Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Błędy i dwuznaczności ks. Szymona Bańki (FSSPX) odnośnie aborcji, cz. I

W jednym z programów umieszczonych na internetowym kanale „Media Narodowe” należący do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Szymon Bańka – który pełni też funkcję redaktora naczelnego pisma „Zawsze Wierni” – wyraził w najlepszym wypadku bardzo dwuznaczną myśl na temat dopuszczalności tzw. aborcji w przypadku, gdy rozwój życie nienarodzonego dziecięcia ma zagrażać życiu matki. Otóż ks. Bańka po stwierdzeniu, iż „zasadniczo” nie ma wyjątków od zakazu zabijania niewinnych istot ludzkich stwierdził, co następuje:

(…) W przypadku jakichś absolutnie wyjątkowych przypadkach, gdybyśmy mieli do czynienia z faktycznie równowagą, czyli życie za życie, kiedy rozwój dziecka ewidentnie prowadziłby do śmierci, nieuchronnie, kiedy mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją. Wtedy trzeba by ten konkretny przypadek bardzo, bardzo dokładnie badać i zastanawiać się, co można zrobić? Ale, zasada jest, ogólna zasada jest prosta: nie wolno pozbawiać życia istoty niewinnej.

Następnie prowadzący z nim wywiad redaktor Michał Murgrabia sformułował następujące pytanie:

(…) A druga rzecz, odpowiedział Ksiądz od razu na następne pytanie: czy są przypadki, kiedy dokonujący aborcji może nie ponieść grzechu z tego powodu? To też już wybrzmiało. Bo jednak są pewne wyjątki. I należy też pamiętać o tym, myślę, że to jest bardzo ważne żeby to sobie uświadomić, że z wyjątków nie należy czynić reguły. Czy dobrze rozumiem, proszę Księdza?

Ks. Szymon Bańka odpowiedział na to w następujący sposób:

Oczywiście z wyjątków nie należy czynić reguły. I tutaj, wyjątki o których Pan wspomniał, nie używałbym nawet liczby mnogiej. Mnie jest znany jeden przypadek, gdzie można by się zastanawiać, to znaczy, gdzie faktycznie teologia moralna zastanawia się, czy nie można potraktować wtedy tego dziecka, jako tak zwanego (w cudzysłowiu) „niesprawiedliwego agresora”. To znaczy oczywiście, nie, nie dobrowolnie, to znaczy oczywiście to dziecko nie jest w stanie być agresorem, ale kiedy rozwój dziecka faktycznie zabija bezpośrednio, prawda, wtedy być może mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją, która by pozwoliła na ratowanie życia matki w ten sposób. Ale to są przypadki naprawdę absolutnie wyjątkowe, gdzie każdy pojedynczy przypadek trzeba rozważać osobno. Także, odpowiedź na pytanie brzmi: aborcja zawsze jest zakazana, jeśli mielibyśmy sytuację taką, jaką opisałem, że rozwój tego dziecka bezpośrednio zabija matkę, wtedy trzeba ten konkretny przypadek naprawdę ocenić pojedynczo. Znaczy, naprawdę tym konkretnym przypadkiem się zająć i poradzić, znaczy się w sensie, jakby Kościół, kapłana powinien poradzić, skonsultować, konsultując to również z lekarzem, co należy zrobić. Także, nie mówiłbym tu o jakichś wyjątkach od reguły, bo to są sytuacje absolutnie wyjątkowe, gdzie naprawdę trzeba bardzo osobiście i konkretnie potraktować ten konkretny przypadek.

Zatrzymajmy się na chwilę nad wymową cytowanych stwierdzeń ks. Szymona Bańki. Otóż z jednej strony stwierdza on, że co prawda „aborcja jest zawsze zakazana” jednak w przypadkach „absolutnie wyjątkowych” – czyli wówczas, gdy kontynuowanie donoszenia ciąży zagraża życiu matki – ów zakaz nie jest już wcale taki pewny i dalsze postępowanie w tej sytuacji należy skonsultować z kapłanem oraz lekarzem. Ksiądz Bańka nie mówi przy tym jednak, że celem tych konsultacji powinno być ocalenia życia nienarodzonego dziecka przez, co faktycznie daje furtkę przyzwoleniu na aborcję w tym jednym wypadku – czyli w sytuacji zagrożenia życia matki.

