Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Polacy mieli moralny obowiązek ratować Żydów?

Co pewien czas wybucha z nową siłą spór o to, w jakiej mierze Polacy pomagali w czasie niemieckiej okupacji mordować Żydów oraz czy częstszą postawą wśród naszych przodków było wspieranie członków tego narodu w uniknięciu tragicznej śmierci?

Zapewne, historycy będą jeszcze długo próbować znaleźć jak najbardziej precyzyjne z możliwych odpowiedzi na te pytania, ale już można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością powiedzieć, iż Polacy w swej zdecydowanej większości ani nie ratowali ani też nie pomagali mordować Żydów. I co więcej, nie można tym z naszych przodków, którzy właśnie tak postępowali zarzucić czynienia czegoś co byłoby ze swej natury moralnie naganne. O ile bowiem istnieją czyny, które w tradycyjnej moralistyce katolickiej, są wewnętrznie złe, a przez to nie ma się prawa ich popełniać (lub z nimi aktywnie współpracować) nawet w obronie życia swojego lub innych – i jednym z takich zachowań jest właśnie mordowanie niewinnych; o tyle nie istnieje absolutny, bezwzględny i nie znający ograniczeń obowiązek aktywnego ratowania cudzego życia. Innymi słowy, nigdy nie wolno mordować niewinnego człowieka albo też pomagać komuś w popełnianiu takiej zbrodni, ale to nie znaczy, że każdy człowiek bez względu na srogość konsekwencji, które mogą spotkać jego lub jego bliskich ma obowiązek aktywnie przeciwstawiać się takiemu mordowaniu. Podając jeszcze inny przykład owego rozróżnienia: ojciec ukrywający się w czasie wojny wraz z żoną i dziećmi, ze swej kryjówki widzi, jak banda wrogich żołnierze gwałci, a później zabija jakąś kobietę. W imię ocalenia własnej rodziny przed podobnym losem, człowiek ów ma prawo nie zapobiec temu strasznemu wydarzeniu. To znaczy, iż nie ma on obowiązku wyjść z tejże kryjówki i rzucić się z pięściami na gwałcicieli i morderców. Z drugiej jednak strony wspomniany wyżej ojciec rodziny, nawet dla ocalenia swych najbliższych nie mógłby wziąć udziału, czy choćby aktywnie pomagać (np. przytrzymując ową kobietę) w takim ohydnym czynie.

A przypomnijmy, że w bardzo podobnej sytuacji do wzmiankowanego wyżej ojca rodziny znajdowali się w czasie II wojny światowej Polacy, którzy chcieliby ratować Żydów. Za coś takiego groziła śmierć nie tylko im, ale też członkom ich rodzin. Nie można więc choćby sugerować, iż większość z tych naszych rodaków, którzy nie ratowali Żydów, czyniła w ten sposób coś złego lub występnego.

 

Mimo jednak tak skrajnie niesprzyjających ratowaniu Żydów warunków znajdowali się Polacy, którzy tak właśnie czynili. I dla nich oczywiście należą się za to wielkie słowa uznania. Czy było ich jednak więcej niż tych z naszych rodaków, którzy zhańbili się pomaganiem w mordowaniu Hebrajczyków? Wiele wskazuje, iż prawdopodobnie tak. Wedle różnych szacunków liczba Polaków zaangażowanych w różne formy pomocy Żydom waha się od 360 tysięcy (wedle Teresy Prekerowej), poprzez „przynajmniej paręset tysięcy” (zdaniem Władysława Bartoszewskiego), aż niemalże po milion (podług Richarda C. Lucasa i Jana Żaryna). Ile zaś było w naszym narodzie ludzi, którzy współpracowali w wyłapywaniu członków nacji żydowskiej albo też ich bezpośrednio mordowali? W tym punkcie jesteśmy w dużej mierze zdani na domysły, jednak możemy próbować wnioskować na podstawie niektórych dostępnych nam danych i szacunków. A więc, z pewnością w wysyłaniu Żydów do niemieckich obozów koncentracyjnych uczestniczyli członkowie tzw. granatowej Policji – tych było ok. 16-18 tysięcy. Do mordowania naszych żydowskich współobywateli przyczyniali się też oczywiście „szmalcownicy”. Nie mamy twardych danych na temat tego, ilu Polaków trudniło się tym procederem, ale wedle Gunnara S. Paulssona w okupowanej Warszawie ich liczba sięgała 3-4 tysięcy. Jeśliby założyć, że proporcje szmalcownictwa były podobne w całej Polsce, to wychodziłoby nam jakieś 90 tysięcy do 120 tysięcy polskich szmalcowników. Pozostałaby nam więc jeszcze do oszacowania liczba Polaków, którzy uczestniczyli w masowych bądź pojedynczych morderstwach dokonywanych na Żydach. Tu chyba jest najtrudniej o szacunki. Przykładowo, w pogromie w Jedwabnem miało uczestniczyć wedle różnych danych od trzydziestu do stukilkudziesięciu polskich mieszkańców tego miasteczka. To daje liczbę od 2 do ok. 10 procent polskiej populacji Jedwabnego. Jednak w tym wypadku nie można przekładać tych szacunków na całą okupowaną Polskę, gdyż podobne co w Jedwabnem pogromy na Żydach nie były u nas codziennością. A zatem chyba nieco zawyżając szacunki tyczące się uczestnictwa Polaków w takich zdarzeniach można by przyjąć za prawdopodobne, iż kilkanaście tysięcy do kilkudziesięciu tysięcy naszych rodaków mogło w nich brać udział.

 

Podsumujmy więc: po stronie osób ratujących Żydów mamy od 360 tysięcy do miliona Polaków. Po stronie współuczestników masowych mordów popełnianych na Żydach za prawdopodobne możemy uznać liczby wielkości 110 tysięcy do może 200 tysięcy Polaków. Tak czy inaczej więc wychodzi na to, iż znacznie więcej naszych rodaków pomagało niż aktywnie szkodziło członkom żydowskiej nacji. Zdecydowana zaś większość Polaków zachowała się wobec Holocaustu mniej lub bardziej przyzwoicie przynajmniej nie pomagając Niemcom w realizacji tej zbrodni.