Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

O tym, jak autor jednego nieskromnego obrazu trafił do czyśćca

„Oto co mówi ojciec Rossignoli w swoich Merveille du Purgatoire (Merv. 24). Malarz o wielkim talencie prowadzący przykładne życie namalował kiedyś obraz nie całkiem stosownie do wymagającego prawa skromności chrześcijańskiej. To był jeden z tych obrazów, które pod pretekstem bycia pracami artystycznymi znajdowały się bardzo często w w najlepszych rodzinach i oglądanie których było przyczyną zatracenia tak wielu dusz. Prawdziwa sztuka jest inspiracją z nieba, unosi duszę ku Bogu, zaś sztuka nieczysta, która apeluje tylko do zmysłów nie przedstawia oczom nic poza pięknem ciała i krwi i jest inspiracją złego ducha. Dzieła te są ohydnym produktem zepsutej wyobraźni. Malarz, o którym mówimy, pozwolił sobie na zły przykład. Wkrótce wyrzekł się tego rodzaju prac i ograniczył się jedynie do malowania obrazów religijnych lub takich, które nie budzą zastrzeżeń.

W końcu, kiedy był atakowany przez śmiertelną chorobę, namalował wielki obraz w konwencie karmelitów. Czując się umierającym prosił przeora, aby zezwolił na pochówek w kościele zakonnym i przekazał w testamencie swoje dość wysokie dochody na odprawianie Mszy świętych za spokój swojej duszy.

Zmarł pobożnie. Parę dni minęło, kiedy zakonnicy przebywający na chórze na porannej modlitwie ujrzeli go otoczonego ogniem i jęczącego żałośnie. Co mój bracie – powiedział przełożony klasztoru – przeżyłeś taki ciężki trud, przeżyłeś po chrześcijańsku swoje życie i świętą śmierć? Niestety – odpowiedział zmarły – to za nieskromny obraz, który namalowałem parę lat temu. Kiedy znalazłem się przed trybunałem Wiecznego Sędziego tłum oskarżycieli przyszedł z materiałem dowodowym przeciwko mnie. Deklarowali oni, że byli ekscytowani do nieczystych myśli i pragnień. W konsekwencji przez ten obraz jedni poszli do czyśćca, a inni się potępili. Później wołali o zemstę mówiąc, że jestem powodem ich wiecznego potępienia. Ja zasłużyłem w końcu na tę samą karę. Jednakże błogosławiona Dziewica i święci, których ja wychwalałem przez moje obrazy wzięli udział w mojej obronie; przedstawili sędziemu, że to nieszczęśliwe malowanie było pracą młodości, którą ja potępiłem i naprawiłem przez religijne przedmioty, które stały się źródłem wychowania dla dusz.

W rozważaniu tych i innych racji Najwyższy Sędzia zadeklarował,  że ze względu na moją skruchę i moje dobre uczynki powinien być wyłączony od potępienia, ale skazał mnie na te płomienie dopóki obraz ten nie zostanie spalony ążeby nie mógł dłużej gorszyć kogokolwiek.

W konsekwencji cierpiący biedak błagał zakonnika, aby zatroszczył się o to by malowidło zniszczyć. Ja cię o to błagam – idź w moim imieniu do pewnej osoby, właścicielki obrazu i powiedz jej w jakim stanie obecnie się znajduję z powodu namalowania tego obrazu i zaklinaj ją niech zrobi ofiarę z niego. Jeżeli odmówi spotka go nieszczęście. Powiedz mu, że straci dwoje dzieci. Jeśli odmówi Jemu, który nas stworzył, zapłaci przedwczesną śmiercią.

Zakonnik nie zwlekał uczynić tego, o co ta biedna dusza prosił i pośpiesznie udał się do posiadaczki obrazu. Ta rozumiejąc tę sprawę, wzięła obraz i wrzuciła go do ognia. Niemniej jednak, według słów zmarłego, w ciągu miesiąca straciła dwoje dzieci. Pozostałe swoje dzieci przynagliła do pokuty za umieszczenie  utrzymywanie tego gorszącego obrazu w jej domu”.

Fr. X. Schouppe SJ, „Czyściec wyjaśniony przez żywoty i legendy o świętych”, Sandomierz 2017, s. 137 – 139.