Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Janusz Waluś nie jest bohaterem

W środowiskach prawicowych co pewien czas podnoszą się głosy mniej lub bardziej sugerujące podziw i uznanie dla Janusza Walusia. Przypomnijmy: człowiek ten to obywatel RPA polskiego pochodzenia, który przed laty został skazany na karę śmierci (zamienioną następnie na dożywocie) za zabicie Chrisa Haniego, niegdysiejszego lidera południowoafrykańskich komunistów. Jakkolwiek bym nienawidził komunizmu, to zdecydowanie nie zgadzam się z apologią Janusza Walusia i jego wiadomego czynu.

Tradycyjne nauczanie Kościoła jest bowiem jasne w swym potępieniu krwawych samosądów, a zabicie Haniego przez Walusia takim samosądem było. O tej zasadzie uczył chociażby papież Leon XIII w liście „Pastoralis offici” z dnia 12 września 1891 roku:

Obydwa rodzaje prawa Bożego, zarówno to, które rozpoznajemy w świetle naturalnego rozumu, jak też to, które zostało obwieszczone w księgach spisanych pod Bożym natchnieniem, wyraźnie zakazują, aby nikt poza publiczną sprawą sądową nie pozbawiał kogokolwiek życia, ani go ranił, chyba że został zmuszony do tego koniecznością obrony samego siebie„.

Być może Chris Hani zasługiwał na śmierć, ale od oceny tego był sąd, który w ewentualnym procesie wysłuchałby argumentów przemawiających za jego obroną, a gdyby skazał go na śmierć, to dałby mu czas na pożegnanie się z rodziną oraz ponowne przemyślenie swych czynów. Janusz Waluś nie został jednak powołany przez Boga na sędziego, a mimo to postanowił pełnić wobec Chrisa Haniego rolę nie tylko sędziego, ale też prokuratora oraz kata w jednej osobie. I nie zmienia tu nic fakt, iż po zniesieniu Apartheidu Hani najpewniej nie stanąłby przed żadnym sądem za swe wcześniejsze czyny. Po prostu od orzekania kary śmierci są sądy, a jeśli w danych okolicznościach historycznych urzędy te pewnych nieprawości już nie karzą to i tak mniejszym złem jest cierpliwe znoszenie zła i złych niż pozwolenie na to, by przez samosądy kraj pogrążał się w wojnie i anarchii.

Nie można też powiedzieć, iż ów uczynek Janusza Walusia mieścił się w ramach moralnie uprawnionej obrony koniecznej. Chris Hani co prawda we wcześniejszym okresie swego życia angażował się w nielegalną i zbrojną działalność przeciw rządowi RPA, ale akurat w czasie, gdy Waluś podniósł przeciw niemu swą rękę zrezygnował on już z takiej swej aktywności i optował za pokojowymi rozwiązaniami. Poza tym nawet, gdyby Hani wciąż zabijał i ranił swych bliźnich, to obrona konieczna zakłada bezpośredniość odparcia danego ataku. Gdyby Hani w danej chwili zaatakował Walusia lub innych ludzi, to w obronie koniecznej można by było go wtedy zabić lub zranić. Ale wiemy przecież, że nie na tym polegało zabicie Haniego przez Walusia.

Nie sądzę też, by w obronie Janusza Walusia uzasadnione było odwoływanie się do niektórych biblijnych postaci, które również bez wyroku sądowego zabijały złoczyńców (np. Judyta, Eliasz, Pinchas). Osoby te czyniły to bowiem albo w okolicznościach toczącej się wojny albo też prawdopodobnie w wyniku bezpośredniego Bożego natchnienia. Czyn Walusia został jednak dokonany zasadniczo w czasie pokoju, a on sam nigdy nie twierdził, iż usłyszał głos z Nieba na którego autentyczność dodatkowo miałby mocne dowody, nakazujący mu przelać krew Chrisa Haniego. Jeśli dziś chwalimy więc Janusza Walusia za to co zrobił to jutro konsekwentnie rzecz biorąc powinniśmy też zacząć podziwiać Andersa Breivika za zabicie kilkudziesięciu aktywistów szkodzącej jego krajowi lewicowej partii.

 

To wszystko nie zmienia jednak tego, iż postulat uwolnienia Janusza Walusia z więzienia wydaje się być zasadny. Człowiek ten bowiem odsiedział już w więzieniu wiele lat, a morderstwo też jest morderstwu nierówne. Co innego wszak zabić dla kilku złotych staruszkę, a co innego skrócić życie sadyście znęcającemu się nad rodziną. Choć oba czyny są naganne moralnie, to jednak ich obrzydliwość nie jest sobie równa i powinno to też mieć wyraz w stopniu surowości kar za nie wymierzanych. Chris Hani z pewnością nie zasługiwał na bycie ofiarą krwawego samosądu (bo nikt na to nie zasługuje), ale nie był też niewiniątkiem, więc kara za jego zabicie winna być prawdopodobnie łagodniejsza. Ale tak czy inaczej Janusz Waluś nie zasługuje na miano bohatera.