Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

O tym jak Bóg ukarał pewnego księdza „geja” i jego obrońcę

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Nie jest żadną tajemnicą, iż w Kościele katolickim funkcjonuje tzw. różowe lobby (chodzi o wzajemnie wspierających się homoseksualistów i kryjących ich ludzi). Działania owego lobby doświadczył jeden z mych znajomych. I mimo całego tragizmu tej sytuacji, nie pisałbym o jego przypadku, gdyż podobnych zapewne było tysiące. Jest jednak w tej historii pewna szczególna lekcja, którą warto pokazać innym.

W czym zatem rzecz? Otóż, pewien człowiek (ów mój znajomy – nazwijmy go „Andriej”) wstąpił do jezuickiego nowicjatu zakonnego w jednym z krajów byłego bloku wschodniego. I tam jeden z jego przełożonych, uczony teolog, okazał się być czynnym homoseksualistą i pijakiem (nazwijmy go „Ksiądz Enrique”) . W pewnym momencie „ks. Enrique” złożył „Andriejowi” propozycję, by ów został jego kochankiem. „Andriej” odmówił i być może sprawa nie miałaby dalszego ciągu, gdyby nie fakt, że nie chciał on tej sprawy zostawić ot tak sobie. Zaczął więc on działać w kierunku tego, by „ks. Enrique” został jakoś ukarany przez władze kościelne, za praktykowanie swego zboczenia. W ramach tych działań „Andriej” poszedł więc ze skargą do głównego przełożonego swego nowicjatu (nazwijmy go „Księdzem Hansem”). „Ksiądz Hans” wysłuchał „Andrieja” i odparł: „My o tym wiemy i oczywiście nie jest to dobre. Ksiądz Enrique jest jednak dobrze zapowiadającym się teologiem i może poczynić duże zasługi dla naszego zakonu. Poza tym, stoją za nim ważni ludzie w Watykanie, więc i tak nie możemy nic mu zrobić„.  Koniec końców zaś, to nie „ks. Enrique” został ukarany przez swych przełożonych, ale to „Andrieja” wyrzucono z zakonnego nowicjatu. Dodam jeszcze, że gdy „Andriej” napominał „księdza Enrique”, by porzucił swój homoseksualny styl życia, bo inaczej spotka go kara Boża, ten naśmiewał się z niego, pukając się po głowie.

„Andriej” został więc wyrzucony z nowicjatu, a ks. „Enrique” dalej w nim był. To jednak nie koniec tej historii. Otóż, pewnego dnia, ksiądz „Enrique” oddawał się seksualnym uciechom z męską prostytutką (i jednocześnie kryminalistą) w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Coś poszło jednak nie tak – i seksualna zabawa skończyła się tym razem dla owego księdza tragicznie. Otóż, ów kochanek po seksie, zabił „Enrique” (nie wiem, czy była to kłótnia kochanków, czy może ów ksiądz był zamieszany w jakieś gangsterskie porachunki). Niespodziewanie jednak, krótko po akcie tego zabójstwa, gdy kochanek „Enrique” nie zdążył się jeszcze ulotnić, do mieszkania wszedł ksiądz „Hans” (ten sam, który wcześniej „de facto” odmówił ukarania „Enrique’a”).  W ten sposób „Hans” też padł śmiertelną ofiarą owego kryminalisty, gdyż ów oczywiście nie chciał pozostawiać przy życiu świadka tego zdarzenia. Taki też był koniec „Enrique” i „Hansa”. Ten pierwszy, w pewnym sensie, zginął od narzędzia własnego grzechu (czyli z rąk swego kochanka), a ten drugi będący faktycznym obrońcą owej nieprawości dokończył swego żywota w podobny sposób.

Jaka lekcja płynie z tej historii? Otóż, Pismo święte naucza, że: „przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę” (Mądrości 11, 16); „i tych, co w głupocie swej  żyli niegodziwie, skarałeś przez ich własne bezeceństwa” (Mądrości 12, 23). Historia ludzkości nieraz już pokazała sprawdzanie się tych prawd w praktyce. Przykładowo, Haman, który chciał powiesił wuja królowej Estery, sam później zginął na szubienicy (Estery 5); Salome, która doprowadziła do ścięcia św. Jana Chrzciciela, umarła pod załamującymi się bryłami lodu na rzecze, które to ucięły jej głowę; Jerozolima, gdzie podburzony tłum domagał się ukrzyżowania Pana Jezusa, w 70 roku po Chr. była świadkiem tego, iż codziennie przez pół roku, Rzymianie krzyżowali w niej około 500 Żydów (97 tysięcy żydowskich młodzieńców zostało zaś sprzedanych do niewoli w cenie 30 ludzi za 1 srebrnik).

Napoleon mawiał: „Przypadek jest bogiem głupców„. Ktoś inny zaś powiedział: „Nie ma przypadków, są tylko znaki„. W tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie wiemy, iż o żadnym ze zdarzeń nie  można powiedzieć, że było czystym przypadkiem, gdyż nad wszystkim w tym czy innym sensie czuwa Boża opatrzność. Wiemy też, że choć „Bóg nie jest rychliwy, jednak jest sprawiedliwy„. W zrelacjonowanym przeze mnie powyżej przypadku księży „Enrique i Hansa” widać jak na dłoni słuszność owych biblijnych prawd. „Enrique” nie dość, że czynił swą sromotę, to jeszcze naśmiewał się z napomnień do niego skierowanych. „Hans” co prawda tego nie czynił, ale odmową działania w tej sprawie, faktycznie wziął w obronę niecne postępowanie swego podwładnego. Obaj zginęli z ręki innego homoseksualisty – a  sceneria ich śmierci była doprawdy żałosna: leżeli w kałużach krwi pośród zużytych prezerwatyw i opróżnionych butelek po alkoholu.

Zaiste: „gdy Twe sądy jawią się na ziemi, mieszkańcy świata uczą się sprawiedliwości”  (Izajasz 26, 9).  Źle jednak by się stało, gdybyśmy w przytoczonej historii zatrzymali się tylko na księżach „Enrique i Hansie”. Pamiętajmy wszak, że jeśli „nie będziemy pokutować, wszyscy podobnie zginiemy” (Łukasz 13, 3).