Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Wegetarianizm jest doktryną diabelską

Wszyscy wiemy, czym jest wegetarianizm. I jest też dość oczywiste, iż ma nic błędnego  w samym niejedzeniu mięsa jako takiego. Nie jadł mięsa wszak jeden z największych Bożych mężów, a mianowicie św. Jan Chrzciciel, a także niektórzy z innych świętych. Można nie spożywać mięsa z różnych właściwych albo przynajmniej neutralnych moralnie powodów. Na przykład komuś może mięso po prostu nie smakować, ktoś inny chce oszczędzić pieniądze wydawane na potrawy mięsne, by dawać większe jałmużny dla biednych, a jeszcze inna osoba nie będzie spożywać zwierząt w ramach szeroko pojmowanej ascezy. Wszystkie te motywy oczywiście nie są złe, a większą część z nich należy nawet pochwalić. Co mam więc na myśli pisząc, iż „wegetarianizm jest doktryną diabelską”? Otóż, nie chodzi o samo niejedzenie mięsa jako takiego, ale rzecz w pewnego rodzaju ideologii temu towarzyszącej. Błędną i demoniczną motywacją jest bowiem twierdzenie, jakoby nie powinno się jeść mięsa zwierząt dlatego, iż człowiek nie ma moralnego prawa ich zabijać.

W Biblii, pismach Ojców Kościoła i wypowiedziach Magisterium istnieje bowiem wiele tekstów dających ludziom prawo do zabijania zwierząt w różnych celach, w tym również po to służyły im one za pokarm. Już w Starym Testamencie, po potopie, który objął całą ziemię, Bóg zaaprobował spożywanie przez ludzi mięsa zwierząt (Rdz 9, 3). Zresztą cały starotestamentowy, a nakazany przez Boga system ofiarniczy opierał się na zabijaniu różnego rodzaju zwierząt (patrz, np. Kpł 16:20-30; Lb 19:1-3). Dość wspomnieć, iż gdy Stwórca wyzwalał Żydów z niewoli w Egipcie, to jednym z czynów, które im nakazał było zabicie w każdym z ich domów młodego baranka, a następnie spożycie go na wieczerzę oraz pomazanie jego krwią drzwi ich mieszkań. Żydzi mieli zresztą jeść mięso baranka każdego roku podczas obchodów Paschy. Bóg nakazywał też zabijanie zwierząt w sytuacji, gdy wół ubódł by na śmierć człowieka (Wj 21:28), albo też dane zwierzę byłoby wykorzystane do haniebnych praktyk seksualnych (Kpł 20: 15 – 16).

Z kolei w Nowym Testamencie znajdujemy wyraźne ostrzeżenie przed „naukami demonów”, które nakazują m.in. „powstrzymywać się od pokarmów, które Bóg stworzył” (1 Tm 4, 2-3), a w wizji, którą św. Piotr Apostoł otrzymał z Nieba, ów zobaczył płótno pełne różnego rodzaju zwierząt po czym usłyszał następujące polecenie: „Zabijaj Piotrze i jedz” (Dz 10, 13).  W drugiem liście św. Piotra Apostoła czytamy zaś, że  „nierozumne zwierzęta są przeznaczone z natury na schwytanie i zagładę” (tamże: 2, 12).  Nie trzeba zaś chyba specjalnie dodawać, że sam nasz Pan Jezus Chrystus jadał mięso tak ryb, jak i baranków (te ostatnie wszak, jako posłuszny Prawu Mojżeszowemu Żyd musiał spożywać każdego roku).

Także Tradycja Kościoła nie pozostawia wątpliwości, iż zabijanie zwierząt w celu jedzenia ich mięsa nie jest czymś samym w sobie złym. Przykładowo, Synod w Gangra w kanonie 5 ogłaszał: „Gdyby ktoś potępiał chrześcijanina za to, że pobożnie i  z wiarą spożywa mięso, wyjąwszy krew, mięso z ofiar bałwochwalczych albo z uduszonego zwierzęcia, twierdząc, że w ten sposób pozbawia się nadziei zbawienia, niech będzie wyklęty„.  Św. Grzegorz z Nazjanzu wymieniając różne Boże błogosławieństwa i dobrodziejstwa wspomniał co następuje: „Skąd masz to, że jedne spośród zwierząt są ci uległe, a inne zostały ci przeznaczone na pokarm?” (Kazanie 14, „O miłości ubogich”). Katechizm św. Piusa V naucza zaś: „Godzi się bestie („bestie” to często dawniej używane określenie zwierząt – przyp. moje MS) zabijać. Bo je Pan Bóg dla pożytku i używania człowieczego stworzył: i jeżeli jeść je ludziom dopuścił, pogotowiu i zabijać„. Także, ogłoszony przez św. Jana Pawła II Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie numer 2417 jasno stwierdza, iż: „Jest więc uprawnione wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i do wytwarzania odzieży„.

 

Mimo jednak przedstawionych wyżej jasnych dowodów na to, iż ani zabijanie ani jedzenie zwierząt nie jest samo w sobie złe, występne czy niewłaściwe, istnieją osoby, które nawet z perspektywy katolickiej i chrześcijańskiej próbują argumentować w obronie ideologicznego wegetarianizmu. Przypatrzmy się zatem nieco bliżej argumentom, jakie podają oni na rzecz tej doktryny.

