Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Ks. Remigiusz Recław głosi herezje

Osobiście nigdy nie należałem do wrogów (czy choćby bardziej gorliwych krytyków) o. Remigiusza Recława. Nie oburzałem się nawet, wtedy gdy wielu mych znajomych katolickich „tradsów” rwało sobie włosy z głowy na niektóre z aspektów działalności prowadzonej przez niego charyzmatycznej grupy „Mocni w Duchu” (chodzi tu zwłaszcza o wykonywane tam od czasu do czasu tańce w czasie liturgii). Do dziś zresztą mam wobec o. Recława taką postawę. Można bowiem powiedzieć, że w sensie bardziej ogólnym jego działalność – kolokwialnie mówiąc – ani mnie ziębi ani grzeje. Innymi słowy, zdecydowaną większość z tego co mówi i czyni ten Ksiądz oceniam raczej pozytywnie, a te nieliczne jego słowa oraz czyny, które wzbudzały moje wątpliwości, nie gorszyły mnie na tyle, by robić wokół nich jakiś większy szum. W ostatnim jednak czasie niektóre z wygłaszanych przez o. Remigiusza Recława opinii przekroczyły tę moją krytyczną granicę tak, iż czuję się zobowiązany do zdecydowanego wskazania na błędność, a nawet heretyckość pewnych poglądów tego Księdza. Mam tu na myśli głównie (choć nie tylko) słowa, które padły z ust ks. Remigiusza Recława w internetowym filmiku pt. „Czy każde kłamstwo jest grzechem? [Q&A] Remigiusz Recław SJ”. Adres internetowy do tego materiału to: https://www.youtube.com/watch?v=9Cr0xTxyD0E&t=16s

 

Czy każde kłamstwo jest grzechem?

Tak więc, ks. Recław bez wahania stwierdza, iż kłamstwo w celu ratowania życia niewinnych nie jest grzechem:

W przypadku Żydów, czyli np. ukrywanie Żydów w czasie wojny i powiedzenie do Gestapo: <U mnie nie ma Żydów>; chociaż jest kłamstwem, nie jest żadnym grzechem. Jest ratowaniem człowieka. I tak to trzeba rozumieć” (minuta: 5. 29 – 5. 50).

Tak sformułowana opinia jest w wyraźny sposób sprzeczna z wielowiekowym nauczaniem Ojców, Doktorów i Świętych Kościoła, których przykładowe wypowiedzi na ów temat podaję poniżej:

„Nie trzeba mniemać, iż kłamstwo nie jest grzechem, skoro posługuje na korzyść cudzą (…) Czy kłamstwo może kiedykolwiek nie być złem? Czy może kiedykolwiek być dobrem? (…) Powinniśmy nienawidzieć powszechnie wszelkiego rodzaju kłamstwa, ponieważ nie ma żadnego, które przeciwnym nie byłoby prawdzie. Podobnie jak nie masz zgody pomiędzy światłem a ciemnością, między religią a bezbożnością, zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią: tak też nie ma żadnej godziwej umowy między kłamstwem a prawdą. O ile ta jest dla nas drogą, o tyle kłamstwem brzydzić się powinniśmy. Ale oto jest człowiek niewinny, któremu trzeba ocalić życie, oświadczając wbrew prawdzie, że nie wiemy gdzie się ukrył. Czy powiedzielibyście to samo w obecności najwyższego Sędziego, któryby wam zadał to pytanie? Czyliż nie jest większą odwagą i cnotą odpowiedzieć: Nie będę ani donosicielem ani kłamcąBiskup Thagaste, imieniem Firmus wezwany imieniem cesarza, o wydanie człowieka, który się ukrywał u niego, odpowiedział śmiało, że nie chce ani kłamać, ani wydać nieszczęśliwego, woląc raczej wycierpieć najsroższe męki, niżeli uczynić to, czego wymagają po nim, lub powiedzieć fałsz. (…) Gdy nas przymuszają do kłamania z powodu zbawienia wiekuistego jakiej osoby, na przykład gdy idzie o udzielenie jej sakramentu chrztu świętego, do kogoż wtedy mam się uciec, jeżeli nie do ciebie; o prawdo święta? Ale czy prawda może pozwolić dopuścić się kłamstwa? (…) Nie uważane są za kłamstwa, pewne żarty, w których jawnie okazuje się ze sposobu, w jakim je wyrażamy, że nie mamy zamiaru oszukiwać, nawet mówiąc nieprawdę” (Św. Augustyn z Hippony) [1].