Nie inaczej powyższe słowa ks. Szymona Bańki zinterpretował redaktor Michał Murgrabia, który skomentował je w poniższy sposób:


Ja myślę, że może tu nastąpić bardzo duże zdziwienie za strony naszych widzów, którzy na przykład nie są przychylni Kościołowi, a którzy często mieli takie wyobrażenie dotychczas, że Kościół restrykcyjnie przymusza ludzi, prawda, żeby tam, broń Boże, nie wychylili się poza te ramki, które są dozwolone, że aborcja jest zawsze złem, bezwzględnym złem i tak dalej, i tak dalej. Więc myślę, że ci ludzie, którzy byli przynajmniej bardzo niechętnie nastawieni dotychczas do kapłanów, czy do Kościoła, zrozumieją, że jednak Kościół patrzy na tą sprawę, dość powiedziałbym zdroworozsądkowo, a nie tak jak koń, który ma klapki na oczach, prawda, bez względu na wszystko, idziemy cały czas do przodu.

Niestety, cytowana wypowiedź redaktora „Mediów narodowych” nie spotkała się z żadnym sprostowaniem ze strony ks. Szymona Bańki, przez co jego wcześniejsze i tak bardzo dwuznaczne wywody w tej sprawie urosły do faktycznego wsparcia jednego z błędów doktrynalnych. Oczywiście, treścią owego błędu jest twierdzenie, iż co prawda zabijanie nienarodzonych dzieci jest „prawie zawsze zakazane” jednak w przypadku zagrożenia życia matki można uznać, że nie jest to obiektywnie złe i zabronione [1].

Czy ten pogląd da się uzasadnić w świetle nauczania katolickiego? Cóż, zacznijmy od tego, iż wedle tradycyjnej doktryny Kościoła istnieją czyny wewnętrznie złe, od których zakazu nie ma absolutnie żadnych, ale to żadnych wyjątków. To nie jest tak, że owe czyny są „prawie zawsze złe i zabronione” ale na przykład w 1 na 100 000 000 przypadków mogą być one dozwolone. Po prostu one są złe zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach i nie są one dozwolone nigdy i nikomu. Jeśli ktoś nie wierzy mi, że takie jest właśnie nauczanie katolickie na temat niektórych z czynów, to zachęcam go chociażby do uważnej lektury encykliki „Veritatis Splendor” papieża Jana Pawła II, a zwłaszcza jej punktów numer 52, 80-81, 92. Tradycyjna doktryna o absolutnym i nieznającym żadnych wyjątków zakazie pewnych zachowań została też streszczona w punktach numer 1754 oraz 1756 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Absolutnie każda aborcja jest zakazana i niemiła Bogu

Pozostaje zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy konkretnie aborcja należy do czynów wewnętrznie złych, a więc takich, od których moralnego zakazu nie ma absolutnie żadnych wyjątków? Oczywiście, że tak jest. Skoro nawet kłamstwo wedle doktryny katolickiej jest wewnętrznie złe, to coś o wiele gorszego, czyli zamierzone zabicie niewinnej osoby ludzkiej tym bardziej należy do tej kategorii ludzkich zachowań. A doktrynalnych dowodów na takie postawienie sprawy jest wiele.

I tak np. jedna z rzymskich kongregacji w dniu 28 maja 1884 roku odpowiedziała w przeczący, negatywny sposób na zapytanie kardynała Caverot z Lyonu, w której ten pytał się o to, czy można tolerować interwencję chirurgiczną zwaną kraniotomią (rozkawałkowaniem czaszki), jeśli bez tego zabiegu umrze tak matka, jak i dziecko. Z kolei, w dniu 14 sierpnia 1889 roku Watykan stwierdził, iż moralnie zakazany jest „każdy zabieg chirurgiczny, który bezpośrednio powoduje śmierć płodu lub ciężarnej matki”.

Do sytuacji zagrożenia życia matki w bezpośredni sposób odniósł się też papież Pius XI w encyklice Casti Connubi:

W sprawie „indykacji lekarskiej lub terapeutycznej” – by użyć tych określeń – wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla takiej matki, której spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu Bożemu i głosowi przyrodzonemu: „Nie zabijaj” (Exod., XX, 13; cfr. Decr. S. Offic. 4 Maii 1898, 24 Julii 1895, 31 Maii 1884). Życie dziecięcia tak samo święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się przeciw tym niewinny istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych. Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu [2].

