Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy przyjęcie męczeńskiej śmierci jest samobójstwem?

Istnieją osoby, które twierdzą, iż poniesienie męczeńskiej śmierci w obronie wiary lub pewnych zasad moralnych jest inną formą samobójstwa. Czy nie jest to prowokowanie kogoś, by zadał nam śmiertelny cios, a więc tak naprawdę zabicie siebie, tyle, że rękoma kogoś innego? Oczywiście, ów styl myślenia o męczeństwie, jako faktycznym samobójstwie nie odpowiada prawdzie i nie wytrzymuje próby logicznego myślenia. Czym innym jest bowiem zadać sobie samemu śmierć bądź aktywnie zachęcać lub prowokować kogoś, by nam śmiertelny cios zadał, a czym innym dać się zabić w sytuacji, gdy jedynym wyborem, jaki przed nami staje jest śmierć lub grzech. W takiej sytuacji nie dążymy bowiem do śmierci jako takiej, nie zachęcamy w sposób aktywny i aprobatywny innych do zabicia nas, ale przyjmujemy fakt, iż są wartości cenniejsze od ziemskiego życia. Tę różnicę pomiędzy zadaniem sobie samemu śmierci, a biernym jej przyjęciem z czyjejś ręki dobrze ujął doktor Kościoła, św. Augustyn z Hippony:

Słyszałem, jakobyś miał mówić, że Apostoł Paweł utrzymywał, że wolno jest odebrać sobie życie, kiedy powiedział: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (1 Kor 13, 3), gdyż wyliczając wszystkie te dobrodziejstwa, które nic nie znaczą bez miłości, takie jak znajomość języków ludzi i aniołów, i wszystkich tajemnic, i całej wiedzy, i wszystkich proroctw, i rozdawanie swej posiadłości ubogim, dodał pośród tych dobrych czynów akt sprowadzenia na siebie śmierci. Przypatrz się jednak uważnie i dowiedz, w jakim sensie Pismo głosi, że człowiek może wystawić swe ciało na spalenie. Z pewnością nie w takim, że każdy człowiek może rzucić się w ogień, kiedy jest napastowany przez następujacego nań nieprzyjaciela, ale że kiedy zmuszony jest wybrać pomiędzy złym czynem a cierpieniem, powinien raczej odmówić czynienia zła, wydając swe ciało katu, jak to uczynili owi trzej mężowie, których zmuszano do oddawania czci złotemu posągowi, grożąc wrzuceniem ich do pieca ognistego. Odmówili oni oddania czci bożkowi, nie rzucili się jednak sami w ogień, a jednak napisano o nich, że „oddali swe ciała, aby nie musieli oddawać czci jakimś bożkom, ale tylko swemu Bogu (Dn 3, 95 – przyp. moje MS). To jest sens, w jakim Apostoł pisał: „Gdybym (…) ciało swe wydał na spalenie” (List do Donatusa CLXXIII).

Także, znany polski kaznodzieja ks. Piotr Skarga rozróżniał pomiędzy chwalebnym przyjęciem śmierci z cudzej ręki po to, by nie popełnić występnego czynu, a grzesznym  zadaniem sobie samemu śmierci:

O czystość zdrowie położyć, a drugiemu dać się zabić, rzecz jest święta, i dziesięciokroć umrzeć, aby raz P. Bóg rozgniewany nie był. Ale samego siebie zabijać nikt nie ma, bo to jest mężobójstwo (Cytat za: Ks. Piotr Skarga, „Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu. Na każdy dzień przez cały rok. Wybrane z poważnych pisarzów i doktorów kościelnych”, tom II, Petersburg 1862, s. 591).

 

Istnieje zatem fundamentalna różnica pomiędzy biblijnym i tradycyjnie chrześcijańskim pojmowaniem męczeństwa, a popieraniem samobójstwa. Męczeństwo to pogodzenie się z faktem, iż są wartości, dla których warto dać się nawet zabić. Męczennik nie powinien jednak niepotrzebnie wystawiać się na śmierć z rąk innych, czy też aktywnie zachęcać swych oprawców, by go uśmiercili. Gdyby np. jakiś niedoszły morderca zrezygnował, czy wahał się co do tego, czy ma zabić swą ofiarę, to męczennik nie powinien dopingować go słowami w stylu: „Ja chcę iść do nieba, proszę nie rezygnuj ze swego wcześniejszego zamiaru i jednak mnie zabij„. Nie można jednak próbować ratować swego życia za cenę grzechu i należy pokornie przyjąć śmierć z czyjejś ręki, gdy nie ma innego wyboru nić „Umrzeć albo zgrzeszyć„. Samobójstwo jest zaś albo zabiciem samego siebie za pomocą własnych rąk albo przynajmniej aktywnym zachęcaniem kogoś innego, by nam to uczynił.