Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Kamienowanie złych synów w Starym Testamencie było wyrazem miłości

Różne z praw i przykazań, które Bóg dał w Starym Testamencie, są ulubionym celem ataków rozmaitych wrogów chrześcijaństwa. Mają one – wedle autorów tych ataków – pokazywać, iż albo tak naprawdę Bóg w Starym Zakonie był zły i okrutny, albo zaś Stary Testament jest bardziej zbiorem prymitywnych żydowskich wyobrażeń o Bogu, aniżeli autentyczną Prawdą o Bogu. Jednym z przykładów takiego rzekomo niemiłosiernego prawa Starego Testamentu jest następująca zapisana w nim zasada:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny,  ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu. Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się” (Pwt 21, 18-21).

Cóż może być bardziej okrutnego od powyższego prawa – mówią wrogowie Starego Testamentu – niż wydawanie swych dzieci na śmierć? Czy jednak, aby na pewno owe starotestamentalne przykazanie było w absolutny sposób sprzeczne z miłością i miłosierdziem? Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

Sięgnijmy po pewną analogię. Otóż powiedzmy, że jacyś rodzice wiedzą, iż ich syn jest notoryczynym gwałcicielem i jeśli nie doniosą na niego do odpowiednich organów ścigania, to będzie on to czynił dalej. Oczywiście, na płaszczyźnie emocjonalnej, decyzja o zadenuncjonowaniu swego zwyrodniałego syna będzie dla nich bardzo trudna, a może nawet wyda im się sprzeczna z miłością, jaką winni mu okazywać. Ale, czy rzeczywiście można powiedzieć, iż zgłoszenie takiego syna na policję (a co za tym idzie de facto skierowanie go do więzienia) będzie nie do pogodzenia z miłością, jaka mu się należy? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie, rodzice, którzy doniosą na swego syna-gwałciciela postąpią zgodnie z miłością – tak do całego społeczeństwa, względem jego potencjalnych przyszłych ofiar, jak i ostatecznie wobec niego samego. Czy bowiem wyrazem miłości wobec innych bliźnich byłoby pozostawianie na wolności groźnego przestępcy i złoczyńcy? Rzecz jasna, że nie byłaby to oznaka autentycznej miłości wobec tych, których ich syn już skrzywdził i których mógłby jeszcze skrzywdzić. Czy wreszcie, miłością wobec syna-gwałciciela byłoby dawanie mu bezkarności w jego ohydnym postępowaniu? Nie, to nie byłaby prawdziwa miłość, gdyż nie służyłaby jego dobru. Bezkarność bowiem jest najlepszą szkołą demoralizacji, a rodzicom powinno zależeć na tym, by ich syn się poprawił. Ukaranie więc jego czynów, nie byłoby ze strony rodziców aktem nienawiści, ale przeciwnie stanowiłoby wyraz trudnej, twardej, niemniej jednak prawdziwej i dojrzałej miłości.

 

OK, powie może ktoś, ale przecież w przypadku starotestamentowego prawa mamy do czynienia ze współpracą rodziców w wymierzeniu ich synowi znacznie bardziej surowej kary (wyrok śmierci) za lżejsze niż gwałt występki (pijaństwo i rozpustę). Czy to aby na pewno jest miłosierne? Nie widzę powodów, by uznawać takie postępowanie za jakoś fundamentalnie różniące się od przyczynienia się do skazania swego dziecka na karę więzienia. Po pierwsze bowiem, kara śmierci może być dla skazanego większym dobrodziejstwem niż więzienie. W więzieniu bowiem skazani często jeszcze bardziej się deprawują, a ponadto nieraz są ofiarami różnych aktów przemocy fizycznej i seksualnej. Kara śmierci może zaś pobudzić skazanego do głębszej refleksji nad swym życiem (które ma się niebawem skończyć), a w efekcie pomóc mu pojednać się z Bogiem i bliźnimi. Jeśli zaś, ktoś nawet w obliczu zbliżającej się dla niego egzekucji nie nawróci się, to przynajmniej odbierze mu się możność dalszego czynienia zła, przez co ochroni się społeczeństwo przed jego zbrodniczą działalnością. Po drugie: choć owszem rozpusta i pijaństwo są lżejszymi występkami niż gwałt, to jednak są one wciąż poważnymi grzechami, które przysparzają wielu cierpień ludziom wokół. Zasługują więc one na odpowiednią karę. W Starym Testamencie Bóg w swej mądrości nakazał w niektórych przypadkach karać coś takiego śmiercią. Czy było to niemiłosierne? Nie. Prawo to było  tak miłosierne, jak i rozsądne. W tamtym czasie naród żydowski był bowiem otoczony przez nieraz wręcz ekstremalnie zdeprawowane narody (które np. zabijały dzieci w ofierze swym bożkom, uprawiały świątynną prostytucję) i okoliczność ta uzasadniała stosowanie bardziej surowych praw karnych, które jednak nie musiały być wdrażane w czasach późniejszych, gdy zmieniły się niektóre z uwarunkowań kulturowych.