Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Wszyscy ateiści pójdą do piekła

Gdyby przeprowadzić ankietę wśród współczesnych pobożnych katolików odnośnie możliwości wiecznego zbawienia dla ateistów najpewniej zdecydowana większość z nich udzieliłaby na nią odpowiedzi w stylu: „Jeśli ateista jest dobrym człowiekiem i przestrzega Bożych przykazań, to pójdźcie do nieba” albo też „Znam ateistów, którzy żyją lepiej od chrześcijan, dlaczego więc Bóg nie miałby ich przyjąć do siebie?„, nie mówiąc już o tekście typu: „Bóg jest miłosierny i zbawi wszystkich„. Ja przynajmniej tego typu wypowiedzi z ust zaangażowanych katolików słyszałem niejednokrotnie. Jako uzasadnienie takiego przekonania często przywoływano twierdzenie, jakoby „Kościół katolicki tak naucza” a także, iż „miłość wobec bliźniego jest faktycznie miłością wobec Boga” (a więc czyniąc dobrze innym ludziom, okazuje się de facto miłość samemu Stwórcy). W tych wszystkich wywodach nierzadko pobrzmiewa też odwołanie się do faktu, iż sprawa zbawienia danego człowieka (ateisty bądź wierzącego) jest Bożą tajemnicą (choćby dlatego, że nie mamy wglądu w to co dzieje się w sercu umierającej osoby) i dlatego rzekomo nie można kategorycznie twierdzić, iż np. ateiści pójdą na wieczne potępienie.

Jak odnieść się do powyższych wywodów? Wszystkie z wymienionych wyżej twierdzeń są w najlepszym wypadku pół-prawdami, a niektóre z nich są całkowicie błędne i fałszywe. W odpowiedzi na nie, pokażmy to, co rzeczywiście jest prawdą w odniesieniu do szans na zbawienie wieczne ateistów.

Kościół katolicki nawet na Soborze Watykańskim II nie uczył, że „dobrzy ateiści” pójdą do nieba.

W kontekście tezy o wiecznym zbawieniu dla porządnie żyjących ateistów najczęściej podaje się fragment konstytucji Lumen Gentium tegoż soboru, w którym to naucza się, że:

Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie” (tamże: n. 16).

Powyższe słowa są trochę dwuznaczne i niejasne, ale uważniejsze przyjrzenie się im przekonuje, że wcale nie musi chodzić w nich o zbawienie zdeklarowanych ateistów. Czym innym jest bowiem bycie w stanie, w którym „nie doszło się jeszcze do WYRAŹNEGO poznania Boga„, a czym innym  wyraźne odrzucanie wiary w istnienie Boga, co jest przecież sednem ateizmu. Przytoczone słowa bardziej pasują do pogan (którzy wierzą raczej w bożki niż Boga), albo może nawet agnostyków aniżeli ateistów.

Poza tym stwierdzenie, iż „Opatrzność Boża nie odmawia koniecznej do zbawienia pomocy” w pewnym swym sensie może być prawdziwe wobec dokładnie wszystkich typów ludzi. Jest bowiem prawdą, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tymoteusza 2, 4) i „Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 Piotr 3, 9). Nikomu zatem z żyjących ludzi Bóg nie odmawia łaski potrzebnej do ich zbawienia – dotyczy to nie tylko ateistów, ale również np. satanistów. Nie znaczy to jednak oczywiście, że w takim razie można być do ostatniej chwili swego życia np. satanistą, a i tak wejdzie się do Królestwa Niebieskiego. Taka interpretacja Bożej woli zbawienia wszystkich ludzi i udzielanej w związku z tym przez Boga pomocy ku zbawieniu, byłaby oczywistą niedorzecznością.

Fundamentem naszego zbawienia jest przyjęcie Bożego miłosierdzia i wiara w zbawczą moc krwi Chrystusa, a nie nasze ludzkie wysiłki by być dobrym człowiekiem.

Cnotliwe i moralne życie – w zakresie naszego sposobu odnoszenia się do innych, a także tego jak traktujemy samych siebie, jest bardzo ważne. W żadnym wypadku nie można lekceważyć potrzeby i konieczności okazywania w praktyce miłości naszych bliźnim. W pewnym sensie, to czy będziemy dobrze traktować innych jest warunkiem naszego zbawienia. Wszak „człowiek dostępuję usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary (…). Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków” (Jakuba 2, 24; 26).