„Unikajmy troskliwie wszelkiego rodzaju kłamstwa. Są wprawdzie kłamstwa lekkie: na przykład skłamać, aby ocalić życie bliźniemu swemu. Wszelako ponieważ powiedziane jest w Piśmie świętym: (Ks. Mądrości 1:11), tudzież (Ps 5: 5-6); nie masz żadnej wątpliwości, że każdy chrześcijanin, który pragnie przyjść do doskonałości, unikać powinien owych kłamstw usłużnych, stronić troskliwie od wszelkiego rodzaju skrytości, nawet w przypadku, o którym wspomnieliśmy, z obawy, iżby chcąc ocalić życie doczesne bliźniego, nie zaszkodzić dobru żywota duchownego (…)” (Papież św. Grzegorz Wielki)[2].

„Nie wolno mówić kłamstwa, nawet by ocalić kogoś z jakiegokolwiek niebezpieczeństwa.” (Św. Tomasz z Akwinu).

„Pismo św. Starego i Nowego Zakonu przestrzega nas przed kłamstwem. Czynią to i Święci, mówiąc, że nawet dla uratowania świata całego od zagłady nie należałoby kłamać. Choćby nawet przez kłamstwo można z piekła uwolnić potępionych i wprowadzić ich do nieba, nie wolnoby nam było tego uczynić. (…) Choć byśmy mogli kogoś uchronić od śmierci kłamstwem, nie wolnoby go popełnić. (…) Dla ocalenia życia i majątku nie wolno zasmucać Boga, bo życie i majątek trwają do czasu, a Bóg i szczęśliwość duszy trwać będą na wieki” (Św. Jan Maria Vianney) [3].

„Nigdy nie można kłamać, ani w żartach, ani dla własnej korzyści, ani dla korzyści kogoś innego, gdyż kłamstwo zawsze jest złem samym w sobie” (Katechizm św. Piusa X) [4].

Dobra intencja (np. pomoc bliźniemu) nie czyni dobrym, ani słusznym zachowania, które samo w sobie jest nieuporządkowane (jak kłamstwo czy złorzeczenie). Cel nie uświęca środków (…) Kłamstwo jest ze swej natury godne potępienia. Jest profanacją słowa, które ma za zadanie komunikować innym poznaną prawdę. Dobrowolny zamiar wprowadzenia bliźniego w błąd przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą narusza sprawiedliwość i miłość. Wina jest jeszcze większa, gdy intencja oszukania może mieć zgubne skutki dla tych, których odwraca od prawdy” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1753; 2485) [5].

W powyższych wypowiedziach widać wyraźnie, iż kłamstwo – choć może być w pewnych okolicznościach grzechem powszednim – jest zawsze zakazane i niemiłe Bogu. Jest ono zabronione nawet wówczas, gdy można przez nie pomóc bliźniemu, uratować kogoś od śmierci, a nawet – gdyby to było możliwe – uwolnić potępionych z piekła i wprowadzić ich do nieba. To nauczanie, nie jest teologiczną opinią tego czy innego świętego, ale stanowi powszechne i jednolite nauczanie Magisterium Kościoła co najmniej od V wieku aż do czasów nam współczesnych.

