Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Jezus pochwalał ekonomiczny liberalizm?

Istnieje jedna z przypowieści naszego Pana Jezusa Chrystusa, która notorycznie jest wykorzystywana przez liberałów do usprawiedliwiania ich idei. Chodzi mianowicie o przypowieść tyczącą się robotników w winnicy (Mt 20, 1-16). W tej opowieści Chrystus przedstawia sytuację polegającą na tym, iż gospodarz winnicy najął o różnych porach dnia robotników do pracy na swej posiadłości, po czym wypłacił taką samą ilość pieniędzy (jednego denara) zarówno tym, którzy pracowali u niego od samego rana, jak i tym, którzy przepracowali tylko ostatnią godzinę. Kiedy zaś robotnicy zatrudnieni u niego od godzin porannych czynili mu wyrzuty on odpowiedział jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną?  Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? (Mt 20, 14 – 15).

Liberałowie komentują tę przypowieść mniej więcej tak: „Patrzcie, Chrystus w ten sposób pochwalił zasadę wolności umów pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Jeśli obie strony zgadzają się między sobą na dane warunki pracy i płacy, to władzom państwowym nic do tego. Precz zatem z ustalaną przez rząd płacą minimalną oraz kodeksem pracy krępującym wolność umów”.

Co jest nie tak z tą wykładnią biblijnej przypowieści o robotnikach ostatniej godziny? Po pierwsze; nie wszystkie przypowieści Pana Jezusa należy interpretować jako pochwałę opisanego w nich stanu rzeczy. Po drugie: nie w taki sposób ową przypowieść interpretują Ojcowie i Magisterium Kościoła.

O ile bowiem większość stwierdzeń zawartych w Piśmie świętym należy rozumieć mniej lub bardziej dosłownie, o tyle nie odnosi się to dokładnie do wszystkich zdań i słów ujętych w tej Księdze. A przypowieści podawane przez Pana Jezusa często należą właśnie do tych mniej dosłownie interpretowanych części Biblii. Gdyby wszak wszystkie z podawanych przez Chrystusa przypowieści wykładać jako pochwalanie podanego w nich stanu rzeczy to musielibyśmy usprawiedliwiać nie tylko liberalnie rozumianą wolność umów, ale także zacząć aprobować poligamię oraz oszukiwanie swych przełożonych. Oto bowiem w przypowieści o pannach roztropnych i nieroztropnych (Mt 25, 1-13) Pan Jezus posłużył się przykładem zaślubin poligamicznego małżeństwa (dziesięć panien wyszło na spotkanie swego pana młodego). Chrystus nie krytykuje w tej przypowieści owego zwyczaju, czy to jednak oznacza, że w takim razie obowiązek monogamii, o którym uczy Magisterium Kościoła jest błędny? W przypowieści zaś o nieuczciwym zarządcy (Łk 16, 1-13) Pan Jezus posługuje się przykładem człowieka, który z groźby utraty swej posady wydobywa się za pomocą oszukiwania swego ziemskiego szefa. Czy to jednak oznacza, że w takim razie można oszukiwać i okłamywać swych pracodawców?

Widzimy zatem, iż celem przypowieści Jezusa nie zawsze było wyrażenie aprobaty dla wszystkich opisanych w nich zachowań. Te przypowieści nieraz po prostu wyrażały prawdę o pewnych nadprzyrodzonych sprawach za pomocą zrozumiałych dla ówczesnych ludzi porównań wziętych ze współczesnego im życia. I podobnie w przypowieści o robotnikach ostatniej winnicy nie chodzi o to, że pracodawca ma prawo w dowolny i arbitralny sposób wynagradzać swych pracowników, nie kierując się przy tym żadnymi innymi względami niż treść danego przez siebie słowa. W tej przypowieści chodzi o pokazanie, iż w Królestwie Niebieskim nikt nikomu nie będzie czynił wyrzutów pobudzanych zazdrością oraz o dodanie otuchy tym, którzy może i większość swego życia zmarnowali na popełnianiu różnego rodzaju grzechów, ale pragnęliby się szczerze z nich nawrócić choćby i na swą starość (oczywiście nie należy tego mylić z postawą celowo odkładającą nawrócenie na starość, gdyż takowa stanowi bezbożną zuchwałość). I tak właśnie tę przypowieść rozumiał św. Jan Chryzostom, jeden z Ojców i Doktorów Kościoła. Uczył on bowiem na ten temat m.in:

Co można na to powiedzieć? Nie ma w królestwie niebieskim – w żadnym przypadku – kto spierałby się lub upominał o takie rzeczy. Miejsce to wolne jest od zawiści i zazdrości. Jeśli święci oddają w doczesności nawet swe dusze za grzeszników, to o wiele bardziej cieszą się tam, widząc ich używających tych dóbr; uważają je za własne. 

Dlaczego więc tak to przedstawił? Była to przypowieść. Dlatego nie trzeba wszystkiego w przypowieściach dokładnie analizować, ale poznawszy cel, w jakim została powiedziana, nim się zajmować, a jej już bliżej nie roztrząsać. 

