Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy moje poglądy są „kalwinistyczne” albo „jansenistyczne”?

Ciągle powtarzającym się twierdzeniem wysuwanym w kierunku mej publicystycznej aktywności jest zarzut przypisujący mi promowanie takich błędów i herezji jak: purytanizm, kalwinizm czy jansenizm. Często sugeruje mi się też, że propaguję moralność „muzułmańską”. Spotkałem się nawet z głosami, jakoby, wspierał „manicheizm” czy nawet „kataryzm”. Jako, że nigdy owe oskarżenia nie są poparte merytorycznymi dowodami (polegającymi na wykazaniu, które konkretnie z promowanych przeze mnie poglądów są odrzuconymi przez Magisterium Kościoła błędami czy herezjami) czasami zarzuty te są nieco łagodzone i zamiast np. kalwinizmu „sensu stricte” przypisuje mi się zaledwie „kalwinistyczną mentalność”, etc.

Wszystkie te zarzuty i oskarżenia są bzdurne, głupie i bezsensowne z kilku powodów:

 

PO PIERWSZE: głoszona przeze mnie „surowość moralna” (która w swej istocie jest tak naprawdę jasnością, konsekwencją i klarownością w objaśnianiu tradycyjnych zasad moralności katolickiej) była i jest inspirowana przez szczerą chęć podążania za katolicką ortodoksją. Każdy z poglądów, który promuje w swych artykułach i książkach udowadniam za pomocą licznych odwołań do zarówno przed jak i posoborowego Magisterium Kościoła oraz pism i wypowiedzi Ojców, Doktorów, Świętych, katolickich teologów o uznanej prawowierności.  W rzeczywistości też znajomość tego co mówi tradycyjnie protestancka teologia na temat takich kwestii jak mieszane tańce i plaże, skromność strojów, zawodowy boks, prawo władz cywilnych do karania nierządu, cudzołóstwa czy pornografii, jest w mym przypadku acz nader skromna w porównaniu z analogiczną wiedzą, jaką w ciągu wielu lat zdobyłem na owe tematy studiując tradycyjną teologię katolicką. Przykładowo, jestem w stanie podać blisko 100 wypowiedzi autorytetów katolickich, w których przestrzega się przed tańcami i balami, ale nie wiem, czy byłbym zdolny przytoczyć choćby 5 cytatów autorstwa protestanckich pastorów i kaznodziei na ów temat.

 

PO DRUGIE: mimo mych wielokrotnych próśb, które w przeciągu wielu lat, kierowałem do oponentów „brawaryzmu” o wykazanie, które z tez promowanych w mych artykułach, zostały napiętnowane, odrzucone albo przynajmniej skrytykowane przez Magisterium Kościoła, nikt z nich, nie był w stanie podać choćby jednego takiego poglądu. Inaczej rzecz ujmując: choć wciąż jestem zarzuca mi się błędy i herezje, to ilekroć wołam „sprawdzam” (domagając się konkretnych dowodów na poparcie tych zarzutów) następuje ze strony mych przeciwników milczenie. Faktycznie więc przeciwnicy „brawaryzmu” posługują się gołosłownymi oskarżeniami i pustosłowiem, które – przyjmując założenie, iż posługują się oni nimi świadomie – należałoby nazwać oszczerstwami, kalumniami i zniesławieniami.

 