Tym nie mniej, same dobre uczynki nie wystarczą do zbawienia i co więcej to nie one są jego głównym fundamentem. Gdyby człowiek bowiem mógł dojść do nieba tylko na podstawie swego dobrego postępowania, ale bez okazywania wiary w Boga i bez proszenia Go, aby przebaczył Mu on jego grzechy, byłoby to de facto równoznaczne ze stwierdzeniem, iż można zbawić się samemu – a to już jest wielka herezja. Jako ludzie, wszyscy rodzimy się z grzeszną naturą i każdy z nas, gdy dojdzie do świadomości, rzadziej bądź częściej, czynimy mniej lub bardziej poważne zło. Jako grzesznicy nie możemy sami sobie udzielić przebaczenia, ani też sami siebie zbawić: „Nikt bowiem samego siebie nie może wykupić ani nie uiści Bogu ceny swego wykupu – jego życie jest zbyt kosztowne i nie zdarzy się to nigdy” (Psalm 49, 8 – 9). Dlatego też, podstawą zbawienia jest pokładanie wiary w Boga, zwrócenie się do Niego z prośbą o przebaczenie grzechów i przyjęcie zbawczej mocy płynącej z męki Pana Jezusa na krzyżu. To jest fundament dający nam możliwość bycia w niebie. Człowiek zaś, który nie wierzy w Boga, z samej swej definicji nie może prosić Go o miłosierdzie i przebaczenie swych grzechów, ani też uznać, że tylko w krwi Chrystusa jest ocalenie jego duszy. Wręcz przeciwnie, ateista z samego założenia odrzuca te prawdy, przez co zamyka się na możliwość zbawienia.

Pismo święte i Ojcowie Kościoła uczą zresztą niezwykle jasno, że wiara w Jezusa jest konieczna do zbawienia i same dobre uczynki nie mogą być podstawą by ujrzeć Królestwo Niebieskie:

Bez wiary nie można podobać się Bogu” (Hebrajczyków 11, 6).

„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Efezjan 2, 8 – 9).

Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, a kto nie wierzy Synowi, nie będzie oglądał żywota, ale gniew Boży ciąży na nim” (J 3, 36).

„Ten (Jezus) jest onym kamieniem węgielnym odrzuconym przez was budujących, który stał się kamieniem węgielnym. I w żadnym innym nie masz zbawienia, albowiem nie masz żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym mielibyśmy być zbawieni” (Dzieje Apostolskie 4, 11 – 12).

Wyprowadziwszy ich z więzienia, rzekł (stróż więzienia do Pawła i Sylasa – przyp. moje MS): Panowie, co mam czynić, abym został zbawiony? A oni rzekli: Wierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom” (Dzieje Apostolskie 16, 30 – 31).

Pewna to rzecz, że nikt nie może być zbawionym z wyjątkiem tego, kto się Bogu podoba, a żaden nie może podobać się Bogu inaczej, jak tylko przez wiarę” – św. Augustyn.

Nic nie pomoże nienaganne życie, jeśli nie towarzyszy mu prostota wiary” – św. Jan Chryzostom.

Najznamienitszą ozdobą Kościoła jest wiara, która w całym szeregu cnót zajmuje pierwsze miejsce. Wszystkie inne cnoty idą za nią, a bez niej nie wstępują do pałacu Królestwa Niebieskiego” – św. Brunon.

Nota bene – gdy ktoś mówi o „ateistach przestrzegających Bożych przykazań” to trzeba wiedzieć, że to jest oksymoron. Ateista z samego założenia nie może bowiem przestrzegać wszystkich Bożych przykazań. Owszem, nie wykluczone jest, iż pewni ateiści wręcz w nienaganny sposób trzymają się tych przykazań Pańskich, które odnoszą się do relacji międzyludzkich (a więc np. nigdy nie cudzołożą, nie kłamią, nie kradną, nie obmawiają innych, nie upijają się), ale skoro są ateistami nie mogą przestrzegać tych nakazów Bożych dotyczących właśnie naszego rodzaju więzi z Bogiem ( czyli np. miłowania Boga ponad wszystko, modlenia się do Niego, pokładania w Nim ufności). Zresztą – choć to temat na odrębny artykuł – mitem wydaje się podnoszona nieraz sugestia, iż wśród ateistów często można spotkać osoby wykazujące się wyraźnie wyższą moralnością niż chrześcijanie. Bliższe przyjrzenie się tej kwestii przekonuje raczej, że niewielu jest i było ateistów, o których można by coś takiego powiedzieć.