Pius XII z kolei, omawiając ten sam problem stwierdził:

„Błędem jest formułowanie pytania w sposób alternatywny: albo życie dziecka, albo życie matki. Nie: ani życie dziecka, ani życie matki nie mogą być wydane na zatracenie. Tak w odniesieniu do jednego, jak i do drugiego, jedyną konieczną zasadą powinno być zastosowanie wszelkich możliwych środków, aby uratować życie, zarówno życie matki, jak i życie dziecka” (Przemówienie z dnia 27 listopada 1951 r., wygłoszone na kongresie „Frontu rodziny”) [3].

Wreszcie w encyklice „Evangelium Vitae” Jan Paweł II dał wyraźnie do zrozumienia, iż nauczanie katolickie o nie znającym żadnych wyjątków absolutnym zakazie bezpośredniego i zamierzonego zabijania niewinnych osób ludzkich ma charakter nieomylny, gdyż należy do zwyczajnego i powszechnego Magisterium Kościoła:

„(…) przykazanie „nie zabijaj” ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed samowolą i przemocą innych.

Istotnie, absolutna nienaruszalność niewinnego życia ludzkiego jest prawdą moralną bezpośrednio wynikającą z nauczania Pisma Świętego, niezmiennie uznawaną przez Tradycję Kościoła i jednomyślnie głoszoną przez jego Magisterium. Ta jednomyślność jest oczywistym owocem owego „nadprzyrodzonego zmysłu wiary”, wzbudzonego i umacnianego przez Ducha Świętego, który chroni od błędu Lud Boży, gdy „ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów”.

Wobec stopniowego zacierania się w sumieniach i w społeczeństwie świadomości, że bezpośrednie odebranie życia jakiejkolwiek niewinnej ludzkiej istocie, zwłaszcza na początku i na końcu jej egzystencji, jest absolutnym i ciężkim wykroczeniem moralnym, Magisterium Kościoła nasiliło swoje wystąpienia w obronie świętości i nienaruszalności życia ludzkiego. Z Magisterium papieskim, które szczególnie często powracało do tego zagadnienia, było zawsze złączone nauczanie biskupów, zawarte w licznych i obszernych dokumentach doktrynalnych i duszpasterskich, ogłaszanych zarówno przez Konferencje Episkopatów, jak i przez poszczególnych biskupów. Również Sobór Watykański II poświęcił tej sprawie zwięzłą, ale stanowczą i jednoznaczną wypowiedź.

Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.

Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”.

Pod względem prawa do życia każda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równość stanowi podstawę wszelkich autentycznych relacji społecznych, które rzeczywiście zasługują na to miano tylko wówczas, gdy są oparte na prawdzie i na sprawiedliwości, uznając i broniąc każdego człowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, którą można rozporządzać. Wobec normy moralnej, która zabrania bezpośredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim «nędzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jesteśmy wszyscy absolutnie równi”. (…)


Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie — choć byli rozproszeni po świecie — aprobatę dla tej doktryny — oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne ” (tamże, n. 57 i 62) [4].

Nauczanie katolickie jest więc jasne, nigdy i nigdzie, w jakichkolwiek okolicznościach nie ma się moralnego prawa do bezpośredniego oraz zamierzonego zabicia niewinnej osoby ludzkiej. Tą prawdę niestety – najpewniej nieświadomie – poddają w wątpliwość tak redaktor Michał Murgrabia, jak i ks. Szymon Bańka z Bractwa św. Piusa X.

