Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: księża geje

  1. Kara śmierci dla cudzołożnych i zboczonych księży

    Leave a Comment

    Kiedy został upowszechniony jeden z mych tekstów na temat słuszności prawnej karalności niewierności małżeńskiej wiele osób błędnie interpretowało go, jako popieranie przeze mnie powszechnego karania śmiercią za ów występek. Tymczasem nie raz tłumaczyłem, iż choć nie mogę absolutnie wykluczyć zasadności nawet tak surowej sankcji, to ogólnie rzecz biorąc uważam, że powinno się stosować łagodniejsze kary za ową nieprawość (np. chłostę lub prace społeczne). Swe stanowisko w tej sprawie szerzej wyjaśniałem w poniższym artykule: https://salwowski.net/2017/03/16/czy-jestem-zwolennikiem-kary-smierci-za-cudzolostwo/

     

    O ile więc, ogólnie rzecz biorąc nie wykluczam, to jednak nie preferuję też karania śmiercią za cudzołóstwo (czyli niewierność małżeńską). Można jednak powiedzieć, iż w przypadku nielicznych przypadków tym podobnych czynów opowiadałbym się za stosowaniem tej kary. Jedną z takich okoliczności stanowią przypadki tych osób duchownych (księży i zakonników), którzy wielokrotnie dopuszczali się uwodzenia cudzych żon, homoseksualizmu bądź wykorzystywania seksualnego osób nieletnich. W takich wypadkach karę śmierci traktowałbym nie tylko jako jedną z możliwych opcji, ale nawet preferowałbym ją. Seksualne nieprawości w wykonaniu osób duchownych są bowiem obiektywie jeszcze cięższym złem niż podobne zachowania popełniane przez osoby świeckie. Ksiądz lub zakonnik powinien wszak mieć jeszcze większą świadomość obrzydliwości takich czynów aniżeli członkowie laikatu. Poza tym, osoby duchowne pełnią zawód tzw. zaufania społecznego, a co za tym idzie zgorszenie przez nie wywoływane jest o wiele bardziej niszczące w skutkach niż analogiczne zgorszenie w wykonaniu osób świeckich. A przecież jak wiemy nasz Pan Jezus Chrystus mówił o gorszycielach:

    Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie (Mt 18, 6-7).

    Warto w tym miejscu też przypomnieć, iż papież św. Pius V nakazał w stosunku do księży winnych uczynków seksualnych przeciwnych naturze (a więc m.in. sodomii) wydawanie ich w ręce władz cywilnych by te wymierzyły im przewidzianą przez prawo karę (a taką w przypadku owych nieprawości była wówczas zazwyczaj kara śmierci).

     

    Myślę więc, że pomysł karania śmiercią księży i zakonników notorycznie (w rozumieniu: kilkukrotnie) dopuszczających się aktów homoseksualizmu, uwodzenia cudzych żon oraz molestowania seksualnego osób nieletnich naprawdę nie powinien wywoływać większych kontrowersji. Można by się jeszcze spytać, a co w wypadku, gdy osoby duchowne odpowiedzialne za takie grzechy nie doczekały się za swego ziemskiego życia sprawiedliwego osądzenia swych niecnych postępków, ale te obrzydliwości zostały szerzej nagłośnione po ich śmierci? Sądzę, iż należałoby wtedy dokonać symbolicznego ukarania ich po śmierci i wzorem pobożnego króla Jozjasza wykopać kości takich osób i je spalić (vide: 2 Krl 23, 20). Ktoś może w tym wypadku zaprotestować, że przecież jednym z uczynków miłosiernych wobec ciała jest „zmarłych pogrzebać„. To prawda, jednak nie jest to zasada absolutna, a więc nie znająca żadnych wyjątków. Jest moralnie dozwolone w imię większego dobra np. dokonywać sekcji zwłok, mimo, że w pewien sposób narusza to powyższą regułę. Podobnie uważam, że przywołany wyżej biblijny przykład króla Jozjasza uzasadnia nakreślony przeze mnie sposób potraktowania zwłok pewnych nieukaranych za życia złoczyńców. Jozjasz jest bowiem ukazany na kartach Pisma św. jako król dobry, bogobojny i sprawiedliwy, a jego czyn wykopania i spalenia kości zmarłych wcześniej ludzi nie został w żadnym miejscu Biblii napiętnowany czy zganiony.

    Na sam koniec dodam i sprecyzuję, iż oczywiście nie nawołuję w tym artykule do samosądów oraz innych przestępstw (zabijania cudzołożnych i zboczonych księży lub samowolnego bezczeszczenia ich zwłok). Po prostu uważam, że władze cywilne powinny ustanawiać prawa, które w ten sposób represjonowałyby takie grzechy. Co niech da nam Bóg wszechmogący w Trójcy Jedyny oraz Pan nasz i Zbawca Jezus Chrystus, któremu niech będzie cześć, chwała i uwielbienie na wieki wieków Amen.

  2. O tym jak Bóg ukarał pewnego księdza „geja” i jego obrońcę

    Leave a Comment

    Ta historia wydarzyła się naprawdę. Nie jest żadną tajemnicą, iż w Kościele katolickim funkcjonuje tzw. różowe lobby (chodzi o wzajemnie wspierających się homoseksualistów i kryjących ich ludzi). Działania owego lobby doświadczył jeden z mych znajomych. I mimo całego tragizmu tej sytuacji, nie pisałbym o jego przypadku, gdyż podobnych zapewne było tysiące. Jest jednak w tej historii pewna szczególna lekcja, którą warto pokazać innym.

