Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Tag Archive: historia Polski

  1. W obronie honoru profesora Bartoszewskiego

    Leave a Comment

    Gdy w swym ostatnim artykule krytykującym czynienie z „Łupaszki” naszego narodowego bohatera, stwierdziłem, iż w historii Polski istnieje wiele postaci znacznie bardziej od niego godnych podziwiania i naśladowania, pośród których wymienić można m.in. prof. Władysława Bartoszewskiego, w odpowiedzi odezwało się wiele pełnych oburzenia głosów sprowadzających się do tego, iż ów miał być tak naprawdę antypolskim szubrawcem, który „Łupaszce” nie był godzien butów czyścić.

    Cóż, uważam i upieram się przy tym, iż postać nieżyjącego już Władysława Bartoszewskiego – choć oczywiście nieidealna i nie bez skazy – w wielu aspektach swego życiorysu zasługuje na szacunek, podziw i stawianie za wzór do naśladowania dla innych. W wielu, to nie znaczy, jednak, że dokładnie we wszystkich aspektach. Ponadto, porównując możliwe upadki, błędy i słabości prof. Bartoszewskiego z upadkami, błędami i słabościami „Łupaszki” trudno mieć większe wątpliwości co do tego, która z tych dwóch postaci zdecydowanie bardziej nadaje się by być szanowana i honorowana.

    Można by długo wymieniać listę dobrych czynów i postaw prof. Bartoszewskiego, począwszy od jego odważnej i walecznej postawy w czasie II wojny światowej (walka w ramach AK, pomoc niesiona Żydom, etc.) poprzez jego zaangażowanie w pierwszych latach powojennych oraz późniejszym okresie PRL i III RP (zaangażowanie w opozycję antykomunistyczną, działania na rzecz polsko-niemieckiego i polsko-żydowskiego pojednania, spory dorobek naukowy, itp.). Dodać do tego można jeszcze jego różne dobre, a bardziej osobiste cechy charakteru, jak np. szczerość, odwagę, uczciwość, serdeczność, itd. Wszystko to sprawia, iż człowiek ten był jedną z pozytywnie wyróżniających się w naszym społeczeństwie postaci, którą pod niejednym względem należy chwalić i stawiać innym za wzór.

    Owszem, z drugiej strony prof. Bartoszewski był tylko człowiekiem, któremu zdarzało się formułować błędne albo dwuznaczne oceny, który mniej lub częściej grzeszył, upadał, ulegał niedoskonałościom, etc. W tym względzie, zarzucić by mu można chyba zbyt mocne, a przez to przesadzone wypowiedzi krytyczne względem rządów PiS, czy też wspieranie Platformy Obywatelskiej. Czy jednak ta okoliczność upoważnia do nazywania Władysława Bartoszewskiego „zdrajcą Polski”, „szubrawcem”, itp? A tym bardziej, czy można powiedzieć, iż tego rodzaju jego działania były czymś gorszym i bardziej złym od czynów i postawy „Łupaszki”, który odpowiedzialny był za samowolne egzekucje, oraz prawdopodobnie wydał rozkaz zabijania litewskich kobiet i dzieci? Cóż, już sam zdrowy rozsądek podpowiada, że moralna waga tych dwóch postaw obu wymienionych wyżej ludzi należy do zupełnie innych kategorii. Popieranie bądź zwalczanie tej czy innej opcji politycznej, zwłaszcza w sytuacji, gdy owe opcje tak naprawdę nie różnią się wieloma rzeczami, jest kwestią dość trudną i skomplikowaną do bardziej jednoznacznej oceny etycznej. Ani bowiem PiS nie jest i nie była idealną partią, ani też PO nie stanowi istnego wcielenia piekielnych legionów. Obie partie posiadają tak swoje zalety, jak i wady, i choć sam w sporze pomiędzy oboma częściej wspieram PiS, to znajomość pewnych realiów politycznego życia (również tych bardziej „zakulisowych”) nie pozwala mi na wydawanie w tym względzie bardzo kategorycznych ocen moralnych. Poza tym, nawet gdyby uznać wsparcie jakiego prof. Bartoszewski udzielał PO za coś ewidentnie i bardzo złego, to i tak trudno jest to porównać z aktami morderstw, jakich w mniejszym bądź większym zakresie dopuszczał się „Łupaszka”. Cóż to w ogólne za pojęcie moralności,w którym wybiela się sprawcę samowolnych krwawych egzekucji, a jednocześnie dokonuje się skrajnej krytyki za popieranie PO? Dodam zresztą, iż jakkolwiek prof. Bartoszewski wspierał PO, to tyczyło się to bardziej pewnych aspektów działalności i rządów tej partii, aniżeli dokładnie wszystkiego co owa czyniła i głosiła. Nie przypominam np. sobie, by prof. Bartoszewski wypowiadał się w obronie tzw. kompromisu aborcyjnego czy popierał dofinansowanie metody In Vitro. Być może zatem, Władysław Bartoszewski w swym sumieniu doszedł do wniosku, iż ważąc różne wady i zalety PO, tych drugich jest więcej niż w PiS i dlatego należy popierać tę partię. Dla mnie taka ocena byłaby błędna, ale nie nadawałaby się ona na przedmiot jakiejś ostrej nagany, która odsuwałaby w cień wszelkie inne zasługi, cnoty i dobre czyny prof. Bartoszewskiego. Owszem, w pewnym momencie zadeklarował, iż widziałby możliwość prawnego rejestrowania zaistniałych wcześniej homoseksualnych związków partnerskich, jednak należałoby je wyraźnie odróżniać od instytucji małżeństwa. Oczywiście, był to jeden z jego jawnie błędnych poglądów, ale z drugiej strony nie wyróżniał się on zbytnią radykalnością ani na tle polskiej sceny politycznej (nawet niektórzy eksponowani działacze PiS mówili coś podobnego) ani nawet na tle hierarchii kościelnej (różni kardynałowie twierdzili podobnie, na czele z uważanym za twardego konserwatystę, kard. Pellem z Australii).