Zasada podwójnego skutku a absolutny zakaz aborcji

Ktoś może jednak powie, że sytuacja zagrożenia życia matki stwarza swoisty moralny pat, gdyż nie da się zeń wyjść bez zabicia którejś z niewinnych osób, a więc albo dziecka, albo matki. Otóż bardzo ważnym elementem w zakazie zabijania niewinnych osób ludzkich jest stwierdzenie, iż nigdy nie wolno tego czynić w sposób bezpośredni oraz zamierzony. Nie jest jednak w sposób absolutny zakazane pośrednie i niezamierzone spowodowanie śmierci niewinnej osoby. Wynika to choćby z tradycyjnie nauczanej przez moralistów katolickich zasady tzw. podwójnego skutku.
Reguła ta pozwala na czynienie aktów, które ze swej istoty są albo dobre, albo też neutralne moralnie, jednak z którymi wiąże się mniejsze lub większe ryzyko wystąpienia złych skutków [5]. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia np. w przypadku zagadnień związanych z ciążą zagrażającą życiu matki. Jasnym jest, iż nigdy, nawet dla ratowania życia matki, nie wolno jest dokonać aborcji. Byłoby to bowiem złamanie zasady mówiącej, iż „Cel nie uświęca środków”. W ten sposób zgodzilibyśmy się, iż w szlachetnym celu (ratowania niewinnego życia matki) można sięgnąć po zły i niegodziwy środek (morderstwo niewinnego i bezbronnego dziecka). Tym samym zniszczylibyśmy jedno niewinne życie, by ratować innego niewinnego. Zamordowalibyśmy jednego człowieka, by uleczyć innego. W tak dramatycznych okolicznościach jedyne co jest dopuszczalne; to poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmiercenie dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego życia celem ratowania innego niewinnego człowieka, ale jedynie przewiduje się, że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację, w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować, kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko, może nie zdążyć pomóc matce. Nie mniej jednak ów strażak nie ma prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi, po to by łatwiej mu było ratować pozostałych.

Każda aborcja jest zakazana, ale nie każda musi ściągać na sumienie osobistą winę grzechu ciężkiego

Warto też dodać, iż absolutny i nieznający żadnych wyjątków zakaz bezpośredniej aborcji nie musi oznaczać, że zakłada się domniemanie ciężkiej osobistej winy u dokładnie wszystkich osób, które dopuściły się tego czynu. Owszem, aborcja jako taka jest materią grzechu ciężkiego, ale do zaistnienia osobistej winy grzechu śmiertelnego potrzebna jest jeszcze pełna świadomość oraz pełna dobrowolność. Gdy brak jest przynajmniej jednego z tych czynników, nie możemy mówić o zaistnieniu grzechu śmiertelnego. Coś, co obiektywnie rzecz biorąc, jest ciężkim wykroczeniem przeciw Bożemu prawu, subiektywnie może obciążać sprawcę jedynie w stopniu lekkim. Może się nawet zdarzyć, iż sprawca danego czynu był tak bardzo nieświadomy zła, które popełniał, albo subiektywnie czuł, iż jego wolność jest całkowicie skrępowana, iż nie zaciągnął na swe sumienie nawet grzechu powszedniego. Rzecz jasna, różne ekstremalne okoliczności oraz chwalebne intencje należą do tego rodzaju czynników, które mogą w znacznym stopniu utrudnić rozeznanie zła danego czynu, oraz skrępować dobrowolność podejmowanych decyzji. Najbardziej skrajne okoliczności nie usuwają jednak zła danych czynów, nie czynią ich uprawnionymi, nie przemieniają je z rzeczy niemiłych Panu Bogu i zawsze zakazanych, w coś dozwolonego oraz miłego, albo przynajmniej obojętnego Stwórcy. Jedyne, co w obliczu takich skrajnych okoliczności może ulec zmianie, to ocena indywidualnej odpowiedzialności sprawcy. Nie można jednak powiedzieć, iż strach, niewiedza i tym podobne okoliczności, dają nam prawo do czynienia zła. Zmniejszą one, a czasami nawet eliminują naszą moralną odpowiedzialność, ale nie jest to równoznaczne z przyznaniem, iż wolno jest nam popełniać pewne zło. Powiedzieć: „jeśli działałeś w wielkim strachu, być może nie zaciągnąłeś na swe sumienie grzechu”, nie jest tym samym, co stwierdzić: „jeśli będziesz działał w wielkim strachu, możesz skłamać albo czcić bożki, w takim wypadku jest to dozwolone”. Pierwsze z tych stwierdzeń jest prawdziwe; drugie stanowi już sytuacjonistyczną herezję. Nie wymierzenie kary za czyn stanowiący przestępstwo, nie zawsze jest tym samym, co stwierdzenie, iż w pewnych warunkach ów uczynek przestaje być przestępstwem.

