Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Nie demonizujmy WOŚP

Niegdyś byłem bardzo zaciętym przeciwnikiem jakiegokolwiek  wspierania kierowanej przez p. Owsiak WOŚP. Przed laty myślałem o tej inicjatywie w tonie bardzo podobnym do tego, w jaki sposób jest ona przedstawiana od wielu lat przez dużą część prawicowych i konserwatywnych mass mediów. Jerzy Owsiak jawił mi się zatem jako wielki gorszyciel i deprawator młodego pokolenia, którego charytatywna działalność tak naprawdę jest zasłoną dymną do prowadzonej przez niego demoralizacji – w związku z czym wspieranie pieniędzmi WOŚP jest przede wszystkim przykładaniem ręki do czynionego przez niego zła, a przez to można coś takiego określić wręcz mianem grzechu.

Ten wstęp zapewne już pozwolił Czytelnikom domyśleć się, iż obecnie nie podzielam już aż tak surowej i radykalnej oceny WOŚP. Owszem do tej pory jestem dość sceptyczny wobec owej akcji charytatywnej. Z całą też pewnością bardzo krytycznie oceniam niektóre w inicjatyw i akcji p. Jerzego Owsiaka (przede wszystkim zaś „Przystanek Woodstock” z promocją Hare Kryszna, rozdawnictwem prezerwatyw i stoiskami organizacji pro-aborcyjnych oraz jego zaangażowanie w tzw. Czarny Protest w 2016 roku).  Zdaję sobie też sprawę, iż katolicki „Caritas” oraz inne chrześcijańskie organizacje dobroczynne łącznie czynią więcej dla chorych i ubogich niż fundacja p. Owsiaka i że w pierwszym rzędzie lepiej wspierać takowe niż dawać pieniądze na zawierającą dość wątpliwe elementy WOŚP. Im więcej jednak widzę gromów rzucanych na WOŚP ze strony prawicowej i katolickiej, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż krytyka tej akcji dobroczynnej jest często mocno przesadzona.  Poniżej wyjaśnię w punktach dlaczego tak uważam:

Po pierwsze:  nie powinno się ludziom sugerować, iż samo wrzucenie do puszki wolontariuszy WOŚP mniejszej bądź większej sumy pieniędzy jest jakąś nieprawością czy grzechem.

Samo w sobie dawanie pieniędzy przeznaczonych na pomoc chorym jest szlachetnym aktem jałmużny, choćby i zbierający takową byli libertynami, ateistami, żydami albo muzułmanami. Jeśli chodzi tu tylko albo przynajmniej głównie o jałmużną i takowa nie jest połączona z czynieniem lub jawnym i bezpośrednim wspieraniem czegoś złego, to takie działanie jest moralnie w porządku. Choćby ten kto organizuje ową pomoc czynił źle w innych aspektach lub wyznawał jakieś błędne poglądy. Pokazując to na pewnym praktycznym przykładzie – jeśli libertyn prosi nas o pieniądze przeznaczone na pomoc chorym czy ubogim, to nie będzie niczego złego w tym, że damy mu takowe.  Gdyby jednak oprócz pieniędzy ów prosił nas o to, byśmy wystąpili w rozbieranym kalendarzu, z którego dochód przeznaczony byłby np. dla dzieci chorych na raka, to powinniśmy wówczas stanowczo odmówić.

