Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Pan Jezus zganił mówienie o karze Bożej?

We współczesnym Kościele mówienie o Bożej karze jest swego rodzaju tabu. Ostatecznie można mówić, że „człowiek sam się karze”, byle tylko nie twierdzić, że Bóg w tym czy przyszłym świecie może kogoś ukarać. To uciekanie od mówienia o Bożej karze czasami przybiera bardzo stanowcze wymiary, czego przykładem jest choćby reakcja jednego z bliskich współpracowników papieża Franciszka,  arcybiskupa Angelo Becciu na słowa o. Giovanii Cavalcoli, który w 2016 roku na antenie włoskiego Radia Maria ośmielił się powiedzieć, iż trzęsienie ziemi, które nawiedziło wówczas środkowe Włochy to kara Boża za wcześniejsze zalegalizowanie cywilnych związków jednopłciowych. Arcybiskup Becciu stwierdził wówczas w ostrych słowach, iż takie twierdzenia o. Cavalcoli „nie są zgodne z nauką ewangeliczną”, „obrażają wierzących” i „są skandaliczne dla tych, którzy nie wierzą”.

Choć w całym Piśmie św. pełno jest fragmentów o Bożym karaniu, przeciwnicy mówienia o tej prawdzie zwykli powoływać się na jedną wypowiedź naszego Pana Jezusa Chrystusa, która rzekoma na ganić nazywanie pewnych nieszczęśliwych wydarzeń mianem Bożej kary. Chodzi mianowicie o następujący ustęp z Nowego Testamentu:

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.  Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.  Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie» (Łk 13, 1-5).

Gdy czytam ten fragment nauczania Pana Jezusa niezmiennie dziwię się, jak można go wykorzystywać jako argument przeciwko mówieniu o Bożych karach. Czy tam Chrystus mówi: „Błądzi ten, kto twierdzi, że te wydarzenia były Bożą karą za grzechy. To były tylko nieszczęśliwe wydarzenia”? Nie, tego typu słowa tam nie padają. Zbawiciel nie przeczy temu, iż zabicie Galilejczyków oraz zawalenie się więzy w Siloam mogły być Bożą karą. To co Jezus sugeruje w powyżej cytowanych słowach to jedynie to, by słyszący o tych wydarzeniach ludzie nie uważali się za lepszych od ofiar owych nieszczęść. Jednocześnie nasz Pan mówi przy tym, iż brak nawrócenia doprowadzi do podobnej śmierci jak ta, która stała się udziałem Galilejczyków i mieszkańców Siloam. Nasz Zbawca nie mówi też tu, że owi ludzie nie byli grzesznikami, których Bóg postanowił ukarać, a jedynie przestrzega innych przed uważaniem się za mniej grzesznych od tych ludzi, a przez to może nie zasługujących na podobny los.

Czy można więc dopatrywać się w powyższym fragmencie Biblii nagany wobec myślenia, iż pewne nieszczęścia mogą być Bożą karą za grzechy? Nic takiego tam nie widzę. Dostrzegam tam raczej sugestię, iż te wydarzenia mogły być karą Bożą za grzechy połączoną z wezwaniem do unikania myślenia o sobie w duchu wyższości nad ofiarami takich zdarzeń, ale pokornego uznania, że wszyscy jesteśmy grzesznikami zasługującymi na Boże skarcenie. To bowiem, że w jakimś nieszczęśliwym fakcie widzimy znak Bożej kary nie musi oznaczać od razu, że uważamy się za bliższych Boga i bardziej cnotliwych niż ofiary takiej kary. Może wszak być po prostu tak, iż w oczach Boga jesteśmy podobnymi bądź nawet większymi grzesznikami niż inne ukarane już przez Niego na tej ziemi osoby, ale z tych czy innych powodów wstrzymuje się On jeszcze z karaniem nas. Ba, brak Bożej kary na tej ziemi może czasami nawet świadczyć o tym, iż niekarana w ten sposób osoba jest jeszcze większym grzesznikiem niż człowiek ukarany na tej ziemi. Brak Bożego karania na tej ziemi może być bowiem oznaką, iż jesteśmy już tak bardzo zdeprawowani, iż po wcześniejszych próbach obudzenia naszego sumienia przez ziemskie kary, Bóg – w pewnym sensie – pozostawia nas samym sobie i pozwala „spokojnie” iść nam za naszymi złymi żądzami. Ta Boża pedagogika została wyrażona m.in w następującym fragmencie Pisma świętego:

Znakiem bowiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. Nie uważał bowiem Pan, że z nami trzeba postępować tak samo, jak z innymi narodami, co do których pozostaje cierpliwy i nie karze ich tak długo, aż wypełnią miarę grzechów. Nie chciał bowiem karać nas na końcu, dopiero wtedy, gdyby grzechy nasze przebrały miarę.  A więc nigdy nie cofa On od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu (2 Mch 6, 13 – 16).