O. Remigiusz popełnia również błędy logiczne w swej wypowiedzi. Kłamstwo oznacza bowiem świadome wprowadzanie w błąd za pomocą sprzecznych ze stanem faktycznym słów lub znaków, jednak kłamstwem nie jest niemówienie wszystkim wszystkiego, co się wie. Kościół naucza tak o absolutnym złu kłamstwa, jak i o powinności milczenia lub roztropności w mowie wówczas, gdy dana osoba nie ma prawa znać tej czy innej informacji:

„Prawo do ujawniania prawdy nie jest bezwarunkowe. Każdy powinien dostosowywać swoje życie do ewangelicznej zasady miłości braterskiej. W konkretnych sytuacjach wymaga ona rozstrzygnięcia, czy należy ujawniać prawdę temu, kto jej żąda, czy nie.

Miłość i poszanowanie prawdy powinny kierować odpowiedzią na każdą prośbę o informację lub ujawnienie prawdy. Dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka, poszanowanie życia prywatnego, dobro wspólne są wystarczającymi powodami do przemilczenia tego, co nie powinno być znane, lub do dyskrecji. Obowiązek unikania zgorszenia nakazuje często ścisłą dyskrecję. Nikt nie jest zobowiązany do ujawniania prawdy temu, kto nie ma prawa jej znać” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2488 – 2489) [6].

Być może zresztą ks. Recław nie rozróżnia pomiędzy kłamstwem, a roztropnym milczeniem lub tzw. zastrzeżeniem domyślnym, ale to niestety też niezbyt dobrze świadczy o poziomie doktrynalnej formacji, jaką on w tym aspekcie odebrał.  Takie podstawowe rozróżnienia powinien bowiem znać każdy katolicki teolog, ksiądz lub katecheta.

 

Czy wszystko zależy od okoliczności?

W przytoczonym filmiku ks. Remigiusza jest jednak jeszcze coś gorszego niż akceptacja tzw. usłużnego kłamstwa. Otóż, swe zdanie w tej sprawie uzasadnia on w całkowicie niekatolicki sposób twierdząc, iż „wszystko zależy od okoliczności”:

„I to co wydaje mi się, że poznajecie, słuchając po kolei tych odcinków (zachęcam wracajcie do tych, których nie słuchaliście, nawet jak pytanie Cię do końca nie interesuje) to uczę Was, że wszystko zależy od okoliczności. Że nie ma czegoś takiego w obyczajach, w interpretacji prawa, że tak musi być i koniec, kropka, nie ma dyskusji (…) To jest betonowe myślenie. Klapki na oczach. I absolutnie nie o to chodzi. Miłość się dostosowuje. Żeby kochać bardziej”. (minuty: 1. 20 – 2.00).

Istnieje wiele wypowiedzi Magisterium Kościoła, które wręcz bezpośrednio potępiają powyższy tok rozumowania o. Remigiusza Recława:

„Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która ją inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna lub konieczność działania, itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro (…) Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe” – Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1753-1754, 1756.

