Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy kult „Żołnierzy Wyklętych” jest drogą do „ukrainizacji” naszej pamięci narodowej?

Niedawno Paweł Kukiz ośmielił się dodać małą łyżeczkę dziegciu do beczki miodu, którą w naszym kraju otacza się tzw. Żołnierzy Wyklętych. Mianowicie powiedział on, iż szanując postawę większości z tych ludzi, uważa, że i wśród nich zdarzali się bandyci oraz zbrodniarze, dlatego też nie ujmując pamięci tych pierwszych, trzeba w całym kulcie „Wyklętych” zadbać o to, by oddzielono w nim ziarno od plew i nie gloryfikowano tych drugich. Choć osobiście jestem krytyczny wobec samej istoty działalności zbrojnego podziemia z lat 1945 – 1953 powyższa myśl Kukiza mogła by się wydawać także dla zwolenników „Wyklętych” swego rodzaju „oczywistą oczywistością”. W każdej wszak choćby i najlepszej zbiorowości znajdzie się jakiś margines niegodziwców i szubrawców. Ba, nawet wśród Aniołów przed wieloma wiekami jedna trzecia z nich wybrała bycie złymi i wrogami Boga, stając się z własnej woli demonami.

Cóż, więc w tym dziwnego czy szokującego, iż Paweł Kukiz w realistyczny sposób dostrzegł, że także wśród „Wyklętych” znajdowali się bandyci i zbiry? Dodajmy, że uczynił to zastrzegając przy tym, iż uważa zdecydowaną ich większość za bohaterów i dobrych ludzi. A jednak, owa wypowiedź posła Kukiza ściągnęła na niego falę przysłowiowego „hejtu”. W oczach sporej części wypowiadających się na ten temat prawicowców stał się on „komunistą”, „ruskim agentem”, „który wreszcie pokazał swą prawdziwą twarz”, itp. Jakie wnioski można zatem wyciągnąć z faktu tak wielu i nienawistnych wręcz reakcji na banalne historycznie stwierdzenia Pawła Kukiza?

Otóż, mamy tu do czynienia z faktycznie bałwochwalczym stosunkiem do naszej narodowej historii i spuścizny. Skoro, nie można powiedzieć ani słowa krytyki np. pod adresem „Żołnierzy Wyklętych”, bo inaczej jest się komunistą, ruskim agentem albo przynajmniej dzieckiem bądź wnukiem Ubeka, to de facto czyni się z „Wyklętych” osoby bez skazy, a stąd już tylko krok do ich ubóstwiania. Jakże dalekie jest takie podejście do swej narodowej historii od przykładu, jaki dali prorocy starożytnego, biblijnego Izraela. Ci ostatni wszak w imię Boga i właściwie pojętej miłości do swego narodu odważnie wypominali mu jego grzechy, choćby i bardzo mocno wrosły już one w jego historię, kulturę i tożsamość. Prorocy ci nie wahali się też mówić, iż nieszczęścia, które spadają na Izraelitów są Bożą karą i chłostą za ich nieprawości. Prorok Jeremiasz rzekł niegdyś: Leżeć musimy w hańbie i wstyd nas okrywa, bo zgrzeszyliśmy wobec Pana, Boga naszego, my i przodkowie nasi, począwszy od młodości aż do dziś; nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego (Jeremiasz 3, 23). Porównajmy to odważne, biblijne mówienie o karach Bożych za grzechy własnego narodu z tym jak odbierane są dziś w pewnych kręgach wszelkie wzmianki o tym, że pewne nieszczęścia, które dotykały Polaków mogły być właśnie tego rodzaju karą. Wiem coś o tym, gdyż jeszcze świeżo w pamięci mam gniewne reakcje na mój tekst, w którym, w oparciu o Pismo święte i zapiski polskich mistyczek, św. Faustyny Kowalskiej i służebnicy Bożej Rozalii Celakówny, stwierdziłem, iż dokonane w skutek Powstania Warszawskiego zniszczenie Warszawy było Bożą chłostą ze rozliczne nieprawości, z których słynęła ona w okresie międzywojennym.

Takie bezkrytyczne podchodzenie do „Żołnierzy Wyklętych” można też nazwać czymś w rodzaju „ukrainizacji” naszego podejścia do pamięci narodowej. Apologeci „Wyklętych” oburzają się na porównywanie polskiego zbrojnego podziemia antykomunistycznego do UPA, ale sami naśladują w swym zaślepieniu dzisiejszych chwalców owej zbrodniczej organizacji. Popatrzmy wszak na naszych wschodnich sąsiadów, czyli Ukrainę. Tam ich nowożytna tożsamość narodowa jest budowana na kreowaniu wielce pozytywnego obrazu UPA. W dominującym przekazie UPA to zatem szlachetni „gieroje” walczącymi z komunistami i Niemcami, a wszelkie głosy krytyki względem tego ugrupowania, a nawet próby przypominania o popełnianych przez nie niegodziwościach, gniewnie się ucisza jako przejaw komunistycznych sympatii czy bycia przedstawicielem rosyjskiej agentury. Oczywiście, nie można postawić znaku równości pomiędzy „Wyklętymi” a UPA, gdyż ci drudzy popełnili o wiele więcej okrutnych zbrodni niż ci pierwsi, jednak stopień zaślepienia i bezkrytycyzmu, z jakim podchodzi się do obu tych środowisk, jest bardzo podobny, by nie powiedzieć, że identyczny.