Ateiści nie mają żadnego usprawiedliwienia i wymówki przed Bogiem co do swej niewiary.

Teologowie nieraz rozpatrywali kwestię zbawienia tych niechrześcijan (czyli np. żydów lub muzułmanów), którzy nie przyjęli wiary w Pana Jezusa, gdyż albo nie była im ona głoszona, albo, co prawda słyszeli oni o Chrystusie, ale z różnych powodów nauka o Zbawicielu została im przekazana w bardzo zniekształcony sposób. W odniesieniu do takich osób, mniej więcej od XIX wieku, w teologii katolickiej przeważa opinia, iż zostaną one zbawione na podstawie tego, że mimo wszystko wierzą jakoś w Boga i proszą Go o przebaczenie swych grzechów, jednak konkretnie co do wiary w Chrystusa i Jego zbawczą mękę, ich niewiara nie zostanie im poczytana za grzech śmiertelny, gdyż można przyjąć, iż wykazali się oni tu tzw. niezawinioną ignorancją. Czy jednak podobna teoria może być założona co do ateistów? Żadną miarą! W odniesieniu do niechrześcijan podstawą ich zbawienia jest bowiem to, że wierzą oni jakoś w Boga i proszą Go o przebaczenie swych grzechów – to nie może mieć zaś miejsca w przypadku ateistów. Poza tym, nawet jeśli subiektywnie rzecz biorąc, niektórzy z ludzi mogli uważać, że mają dobre powody, by porzucić, lub nie przyjmować religii chrześcijańskiej (ale tylko subiektywnie, bo obiektywnie rzecz biorąc istnieje dużo mocnych dowodów potwierdzających prawdziwość chrześcijaństwa), to nie można tego odnieść do wiary w istnienie Boga. Dowodem na to, że istnieje jeden Stwórca wszystkich rzeczy, nie jest bowiem „tylko” to co zostało napisane o Nim w Piśmie świętym, ani też to jak potoczyła się historia (wypełnienie się proroctw biblijnych, świadectwo Chrystusa i Apostołów, śmierć milionów chrześcijańskich męczenników, cuda dokonywane w imieniu Jezusa, trwałość religii chrześcijańskiej). Tak naprawdę, najbardziej podstawowym dowodem na to, że istnieje jeden Bóg, jest samo Jego dzieło stworzenia. Jak nauczał św. Paweł Apostoł: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy” (Rzymian 1, 19 – 20). A zatem sam nasz umysł i zdolność logicznego oraz racjonalnego myślenia, pozwalają nam stwierdzić istnienie Stwórcy wszystkich rzeczy – w tej kwestii nie ma więc dla nas żadnej ani subiektywnej ani obiektywnej wymówki czy usprawiedliwienia.

Oczywiście, sprawa zbawienia konkretnego człowieka jest tajemnicą. Zasadniczo rzecz biorąc, nie wiemy bowiem, czy np. dany ateista w ostatnim swym tchnieniu nie zawołał ze szczerą skruchą do Boga: „Wierzę w Ciebie, żałuję za to, że zaprzeczałem Twemu istnienie, błagam okaż mi Swe miłosierdzie, gdybym mógł wrócić na świat mówiłbym innym o Tobie i Twej dobroci„. I jeśli coś takiego się stało, taki człowiek dostąpi Bożego miłosierdzia i pójdzie do Nieba. Nie jest jednak tajemnicą to, że kto będzie do końca swych chwil trwał w przywiązaniu do swych ciężkich nieprawości (pośród których jest też niewiara) to z całą pewnością pójdzie w „wieczny ogień przygotowany diabłu i jego aniołom” (por. Mateusza 25, 41). Nie ma się zatem co łudzić, w tym zatem sensie, wszyscy ci z ludzi, którzy do samego końca swego żywota, będą odrzucać wiarę w istnienie Boga i nie zwrócą się do Niego ze skruchą o litość i miłosierdzie, na pewno pójdą do piekła.