„(…) normy negatywne prawa naturalnego mają moc uniwersalną: obowiązują wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności. Chodzi tu bowiem o zakazy, które zabraniają określonego działania semper et pro semper, bez wyjątku, ponieważ wyboru takiego postępowania w żadnym przypadku nie da się pogodzić z dobrocią woli osoby działającej, z jej powołaniem do życia z Bogiem i do komunii z bliźnim. Nikomu i nigdy nie wolno łamać przykazań, które bezwzględnie obowiązują wszystkich do nieobrażania w drugim człowieku, a przede wszystkim w samym sobie, godności osoby wspólnej wszystkim ludziom.  (…) Z drugiej strony fakt, że tylko przykazania negatywne obowiązują zawsze i w każdej sytuacji, nie oznacza, że w życiu moralnym zakazy są donioślejsze od obowiązku czynienia dobra, na który wskazują przykazania pozytywne. Ma to następujące uzasadnienie: przykazanie miłości Boga i bliźniego ze względu na swą pozytywną dynamikę nie wyznacza żadnej górnej granicy, określa natomiast granicę dolną, którą przekraczając człowiek łamie przykazanie. Ponadto, to co należy czynić w określonej sytuacji, zależy od okoliczności, których nie można z góry dokładnie przewidzieć; natomiast istnieją zachowania, które nigdy i w żadnej okoliczności nie mogą uchodzić za działania właściwe – to znaczy za zgodne z ludzką godnością. Wreszcie, jest zawsze możliwe, że przymus lub inne okoliczności mogą przeszkodzić człowiekowi w doprowadzeniu do końca określonych dobrych działań; nie sposób natomiast odebrać mu możliwości powstrzymania się od zła, zwłaszcza jeżeli on sam gotów jest raczej umrzeć niż dopuścić się zła. (…) Kościół zawsze nauczał, że nie należy nigdy popełniać czynów zabronionych przez przykazania moralne, ujęte w formie negatywnej w Starym i Nowym Testamencie (…). Dzięki świadectwu rozumu wiemy (…), że istnieją przedmioty ludzkich aktów, których nie można przyporządkować Bogu, ponieważ są one radykalnie sprzeczne z dobrem osoby stworzonej na jego obraz. Tradycyjna nauka moralna Kościoła mówi o czynach, które są „wewnętrznie złe”: są złe zawsze i same w sobie, to znaczy ze względu na swój przedmiot, a niezależnie od ewentualnych intencji osoby działającej i od okoliczności. Dlatego nie umniejszając w niczym wpływu okoliczności, a zwłaszcza intencji na moralną jakość czynu, Kościół naucza, że << istnieją akty, które jako takie, same w sobie niezależnie od okoliczności, są zawsze wielką niegodziwością ze względu na przedmiot>> (…) Jeśli czyny są wewnętrznie złe, dobra intencja lub szczególne okoliczności mogą łagodzić ich zło, ale nie mogą go usunąć: są to czyny nieodwracalnie złe, same z siebie i same w sobie niezdatne do tego, by je przyporządkować Bogu i dobru osoby (…). Tak więc okoliczności lub intencje nie zdołają nigdy przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na przedmiot w czyn <<subiektywnie>> godziwy lub taki którego wybór można usprawiedliwić (…).Już w Starym Przymierzu spotykamy się z godnymi podziwu świadectwami wierności wobec świętego prawa Bożego, aż do dobrowolnego przyjęcia śmierci. Ich symbolem może być historia Zuzanny: dwaj niesprawiedliwi sędziowie, którzy grożą jej śmiercią ponieważ nie chce ulec ich nieczystym żądzom słyszą odpowiedź: << jestem w trudnym ze wszystkich położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce , niż zgrzeszyć wobec Pana>> (Dn 13, 22-23). Zuzanna, która wolała <<niewinna wpaść>> w ręce sędziów, daje świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro. Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga. (…) Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych (…), którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć, niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy , to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia (…). Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w wyjątkowych okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty (…). wobec norm moralnych, które zabraniają popełniania czynów wewnętrznie złych, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim <<nędzarzem>> na tej ziemi wobec wymogów moralnych wszyscy jesteśmy absolutnie równi (…) W określonych sytuacjach przestrzeganie Prawa Bożego może być trudne, a nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe (…) Każdy z nas jest w stanie dostrzec, jak wielką wagę – nie tylko dla pojedynczych osób, ale dla całej społeczności – ma ponowne stwierdzenie powszechności i niezmienności przykazań moralnych, a w szczególności tych, które bez wyjątku i zawsze zakazują czynów wewnętrznie złych – Św. Jan Paweł II, „Veritatis splendor”, n. 52, 76, 80 – 81, 91 – 93, 96, 102, 115.