Ktoś jednak powie, że pewna część z pieniędzy zbieranych na WOŚP idzie też na finansowanie znacznie bardziej kontrowersyjnej imprezy p. Owsiaka jaką jest „Przystanek Woodstock”. Cóż, jest to raczej pół-prawda niż cała prawda. A więc, pieniądze bezpośrednie wpłacane na rzecz WOŚP nie idą na dofinansowanie „Przystanku Woodstock” choćby z tego powodu, iż podobnych działań zakazuje polskie prawo. Prawdą jest jednak, że pewna część z odsetek bankowych naliczanych od zebranych na koncie WOŚP pieniędzy jest przeznaczana również na wsparcie wyżej wskazanej imprezy. Czy jednak sam fakt, iż w dość daleki i pośredni sposób pewna część, a raczej cząstka pieniędzy leżących na koncie WOŚP trafia w końcu na „Przystanek Woodstock” czyni wspieranie „Świątecznej Orkiestry” czymś wręcz z gruntu niemoralnym? Cóż, gdyby tak było, za etycznie złe trzeba by też uznać płacenie podatków (których część jest przeznaczona na złe cele), kupowanie Coca Coli (która czasami jest reklamowana w niemoralny sposób) robienie zakupów w wielkich sieciach handlowych (gdzie np. jest sprzedawana pornografia i wystawiane są duże obsceniczne reklamy bielizny) czy nawet płacenie pensji pracownikom o których wiemy, że lubią się oni upijać bądź chodzić do klubów ze striptizem.  W tych wszystkich bowiem przypadkach jakaś część pieniędzy przynajmniej pośrednio wspiera jakieś złe i bezbożne dzieła. Cóż, jeśli ktoś chce być aż tak bardzo radykalnym i od swego kategorycznego sprzeciwu wobec WOŚP przejść do surowego piętnowania płacenia podatków, picia Coca Coli, dokonywania zakupów np. w Carrefourze czy też płacenia pensji nieporządnie żyjącym pracownikom, to osobiście mogą podziwiać jego gorliwość, ale mimo to uznam taką postawę za przesadzoną i nierozsądną. Skoro bowiem nawet Pan Jezus i Apostołowie polecali płacić podatki na rzecz Imperium Rzymskiego (z których przecież też opłacono różne złe rzeczy), jeśli starożytni chrześcijanie tak czynili (dla których często nie do przyjęcia była praca choćby i tylko przy upiększaniu pogańskich świątyń), to najwidoczniej oddawanie swych pieniędzy nawet z wiedzą o tym, iż pewien ich procent zostanie zużytkowany w zły moralnie sposób, nie jest, co jako takie  godne potępienia. I nie przekonuje mnie argument że „podatki oddaje się pod przymusem”, a „jałmużnę udziela z własnej woli”. Jeśli bowiem coś jest samo w sobie złe, to nie mamy moralnego prawa tego czynić nawet, gdybyśmy w razie odmowy mieli umrzeć męczeńską śmiercią. Gdyby więc fakt, że np. 5 do 15 procent naszych pieniędzy szło na jakieś złe cele, czynił akt przekazania tych pieniędzy czymś z gruntu złym i niegodziwym, to po prostu nie mielibyśmy prawa tego robić w jakichkolwiek okolicznościach.

Jak więc widać, objawiona i zapisana w naszych sercach  przez Boga moralność jest w tym względzie znacznie mniej kategoryczna i rygorystyczna, jak chcieliby niektórzy. Są sytuacje, gdy trzeba być bardzo stanowczym, surowym i bezkompromisowym, ale akurat omawiana kwestia do nich nie należy. Jeśli – jest prawdą, to co podaje WOŚP w swych rocznych zeznaniach (a do dziś nikt nie udowodnił, że jest inaczej), a więc, że olbrzymia większość ze zbieranych przez nich pieniędzy rzeczywiście idzie na akcentowane przez nich medialnie cele (a tylko ok. 7 procent przeznaczone zostaje na obsługę całej tej akcji), to nie ma co wpędzać innych w wyrzuty sumienia co do ich wsparcia pieniężnego dla „Orkiestry” i dzielić włosa na czworo poprzez dywagacje, że ileś tam z tych pieniędzy idzie na coś złego.  Sam nie płacę na WOŚP ani nie zachęcam do tego innych, ale nie widzę powodów, by robić wielki problem moralny i społeczny z tego, że są ludzie, którzy tak czynią.

Nieco bardziej złożoną i skomplikowaną kwestią jest kwestia formy w jakiej organizowana jest zbiórka na „Orkiestrę”  i dalekosiężnych skutków wspierania tej inicjatywy.

