Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Co oznacza, iż „Nie mamy sądzić, byśmy nie byli sądzeni”?

Chyba niewiele jest w Piśmie św. tak znanych, ale i jednocześnie nadużywanych wersetów jak słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1). Zdanie to jest nadużywane, gdyż najczęściej stosuje się je w celu rozmycia bardziej jasnych i jednoznacznych ocen moralnych tyczących się różnych zachowań. Zdecydowane mówienie o tym, iż np. homoseksualizm czy cudzołóstwo są zawsze i poważnie złe nieraz spotyka się z ripostą typu: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Nie spotkałem się jednak nigdy z tym, by podobną odpowiedź dostał ktoś, kto wyraża przekonanie o tym, że Hitler czynił bardzo źle podżegając do mordowania Żydów czy też, że rzeczą ohydną jest gwałcenie kobiet albo seksualne wykorzystywanie dzieci. Co więcej myślę, że zacytowanie słów Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” jako odpowiedź na jednoznaczne potępianie Holocaustu, gwałtów czy pedofilii spotkała by się szybko ze słusznym zarzutem, iż wręcz bluźnierczo nadużywa się tego stwierdzenia naszego Pana i Zbawcy. Jednakże ciągle słyszy się te słowa w odniesieniu do tych elementów moralności chrześcijańskiej, które są dziś kwestionowane i relatywizowane – stąd wniosek, iż cytującym je chodzi o to, by rozmyć jednoznaczność negatywnej oceny niektórych ze złych i ohydnych czynów.

Skoro widzimy jak bardzo są dziś nadużywane słowa Chrystusa o tym, by „nie sądzić aby nie być sądzonym” warto pochylić się uważniej nad ich autentycznym znaczeniem. Co Pan Jezus miał na myśli wypowiadając tę sentencję? Czy Zbawcy chodziło o to, iż chrześcijanie nie mogą sprawować urzędu sędziowskiego, albo że w ogóle powinny przestać funkcjonować wszelkie ziemskie sądy? A może uczniowie Pana Jezusa powinni przestać oceniać pewne ludzkie zachowania jako złe, ohydne i haniebne, bo przecież „nie należy sądzić”? Czy może rzecz w tym, by żadnemu człowiekowi nie mówić, iż czyni źle, podąża niewłaściwą drogą?

Zakazać zawodu sędziego?

Zacznijmy od pierwszej wymienionej przeze mnie, acz dość absurdalnej (choć mogącej być „logicznie” wysuwaną przez popleczników absolutyzowania słów o „niesądzeniu”) tezy, iż zdanie „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” oznacza zakaz sprawowania przez chrześcijan urzędu sędziego albo też postulat likwidacji wszystkich sądów na tej ziemi. Owszem, nie spotkałem się osobiście jeszcze z tak radykalną interpretacją słów Pana Jezusa, ale czy nie należałoby ją uznać za logiczną przynajmniej w ustach tych, którzy nawet w reakcji na zwykłe oceny moralne tych czy innych czynów przywołują zdanie: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”? Wszak działanie sędziego, który może skazać kogoś np. na kilka lat więzienia znaczy o wiele więcej niż powiedzenie przez  komuś: „Czynisz bardzo źle i nawróć się z tego”. W pierwszym wypadku mamy bowiem do czynienia z konkretnym, bardzo wymiernym oddziaływaniem jednej osoby na życie drugiego człowieka, w drugim zaś są to tylko słowa wyrażające ocenę czyjegoś zachowania. Jeśli zaś zakazane chrześcijanom byłoby formułowanie zwykłych negatywnych ocen takich czy innych czynów, to tym bardziej powinno być im zabronione uczestnictwo w wydawaniu wyroków sądowych pozbawiających danego człowieka wolności oraz pozostawiające prawne odium na jego czci.