Dlaczego więc ta przypowieść została tak ułożona i co chce w niej osiągnąć? Chce uczynić bardziej gorliwymi tych, którzy się nawrócili w późnej starości i stali się lepsi oraz nie dopuścić, by myśleli, że otrzymali mniej (…)

Na podstawie tego wszystkiego widzimy więc, że przypowieść ta została powiedziana zarówno do tych, którzy wstąpili na drogę cnoty w pierwszej młodości, jak również tych, którzy uczynili to później w podeszłym już wieku. Do tych pierwszych, aby nie byli zarozumiali i nie czynili wyrzutów tym, którzy przyszli około godziny jedenastej, do tych drugich zaś, by się dowiedzieli, że można wszystko osiągnąć nawet w krótkim czasie” (Homilie na Ewangelię św. Mateusza, Hom. LXIV).

 

Należy też zauważyć, że Magisterium Kościoła będące autorytatywnym interpretatorem Pisma św. i Tradycji Apostolskiej bynajmniej nie popiera liberalnego poglądu o tym, jakoby wysokość płacy powinna być ustalona wyłącznie w drodze umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem.

Papież Leon XIII w encyklice „Rerum novarum” naucza co następuje:

Sądzi się, że pracodawca wypłaciwszy umówioną płacę, uczynił tym samym zadość swoim obowiązkom i do niczego już nie jest obowiązany. Dopiero zaś wtedy – sądzi się – naruszona byłaby sprawiedliwość, gdyby albo pracodawca nie chciał dać pełnej płacy, albo pracownik nie chciał całej wykonać pracy. W tych tylko wypadkach, a poza tym w żadnych innych, usprawiedliwiona jest – mówi się – interwencja państwa dla ochrony praw każdemu należnych.

Sprawiedliwy jednak sędzia niełatwo przyzna rację temu poglądowi i nie we wszystkim. Pogląd ten bowiem nie jest wszechstronny, a pomija wzgląd bardzo ważny. Mianowicie pracować, znaczy: rozwijać działalność dla zdobycia środków wymaganych przez różne potrzeby życia, a przede wszystkim przez potrzebę utrzymania go. W pocie oblicza twego będziesz pożywał chleb (Rdz 3,19). Stąd praca nosi na sobie dwie niejako cechy: mianowicie jest naprzód osobista, ponieważ siła pracy tkwi w osobie i jest właściwością osoby, która jej używa i na której pożytek natura ją przeznaczyła. Dalej, praca jest konieczna, ponieważ do zachowania życia potrzebuje człowiek owoców pracy; sama zaś natura, której nie można być nieposłusznym, nakazuje staranie o życie. Jeśli na pracę patrzyć będziemy tylko z pierwszego, osobistego punktu widzenia, to nie ulega wątpliwości, że się pracownik może zadowolić skromnym zarobkiem; jak bowiem pracę swoją oddaje komuś decyzją własnej woli, tak samo też decyzją swej woli może zrezygnować z części albo z całej płacy.

Sprawa jednak inaczej się nam przedstawi, jeśli ze względem na osobisty charakter pracy połączymy wzgląd na konieczność, dającą się zresztą od tamtego odłączyć tylko w myśli, nie w rzeczywistości. W istocie zachowanie życia jest obowiązkiem spoczywającym na wszystkich ludziach, a zbrodnią byłoby nie spełnić go. Z tego to obowiązku wywodzi się prawo do starania się o rzeczy potrzebne dla utrzymania życia, których ubogiemu dostarczyć może tylko płaca otrzymana za pracę. Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia. Jeśli zatem pracownik zmuszony koniecznością, albo skłoniony strachem przed gorszym nieszczęściem, przyjmuje niekorzystne dla siebie warunki, które zresztą przyjmuje tylko pod przymusem, ponieważ mu je narzuca właściciel warsztatu lub w ogóle pracodawca, wtedy dokonuje się gwałt, przeciw któremu głos podnosi sprawiedliwość (tamże, p. 34, podkreślenie moje – MS).

Z kolei, w punkcie 2434 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy:

Słuszne wynagrodzenie jest uzasadnionym owocem pracy. Odmawianie go lub zatrzymywanie może stanowić poważną niesprawiedliwość . Aby ustalić słuszne wynagrodzenie, należy uwzględnić jednocześnie potrzeby i wkład pracy każdego. „Należy tak wynagradzać pracę, aby dawała człowiekowi środki na zapewnienie sobie i rodzinie godnego stanu materialnego, społecznego, kulturalnego i duchowego stosownie do wykonywanych przez każdego zajęć, wydajności pracy, a także zależnie od warunków zakładu pracy i z uwzględnieniem dobra wspólnego” . Porozumienie stron nie wystarczy do moralnego usprawiedliwienia wysokości wynagrodzenia (podkreślenie moje – MS).