    W czym zatem rzecz? Otóż, pewien człowiek (ów mój znajomy – nazwijmy go „Andriej”) wstąpił do jezuickiego nowicjatu zakonnego w jednym z krajów byłego bloku wschodniego. I tam jeden z jego przełożonych, uczony teolog, okazał się być czynnym homoseksualistą i pijakiem (nazwijmy go „Ksiądz Enrique”) . W pewnym momencie „ks. Enrique” złożył „Andriejowi” propozycję, by ów został jego kochankiem. „Andriej” odmówił i być może sprawa nie miałaby dalszego ciągu, gdyby nie fakt, że nie chciał on tej sprawy zostawić ot tak sobie. Zaczął więc on działać w kierunku tego, by „ks. Enrique” został jakoś ukarany przez władze kościelne, za praktykowanie swego zboczenia. W ramach tych działań „Andriej” poszedł więc ze skargą do głównego przełożonego swego nowicjatu (nazwijmy go „Księdzem Hansem”). „Ksiądz Hans” wysłuchał „Andrieja” i odparł: „My o tym wiemy i oczywiście nie jest to dobre. Ksiądz Enrique jest jednak dobrze zapowiadającym się teologiem i może poczynić duże zasługi dla naszego zakonu. Poza tym, stoją za nim ważni ludzie w Watykanie, więc i tak nie możemy nic mu zrobić„.  Koniec końców zaś, to nie „ks. Enrique” został ukarany przez swych przełożonych, ale to „Andrieja” wyrzucono z zakonnego nowicjatu. Dodam jeszcze, że gdy „Andriej” napominał „księdza Enrique”, by porzucił swój homoseksualny styl życia, bo inaczej spotka go kara Boża, ten naśmiewał się z niego, pukając się po głowie.

    „Andriej” został więc wyrzucony z nowicjatu, a ks. „Enrique” dalej w nim był. To jednak nie koniec tej historii. Otóż, pewnego dnia, ksiądz „Enrique” oddawał się seksualnym uciechom z męską prostytutką (i jednocześnie kryminalistą) w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Coś poszło jednak nie tak – i seksualna zabawa skończyła się tym razem dla owego księdza tragicznie. Otóż, ów kochanek po seksie, zabił „Enrique” (nie wiem, czy była to kłótnia kochanków, czy może ów ksiądz był zamieszany w jakieś gangsterskie porachunki). Niespodziewanie jednak, krótko po akcie tego zabójstwa, gdy kochanek „Enrique” nie zdążył się jeszcze ulotnić, do mieszkania wszedł ksiądz „Hans” (ten sam, który wcześniej „de facto” odmówił ukarania „Enrique’a”).  W ten sposób „Hans” też padł śmiertelną ofiarą owego kryminalisty, gdyż ów oczywiście nie chciał pozostawiać przy życiu świadka tego zdarzenia. Taki też był koniec „Enrique” i „Hansa”. Ten pierwszy, w pewnym sensie, zginął od narzędzia własnego grzechu (czyli z rąk swego kochanka), a ten drugi będący faktycznym obrońcą owej nieprawości dokończył swego żywota w podobny sposób.

    Jaka lekcja płynie z tej historii? Otóż, Pismo święte naucza, że: „przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę” (Mądrości 11, 16); „i tych, co w głupocie swej  żyli niegodziwie, skarałeś przez ich własne bezeceństwa” (Mądrości 12, 23). Historia ludzkości nieraz już pokazała sprawdzanie się tych prawd w praktyce. Przykładowo, Haman, który chciał powiesił wuja królowej Estery, sam później zginął na szubienicy (Estery 5); Salome, która doprowadziła do ścięcia św. Jana Chrzciciela, umarła pod załamującymi się bryłami lodu na rzecze, które to ucięły jej głowę; Jerozolima, gdzie podburzony tłum domagał się ukrzyżowania Pana Jezusa, w 70 roku po Chr. była świadkiem tego, iż codziennie przez pół roku, Rzymianie krzyżowali w niej około 500 Żydów (97 tysięcy żydowskich młodzieńców zostało zaś sprzedanych do niewoli w cenie 30 ludzi za 1 srebrnik).

    Napoleon mawiał: „Przypadek jest bogiem głupców„. Ktoś inny zaś powiedział: „Nie ma przypadków, są tylko znaki„. W tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie wiemy, iż o żadnym ze zdarzeń nie  można powiedzieć, że było czystym przypadkiem, gdyż nad wszystkim w tym czy innym sensie czuwa Boża opatrzność. Wiemy też, że choć „Bóg nie jest rychliwy, jednak jest sprawiedliwy„. W zrelacjonowanym przeze mnie powyżej przypadku księży „Enrique i Hansa” widać jak na dłoni słuszność owych biblijnych prawd. „Enrique” nie dość, że czynił swą sromotę, to jeszcze naśmiewał się z napomnień do niego skierowanych. „Hans” co prawda tego nie czynił, ale odmową działania w tej sprawie, faktycznie wziął w obronę niecne postępowanie swego podwładnego. Obaj zginęli z ręki innego homoseksualisty – a  sceneria ich śmierci była doprawdy żałosna: leżeli w kałużach krwi pośród zużytych prezerwatyw i opróżnionych butelek po alkoholu.

    Zaiste: „gdy Twe sądy jawią się na ziemi, mieszkańcy świata uczą się sprawiedliwości”  (Izajasz 26, 9).  Źle jednak by się stało, gdybyśmy w przytoczonej historii zatrzymali się tylko na księżach „Enrique i Hansie”. Pamiętajmy wszak, że jeśli „nie będziemy pokutować, wszyscy podobnie zginiemy” (Łukasz 13, 3).