Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy złoczyńców należy zawsze upominać najpierw w cztery oczy?

W mej publicystycznej działalności czasami się zdarza, iż piętnuję nieprawości i błędy popełniane przez konkretnych, wymienianych przeze mnie z imienia oraz nazwiska ludzi. W reakcji na to, niejednokrotnie więc słyszałem sugestie, jakobym czynił źle, naruszając w ten sposób porządek napominania wskazany nam przez Pana Jezusa:

Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie> , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie (Mt 18, 15 – 18) [1].

Powinienem więc, najpierw napominać prywatnie tych, których krytykuję, a dopiero później czynić to publicznie – sugerują niektórzy z mych oponentów. Czy mają oni rację? Otóż, nie mają oni słuszności, gdyż czytają wyżej wskazane słowa Chrystusa nieuważnie, przez co też błędnie je interpretują. Nakreślona przez Zbawiciela procedura napominania grzeszących odnosi się bowiem do sytuacji, w których dana osoba grzeszy bezpośrednio przeciwko nam – „Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie> …„, a nie tyczy się okoliczności, w których grzechy i błędy nie są wymierzone bezpośrednio przeciwko mnie, jako napominającemu, a dodatkowo są jeszcze jawne i publicznie znane. Innymi słowy, jeśli dajmy na to Pan X rozpowiada o mnie plotki lub oszczerstwa, to jako że grzeszy on przeciwko mnie, powinienem najpierw upomniec go w cztery oczy, następnie jeśli się nie poprawi, wziąć ze sobą jednego lub dwóch świadków, a następnie donieść o jego postępowaniu władzom kościelnym. Ta procedura nie dotyczy jednak sytuacji typu: znana publicznie osobistość (której ja jednak osobiście nie znam) czyni  w sposób jawny różne grzechy (jednak nie dotykające mnie bezpośrednio). Jeszcze inaczej to ujmując: nie muszę najpierw prywatnie upominać dajmy na to wydawcę jakiegoś okultystycznego magazynu, gdyż specyfika tej sytuacji nie odpowiada tak literze, jak i duchowi cytowanych wyżej słów Jezusa Chrystusa. Nie jest to bowiem ani sprawa prywatna, ani grzech bezpośrednio we mnie wymierzony. Poza tym, od strony praktycznej, takie napominanie byłoby niezwykle trudne, jeśli wręcz niemożliwe. Jakbym wszak miał wszak najpierw w prywatny sposób upominać nieprawości ludzi, których osobiście nie znam i do których bezpośredni kontakt jest co najmniej mocno ograniczony (nie znam ich telefonów, maili, prywatnych adresów, etc)?

 

To, że czasami można napominać bez uprzedniego prywatnego napominania pokazują zresztą różne przykłady z Pisma świętego. Dajmy na to, św. Paweł Apostoł surowo skarcił maga Elimasa po tym, jak ów utrudniał mu jego działania ewangelizacyjne (Dz 13, 9 – 11), ale nie czytamy w Biblii nic o tym, by Paweł wpierw prywatnie upominał Elimasa. Podobnie, św. Jan Chrzciciel ganił publicznie Heroda za różne jego złe czyny, ale nie jest napisane, by najpierw upominał go prywatnie. Katolicka teologia moralna mówi zaś o tym, iż nie ma obowiązku uprzedniego prywatnego napominania nawet w niektórych wypadkach prywatnych grzechów, które są bezpośrednio skierowane przeciwko danej osobie. Papież Aleksander VII w swym akcie z 8 lipca 1660 roku w odniesieniu do spowiedników, którzy nakłaniali swych penitentów do grzechów nieczystości postanowił, iż będący ofiarą takiego ich postępowania penitenci zobowiązani są złożyć na nich doniesienie bez konieczności zastosowania uprzednio braterskiego napomnienia ani innych ostrzeżeń. Ten sam papież, w dniu 24 września 1665 roku potępił przeciwstawiające się tej zasadzie tezy [2].

 

Tak więc, nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, jakoby uprzednie prywatne napominanie złoczyńców obowiązywało w każdym przypadku. Nie mówi o tym ani sam Pan Jezus w swych słowach, na które powołują się zwolennicy tej tezy. Nie mówią o tym też inne teksty Pisma świętego, a takiej interpretacji zaprzecza również Magisterium Kościoła.

 

Przypisy:

[1] Cytat za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych. Wydanie piąte, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2008, s. 1310.

[2] Tajemnice konfesjonału. Podręcznik dla spowiedników. Rozprawa o szóstym przykazaniu napisana przez Jeana Baptiste’a Bouviera biskupa Le Mans, Gdańsk 2015, s. 63.