Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy zbawiony człowiek stanie się Bogiem?

Jest znaną ideą ruchu „New Age”, iż człowiek tak naprawdę jest bogiem, tyle tylko, że musi w sobie tę boskość jeszcze odkryć i uznać, by mógł się w odpowiedni duchowo sposób rozwijać. Z kolei, powstały w XIX wieku mormonizm twierdzi, iż powołaniem zbawionych ludzi jest stanie się istotami w pełni boskimi, zaś „dzisiejszy” Bóg też kiedyś był tylko człowiekiem, by dopiero później stać się tym kim jest teraz, czyli Bogiem. Jakkolwiek owe idee nie wydałyby się nam  radykalnie antychrześcijańskie, gdyż kwestionują prawdę o istnieniu Boga oraz zamazują ogromną różnicę pomiędzy Stwórcą a Jego stworzeniem, bywa że także w kręgach katolickich pojawiają się głosy mówiące o tym, iż tak naprawdę idea dojścia człowieka do stanu Boskości nie jest niczym heretyckim. Zwolennicy tej tezy powołują się przy tym na niektóre fragmenty Pisma św. (zwłaszcza na 2 Pt 1: 4, gdzie Piotr Apostoł nazywa uczniów Jezusa „uczestnikami Bożej natury”), a także na wypowiedzi części Ojców Kościoła, w których ci używają sformułowania o tym, że „po to Bóg stał się człowiekiem, aby człowiekiem stał się bogiem”. Przykładowo, św. Grzegorz z Nazjanzu pisał, co następuje:

Z Chrystusem mam być pogrzebany, z Chrystusem zmartwychwstać. być współdziedzicem Chrystusa, synem Bożym, więcej – Bogiem samym„[1].

Czy zatem teologicznie uprawniona jest teza o tym, iż osoby zbawione staną się w niebie bogami? Otóż, nie nie jest to doktryna właściwa, gdyż Magisterium Kościoła jednoznacznie odrzuciło jako fałszywy ów pogląd.

Papież Jan XXII w konstytucji „In agro dominico” potępił takie np. opinie mistrza Eckharta:

Przekształcamy się całkowicie w Boga i w niego zamieniamy. W podobny sposób, jak w Sakramencie chleb zamienia się w Ciało Chrystusa, tak samo ja się w niego zamieniam. On sam czyni mnie niejako jednym z sobą, a nie tylko czymś podobnym. Na Boga żywego prawdą jest, że nie ma tu żadnej różnicy; Cokolwiek Bóg Ojciec dał Synowi swemu jednorodzonemu w ludzkiej naturze, to wszystko dał i mnie. Nic tu nie wyłączam: ani zjednoczenia, ani świętości, bo całość dał mnie jako i sobie (w Synu); Cokolwiek mówi Pismo św. o Chrystusie, to również wszystko się sprawdza w każdym dobrym i bożym człowieku; Cokolwiek jest właściwością Bożej natury, to wszystko jest właściwością dla człowieka sprawiedliwego i bożego. Z tej racji ów człowiek bierze udział w czynnościach Boga. A więc stworzył razem z Nim niebo i ziemię, jest rodzicielem wiekuistego Słowa i Bóg nie umie nic czynić bez takiego człowieka [2].

Papież Pius XII w encyklice „Mystici Corporis”, ucząc o zamieszkiwaniu Trójcy Świętej w duszach dobrych chrześcijan, przestrzegał jednocześnie:

Należy odrzucić każde ujęcie tej mistycznej społeczności, w którym by wierni z jakiegokolwiek powodu tak się wznosili ponad sferę rzeczy stworzonych i błędnie wkraczali w sferę Boską, iżby w skutek tego mogła im być przypisana jako ich własność choćby jedna właściwość Wiekuistego Boga [3].

W liście „Orationis formas” z dnia 15 października 1989 roku Kongregacja Nauki Wiary przypomniała:

należy przede wszystkim pamiętać o tym, że człowiek w swej istocie jest stworzeniem i stworzeniem pozostanie na wieki, nigdy więc nie będzie możliwe wchłonięcie ludzkiego „ja” przez „Ja” Boskie, nawet w najwyższych stanach łaski [4].

 

Jak zatem tłumaczyć te fragmenty Pisma św., w których mowa jest o tym, iż jako chrześcijanie jesteśmy „uczestnikami Bożej natury” (2 Pt 1: 4) albo te jego stwierdzenia, gdzie nazywa się pewnych ludzi „bogami” (np. Ps 82: 6; J 10: 34)?