PO TRZECIE: choć jest prawdą, iż kalwiniści i purytanie bardzo niechętnie odnosili się do tańców damsko-męskich, zaś janseniści krytykowali np. praktykę polegającą na bardzo łatwym udzielaniu rozgrzeszenia nałogowym grzesznikom, fakt ten jeszcze w żaden sposób nie świadczy, że przekonania takie są błędne, heretyckie czy też na inny sposób niekatolickie. Wszak obok błędnych poglądów kalwiniści, purytanie i janseniści głosili też sporą ilość opinii zgodnych z odwiecznym nauczaniem Kościoła. Zwolennicy tych herezji  nie zostali potępieni przez Magisterium Kościoła za niechęć względem tańców i balów, domaganie się skromności strojów, twierdzenie, iż władze cywilne mają prawo karać nierząd i cudzołóstwo czy też krytykę zbyt łatwego rozgrzeszania pewnych notorycznym złoczyńców. Pośród setek tez wyznawanych przez kalwinistów, purytan czy jansenistów, które zostały uznane przez Stolicę Apostolską za błędne, heretyckie lub w najlepszym wypadku za nieroztropne i nierozważne, nie znajduje się opinia o treści:  „Tańce i bale zazwyczaj są bliską okazją do grzechu”; „Władze publiczne powinny karać i zakazywać niemałżeńskich związków seksualnych”; „Mężczyźni i niewiasty nie powinni kąpać się razem lub przebywać w stopniu prawie całkowitego negliżu w tym samym miejscu”;  „Brak przemiany życia jest dowodem na to, iż prawdopodobnie skrucha penitenta była zwodnicza, fałszywa i w takim wypadku kapłan powinien wstrzymać się z udzieleniem rozgrzeszenia” (oczywiście nie ma tam też zdania, które co prawda nie brzmiałoby identycznie, lecz jego sens dał by się ująć w tych słowach). Kalwinizm, purytanizm i jansenizm są błędne, obrzydliwe i heretyckie z całkowicie innych powodów.

Wskazywanie zaś na to, że któryś z poglądów był podzielany przez jansenistów, a następnie twierdzenie, iż ktokolwiek powtarzający ową opinię dziś jest zwolennikiem jansenizmu jest tyle bezsensowne, co i głupie. Na takiej zasadzie można by wszak twierdzić, że np. sprzeciw wobec aborcji czy homoseksualizmu jest poglądem „fundamentalistycznie protestanckim”, gdyż przecież również wielu protestanckich fundamentalistów potępia te obrzydliwości. Tym bardziej groteskowe jest nazywanie w ten sposób poglądów, które nie dość, że nie zostały potępione przez Magisterium Kościoła, ale jeszcze stały się jego częścią albo też przynajmniej zostały przez nie zaaprobowane.

 

PO CZWARTE: moje zainteresowanie różnymi takimi kwestiami tradycyjnej moralności chrześcijańskiej jak: tańce, skromność strojów, mieszane plaże, boks zawodowy, relacje chrześcijanie – popkultura, prawo władz cywilnych do karania pewnych grzechów, etyka sytuacyjna (w tym kwestia bezwzględnej niedopuszczalności kłamstwa), ma swój początek w studiowaniu różnorodnych publikacji katolickich (wydawanych przed Vaticanum II kościelnych pism, katechizmów, kazań, etc), a także w mym zaangażowaniu się w ruch tradycjonalistyczny (sprawą skromności strojów zainteresowałem się czytając artykuły w piśmie „Zawsze Wierni” temu poświęcone).

 