Ludzie ci sugerują więc np., iż prawo do zabijania zwierząt jest tylko swego rodzaju niechętnym przyzwoleniem ze strony Boga danym ludziom ze względu na ich słabość i przyzwyczajenie do pewnych prymitywnych praktyk. W Starym Testamencie Stwórca z podobnych względów tolerował wszak niektóre z obiektywnie niemoralnych zachowań (dajmy na to – rozwody), ale nie znaczy to, że były one zgodne z Bożym wzorem właściwego postępowania. Argumentację tę ma wzmacniać fakt, iż na początku rozwoju ludzkości człowiek mógł spożywać tylko jarskie produkty, zaś niektóre z wizji niebiańskiej szczęśliwości wskazują na to, iż ludzie będą w jej ramach żyć w doskonałej symbiozie, pokoju i harmonii także ze zwierzętami (Iz 11, 6 – 9).

Na powyższy argument odpowiedzieć można w ten sposób, iż choć prawdą jest, że Bóg pewne rzeczy w Starym Przymierzu tolerował z powodu ludzkiej zatwardziałości i słabości, to nie nakazywał nigdy ludziom czynić tego, co jest samo w sobie złem. Stwórca nie rozkazywał nikomu się rozwodzić, a tylko pozwalał na to – jednak jak najbardziej nakazywał zabijać i jeść zwierzęta. Pismo święte wszak mówi o Panu Bogu: „Nikomu  nie przykazał On być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 19-20). Pius XII wykładał tę prawdę w następujący sposób: „Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (…) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienia tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (…) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Przemówienie „Ci resce”, podkreślenie moje – MS).

Jeśli zaś chodzi o to, że być może jedzenie przez ludzi mięsa zwierząt jest jakimś następstwem i efektem wcześniejszego grzechu oraz nieporządku wywołanego przez człowieka, to owszem nie można wykluczyć tej teorii, ale nie należy z niej wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Przykładowo, konieczność zarabiania na codzienny chleb za pomocą ciężkiej pracy jest efektem grzechu pierworodnego, ale nie oznacza to przecież, iż ciężka praca jako taka jest czymś złym albo moralnie nagannym. Podobnie, część z Ojców i Doktorów Kościoła twierdziła, iż gdyby nie grzech naszych pierwszych rodziców rozmnażanie ludzkości odbywałoby się w inny niż znany nam sposób, ale to nie znaczy, że współżycie seksualne w ramach małżeństwa jest złem, występkiem, etc.

A co z argumentem przywołującym postacie niektórych biblijnych wegetarian (np. Daniela) oraz tych ze świętych, którzy nie jedli mięsa? To twierdzenie jest bardzo słabe, gdyż Daniel nie chciał jeść potraw mięsnych przebywając na dworze pogańskiego króla Nabuchodonozora. Prawdopodobnie było zaś to spowodowane tym, iż owe potrawy mogły w dużej mierze składać się z zakazanego wówczas Żydom mięsa zwierząt niekoszernych, a ponadto niewykluczone, iż zwierzęta te były wcześniej ofiarowywane na część bożków. Jeśli zaś chodzi o niektórych świętych, którzy nie jedli mięsa to brak jest podstaw, by twierdzić, że czynili oni to z powodu negatywnej oceny moralnej zabijania zwierząt. Jeśli już był to z ich strony elementem szerszego zespołu różnych czynionych przez nich praktyk ascetycznych i umartwieniowych (czyli wyrzekania się rzeczy dozwolonych po to, by łatwiej opierać się pokusom do rzeczy zakazanych).

Niektórzy z „chrześcijańskich wegetarian” powołują się jednak na postawę św. Pawła Apostoła, który wzywał do poszanowania postawy braci wyrzekających się jedzenia mięsa (Rz 14). Cóż i ten przykład nie jest tutaj adekwatny. Nawet gdyby owe apele tego Apostoła odnosiły się do „ideologicznych” wegetarian, to i tak nie byłyby one uznaniem rzekomej słuszności czy równorzędności ich poglądów, gdyż Apostoł pisze w swym liście, że chodzi tu o „słabych w wierze” braci (Rz 14, 1). Poza tym, jak wynika z szerszego kontekstu listów apostolskich pod określeniem tych, którzy wówczas wyrzekali się jedzenia mięsa, rozumiano raczej nie wegetarian w ich „ideologicznym” znaczeniu, a chodziło prawdopodobnie o tych z chrześcijan, którzy nie chcieli jeść jakichkolwiek potraw mięsnych dlatego, iż te mogły pochodzić z prowadzonych przez pogan targowisk.

Jeszcze inni ze zwolenników wegetarianizmu twierdzą, że może i w dawniejszych czasach ludzie zmuszeni byli jeść mięso z braku innych produktów żywnościowych, jednak dziś jarskiej żywności jest pod dostatkiem, więc należy zaprzestać spożywania zwierząt. I ten argument jednak jest słaby, gdyż jak już to właśnie dawniej ludzie mieli miej okazji do spożywania mięsa niż współcześnie i większość osób przez znaczną część swego życia było skazanych na jedzenie potraw wegetariańskich.

 

Oczywiście, wszystko to nie oznacza aprobaty dla zabijania zwierząt z byle powodu czy też zadawania im niepotrzebnych cierpień. Jednak ideologiczny wegetarianizm jest nie do zaakceptowania, gdyż podsuwa ludziom zbędne skrupuły i zachęca do bycia bardziej „moralnym” i „świętym” niż sam Bóg. Doktryna ta ma zresztą ewidentnie niechrześcijańskie pochodzenie i należy pamiętać, że – jak pisał św. Paweł Apostoł – zabranianie ludziom jedzenia mięsa – jest „nauką demonów”.