Przede wszystkim zauważmy, że Biblia w wielu miejscach jasno uczy o istnieniu tylko jednego Boga, a co więcej zapowiada, iż chwała Boża nie zostanie w przyszłości odstąpiona nikomu: „Ja, któremu na imię Jahwe, chwały mojej nie odstąpię nikomu innemu ani czci mojej bożkom” (Iz 42: 8). Nie wyklucza to jednak mniejszego bądź większego stopnia wywyższenia tych czy innych bogobojnych ludzi, stosownie do miary z jaką owe osoby odpowiadały na Boże wezwania i łaski. Pan Jezus mówi wszak: „Jeśli kto będzie Mi służył, uczci go Ojciec Mój” (J 12: 26) oraz; „Kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 18, 14). Nigdy nie będzie to jednak taki stopień wywyższenia, który stawiałby osoby zbawione na równej płaszczyźnie z Bogiem. Uczestnictwo zaś w Bożej naturze nie musi jeszcze oznaczać stania się Bogiem, gdyż można w czymś uczestniczyć na różnych zasadach. Jeśli np. zakupię 10 procent akcji jakiejś spółki to owszem będę jej uczestnikiem, ale to nie znaczy jeszcze, że stanę się w ten sposób jej szefem czy choćby równorzędnym partnerem jej szefa. Jezuicki teolog z przełomu XIX i XX wieku, ks. Feliks Cozel tak wyjaśniał na czym polega uczestnictwo chrześcijan w Bożej naturze:

Uczestnictwo nasze w Bóstwie Pana Jezusa nie jest takie samo, jak  uczestnictwo Jego w naturze ludzkiej, gdyż On, jako Bóg, połączywszy się z naturą naszą ludzką, przyjął ją i złączył się z nią rzeczywiście, i stał się Bogiem i Człowiekiem zarazem w jednej i tej samej Osobie – a my, łącząc się z Panem Jezusem i Bóstwem Jego, nie stajemy się jakby bogami, lecz tylko pewien udział mamy w Boskich Jego przymiotach i własnościach, w Jego świętości, dobroci i innych Jego cnotach, i przez to niejako Bogu podobnymi się stajemy„[5].

Jeśli zaś chodzi o te fragmenty Biblii, w których jest mowa o pewnych ludziach, jako „bogach” to należy ten termin wówczas rozumieć w przenośnym i metaforycznym sensie. Pismo święte nieraz mówi wszak o różnych „bogach” jednak nie pozostawia przy tym wątpliwości, iż istnieje tylko jeden prawdziwy Bóg. Zresztą np. w Psalmie 82: 6, gdzie nazywa się ludzkich sędziów „bogami” od razu wyczuwalna jest pewnego rodzaju ironia co do użycia tego terminu, gdyż w tym samym Psalmie o tych samych ludziach mówi się: „Rzekłem: Wyście bogami. I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego. Lecz jak ludzie pomrzecie i upadniecie jak każdy książę”.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, jak rozumieć wypowiedzi tych Ojców Kościoła, którzy twierdzili, iż „Bóg stał się człowiekiem, po to by człowiek stał się Bogiem”? Cóż, najprawdopodobniej mamy w tym przypadku do czynienia z sytuacją, gdy Ojcowie Kościoła chcąc podkreślić pewną słuszną prawdę używali przy tym pewnych przesadnych sformułowań. Nie jest to zresztą nic nowego w tradycyjnej teologii katolickiej, gdyż podobne przesadne i wyolbrzymione stwierdzenia przy podkreślaniu innych prawd i słusznych zasad zdarzały się Ojcom Kościoła i Świętym Pańskim nie raz. Na przykład św. Jan Vianney w swych kazaniach przeciw tańcom i balom mówił czasami, iż „przekraczają one wszystkie z Bożych przykazań”. To była przesada z jego strony, ale to nie oznacza, iż mylił się on co do istoty swych przestróg przeciw owym rozrywkom, jako będących poważnym niebezpieczeństwem grzechu. Podobnie zatem i część Ojców Kościoła słusznie nauczając o wielkiej prawdzie uczestnictwa chrześcijan w Bożej naturze mogła używać przy tym pewnych zbyt daleko idących określeń.

 

Przypisy:

[1] Kazanie 7, po śmierci brata Cezarego, 23 – 24.

[2] Zob.: „Breviarium Fidei – wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła”, Poznań 1998, s. 309-310.

[3] Cyt. za: jw., s. 347.

[4] „W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966-1994”, Tarnów 1995, s. 344.

[5] Ks. Felix Cozel T.J., „Msza święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania”, Warszawa 1998, s. 92-93.