PO PIĄTE: choć wydaje się być prawdą, iż – historycznie rzecz biorąc – pewne postulaty „brawaryzmu” były praktycznie rzecz biorąc, częściej realizowane w łonie społeczności protestanckich aniżeli katolickich, to okoliczność ta i tak niczego jeszcze nie dowodzi. Powoływanie się wszak na to, co miliony katolików czyniło w faktycznej opozycji do tego czego w danej kwestii nauczał Kościół, musi bowiem prowadzić na manowce. Owszem, trudno jest zaprzeczyć temu, że np. tańce i bale na przestrzeni wieków częściej występowały w krajach katolickich, aniżeli protestanckich, ale analogiczną obserwację można wyciągnąć odnośnie skali popularności i poparcia, jaką cieszyły się różne radykalnie lewicowe ruchy w obu tych grupach krajów. Otóż, gdy przyjrzymy się historii takich krajów jak Włochy, Francja, Hiszpania, nie mówiąc już nawet o Ameryce Łacińskiej, to zauważymy, iż ugrupowania komunistyczne i socjalistyczne cieszyły się tam wsparciem dużej części społeczeństwa. Na przykład, we Włoszech przez dziesiątki lat tamtejsza partia komunistyczna otrzymywała w wyborach od 30 do 50 procent oddanych głosów. Nieraz zaś bywało tam tak, iż nawet zatwardziali komuniści uważali się za gorliwych katolików, regularnie chodzili na Msze święte i korzystali z sakramentów. Z kolei w wielu krajach Ameryki Łacińskiej komuniści nie objęli rządów tylko dlatego, że nie pozwalały im na to przewroty tamtejszych, opanowanych przez prawicę armii. Trudno tą występującą w tych tradycyjnie katolickich krajach skalę poparcia dla komunizmu i socjalizmu nawet porównać z często znikomym wsparciem, na jakie radykalna lewica mogła liczyć w krajach tradycyjnie protestanckich. Przykładowo, w USA czy Wielkiej Brytanii, nigdy nie działała silna partia o charakterze stricte komunistycznym lub socjalistycznym (wszak, mimo wszystko, trudno byłoby nazwać Demokratów czy brytyjskich Labourzystów tym mianem). Co prawda, w historycznie protestanckich krajach Skandynawii od lat władzę sprawują partie mające w nazwie przymiotnik „socjalistyczna”, ale i tak trudno jest tu o jakieś analogie, gdyż w rzeczywistości jest (i dawniej też było) tam mało ludności (w Szwecji np. mieszka niespełna 10 milionów osób, a we Włoszech dla porównania przeszło 60 milionów; Norwegia liczy sobie niespełna 5 milionów mieszkańców, a Brazylię zasiedla 150 milionów ludzi). Wychodzi więc na to, że przez dziesiątki lat, w sporej części krajów tradycyjnie katolickich sympatia dla komunizmu i socjalizmu była o wiele większa, aniżeli w krajach tradycyjnie protestanckich. Czy to oznacza więc, iż komunizm i socjalizm są katolickie, a niechęć względem nich protestanckie? Oczywiście, że nie, wszak te radykalnie lewicowe ideologie zostały niejednokrotnie potępione przez Magisterium Kościoła. Podobnych przykładów można by podawać więcej. Zwyczaj modlitwy przed jedzeniem „teoretycznie” jest jak najbardziej tradycyjnie katolicki, a mimo to wydaje się, iż znacznie częściej jest on praktykowany przez pobożnych protestantów, aniżeli pobożnych katolików. Takie formy synkretyzmu i okultyzmu jak voo doo, santeria czy macumba, rozpowszechniły się o wiele bardziej na terenach katolickich (Brazylia, Haiti, Kuba, Luizjana), aniżeli w krajach protestanckich. Czy to oznacza, że te obrzydliwe kulty są tradycyjnie katolickie? Inny przykład: zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej (ale także we Włoszech) od dawna upowszechniła się kultura i mentalność bardzo sprzyjająca różnym formom rozwiązłości seksualnej. Widać to choćby po tym, iż jeszcze przed Soborem Watykańskim II, w wielu krajach Ameryki Południowej większość dzieci było poczynanych poza małżeństwem, zaś ideałem mężczyzny stanowił tzw. machos, a więc osobnik, który z założenia źle traktuje swą żonę (zdradza ją i bije), a wyznacznikiem prawdziwej męskości dla niego jest posiadanie licznych kochanek, wizyty w domach publicznych, etc. Aż takiego kulturowo-społecznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną trudno by szukać w protestanckich Stanach Zjednoczonych. Czy to oznacza jednak, że kultura „machismo” jest tradycyjnie katolicka?

 

PO SZÓSTE: pomijając już wszystko inne, kalwinizm należy akurat do tych herezji, którymi w szczególnie intensywny sposób się brzydzę i których nienawidzę z całego mego serca. Mogę nawet bez większego wahania powiedzieć, iż – w pewnych ważnych aspektach – Bóg, w którego wierzą kalwiniści nie jest prawdziwym Bogiem, ale jest upiornym bożkiem, który warty jest splunięcia oraz pogardy.