Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Ukarać i wybaczyć. Czyli kilka słów o sprawie mordercy 10-letniej Kristiny.

Cała Polska żyje sprawą niesłychanej zbrodni, jakiej na 10-letniej dziewczynce o imieniu Kristina miał dopuścić się 22-letni Jakub A. Człowiek ten – prawdopodobnie – zamordował te dziecko zadając mu 32 ciosy nożem. Jego motywacją miało być romantyczne uczucie, jakim darzył matkę zamordowanej dziewczynki – Kristina miała wszak stać na przeszkodzie ich związku.

Cóż można powiedzieć o tej strasznej i wstrząsającej sprawie?

Po pierwsze: zauważmy, że zamordowana dziewczynka jest najprawdopodobniej kolejną ofiarą seksualnej rozwiązłości. Wszystko bowiem wskazuje na to, że Jakuba A. łączyła z matką Kristiny występna, cudzołożna relacja. I jak to zwykle w tym podobnych wypadkach bywa, efektem tej obrzydliwości stało się cierpienie osób trzecich. W tym wypadku było to cierpienie ekstremalne, gdyż kończące się brutalną śmiercią małej dziewczynki. Opatrzność sprawiła, iż tym razem efekty cudzołóstwa stały się głośne, jednak miliony innych dzieci rokrocznie umierają z powodu grzechów rozpusty, nierządu oraz niewierności małżeńskiej w bardziej cichy, niedostrzegalny dla opinii publicznej sposób. Chodzi oczywiście o aborcję.

Tym podobne historie pokazują, iż w interesie całego społeczeństwa leży to, by władze cywilne dawały w sposób jasny do zrozumienia, że takie zachowania jak nierząd, rozpusta oraz niewierność małżeńska są zjawiskami społecznie niepożądanymi. Im mniej będzie tych obrzydliwości, tym mniej też będzie cierpieć dzieci.

Po drugie: mordercy dzieci zasługują na najsurowsze z możliwych prawnie kar. Tego domaga się nie tylko sprawiedliwość, ale również miłość – miłość tak do społeczeństwa, które powinno być chronione przed takimi ludźmi, jak i miłość do samych tych złoczyńców. Pozostawianie takich osób bez kary nie jest bowiem aktem prawdziwej miłości wobec nich. Jak uczył św. Grzegorz z Nazjanzu: „Uczy grzechu, kto go nie karze„. Najlepszym zaś wyrazem miłości do czyniących zło jest zniechęcanie ich do czynienia występków oraz utrudnianie im swobody ich praktykowania.

Po trzecie: to, że mordercy dzieci zasługują na najsurowsze sankcje karne nie znaczy, że mamy prawo ich nienawidzić. Przeciwnie, oni ciągle są naszymi bliźnimi i w związku z tym nadal powinniśmy pragnąć dla nich tego co, w danych okolicznościach będzie służyć osiągnięciu przez nich wiecznego zbawienia. Oczywiście, mamy prawo życzyć im sprawiedliwej oraz surowej kary na tym świecie, ale to nie znaczy, że powinniśmy cieszyć się np. z tego, iż będą oni gwałceni w więzieniach (gdyż coś takiego jest zawsze złe). Tym bardziej nie powinniśmy życzyć im wiecznego potępienia, ale póki oni żyją na tym świecie zabiegać o to, by mogli dostąpić wiecznego zbawienia. Musimy wszak naśladować charakter samego Boga, który: „jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3, 9). 

Po czwarte: przy ocenie tego, jak surowa powinna być wymierzona mordercy 10-letniej Kristiny kara należy wziąć pod uwagę również to, na ile pomoże mu ona się nawrócić i wejść do Królestwa Niebieskiego? I w tym kontekście rodzi się pytanie, czy lepsze byłoby tu dożywotnie więzienie czy może jednak kara śmierci? Oczywiście, nie znamy absolutnie nieomylnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż nie wiemy tego, jak potoczy się przyszłość danego człowieka. Czy jednak znajomość naszych więziennych realiów doprawdy uprawdopodabnia założenie, iż łatwiej będzie się temu człowiekowi nawrócić w sytuacji, gdy resztę swego życia (a więc może 30, 40 lub 50 lat) spędzi za kratami? Przecież prawdopodobnie będzie on tam na różne sposoby dręczony, co z jednej strony może rodzić w nim przekonanie, że tak naprawdę to on jest krzywdzoną ofiarą (co z kolei może osłabiać w nim poczucie winy za to, co uczynił), z drugiej zaś strony będzie to w nim rodzić pokusy do samobójstwa. Do tego trzeba dodać jeszcze niszczące moralnie oddziaływanie więziennej subkultury, w ramach której różne grzechy są chwalone, gloryfikowane oraz wręcz z dumą praktykowane. Nie można też wykluczyć tego, iż mimo swej bardzo niskiej pozycji w więziennej hierarchii morderca Kristiny znajdzie wśród współosadzonych kogoś jeszcze słabszego od siebie, na którym będzie mógł wyładowywać swe złości i frustracje (obciążając przez to swe sumienie kolejnymi nieprawościami). Czy zatem naprawdę można powiedzieć, iż czymś bardziej utrudniającym nawrócenie tego człowieka byłoby orzeczenie, a następnie w miarę szybkie wykonanie na nim kary śmierci???