Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy jestem zwolennikiem kary śmierci za cudzołóstwo?

Jest rzeczą wiadomą, iż jestem zwolennikiem prawnego zakazu i karalności niewierności małżeńskiej. Nie wykluczam też, że w pewnych skrajnych i patologicznych przypadkach wymienionego wyżej występku można by nawet rozważać moralną zasadność karania go śmiercią. Czy w związku z tym można powiedzieć, iż „Jestem za karaniem śmiercią cudzołóstwa”, jak przypisują mi to niektórzy?

Otóż, tego rodzaju „referowanie” mych poglądów na ów temat jest bardzo daleko posuniętą manipulacją, graniczącą z jawnym kłamstwem. Nie opowiadam się bowiem za karaniem śmiercią wszystkich wykrytych wypadków niewierności małżeńskiej. Nie jestem też nawet za tym, by karać większość z dających się realistycznie przewidzieć przypadków tej nieprawości. Ba, nawet nie jestem w 100 procentach przekonany, iż wspomniane przeze mnie „skrajne i patologiczne” przypadki cudzołóstwa (których byłaby raczej mniejszość) powinny być zagrożone karą śmierci, a jedynie rozważam zasadność owej sankcji w takich okolicznościach. Czy nie jest więc manipulacją sprowadzać moje przekonania na tę kwestię do sentencji: „Jesteś zwolennikiem kary śmierci za cudzołóstwo”?Podczas, gdy ja w rzeczywistości popieram karanie niewierności małżeńskiej w większości przypadków znacznie łagodniejszymi sankcjami (chłosta, zakucie w dyby lub prace społeczne), a karę śmierci dopuszczam tu jedynie raczej w nielicznych wypadkach?

Oczywiście, że nie mogę powiedzieć, iż karanie śmiercią zdrady małżeńskiej jest „zawsze złe”. Gdyby tak było to sam Bóg nakazywałby coś per se złego i niegodziwego, a to z jest z natury swej niemożliwe. Jak bowiem mówi Pismo święte: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób:

Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

Bóg jednak nakazał w czasach Starego Przymierza karać cudzołóstwo śmiercią (Kpł 20, 10; Pwt 22, 22), więc taka sankcja za ową nieprawość nie może być zawsze zła. Z drugiej strony nie znaczy to też, że w takim razie również po ustaniu Starego Przymierza należy zawsze karać zdradę małżeńską śmiercią. Myślę, że ogólnie rzecz biorąc, chrześcijańscy władcy powinni preferować łagodniejsze niż w Starym Zakonie sankcje karne, gdyż żyjemy w innych okolicznościach, które często nie wymagają stosowania aż tak surowych kar jak niegdyś. Tak czy inaczej jednak nie można potępić karania śmiercią za cudzołóstwo jako czegoś zawsze złego i nawet dziś można wyobrazić sobie sytuacje, w których taka sankcja za ów występek będzie odpowiednia i sprawiedliwa.

Podsumowując więc sądzę, iż można rozważać moralną zasadność karania śmiercią za najbardziej patologiczne odmiany cudzołóstwa, a więc np. gdy mamy do czynienia z jednoczesnym występowaniem takich czynników jak: wielokrotna recydywa, chwalenie się popełnianiem tego i namawianie do owego czynu wielu innych osób, ułatwianie popełnianie innym niewierności małżeńskiej. Nie sądzę jednak, by splot takich okoliczności występował w większości realnie istniejących i wykrytych przypadków cudzołóstwa. Dlatego też nie można powiedzieć, bym zasadniczo rzecz biorąc popierał karanie śmiercią tej nieprawości. Ogólnie rzecz biorąc jestem za karaniem cudzołóstwa chłostą, zakuciem w dyby bądź pracami społecznymi, a karę główną dopuszczam tu jako raczej wyjątek niż regułę.