powstania listopadowe, styczniowe, warszawskie, a od kilku lat „Żołnierze Wyklęci” weszły do kanonu naszej patriotycznej tożsamości i wszelkie bardziej krytyczne wypowiedzi względem nich wielu odbiera jako „znieważanie narodowych świętości”. Obiektywnie jednak rzecz biorąc – wszystkie z wymienionych wyżej rzeczy (prócz „Powstania Warszawskiego”) należałoby ocenić mniej lub bardziej krytycznie. Były to bowiem zbrojne bunty przeciwko zazwyczaj legalnym władzom (a takowe są moralnie złe poza pewnymi praktycznie bardzo rzadko zdarzającymi się sytuacjami). Innym przykładem z naszego polskiego podwórka, może być atencja, jaką zwłaszcza kręgi konserwatywne, darzą istniejącą w Rzeczpospolitej pomiędzy XVI a XVIII wiekim kulturą sarmacką. W imię tej estymy pomija się milczeniem lub nawet usprawiedliwia takie wady i nieprawości sarmatów jak pijaństwo, pieniactwo (czyli procesowanie się o byle błahostki), skłonność do bójek i pojedynków, rozrzutność i marnotrawstwo dóbr materialnych (objawiające się w wywodzącym się ze zwyczajów sarmackich powiedzeniu „zastaw się, a postaw się„), urządzenia wystawnych i nieskromnych balów, rokosze i nieposłuszeństwo rządzącym. To wybielanie zaś wskazanych wyżej ciemnych aspektów tradycyjnej kultury sarmackiej skutkuje zaś tym, iż są one „w imię wierności tradycji” utrwalane w następnych pokoleniach. Oczywiście ten problem nie dotyczy tylko czy głównie Polaków. Popatrzmy wszak na naszych wschodnich sąsiadów, czyli Ukrainę. Tam ich nowożytna tożsamość narodowa jest budowana na kreowaniu wielce pozytywnego obrazu Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). W dominującym przekazie UPA to zatem szlachetni „gieroje” walczącymi z komunistami i Niemcami, a to, że „przy okazji” w bestialski sposób wymordowali oni około 100 tyś. polskich cywilów sprowadza się do komunistycznych przekłamań, przerysowań, itp. Jakże bardzo od takiego wybielającego i usprawiedliwiającego własne narodowe wady i grzechy zaślepionego patriotyzmu, różnił się patriotyzm proroków starożytnego, biblijnego Izraela. Ci ostatni wszak w imię Boga i właściwie pojętej miłości do swego narodu odważnie wypominali mu jego grzechy choćby i bardzo mocno wrosły już one w jego historię, kulturę i tożsamość. Prorocy ci nie wahali się też mówić, iż nieszczęścia, które spadają na Izraelitów są Bożą karą i chłostą za ich nieprawości. Prorok Jeremiasz rzekł niegdyś: „Leżeć musimy w hańbie i wstyd nas okrywa, bo zgrzeszyliśmy wobec Pana, Boga naszego, my i przodkowie nasi, począwszy od młodości aż do dziś; nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego” (Jeremiasz 3, 23). Porównajmy to odważne, biblijne mówienie o karach Bożych za grzechy własnego narodu z tym jak odbierane są dziś w pewnych kręgach wszelkie wzmianki o tym, że pewne nieszczęścia, które dotykały Polaków mogły być właśnie tego rodzaju karą. Wiem coś o tym, gdyż jeszcze świeżo w pamięci mam gniewne reakcje na mój tekst, w którym, w oparciu o Pismo święte i zapiski polskich mistyczek, św. Faustyny Kowalskiej i służebnicy Bożej Rozalii Celakówny, stwierdziłem, iż dokonane w skutek Powstania Warszawskiego zniszczenie Warszawy było Bożą chłostą ze rozliczne nieprawości, z których słynęła ona w okresie międzywojennym. Pamiętajmy zatem, że i patriotyzm musi mieć swoje pewne granice. Owszem, miłość do własnej ojczyzny jest konsekwencją pewnych Bożych przykazań, ale z drugiej strony nie możemy zapominać o nauczaniu Pisma świętego i Ojców Kościoła, wedle których: „nasza ojczyzna jest w niebie” (Filipian 3, 20); bohaterowie wiary „uznawali siebie za obcych i gości na tej ziemi” (Hebrajczyków 11, 13), „duma z naszych przodków jest próżna” (św. Jan Chryzostom), a starożytni chrześcijanie „w każdej ziemi czuli się jak w swojej ojczyźnie i w każdym kraju postrzegali się jak obcy”.