Cóż, jeśli chodzi o otoczkę WOŚP to owszem w pewnych swych aspektach i płaszczyznach jest ona wątpliwa, dwuznaczna, a czasami nawet jawnie zła. Chodzi tu mi przede wszystkim o występy różnych zespołów muzycznych grających muzykę pop, rock, rap czy heavy metal, pośród których część z pewnością nie zasługuje na pośrednią reklamę i popularyzację, jaką poprzez swój udział w WOŚP otrzymują. Nawet jeśli jednak artyści pokroju Dody, Nergala czy Peji stanowiliby dajmy na to połowę ze wszystkich grup muzycznych występujących na WOŚP to jeszcze i tak nie twórczość przeważałaby na obliczu tej konkretnej akcji charytatywnej – to ciągle byłby jeden, ale nie jedyny czy główny z jej aspektów. Trudno więc wciąż tu mówić, by danie mniejszej bądź większej kwoty pieniędzy na WOŚP było jakąś bliską współpracą czy wspieraniem – mówiąc biblijnym językiem –  „uczynków ciemności” (por. Efezjan 5, 11)  promowanych przez takich artystów.  Związek pomiędzy daniem 10, 20 czy nawet 100 złotych na WOŚP, a zrobieniem dodatkowej reklamy np. Dodzie będzie wciąż tu zbyt daleki, mglisty i niejednoznaczny.  Doprawdy można podać całą masę sytuacji i zachowań, kiedy takie powiązanie jest znacznie bardziej jasne, bliski i bezpośrednie, a na które zazwyczaj nie grzmią prawicowi i katoliccy publicyści (np. zapraszanie na „patriotyczne bale” p. Ziemkiewicza wraz jego oficjalną kochanką czy też Radosław Pazura grający w obscenicznych widowiskach). I myślę, że coś podobnego można tu powiedzieć o pośrednich skutkach wspierania WOŚP, czyli uwiarygadnianie p. Owsiaka w oczach opinii publicznej, a przez to także jego bardziej wątpliwych inicjatyw w rodzaju „Przystanek Woodstock”.

 

Po drugie: dość wątpliwym jest przypisywanie ludziom czyniącym jakieś dobro mających temu towarzyszyć złych intencji.

A niestety, w narracji części prawicowych i konserwatywnych publikacji coś takiego stosuje się wobec p. Owsiaka wręcz nagminnie. Założyciel WOŚP ma być zatem oszustem, złodziejem, naciągaczem, który pod płaszczykiem troski o chorych zabiega przede wszystkim o swoją sławą oraz chce demoralizować polską młodzież. Czy jednak takie ocenianie intencji p. Owsiaka jest poparte mocnymi dowodami, faktami i przesłankami? Bo, jeśli głównym powodem dla którego w taki sposób traktuje się jego dobroczynną część aktywności jest to, iż po prostu go się nie lubi czy krytycznie patrzy na inne z jego działań, to nie jest to uczciwe postępowanie. Wedle nauczania katolickiego powinniśmy bowiem próbować raczej ocalić godziwość nawet zawierających pewne niejasne czy dwuznaczne elementy czynów naszych bliźnich, aniżeli je potępić i zganić. Katechizm Jana Pawła II naucza na ten temat: „W celu uniknięcia wydawania pochopnego sądu każdy powinien zatroszczyć się, by – w takiej mierze, w jakiej to możliwe – interpretować w pozytywnym sensie myśli, słowa i czyny swego bliźniego” (tamże: n. 2478).

To prawda, że pan Owsiak wspiera pewne złe rzeczy, ale dywagacje odnośnie tego, iż WOŚP ma być przede wszystkim zasłoną dymną mającą je uwiarygadniać są czystym domysłem, który nie ma potwierdzenia w jego publicznie znanych wypowiedziach. Póki nie wiemy na ten temat czegoś więcej, prościej i uczciwiej jest raczej powiedzieć, że pewne aspekty działalności p. Owsiaka są złe i godne napiętnowania, a inne zasługują na szacunek.

Kończąc chcę jednak zastrzec, iż powyższe wywody nie stanowią próby apologii WOŚP. Tak jak już o tym napisałem – sam ani nie daję nań pieniędzy ani nie zachęcam do tego innych. Nie widzę jednak zasadniczego ani poważnego problemu w tym, że ktoś tak właśnie czyni. Nie sądzę zatem, by surowa krytyka czy wręcz potępianie WOŚP stanowiło rozsądną i mądrą postawę. Zamiast tego doradzałbym raczej zachowanie względem niej pewnej dozy podszytej szacunkiem  ostrożności i dystansu. Może więc zamiast obnoszenia się wszem i wobec z hasłem „Nie daję na Owsiaka” lepiej powiedzieć wolontariuszom WOŚP: „Dziękuję, ale już daję jałmużnę w innych okolicznościach, szanuję jednak Waszą pracę i zaangażowanie”???