Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

O dobrej i złej „homofobii”

Ruch LGBT należy zwalczać. To nie ulega żadnej wątpliwości. Jednak w każdej walce powinny obowiązywać jakieś reguły, których nie należy przekraczać, choćby i dzięki ich złamaniu można byłoby odnieść zwycięstwo nad przeciwnikiem. Poniżej spróbuję zatem nakreślić, kiedy walka z ruchem LGBT jest moralnie oraz światopoglądowo dobra, a kiedy zaczyna ulegać wypaczeniu i degeneracji.

Dobra „homofobia”

A więc dobra „homofobia” jest wówczas, gdy:

Akcentujemy, iż grzechy homoseksualne są szczególnie ciężkie, gdyż wołają o pomstę do Nieba. Oczywiście, każdy najmniejszy nawet grzech jest rzeczą straszną, gdyż stanowi coś gorszego od nawet największego doczesnego nieszczęścia. Nie mniej jednak nie wszystkie grzechy są sobie równe. Są grzechy mniejsze i są większe. Ba, nawet pośród grzechów ciężkich nie wszystkie z nich są tak samo złe i okropne. Jedne z grzechów ciężkich bardziej obrażają Boga, a inne mniej co będzie wiązało się ze stopniem dolegliwości kar piekielnych za poszczególne z owych nieprawości. Przykładowo nierząd (czyli seks pomiędzy osobami wolnymi) jest ciężką nieprawością, ale cudzołóstwo (czyli zdrada małżeńska) jest czymś znacznie gorszym, w związku z czym cudzołożnicy będą cierpieć w piekle większe męki od tych, którzy dopuszczali się samego tylko nierządu. Wracając zaś do czynów homoseksualnych, to takowe pośród różnych grzechów ciężkich są szczególnym objawem degeneracji, gdyż stanowią bezpośrednie naruszenie naturalnego porządku i ściągają na ziemię różne Boże kary. Należy więc podkreślać szczególne zło aktów homoseksualnych, nie zaś rozmywać je w „religijnie poprawnych” sformułowaniach typu: „Homoseksualizm jest co prawda grzechem, ale przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami„.

Dobrą „homofobią” jest też popieranie prawnej karalności czynów homoseksualnych. Takie zachowania należą bowiem do czynów szczególnie niebezpiecznych społecznie i w związku z tym władze cywilne mają prawo je penalizować. Stopień surowości sankcji karnych może być różny i powinien być roztropnie rozeznawany przez osoby odpowiedzialne za sprawowanie władzy cywilnej.

Dobrą „homofobią” jest także opowiadanie się za tymi z form dyskryminacji osób homoseksualnych, które są słuszne, roztropne i sprawiedliwe. I może to tyczyć się – podkreślam nie tylko osób aktywnych homoseksualnie – ale nawet jedynie odczuwających silne tendencje homoseksualne. Przykładowo, nie jest czymś roztropnym wpuszczanie osób homoseksualnych do seminariów duchownych czy nowicjatów zakonnych. Podobnie nie jest mądrym rozwiązaniem pozwalanie osobom homoseksualnym na to, by były wychowawcami w szkołach z męskim internatem. Takie ograniczenia wobec owych ludzi są czymś słusznym, gdyż nawet jeśli dany człowiek nie ma zamiaru homoseksualnie grzeszyć, to jednak długie przebywanie w wyłącznie męskim towarzystwie może stać się dla niego silną pokusą do grzechu.

Dobra „homofobia” polega również na tym, iż unikamy nawiązywania bliższych relacji z osobami popełniającymi czyny homoseksualne wówczas, gdy coś takiego mogłoby zostać uznane za uwiarygadnianie ich złych uczynków. Św. Paweł Apostoł w imieniu Pana Jezusa nauczał wszak, że nie należy „nawet jadać” z takimi jawnogrzesznikami, którzy „zwą się naszymi braćmi” (patrz: 1 Kor 5, 9-11). Tytułem przykładu zatem, jeśli ktoś zwie się katolikiem i chrześcijaninem, a jednocześnie obnosi się ze swymi homoseksualnymi nieprawościami, to z kimś takim nie należy nawiązywać bliższych relacji.