Oczywiście jednak nie o takie absurdy chodziło Panu Jezusowi, gdy wypowiadał słowa „Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”. Gdyby bowiem tak było, to w innych fragmentach Pisma świętego nie byłoby mowy o tym, iż należy ustanowić sędziów, którzy będą wydawać bezstronne i sprawiedliwe wyroki (Pwt 1, 16 – 17; Ps 58, 2; 82, 3-4; Pwt 16, 18-20), władze cywilne są ustanowione po to by karać złoczyńców (a żeby karać złoczyńców trzeba ich wcześniej przecież sprawiedliwie osądzić – por. Rz 13, 4; 1 P 2, 13); a rodzice mają dyscyplinować i karcić swe pociechy, co też w nieunikniony sposób wiąże się z pewnego rodzaju osądzaniem ich przewin (por. Prz 29, 5; 13, 24; 22, 15; 23, 13 – 14; Syr 42, 1; 5). Pan Jezus nie wydałby też następującego polecenia swym uczniom:  „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy” (J 7, 24), a Duch Święty nie zainspirowałby króla Dawida do wypowiedzenia następujących słów: „Naucz mnie trafnego sądu i umiejętności, bo ufam twym przykazaniom” (Ps 119, 66).

Także Tradycja Kościoła potwierdza, iż w ludzkim społeczeństwie zostały ustanowione pewne urzędy i autorytety, których celem jest sprawiedliwe sądzenie oraz – jeśli taka jest potrzeba – karanie winnych zła osób. Katechizm Soboru Trydenckiego ujmuje to np. tak: „(Bóg) rozkazuje, aby sądy wszystkie sprawiedliwie i według praw były odprawowane (…) upomina Pan Bóg, aby sędziowie winnym nie folgowali, a niewinnych nie potępiali (…) Ma też Urząd moc prawną do zabijania i karania złych ludzi na gardle: i nie idzie zatem, żeby mieli takowi, którzy są na urzędzie, przeciwko temu przykazaniu grzeszyć, ale owszem są woli bożej posłuszni„.

Rzecz jasna, powyższe rozumienie sądzenia innych ludzi (czyli zakładające prawo wymierzania konkretnych kar) nie przysługuje wszystkim osobom i jest ograniczone do pewnych ich kategorii – sędziów i rodziców, a w jeszcze bardziej ograniczonym wymiarze przełożonych w pracy oraz nauczycieli.

Zakazać piętnowania zła?

Może zatem Panu Jezusowi chodziło o zakaz nazywania pewnych rzeczy złymi, ohydnymi, napominania źle czyniących itp? I ta interpretacja nie zdaje testu na jej współbrzmienie z wieloma innymi tekstami Pisma świętego. W wielu bowiem fragmentach Biblii mamy zachęty i ponaglenia, by jasno wskazywać na błędy oraz napominać źle czyniących:

I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]!” (Ef 5, 11).

Jeśli powiem bezbożnemu: „Z pewnością umrzesz”, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew„(Ez 3:18-19).

Wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz” (2 Tm 4, 2).

Trwających w grzechu upominaj w obecności wszystkich” (1 Tm 5, 20).

Co więcej, w niektórych (choć raczej rzadkich) przypadkach Bóg pobudził swych ludzi nawet do oceniania wewnętrznych intencji innych osób, jak to miało miejsce w przypadku św. Pawła Apostoła, który w następujących słowach nazwał maga Elimasa: „O synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich!” (Dz 13, 10).

Przed sądzeniem bliźniego wyrzuć belkę ze swego oka

Co zatem w rzeczywistości znaczą słowa naszego Pana: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”? Jedno ze znaczeń tego stwierdzenia wyłania się już z samego jego bezpośredniego kontekstu. Po owych słowach Chrystus mówi bowiem: „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie widzisz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (Mt 7, 2-5).