Zilustrujmy powyższą zasadę takim oto przykładem: Pewna niewiasta, słabo obeznana z prawdami wiary i moralności chrześcijańskiej, jeszcze gdy była dzieckiem, została porwana do domu publicznego. Przez wiele lat była ona bita, zastraszana i poniżana. Ta biedna dziewczyna subiektywnie rzecz biorąc, nie wiedziała jak wyrwać się z prostytucji i przeciwstawić się niemoralnym poleceniom swych „przełożonych”. Zawód, jaki praktykowała, był sam w sobie ciężką zniewagą Wszechmogącego, którego nikt i nic nie może uprawomocnić. Jednak bardzo prawdopodobne jest to, iż odpowiedzialność owej prostytutki była w tym wypadku znikoma. Uwaga; nie znaczy to jednak, iż można powiedzieć: „Dziewczęta, jeżeli zdarzy się, iż będziecie bite, poniżane, zastraszane: to trudno, możecie zgodzić się oddawać swe ciało za pieniądze, póki ta dramatyczna sytuacja nie ulegnie zmianie„. Jest to dokładnie na odwrót. Należy tu powiedzieć: „Nawet, jeśli będziecie bite, poniżane i zastraszane, nie macie prawa oddawać się prostytucji, albowiem obrazicie w ten sposób Pana Boga. Wszechmogący przyjdzie wam z pomocą w tych trudnych chwilach i ostatecznie nagrodzi wasze męstwo„. Trzeba bowiem pamiętać, iż nam może się jedynie wydawać, iż w ekstremalnych okolicznościach niemożliwe jest dochowanie wierności Bożym przykazaniom.

Tak naprawdę, nigdy nie jesteśmy zmuszeni do popełnienia, któregokolwiek z wewnętrznie złych uczynków. Wszechmocny zawsze wspiera nas swą łaską i nie ma takiej sytuacji, w której musielibyśmy wybrać zło moralne. Jak uczył Jan Paweł II w punkcie nr 102 encykliki „Veritatis Splendor”:

W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe. To niezmienne nauczanie Tradycji Kościoła tak ujmuje Sobór Trydencki: <<Żaden człowiek, choć usprawiedliwiony, nie może się uważać za zwolnionego z przestrzegania przykazań; nikt nie powinien podzielać błędnego mniemania, potępianego przez Ojców, wedle którego przestrzeganie Bożych przykazań jest dla człowieka usprawiedliwionego niemożliwe. Bóg bowiem nie nakazuje tego, co niemożliwe, lecz nakazując przynagla cię, byś czynił wszystko, co możesz, a prosił o to, czego nie możesz, On zaś pomoże ci, byś mógł, albowiem „przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5, 3), a „jarzmo Jego jest słodkie i brzemię lekkie”>>” (por. Mt 11, 30). (Sobór Trydencki, Sesja VI, „Dekret o usprawiedliwieniu”, rozdz. 11).

Na sam koniec tego artykułu chciałbym jednak dodać, że nie zarzucam ani ks. Szymonowi Bańce, ani panu redaktorowi Michałowi Murgrabiemu złej woli. Myślę, że po prostu błądzą oni w kwestii aborcji nie z powodu uporu czy braku chęci podporządkowania się nauce katolickiej w tej sprawie, ale czynią to z braku dokładnej wiedzy na ten temat. Ten mój artykuł ma na celu zachęcić ich do dokładniejszego poznania doktryny Kościoła odnośnie aborcji, a następnie publicznego sprostowania głoszonych przez siebie błędów.

W następnej części mego tekstu omówię kolejną z dwuznaczności prezentowanych przez ks. Szymona Bańkę, a mianowicie sugestię, iż popieranie tzw. aborcji co prawda jest grzechem, ale nie stanowi herezji.

Mirosław Salwowski

Przypisy:

[1] Wszystkie cytowane w tym artykule wypowiedzi ks. Szymona Bańki oraz redaktora Michała Murgrabiego znajdują się pod następującym adresem internetowym: https://www.youtube.com/watch?v=7gjZV6pSwBg (minuty od 4. 54 do 8. 15).

[2] Cytat za: Pius XI, encyklika „Casti Connubi”, Portal Opoka.org.pl,
https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/casti_connubi_31121930.html

[3] Cytat za: „50 pytań i odpowiedzi o aborcji”, Kraków, brw, s. 25.

[4] Por. Jan Paweł II, „Evangelium Vitae”, wydawnictwo TUM, Wrocław 1995, s. 103 – 106.

[5] Więcej na temat zasady podwójnego skutku można przeczytać w następującej pozycji książkowej: Evencio Cofreces Merino/ Ramon Garcia de Haro, „Teologia moralna fundamentalna”, Kraków 2004, s. 237-241.