Warto też w sposób specjalny podkreślić słowa te słowa św. Jana Pawła II, w których odpiera on argument, wedle którego przykazanie miłości Boga i bliźniego mogłoby w pewnych konkretnych sytuacjach usprawiedliwiać łamanie tych Bożych przykazań, które zostały ujęte w formie negatywnej:

Kiedy apostoł Paweł stwierdza, że przykazanie miłowania bliźniego jak siebie samego stanowi wypełnienie całego prawa (por. Rz 13, 8 – 10), nie osłabia znaczenia przykazań, ale raczej je potwierdza, ukazuje bowiem ich wymogi i ich powagę. Miłość Boga i miłość bliźniego jest nieodłączna od zachowywania przykazań Przymierza odnowionego przez krew Chrystusa i przez dar Ducha Świętego. Chrześcijanie szczycą się tym, że słuchają raczej Boga niż ludzi (por. Dz 4, 19; 5, 29), co gotowi są poświadczyć nawet męczeństwem, jak to uczynili święci i święte Starego i Nowego Testamentu, którzy zasłużyli sobie na to miano, ponieważ woleli oddać życie raczej niż dokonać jakiegoś czynu sprzecznego z wiarą lub cnotą (…)” (Św. Jan Paweł II, „Veritatis splendor”, n. 76).

 

Podsumowanie

A zatem podsumowując: nie kwestionuję tego, iż zdecydowana większość z tego co mówi i czyni o. Remigiusz Recław jest dobra, budująca i pożyteczna. Co więcej, uważam, że przynajmniej część z ataków autorstwa tradycjonalistycznych katolików wymierzonych w jego osobę i dzieło jest niesłuszna albo przynajmniej mocno przesadzona. Nie zmienia to jednak faktu, iż ostatnimi czasy o. Recław posunął się w swych wypowiedziach do głoszenia herezji albo przynajmniej tez, które zostały przez niego sformułowane w heretycki sposób. Wbrew słowom ks. Remigiusza Recława należy podkreślić następujące prawdy:

1. Nie, nie wszystko zależy od od okoliczności. Niektóre z Bożych zasad i przykazań obowiązuje zawsze i w każdych okolicznościach.

2. Nie, kłamstwo nie jest dopuszczalne nawet dla ratowania życia niewinnych. Kłamstwo należy do tych Bożych zasad, których zakaz obowiązuje zawsze i w każdych okolicznościach.

3. Nie, nie istnieje zasada jednej normy, czyli miłości, która w imię miłości pozwalałaby na łamanie wszystkich innych Bożych przykazań o ile tylko okoliczności by to nakazywały. Przykazanie miłości Boga i bliźniego wyraża się w poszczególnych Bożych przykazaniach, spośród których niektóre mają charakter absolutny i bezwarunkowy.

4. Owszem, w katolickiej teologii moralnej akceptuje się tzw. zastrzeżenie domyślne w ramach, którego uważa się za dozwolone posługiwanie się pewnymi wyrażeniami dwuznacznymi, a czasami nawet nieprawdziwymi, o ile okoliczności czasu i miejsca pozwalają odbiorcy takich sformułowań łatwo domyśleć się, że nie ma on do czynienia z dosłownie prawdziwą informacją, jednak czegoś takiego nie nazywa się kłamstwem. Jest heretyckim sposobem mówienia mylenie kłamstwa z zastrzeżeniem domyślnym, tak jak heretyckim sposobem mówienia jest nazywanie kościelnych stwierdzeń nieważności mianem „kościelnych rozwodów”.

Źle, że o. Remigiusz Recław podważa wielowiekowe nauczanie Kościoła – w tym zwłaszcza Jana Pawła II – na temat fundamentów moralności, wypowiadając się tak, jakby był zwolennikiem etyki sytuacyjnej.

 

Przypisy: 

1. Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej”, Wilno 1863, s. 382, 380.
2. Cytat za: Ks. Ambroży Guillois, jw., s. 384.

3. Cytat za, Bł. X. Jan Marya Vianney, „Kazania niedzielne i świąteczne”, Lwów 1906, tom I, s. 138 – 139, 140 – 141.

4. Cytat za: „Katechizm św. Piusa X. Vademecum katolika„, Sandomierz 2006, s. 109.

5. Cytat za: „Katechizm Kościoła Katolickiego„, Poznań 2002, s. 425; 568.

6. Cytat za: „Katechizm Kościoła Katolickiego„ jw., s. 569.