Najwyraźniej chodzi więc tu Panu Jezusowi o sytuację, w której ktoś osądza mniejsze grzechy swego bliźniego podczas, gdy sam on jednocześnie tkwi w większych nieprawościach. Rzecz zatem nie w sądzeniu jako takim, ale w sądzeniu pełnym hipokryzji. Jan Chryzostom, święty ojciec i doktor Kościoła tak wykłada te słowa naszego Zbawcy:

Widzisz zatem, że nie zabrania sądzić, lecz najpierw każe wyjąć belkę z oka swego, a dopiero potem poprawiać błędy innych (…) Tymi słowami przekazał, by ten, który sam podlega niezliczonym błędom, nie był surowym sędzią przewinień innych, gdy są one małe; nie zabrania karcić ani poprawiać, lecz nakazuje  nie zaniedbywać własnych błędów i nie naigrawać się z cudzych„.

Nie sądź z pozorów i pochopnie

Inną zasadą, która powinna kierować naszym sądzeniem i ocenianiem jest unikanie lekkomyślnych sądów. Chodzi więc o wydawanie ocen, napomnień w sposób pośpieszny, nie uwzględniający wielu ważnych czynników, bez wysłuchania osoby, której postępowanie oceniamy, co nieraz wiąże się z żywionymi przez nas uprzedzeniami, emocjami, antypatiami wobec danego człowieka. Zakaz lekkomyślnego i pochopnego osądzania innych ludzi jest nauczany m.in. przez Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2477, a wynika z biblijnych nakazów o tym, by „nie sądzić z pozorów”, ale by sądzić w sposób sprawiedliwy i bezstronny (Pwt 1, 16 – 17; Ps 58, 2; 82, 3-4; Pwt 16, 18-20; J 7, 24).

Przykładów pochopnego sądzenia innych ludzi jest wiele. W dyskusjach pomiędzy politykami jeden drugiemu często mówi: „Kłamie pan”, podczas gdy nieraz chodzi o jakąś przez danego człowieka wygłaszaną opinię, która może być mylna lub błędna, lecz niekoniecznie jest wypowiadana w świadomy jej nieprawdziwości sposób (a tylko wtedy mamy do czynienia z kłamstwem). Mogę powiedzieć np., że „Większość Arabów to porządni ludzie” i nawet jeżeli będę się wtedy mylił to czy koniecznie będę wówczas kłamał? Nie – kłamałbym dopiero wówczas, gdybym miał dobrą wiedzę odnośnie tego, że większość Arabów jest jednak łajdakami, a mimo to utrzymywał coś przeciwnego. A tak, to po prostu mogę się mylić, błędnie oceniać daną sytuację, ale nie kłamać. Ktoś inny może widzieć swego znajomego, jak ten odmawia pieniędzy żebrakowi i od razu powiedzieć, że w takim razie jest on chciwcem i sknerą, ale pominąć to, że od tego żebraka pachniało alkoholem, a odmawiający nieraz wcześniej był świadkiem, jak ten proszący o jałmużnę człowiek upija się. Świętemu Mikołajowi zdarzyło się zakraść do domu niewiast o złej sławie, by podrzucić im pieniądze, po to by mogły za nie zacząć nowe życie. Ktoś widząc to mógłby pośpiesznie ocenić św. Mikołaja jako rozpustnika, a w rzeczywistości przecież był on wzorem cnotliwego mężczyzny.

Nie wyolbrzymiaj czyichś (rzeczywistych bądź rzekomych) wad i błędów

Innym przykładem niewłaściwego sądzenia jest wyolbrzymianie czyichś błędów lub wad (ewentualnie czegoś co nie jest samo w sobie błędem lub wadą, lecz jest przez pewne osoby tak odbierane). Ktoś dajmy na to ukradnie 5 złotych (czego oczywiście czynić nie powinien), a mówi się o nim, jakby kradł miliony. Inny może być cudzołożnikiem (co rzecz jasna jest straszną rzeczą), a osoba nieprzychylna zacznie go nazywać pedofilem oraz zoofilem. Tego rodzaju wyolbrzymiające sądy nieraz widzimy w świecie polityki. Na przykład, dla zwolenników liberalizmu i libertarianizmu ekonomicznego wystarczy opowiadać się za utrzymaniem zasiłków społecznych, by być przez nich nazywanym socjalistą, albo i nawet komunistą. Z kolei, lewicowy lubią nazywać wszelkie przejawy niechęci wobec islamu mianem „rasizmu”, zaś co bardziej silniejsze tendencje na rzecz wzmocnienia uprawnień państwa czy choćby delikatnego ograniczenia nadużyć wolności słowa i ekspresji obwoływać jako „faszyzm”, „talibizację”, itp.