    Warto jeszcze wspomnieć o jednej, szczególnie ohydnej, wobec prof. Bartoszewskiego sugestii, a mianowicie, jakoby fakt, iż został on wypuszczony z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu świadczy o tym, że miał jakieś podejrzane powiązania z hitlerowcami. Bliższe przyjrzenie się wiarygodności tego zarzutu nie wytrzymuje jednak krytyki. Ot, choćby z tego względu, iż wypuszczanie na wolność więźniów niemieckich obozów nie było może bardzo częstą praktyką, ale nie było też jakimś absolutnym wyjątkiem i zdarzało się to z różnych powodów. Ponadto, zupełnie fałszywa jest sugestia, jakoby prof. Bartoszewski miał być wypuszczony z obozu koncentracyjnego dzięki temu, iż jego siostra była żoną SS-mana, gdyż po pierwsze: nie miał on siostry, a po drugie: Niemcy nie mogli żenić się Polkami, gdyż byłoby to jawnym i brutalnym naruszeniem obowiązujących w III Rzeszy (i na terenach przez nią okupowanych praw o „czystości rasowej”). Więcej na temat zupełnego braku podstaw sugestii tyczących się podejrzanych okoliczności uwolnienia Władysława Bartoszewskiego z Oświęcimia można przeczytać w tym artykule: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/04/28/l4-z-obozu-smierci-wyjasniamy-dlaczego-wladyslaw-bartoszewski-wyszedl-z-auschwitz/ . Jeśli już o coś można by się przyczepiać w tym kontekście do prof. Bartoszewskiego to o fakt, iż opuszczając obóz podpisał nieprawdziwe w swej treści oświadczenie o tym, że był „dobrze traktowany i na nic nie chorował”, co było oczywiście kłamstwem, gdyż przez kilka miesięcy był nawet leczony w obozowym szpitalu. Ujmując zaś tę sytuację bardziej tradycyjnie  po katolicku, to winno się raczej być gotowym dalej znosić ciężkie cierpienia w obozie aniżeli dopuścić się kłamstwa (które dodatkowo miało uwiarygadniać politykę III Rzeszy), które jest zakazane i złe nawet w najlepszym celu. Ale i tym wypadku, trudno porównać postępowanie prof. Bartoszewskiego do czynów „Łupaszki”, gdyż kłamstwo w celu osiągnięcia dobrego celu choć jest zawsze zakazane, to jednak jest grzechem powszednim, zaś morderstwo jest jednym ze szczególnie ciężkich grzechów.

