Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

„Judeo-chrześcijańskie fundamenty Europy”. Czy jest się na co oburzać?

Po prawej stronie Internetu zawrzało, gdy aktualny Prezydent naszego kraju wspomniał ostatnio o „prawdziwym, judeo-chrześcijańskim fundamencie” Europy. Przykładowo Wojciech Sumliński nazwał te słowa „bełkotem PAD” a Robert Winnicki napisał, co następuje:

„Cywilizacja europejska to fundamenty rzymskie, greckie i chrześcijańskie.
Judeo-chrześcijaństwo”? Egzotyczny wymysł ludzi mających słabe pojęcie o swoich korzeniach albo zbyt sparaliżowanych polit-poprawnością by nazywać rzeczy po imieniu.”

Czy jednak naprawdę jest na co się tu oburzać? Owszem, wyrażenie „judeo-chrześcijańskie” może być w pewien sposób dwuznaczne, jeśliby przyjąć, iż sugeruje ono jakąś równorzędność religii chrześcijańskiej i współczesnego rabinicznego judaizmu. Jednak wcale nie musi ono być rozumiane w ten sposób. Termin „judeo-chrześcijański” może być wszak też wykładany na bardziej normalną i tradycyjnie katolicką modłę. Rzecz bowiem w tym, iż korzenie religii chrześcijańskiej rzeczywiście są żydowskie. Nie można temu zaprzeczać. Chrześcijaństwo jest wypełnieniem starożytnego judaizmu, a żyjący przed Wcieleniem Syna Bożego Żydzi w rodzaju Mojżesza, Abrahama, Jozuego, Eliasza, Dawida, Elizeusza są naszymi wspaniałymi ojcami i braćmi w wierze. Warto zresztą w tym miejscu zauważyć, iż katolicka Litania do Wszystkich Świętych zawiera prośby o wstawiennictwo modlitewne skierowane do takich wymienionych z imienia proroków i patriarchów Starego Zakonu jak Abraham, Mojżesz, Eliasz, Jan Chrzciciel oraz Józef. Ba, nie ma błędu nawet w określaniu chrześcijan mianem „Żydów Nowego Testamentu”, wszak jak pisali o tym apostołowie św. Paweł i św. Piotr:

„Bo Żydem nie jest ten, który nim jest na zewnątrz, ani obrzezanie nie jest to, które jest widoczne na ciele, ale prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery. I taki to otrzymuje pochwałę nie od ludzi, ale od Boga” – Rz 2, 28-29.

Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się okaleczeńców. My bowiem jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym – my, którzy sprawujemy kult w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele. – Flp 3, 2-3.

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali” – 1 P 2, 9-10.

Praktycznie nie da się więc wymazać z chrześcijaństwa odniesień do starożytnego judaizmu. A skoro nie da się mówić o religii chrześcijańskiej bez takich odniesień, to, konsekwentnie rzecz biorąc, nie należy takowych związków ignorować w stosunku do chrześcijańskiej cywilizacji Europy. Takie zresztą religijno-cywilizacyjne odniesienie do starożytnego judaizmu było przez wieki obecne w katedrze Notre Dame (w kontekście której Prezydent Duda wspomniał o „judeo-chrześcijańskich” fundamentach Europy), gdyż aż do czasów rewolucji francuskiej w tym kościele obecne były figury królów starożytnego Izraela, jako tych władców, którzy mieli być poprzednikami w sukcesji monarchów francuskich.

We wskazanych wyżej znaczeniach nie jest więc chyba semantycznym nadużyciem od czasu do czasu wspomnieć o „judeo-chrześcijaństwie”.

Na sam zaś koniec tego artykułu pozwolę sobie na jedną refleksję. Otóż ci, których mierzi określenie „judeo-chrześcijański”, nieraz jakby w kontrze do takowego podkreślają, że Europa została zbudowana na „fundamencie chrześcijaństwa, Rzymu i Grecji”. Nie zamierzam się spierać z tym sformułowaniem, ani też kwestionować tego, iż również w spuściźnie pogańskiego Rzymu oraz pogańskiej Grecji były rzeczy dobre, a przez to godne adaptacji przez chrześcijańską Europę. Czy jednak nie jest zastanawiające bezkrytyczne akcentowanie owej zbitki pojęciowej (chrześcijaństwo, Grecja, Rzym) z jednej strony, z drugiej zaś wręcz nieskrywane obrzydzenie dla używania terminu „judeo-chrześcijaństwo”? Przecież w starożytnym Rzymie i Grecji było o wiele więcej zła niż w historii starożytnego Izraela, nie mówiąc już o tym, że Stary Testament jest absolutnie bezbłędną i nieomylną częścią Bożego Objawienia, czego nie da się wszak powiedzieć o pismach pogańskich filozofów Rzymu oraz Grecji, gdzie rzeczy prawdziwe nieraz mocno wymieszane są z diabelskimi zwiedzeniami.