Zła „homofobia”

Wszystko powyższe jest dobrą „homofobią”. Przejdę więc teraz do wskazania złych przejawów „homofobii”. A zatem ze złą „homofobią” mamy do czynienia wtedy, gdy:

Kierujemy w stronę osób homoseksualnych słowa o charakterze wulgarnym. Wprowadzanie – nawet do walki ze złem i niegodziwościami – wulgarnej mowy przypomina próbę wycinania zgangrenowanej tkanki za pomocą umaczanego w fekaliach noża. Najbardziej prawdopodobnym efektem takiej operacji będzie tylko rozjątrzenie ran. Wulgarność jest bowiem mocno połączona z wadą nieczystości, stanowiąc jej jakże częsty słowny wyraz oraz ekspresję. Tak jak gangrenę winno się wycinać za pomocą sterylnie czystych narzędzi, tak z grzechem sodomii należy walczyć w sposób czysty i cnotliwy, a więc bez wulgarności, oszczerstw i innych występków. Pamiętajmy o tym, czego nauczał choćby św. Paweł Apostoł: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21).

Zła „homofobia” zachodzi też wówczas, gdy w sposób samowolny używamy przemocy i siły fizycznej względem osób homoseksualnych. To bowiem władze cywilne z Bożego upoważnienia noszą miecz, by karać zło i złych (por. Rz 13, 3-4), a nie prywatne jednostki. Trudno zaś mówić o moralnie usprawiedliwionym przypadku używania przemocy w ramach tzw. koniecznej obrony w sytuacji, gdy np. demonstrujemy przeciw marszom LGBT. Pojęcie obrony koniecznej było bowiem przez tradycyjną moralistykę katolicką formułowane w ścisłym kontekście odpierania przemocy o charakterze fizycznym i nie powinno się tego pojęcia rozszerzać na innego rodzaju sytuacje.

Zła „homofobia” jest również wtedy, gdy sami nie dajemy np. swym ubiorem i wyglądem dobrej alternatywy wobec tego, co prezentują nam ruchy LGBT. Czy bowiem, dajmy na to protestująca przeciw „marszom równości” młoda niewiasta odziana w krótką obcisłą spódniczkę prezentuje znacznie lepszy widok, niż powiedzmy jakaś feministyczna lesbijka z obciętymi na krótko włosami i kolczykami w nosie? Czyż jakiś uczestniczący w kontrach do marszów LGBT kibic, który w piątek po imprezie uprawiał ze swą dziewczyną za przeproszeniem seks analny, czynił coś choćby o wiele mniej złego niż aktywni homoseksualiści i lesbijki? Otóż nie, nie czynił on w ten sposób czegoś znacznie mniej nieprawego, gdyż choć owszem zwykły nierząd jest grzechem mniejszym od aktów homoseksualnych to jednak wspomniana przeze mnie forma aktywności seksualnej (czyli seks analny) należy do tego samego rodzaju nieprawości co homoseksualizm (to znaczy czegoś, co tradycyjnie miało miano „grzechów przeciw naturze”).

Złym rodzajem „homofobii” jest też stosowanie zbyt daleko idących, a przez to pochopnych oraz niesprawiedliwych oskarżeń wobec homoseksualistów i lesbijek. Można wszak i należy mówić, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest czymś złym, ale czy to musi się łączyć z twierdzeniem bądź sugestią, że każda taka para będzie seksualnie molestować adoptowane dzieci??? Oczywiście, nie należy tak mówić, gdyż nawet jeśli ryzyko takich zachowań w owych okolicznościach jest większe, to nie znaczy, że istnieje absolutna i nieznająca wyjątków zależność pomiędzy adopcją dzieci przez pary homoseksualne, a ich późniejszym molestowaniem.

Walczmy z LGBT rycersko i sprawiedliwie

Podsumowując: walczmy z ruchami LGBT, ale róbmy to w zgodzie z regułami moralnymi, czyli w sposób sprawiedliwymi, rycerski, bez ciosów poniżej pasa i tym podobnych brzydkich zagrywek.