    Jeśli zaś chodzi o inny z często podnoszonych wobec prof. Bartoszewskiego zarzutów, a mianowicie, iż miał on sprzeciwić się odznaczeniu orderem „Orła Białego” rotmistrza Pileckiego, to i ów opiera się na manipulacji. Władysław Bartoszewski był bowiem z samej zasady niechętny przyznawaniu tego orderu w trybie pośmiertnym, a więc sugerowanie, iż chciał on w ten sposób wyrazić swą wrogość wobec Pileckiego jest już nadinterpretacją.

    I tak na koniec, używam w stosunku do Władysława Bartoszewskiego tytułu „profesor”, gdyż takowy tradycyjnie i zwyczajowo należy się nie tylko osobom z formalnym wykształceniem, ale także tym, których dorobek naukowy był wielki oraz faktycznie honorowany przez różne gremia profesorskie. Poza tym Bartoszewski przez kilka lat wykładał w Niemczech jako tzw. visiting profesor, co też przyjmuje się jako powód uprawniający do stosowania wobec takiej osoby tego tytułu.

    Podsumowując: prof. Bartoszewski jak my wszyscy był grzesznikiem, błądził w swych niektórych ocenach i poglądach, czasami zdarzało się mu się przesadzać, a być może i osądzić kogoś niesprawiedliwie, ale nie wydaje się, by te rzeczy tak poważnie wpływały na ocenę całokształtu jego życiorysu, by lekceważyć jego liczne zasługi, cnoty i dobre czyny. A z pewnością już w zestawieniu z „Łupaszką” jawi się jako postać o wiele bardziej wzniosła i godna naśladowania.

     

     

  2. Czy „Łupaszka” powinien być naszym bohaterem narodowym?

    Leave a Comment

    24 kwietnia b. roku, w Warszawie z wielką pompą odbył się uroczysty – państwowy i kościelny – pogrzeb majora Zygmunta Szendzielarza (pseudonim „Łupaszka”). Ta uroczystość stanowiła symboliczne uznanie po latach tej postaci za osobę niezwykle cenną dla polskiej historii i tożsamości narodowo-państwowej. Jako, że wcześniej nie doczekał się normalnego pochówku i był też skrajnie krytycznie oceniany przez propagandę PRL-u ,”Łupaszka” został w ten sposób przez aktualne władze naszego kraju nie tylko „ostatecznie” zrehabilitowany, ale też włączony do kanonu bohaterów narodowych, których pamięć należy kultywować, a czyny (w domyśle) w razie potrzeby naśladować.

    Czy jednak słusznie tak się stało? Cóż, można by mieć wątpliwości, nawet co do zasadności samego pochówku kościelnego dla Zygmunta Szendzielarza, gdyż przed swą śmiercią w żaden zewnętrzny sposób nie wyraził on skruchy za popełnione przez poważne nieprawości, a mianowicie liczne akty dokonywanych i aprobowanych przez niego samowolnych egzekucji na przedstawicielach nowej socjalistyczno-komunistycznej władzy. Zabójstwa te nie były moralnie usprawiedliwione, gdyż „Łupaszka” nie był przez żadną cywilną władzę upoważniony do prowadzenia regularnych działań zbrojnych oraz orzekania i wykonywania kary śmierci choćby i względem złych ludzi. Jego zatem działalność jako „Żołnierza Wyklętego” była zatem poważnym naruszeniem ładu moralnego, zaś tradycyjna dyscyplina kościelna przewidywała pozbawienie kościelnego pogrzebu jawnych grzeszników, którzy przed swą śmiercią nie dali żadnych zewnętrznych oznak skruchy za popełnione przez siebie złe czyny. Na postaci majora Szendzielarza oprócz jego powojennej zbrojnej działalności cieniem się kładzie również jeden z aspektów jego aktywności w czasie niemieckiej okupacji. Chodzi oczywiście o zbrodnie popełnione przez żołnierzy dowodzonej przez niego Piątej Brygady Wileńskiej AK na litewskiej ludności cywilnej w Dubinkach i okolicznych wsiach, w wyniku której śmierć poniosło – wedle różnych szacunków od 27 do 68 osób, w zdecydowanej większości kobiet i dzieci. Była to akcja odwetowa za popełnione wcześniej przez oddziały litewskiej pro-nazistowskiej policji liczne masakry na Polakach. Jednak choć taka zemsta może wydawać się na płaszczyźnie psychologicznej i emocjonalnej zrozumiała, nie ma wątpliwości, iż nie da się jej moralnie usprawiedliwić, gdyż „dobry cel nie uświęca złych środków„, a zamierzone zabicie choćby jednej niewinnej osoby jest rzeczą absolutnie zakazaną, złą i bezbożną.  Cel polegający na odstraszaniu litewskich kolaborantów od dalszych mordów na Polakach oraz na ich ukaraniu był co prawda dobry, ale już środek do tego użyty, jakim było dokonanie krwawych egzekucji na tych Litwinach, co do których nie było często żadnych silniejszych poszlak, iż mogli oni ponosić choćby i tylko moralną odpowiedzialność za dokonane przez ich rodaków wcześniej zbrodnie na Polakach, był z pewnością niegodziwy.