Takie wyolbrzymianie czyichś błędów i wad ma często miejsce nie tylko w odniesieniu do jednostek, ale też całych grup społecznych. Widzimy to choćby w stosunku do dzisiejszej fali imigracji, gdzie jej przeciwnicy biorą sobie pewien wycinek negatywnych zachowań w wykonaniu imigrantów i na okrągło uogólniają je na całość imigranckiej społeczności.

Nie sądź w sposób „absolutny”

Wreszcie, chyba najważniejszym przejawem niewłaściwego sądzenia jest utrzymane we wręcz absolutnym duchu wyrokowanie o czyimś wiecznym losie. Jest to coś, czego należy zasadniczo rzecz biorąc unikać, gdyż jako ludzie mamy ograniczoną wiedzę o stanie duszy drugiego człowieka, jego intencjach, okolicznościach w których działa oraz wpływie różnych innych czynników na poziom świadomości i dobrowolności jego decyzji. A co się z tym wiąże, trudno jest tak naprawdę powiedzieć nam, czy dany człowiek w danym momencie ściągnął na swe sumienie winę grzechu śmiertelnego i czy gdybym umarł w momencie popełnienia obiektywnie poważnie złego czynu poszedłby do piekła. Tym bardziej zaś zwykle nie wiemy, co choćby i czyniący w swym życiu bardzo wiele zła człowiek przeżywał w ostatnich chwilach swego życia, czy nie zaczął żałować za nieprawości, nie modlił się do Boga o przebaczenie, etc. Dlatego też należy być bardzo ostrożnym w mówieniu o konkretnych ludziach tak, jakbyśmy wiedzieli, że dana osoba ma na sumieniu winę grzechu ciężkiego, a już w ogóle – chyba, że sam Bóg nam to objawi – nie powinniśmy twierdzić, że ten czy inny człowiek jest teraz w piekle. To nie znaczy, że nie należy mówić, iż dane zachowania są poważnie złe, że stanowią one ohydę w oczach Boga i że świadome oraz dobrowolne praktykowanie ich stanowi pewną drogę do piekła. To wszystko należy głosić, ale nie należy tego mylić z wchodzeniem z szaty Pana Boga i próbą uzurpowania sobie wiedzy o danym człowiekiem, którą sam z siebie posiada tylko nasz Stwórca.

Nie sądźmy z pozorów, ale sprawiedliwym sądem sądźmy

W słowach Pana Jezusa o tym, by „nie sądzić, aby nie być sądzonym” z pewnością zatem nie chodziło o swego rodzaju relatywizację podejścia do różnych zasad moralnych, zakaz sprawowania zawodu sędziego czy też brak napominania albo karania czyniących zło. Rzecz nie w tym, by w ogóle nie sądzić oraz nie oceniać ale by czynić to w ostrożny, rozsądny, bezstronny i sprawiedliwy sposób.

Na sam koniec warto przytoczyć zdanie z nauczania św. Jana Chryzostoma, które w bardzo dobry sposób może być skierowane przeciwko współczesnym, bardzo powierzchownym interpretacjom sentencji „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”:

Inaczej, gdyby się to miało jeszcze utrzymać, wszystko obróci się wniwecz: sprawy Kościoła, państwa , rodziny. Wzmoże się zło, jeśli gospodarz nie będzie sądził sługi, gospodyni służącej, ojciec – syna, a przyjaciel – przyjaciela (…) Cóż więc znaczą te słowa? Uważajmy dobrze, aby nikt nie uznał środków zbawienia i prawa pokoju za prawa przewrotu i zamieszania„.