    Co ma do tego jednak postać Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”? Historycy co prawda nie są zgodni odnośnie tego, czy ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za zbrodnię wojenną dokonaną przez jego oddział w Dubinkach i okolicach, jednak istnieją silne poszlaki na rzecz twierdzenia, iż niestety w świadomy i zamierzony sposób wydał on swym żołnierzom rozkaz dokonania tej rzezi. Otóż, wedle relacji ówczesnego zastępcy „Łupaszki” – por. cc Jana Wiktora Wiącka „Rakoczego”na wieść o dokonanej przez Litwinów masakrze na polskiej ludności cywilnej w Glinciszkach: „dowódca 5-tej Brygady wysłał 2 szwadrony na Litwę w celu wykonania podobnej egzekucji jako represji na ludności litewskiej”. Relacja ta wydaje się być wiarygodną, gdyż nie została uzyskana pod przymusem czy torturami, a miejscem jej złożenia był powojenny Londyn, a nie np.  więzienie w Warszawie albo Moskwie. Poza tym, akcją odwetową w Dubinkach dowodziło i kierowało dwóch bezpośrednich zastępców majora Szendzielarza, którzy nigdy nie zostali za nią przez niego ukarani. Istnieje zatem, co najmniej bardzo poważna wątpliwość co do tezy obrońców „Łupaszki” czy rzeczywiście nie wydał on rozkazu polecającego zabijanie litewskich cywilów w odwecie za wcześniejsze zbrodnie Litwinów na Polakach. Ponadto, ów akt odwetu był złamaniem rozkazu dowództwa Armii Krajowej, które stanowczo zakazało podobnych działań. Nie sposób też pominąć milczeniem, iż zbrodnia w Dubinkach była sprzeczna z  rycerskim etosem Armii Krajowej, która ogólnie rzecz biorąc unikała bezpośredniego atakowania niepolskiej ludności cywilnej słusznie uważając takie działania za niegodziwe i plamiące żołnierski honor.

    Pozostaje więc pytanie, na ile wychowawcze i historycznie konstruktywne jest kreowanie na bohaterów narodowych postaci co do których dobroci postępowania istnieją tak poważne etycznie wątpliwości? Zwłaszcza, w sytuacji, gdy polska historia zna przecież szereg przykładów osób, których postępowanie nawet jeśli nie było bez skazy i grzechu, to jednak stanowiło o wiele klarowniejszy i wznioślejszy wzór do naśladowania – np. rotmistrz Pilecki, Fieldorf Nil, prof. Bartoszewski. Czy naprawdę jako Polacy chcemy iść drogą Ukrainy, która swą narodową i państwową tożsamość buduje na kulcie zbrodniarzy i morderców?

     

    Przeczytaj też: https://salwowski.net/2016/03/20/czy-zolnierze-wykleci-postepowali-moralnie/